• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Dzisiaj ważne jest życie i zdrowie Polaków

Sobota, 15 stycznia 2022 (14:31)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mamy tzw. Tarczę antyinflacyjną 2.0, która zakłada obniżkę na pół roku VAT-u na żywność, nawozy i gaz do 0 proc.; do 5 proc. na ciepło oraz do 8 proc. na paliwa. Opozycja jak zwykle krytykowała propozycje, po czym poparła działania rządu.

– Dawno nie było takich krzyków, krytyki ze strony totalnej opozycji jak podczas ostatniego dwudniowego posiedzenia Sejmu, a zwłaszcza podczas wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego. Cała „Tarcza antyinflacyjna 2.0” jest zła, wszystkie działania rządu są spóźnione, bez sensu, nic z tego nie będzie – taka była retoryka. Można powiedzieć, że w wykonaniu opozycji to nic nowego. Jednak najciekawsze jest, że kiedy doszło do głosowania końcowego, to za uchwaleniem ustawy głosowało 438 posłów, nikt nie był przeciw, a tylko dwóch posłów wstrzymało się od głosu. W tej sytuacji warto zadać pytanie: co jest grane? Przez dwa dni obrad, a także w okresie poprzedzającym w mediach, w internecie pierwsze skrzypce grała opozycja rozkrzyczana, przeszkadzająca premierowi, który wyjaśniał, po co to wszystko i na co. Mateusz Morawiecki słyszał, że jest kłamcą, że w Polsce jest drożyzna, że winne wszystkiemu jest Prawo i Sprawiedliwość. Po czym przyszło do głosowania, gdzie niemal cała opozycja była na tak, a w mediach, które jeszcze kilka godzin temu „jechały” na rząd, nagle zrobiła się cisza.

O czym to świadczy?  

– To pokazuje, że przez dwa dni mieliśmy teatr, szopkę, happening polityczny i jedno przesłanie: rząd kłamie, rząd jest wszystkiemu winny. A po dwóch dniach, kiedy przyszło głosowanie prawdy, jest cisza. Nikt z opozycji już nie krzyczy, nawet media nieprzychylne rządowi zrobiły sobie przerwę, podejmując inne tematy. Fakty są takie, że rzeczywiście mamy kryzys światowy, kryzys gospodarczy – choć w różnym stopniu dotknął wszystkich – mamy też kryzys energetyczny, do tego wycisk wszystkim, nawet największym potęgom, daje pandemia koronawirusa. Tymczasem totalna opozycja brnie w zaparte i zachowuje się tak, jakby wszystko, co złe, działo się tylko w Polsce.

Nie ważne jak, ważne, żeby obalić obecny rząd?  

– Nawet nie, bo gdyby w tym działaniu chodziło tylko o obalenie rządu, to trzeba by pokazać alternatywę. Tymczasem nie ma alternatywy, nie ma żadnych propozycji rządu i premiera, za to obowiązuje zasada: nie, bo nie, i totalna krytyka wszystkich poczynań władzy. Odnoszę wrażenie, że są to działania adresowane do własnego elektoratu i pilnowanie słupków poparcia, czyli utwierdzenie w przekonaniu już przekonanych.

Swoją drogą „Tarczą antyinflacyjną 2.0” przyjętą przez Sejm teraz zajmie się Senat, ale nie jest powiedziane, że na propozycje polskiego rządu zgodzi się Komisja Europejska.

– Owszem, mówimy tu o obniżeniu podatku VAT, szczególnie w obszarach energetycznych. I tutaj też znamienna jest cisza totalnej opozycji. Rząd, zwracając się do opozycji i do Donalda Tuska, lidera Koalicji Obywatelskiej, a zarazem szefa największego ugrupowania w europarlamencie – Europejskiej Partii Ludowej, mówi jasno: pokażcie, co potraficie, jakie faktycznie są wasze układy w Brukseli i poprzyjcie działania dla Polski i Polaków na gruncie europejskim. Myślę też, że większość Polaków, która nie śledzi na bieżąco wydarzeń politycznych, nie ma świadomości, że kwestie stawek podatkowych nie zależą od decyzji w Warszawie tylko od Brukseli. I tutaj ogromna rola mediów, aby budować m.in. w tym zakresie świadomość polskich obywateli. Sytuacja wygląda tak, że choć Unia Europejska nie jest jeszcze – jak chcą tego Niemcy – federacją państw, to i tak jako kraj członkowski oddaliśmy po części naszą niepodległość podatkową do Brukseli. To są fakty, które opinia publiczna powinna znać, żeby wiedzieć, kto odpowiada za ten obszar, że rząd sam nie wszystko może. Potrzebne jest zatem uporządkowanie wiedzy, że są obszary – także strategiczne, w których rząd nie ma już wiele bądź nic do powiedzenia. To jest smutna puenta bloku podatkowego, co pokazuje, że niestety we własnym kraju mamy coraz mniej do powiedzenia.

13 z 17 członków Rady Medycznej przy Premierze podało się do dymisji, co spotkało się z wręcz dramatycznymi komentarzami Donalda Tuska czy chociażby szefa klubu Nowej Lewicy, Krzysztofa Gawkowskiego, że rząd w walce z covidem abdykował.

– Sytuacja nie jest łatwa, bo rząd musi walczyć na wielu frontach – jednym z nich jest pandemia. Nie jest prostą rzeczą zamknąć kolejny raz polską gospodarkę, ogłosić lockdown. Sądzę, że gdyby w jednym pomieszczeniu zebrali się eksperci medyczni i ekonomiści i zaczęliby dyskutować na temat covida, to zdania byłyby rozbieżne i trudno byłoby znaleźć wspólny mianownik. Większość Europy w okresie Bożego Narodzenia zamknęła się i Polska była jednym z nielicznych państw „otwartych”, mimo iż wszystkie rekomendacje mówiły jedno: trzeba ogłosić lockdown. Zakładając, że rząd posłuchałby zdania Rady Medycznej i od listopada do końca stycznia premier ogłosiłby zamknięcie galerii handlowych, zakaz jarmarków, zakaz przemieszczania się to, co by się działo? Otóż ci sami politycy, którzy dzisiaj tak głośno krzyczą o końcu świata, że to, iż chorują i umierają ludzie, to wina rządu, to ci sami politycy krzyczeliby teraz, że lockdown to zamach na wolność, że to niszczenie polskiej gospodarki, zamach na przedsiębiorczość – i kto za to zapłaci. Podobna retoryka byłaby w mediach niechętnych władzy. Tak czy inaczej, w tych dramatycznych chwilach, bo to nie są łatwe decyzje, jakichkolwiek kroków nie podjąłby premier Mateusz Morawiecki, czy też polski rząd, będą pociągały za sobą określone konsekwencje. Twardy lockdown oznaczałby poważne problemy gospodarcze, problemy w oświacie, kłopoty psychiczne dzieci i młodzieży, problemy finansowe, jeszcze głębszy kryzys gospodarczy itd. Z kolei pozostawienie otwartej gospodarki i nieposłuchanie rekomendacji medyków – to więcej zakażeń i ofiar, bo nie wszyscy przechodzą COVID-19 bezobjawowo, a więc dramaty ludzkie. Nie jest to proste i jakakolwiek nie byłaby decyzja rządu, będzie ona krytykowana.

Wróćmy jeszcze do sytuacji finansowej, mianowicie inflacja szaleje, niezadowolenie rośnie…  

– Przypomnę, że w latach 2020-2021 w ramach różnych tarcz na polski rynek, także do przedsiębiorców trafiło ponad 200 mld zł. Jeśli cały świat oszalał – pojawiły się zastoje w produkcji, a ceny gazu na rynkach wywindowano o 300 proc., jeśli trwa szaleństwo energetyczne, to nawet najbardziej zapiekli przeciwnicy ekonomiczni rządu premiera Morawieckiego mówią wyraźnie, że inflacja w 60 proc. jest wynikiem czynników zewnętrznych, na które rząd nie ma wpływu. Co więcej, w Niemczech inflacja wynosi 5,3 proc. i jest największa od 30 lat, podobnie wysoka jest także w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem w Polsce ubiegły rok został zamknięty na poziomie 8 proc. Inflacja jest szczególnie widoczna w strefie euro, zwłaszcza wśród krajów mniej rozwiniętych, np. na Litwie czy w Estonii, gdzie waha się w granicach 11-12 proc. Co by było, gdyby Polska byłaby dziś w strefie euro, do czego parł rząd Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Byłem na Litwie, kiedy ten kraj wszedł do strefy euro, i muszę powiedzieć, że Litwini – szczególnie mniej uposażeni – wręcz płakali. I przy dzisiejszej inflacji, przy obecnych zarobkach, pułapie dochodów euro nie ma tam żadnej wartości i tak naprawdę jest bieda. Przy okazji warto powiedzieć, że nie wszystkie państwa strefy euro są tak rozwinięte jak gospodarka niemiecka, która jakby nie spojrzeć, też ma dzisiaj pewne problemy.  

Przekaz opozycji jest jednak taki, że wszędzie jest dobrze, tylko u nas pod rządami PiS-u Polska jest w zapaści.

– Dobrze, że dzisiaj w obliczu rozmaitych kryzysów nie rządzi Platforma, bo patrząc na ich poprzednie rządy, Polska i Polacy byliby dzisiaj w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Polska nie jest bezludną wyspą, ale jest częścią wielkiego organizmu, jakim jest gospodarka europejska, gospodarka światowa i to, co się dzieje, jest pewną sumą. Błędem i grzechem jest wyrywkowe spojrzenie, a nie całościowe, na mechanizmy, które dotyczą także nas i mają wpływ na naszą gospodarkę. To, od czego rozpoczęliśmy naszą rozmowę – mianowicie debata, a szczególnie głosowanie w Sejmie nad tzw. Tarczą antyinflacyjną 2.0, pokazuje prawdę. Przez kilka dni politycy totalnej opozycji i media antyrządowe kłamały. Prawda jest taka, że rząd nie mógł zrobić więcej niż to, co zostało zrobione. Teraz apel do opozycji: wszystkie ręce na pokład, bo przed nami poważne wyzwania. Nie mówię już o sferze militarnej i zagrożeniu płynącym ze wschodu, które też musimy monitorować, ale mam na myśli konieczność presji na instytucje unijne, aby zaakceptowały polski plan obniżek VAT-u i rozwiązania kryzysu. Unia nie może pogłębiać kryzysu, jak to robi przy okazji kolejnych wezwań do zapłaty kar za niezastosowanie się do jednoosobowego werdyktu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i wstrzymania wydobycia i zamknięcia Kopalni i Elektrowni „Turów”. W obecnej sytuacji zaniechanie wydobycia węgla w „Turowie” zaowocowałoby stratą 8 proc. energii dla Polski. Rząd nie ma wyjścia i musi postawić weto unijnej polityce, żeby zmienić ideologiczny proces, jaki następuje w Unii Europejskiej.

Jakieś rady?

– Zachęcam, żeby na te wszystkie wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami, spojrzeć całościowo, mądrze i spokojnie, bez emocji. Bez wątpienia przed nami kilka trudnych miesięcy i przynajmniej do połowy marca na pewno nie będzie łatwo. To będzie sprawdzian dla społeczeństwa, dla klasy politycznej – całej, dla mediów, gdzie będzie potrzebna mądrość, roztropność w słowach i działaniach. Dotyczy to także najnowszej bardziej zjadliwej wersji COVID-19 – omikronu, bo skoro lawinowo rośnie liczba zakażeń na zachodzie, to oznacza, że podobnie będzie w Polsce. W tym momencie krytyka rządu i przeciwstawianie sytuacji w innych krajach, np. w Stanach Zjednoczonych czy we Francji, w Niemczech, i ocenianie, że ktoś dał radę, a ktoś nie, to nie ma w tej chwili sensu. Stąd dzisiaj w dobrze pojętym naszym interesie, kiedy oprócz problemów gospodarczych, energetycznych dochodzi element zdrowotny, potrzebujemy spójności, jedności i solidarności. Nie ma państwa, które przez te problemy przechodzi suchą stopą, dlatego mając tego świadomość, bądźmy ponad podziałami, wyjdźmy ponad swą małostkowość, ambicje, zostawmy to wszystko na później. Dzisiaj nie są ważne słupki wyborcze, dzisiaj ważne jest życie i zdrowie Polaków.  

            Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki