• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Putin wykorzystuje brak solidarności Zachodu

Wtorek, 4 stycznia 2022 (15:02)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy po ostatnich rozmowach Biden – Putin widmo inwazji rosyjskiej na Ukrainę się oddaliło?

– Trudno powiedzieć. Wciąż mamy za mało szczegółów dotyczących tej rozmowy. Warto pamiętać, że okupacja i rozbiór Ukrainy przez Rosję trwa już od 2014 roku. Niestety, cała społeczność międzynarodowa podchodzi dzisiaj do wydarzeń wokół Kijowa bez większych emocji, niejako sankcjonując obecny stan i sytuację. Natomiast dość krótki w porównaniu z pierwszą wideokonferencją z początku grudnia 2021 roku czas trwania ostatniej rozmowy prezydentów Joe Bidena i Władimira Putina może świadczyć, że prezydent Stanów Zjednoczonych był bardziej stanowczy niż za pierwszym razem.

To mogłoby świadczyć, że wyciągnął wnioski z błędów popełnionych podczas pierwszej rozmowy?

– Z komunikatu wydanego przez administrację amerykańską wynika, że w trakcie rozmowy prezydent Joe Biden zakomunikował Putinowi w dwóch ścieżkach: dyplomatycznej oraz opartej na odstraszaniu, możliwość rozwiązania konfliktu. Dyplomatyczna oznacza, że rozmowy będą prowadzone w różnych formatach, a druga dotycząca odstraszania powiązana jest z sankcjami, na wypadek gdy Putin posunie się za daleko. Stany Zjednoczone oczywiście mają instrumenty, których zastosowanie może zaboleć Putina i jego administrację borykającą się z problemami finansowymi. To z kolei może spowodować niezadowolenie społeczeństwa rosyjskiego, a przypomnę, że wiele działań Putina jest skierowanych właśnie na użytek wewnętrzny. Istotne jest także stwierdzenie Białego Domu, że Amerykanie są gotowi wspomóc wojskowo Ukrainę.

Czy to oznacza, że eskalacji konfliktu na rosyjsko-białoruskiej granicy nie będzie?

– Rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe, które się odbyły w listopadzie ubiegłego roku, czy kolejne zaplanowane na luty bądź marzec tego roku, oczywiście spełniają swoją rolę jako element rosyjskiego nacisku i presji na społeczność międzynarodową. Natomiast jeśli chodzi o eskalację konfliktu, to uważam, że nie powinniśmy zbytnio obawiać się interwencji rosyjskiej na Ukrainie, bo jak wspomniałem ona już trwa od 2014 roku. Pytanie tylko: czy będzie eskalacja procesu, który trwa czy może będziemy mieć próbę zamrożenia tego konfliktu? Cały świat Zachodu skupia się na tym planie minimum i przyjęciu, że założenia mińskie obowiązują. Natomiast nas powinien interesować plan maksimum, czyli powrót do sytuacji sprzed rosyjskiej aneksji Krymu, gdzie to terytorium należy do Ukrainy. Swoją drogą wiele państw myśli w podobny sposób, stąd nie dokonało zmian na mapach, które przedstawiają Krym jako ukraiński.  

Putin miał też usłyszeć od Bidena, że nie ma co liczyć na spełnienie żądań dotyczących nierozszerzania NATO na wschód…  

– Wzmocnienie obrony wschodniej flanki NATO leży także w dobrze pojętym naszym interesie. Dlatego jeśli Putin rzeczywiście usłyszał, że nie ma szans na spełnienie części jego żądań, jest to dobry sygnał. Myślę, że tym razem na większą stanowczość prezydenta Bidena wpłynął głos m.in. ze strony szefa NATO, a także ze strony prezydenta Andrzeja Dudy i polskiej dyplomacji, że nie godzimy się, aby decyzje dotyczące naszego regionu były podejmowane ponad naszymi głowami. Ten sprzeciw – zresztą nie tylko nasz – sprawił, że prezydent Joe Biden oraz przedstawiciele jego administracji przed drugą wideokonferencją z Putinem konsultowali się z zainteresowanymi stronami. Z kolei Jens Stoltenberg wyraził się jasno, że rozszerzanie NATO na wschód m.in. o Ukrainę to wewnętrzna sprawa Sojuszu Północnoatlantyckiego, a nie Putina.    

Dialog – jak słyszymy – ma być kontynuowany. Czego się Pan spodziewa po tych rozmowach?

– Rzeczywiście w styczniu tego roku, a więc już niebawem, bo w dniach 9-10 bm. w Genewie odbędą się rozmowy w formacie dwustronnego dialogu na temat strategicznej stabilności. Z kolei na 12 stycznia zaplanowano dyskusję na forum NATO – Rosja na temat bezpieczeństwa w Europie, której celem ma być – jak słyszymy – obniżenie napięć wokół Ukrainy. Z kolei dzień później odbędzie się forum OBWE. Ponadto pod koniec 2021 roku miała miejsce rozmowa telefoniczna Putina z nowym kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem. W konsekwencji rozmów obu przywódców ma dojść czy już doszło do spotkania doradcy kanclerza Niemiec ds. polityki zagranicznej Jensa Ploetnera z wiceszefem administracji prezydenta Putina, Dmitrijem Kozakiem. To wskazuje, że Niemcy nie chcą być pomijani w tej grze i zależy im na wznowieniu rozmów w ramach tzw. formatu normandzkiego, gdzie Niemcy, Francja, Ukraina i Rosja będą kontynuować rozmowy na temat sytuacji na wschodzie Ukrainy, kontrolowanej przez prorosyjskich separatystów. Jak widać, okazji do rozmów na temat normalizacji sytuacji będzie kilka, ale czy przyniosą one jakieś wymierne rezultaty, to pokaże czas. Pewne jest, że Rosja uznaje jedynie język siły i miękka polityka wobec Putina tylko go ośmiela do snucia nowych planów i zachęca do kolejnych aktów agresji. Prezydent Stanów Zjednoczonych – jakby nie było polityk doświadczony – powinien to mieć na uwadze i nie pozwalać się rozgrywać przez cwanego lisa, jakim jest Putin.  

Jaką grę prowadzi Putin?

– Putin straszy i szuka pretekstu do realizacji swojej zaborczej polityki. Stąd również działania na polsko-białoruskiej granicy, co nie jest przypadkowe, ale to wszystko układa się w jedną spójną całość, jeśli chodzi o rosyjską presję i strategię Kremla. Putin i Rosja prowadzą swoją grę, dlatego uważam, że sprawę trzeba rozpatrywać na dwóch pułapach: militarnym – geopolitycznym oraz pułapie energetyczno-gospodarczym. Jeśli chodzi o geopolitykę, to taktyka Rosji jest niezmienna począwszy od interwencji w Gruzji w 2008 roku poprzez wydarzenia na Ukrainie, czy jeszcze wcześniej w Naddniestrzu. Wskazuje to, że Rosja nie może się pogodzić z rozpadem ZSRS i dąży do odbudowy dawnego imperium sowieckiego. Zresztą Putin wcale tego nie ukrywa. Stąd w retoryce rosyjskiej pojawiają się różne terminy typu: bliska zagranica, strefy wpływu, republiki postsowieckie. Inaczej rzecz ujmując, Putin mówi, że ten kawałek tortu – Ukraina, Białoruś czy państwa bałtyckie – są nasze. Można powiedzieć, że zabiega o odtworzenie tego, co kiedyś zostało ustalone w Jałcie i Poczdamie. Co bardzo niepokojące, to wszystko odbywa się przy milczącej zgodzie świata zachodniego.

Putin wykorzystuje słabość Zachodu?

– Dokładnie. Rosjanie, jeśli chodzi o politykę zagraniczną, są bardzo dobrze zorganizowani. Stąd wykorzystują m.in. fakt zmiany rządu w Berlinie oraz zmianę na fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych. To wszystko Putin usiłuje rozegrać po swojemu z wykorzystaniem możliwych środków. Otrzymał od Niemiec niezwykle ważny instrument w postaci gazociągu Nord Stream, co pozwala mu wykorzystywać gaz jako broń polityczną. Robi wszystko, żeby jak najszybciej uruchomić Nord Stream 2, a tym samym pozbawić takie państwa, jak Ukraina czy Białoruś, energii, gazu. Już doprowadził do sytuacji, że gazu brakuje w państwach zachodniej Europy, których zbiorniki z gazem (co ciekawe należące do Gazpromu) są puste. Ceny błękitnego paliwa szybują, a Europa i to w środku zimy pogrąża się coraz bardziej w kryzysie energetycznym. Nic zatem dziwnego, że na Kremlu strzelają korki od szampana niekoniecznie z powodu Sylwestra i Nowego Roku. Jeśli Zachód się nie obudzi, to coraz bardziej uzależni się od Putina.    

Dyplomacja i strategia – o ile taka w ogóle jest – względem Rosji nie działają. Dlaczego Zachód nie dokona zmian w tej koncepcji, skoro dotychczasowe działania się nie sprawdzają?

– Zachód jest wewnętrznie podzielony, co więcej, jest rozgrywany przez Putina, który nie rozmawia – dajmy na to – z Unią Europejską, ale z poszczególnymi państwami. Górę biorą interesy, które poszczególne państwa, jak Niemcy, Francja czy Holandia, prowadzą z Moskwą, a ostrzejszy konflikt oznaczałby dla nich straty ekonomiczne. Wolą więc prowadzić własną grę i czerpać zyski.

To bardzo krótkowzroczna i niebezpieczna polityka, zważając, na co stać Putina?

– Gra może i niebezpieczna, ale opłacalna. Putin ma tego świadomość i zręcznie wykorzystuje instrumenty, jakie Zachód sam wkłada w jego ręce. Czerpie zyski, co pozwala mu realizować militarne zamierzenia, ma także w ręku poszczególne państwa. A wystarczyłoby zastosować ostrzejsze sankcje, pozbawić Putina pieniędzy, co zmusiłoby go do ustępstw. Niestety, o solidarności Zachodu można tylko pomarzyć.

          Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki