Musimy mieć świadomość, o co idzie gra
Czwartek, 30 grudnia 2021 (14:05)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie wyzwania stoją przed Polską w nadchodzącym 2022 roku, jeśli chodzi o relacje z Unią Europejską?
– Jeśli chodzi o Unię Europejską, to na plan pierwszy wysuwa się gospodarka, bo jeśli gospodarczo się wszystko rozjedzie, to nawet nie będzie dyskusji o Unii Europejskiej. Na dzisiaj gospodarka to ścisłe zależności między cenami ropy, gazu i polityki energetycznej. Wygląda, że cała koncepcja energetyczna będzie musiała najprawdopodobniej zostać poddana rewolucji wewnątrz całej Unii. Jeśli do tego nie dojdzie, to najwidoczniej czeka nas zapaść, żeby nie powiedzieć totalny reset energetyczny. Już nawet nie ubóstwo, tylko reset. Zatem obok oczywiście tematów covidowych, które są i będą ciągle ważne, na pierwszym miejscu rysuje się gospodarka na gruncie polskim i unijnym. W tym momencie trudno nie wspomnieć o Rosji i konfrontacyjnej postawie Moskwy. Unia Europejska przez lata zaniedbań i błędów doprowadziła do uzależnienia energetycznego, stając się zakładnikiem Kremla, i to na własne życzenie. Tak naprawdę Rosjanie nie muszą nic robić, bo na dzisiaj jesteśmy – w sensie wspólnoty – tak mocno uzależnieni energetycznie, że warunki dyktuje Moskwa.
A co z covidem?
– Oczywiście w zbliżającym się roku ciągle ważną kwestią będzie covid. Tylko pytanie, w jakim kierunku to wszystko pójdzie, bo jak dotąd przyjmujemy trzecią, czwartą dawkę szczepionki, a większość świata nie przyjęła nawet jednej dawki. Jest zatem pytanie, czy obrany kierunek walki z pandemią jest właściwy, bo wychodzi, że my się kłujemy, a w innych rejonach globu powstają kolejne mutacje, nowe warianty koronawirusa, które prędzej czy później do nas dotrą w nowych falach i będą bolały zarówno zdrowotnie, gospodarczo, jak i społecznie.
Problemem wciąż pozostają ataki na Polskę ze strony Unii Europejskiej…
– To prawda, ale na gruncie europejskim pojawia się coraz więcej głosów, które w sporze z Komisją Europejską bronią i przyznają rację Polsce. Coraz wyraźniej akcentowane jest, że ze strony organów unijnych dochodzi do nadinterpretacji przepisów. Komisja Europejska czy Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu zachowują się tak, jakby konstytucja unijna naprawdę istniała i była dla wszystkich państw najważniejszym aktem prawnym z pominięciem ustaw zasadniczych poszczególnych państw. To jest wyraźne nadużycie i mamy do czynienia ewidentnie z dyktaturą sędziów. Komisja Europejska i instytucje prawne Unii typu Trybunał Sprawiedliwości mówią wyraźnie, że sędziowie w poszczególnych krajach mają w pierwszym rzędzie słuchać głosu z Brukseli i Luksemburga. Nie liczą się orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, czy Sądu Najwyższego, co więcej, wychodzi na to, że sędziowie mają prawo wypowiedzieć lojalność wobec własnego państwa. Dowodem tego jest sytuacja, kiedy sąd okręgowy podważa wyroki Sądu Najwyższego, stawiając się ponad. Dochodzimy do absurdów, które są bardzo niebezpieczne, bo stawiają na szali całą naszą wiarygodność jako państwa i nasze dalsze jego funkcjonowanie.
To chyba najlepszy argument za tym, żeby reforma wymiaru sprawiedliwości została dokończona?
– Reforma sądownictwa, reforma wymiaru sprawiedliwości musi zostać dokończona i dopięta – to jest warunek sine qua non, aby Polska mogła się rozwijać. Jednocześnie nie możemy ustąpić ani o krok w tych kwestiach, tym bardziej że Komisja Europejska przekracza kolejne granice i twierdzi, że w Polsce mamy bezprawny Trybunał Konstytucyjny. Dochodzimy do sytuacji, kiedy organy unijne będą mogły podważyć prawo suwerennego państwa, żeby tylko osiągnąć swoje cele. Nie możemy pozwolić, żeby ktoś z zewnątrz niweczył sens państwa polskiego. Jeśli się na to zgodzimy, to bez jednego wystrzału stracimy niepodległość. Musimy mieć zatem świadomość, o co idzie gra.
Komisja Europejska wyraźnie idzie na zderzenie czołowe i eskaluje konflikt. Wygląda na to, że biorąc pod uwagę spór prawny, będziemy musieli bronić naszej suwerenności przez zapędami Brukseli?
– Organy unijne idą totalnie na demolkę. Wychodzą z założenia, że takie kraje, jak Polska, Węgry, wkrótce być może Rumunia, mają być państwami, na których będzie ćwiczone musztrowanie, presja i próba pokazania, czym grozi nieposłuszeństwo i brak uległości. Batem przywołującym do porządku mają być pieniądze m.in. z Funduszu Odbudowy. Ten fundusz to nic innego, jak udział wszystkich państw we wspólnym przedsięwzięciu, jakim jest odbudowa po kryzysie covidowym; to wspólna pożyczka wszystkich państw. To państwa zaciągają, żyrują kredyt, a nie unijni urzędnicy. Tymczasem doszliśmy do sytuacji, kiedy fundusz, który miał być na odbudowę pocovidową, jedni otrzymają, a innym się wstrzymuje wypłaty.
Niektóre kraje już otrzymały zaliczki, a w przypadku Polski nawet nie ma o tym mowy...
– Dokładnie. I teraz, kiedy żyrujemy kredyt, żyrujemy pożyczkę, spełniamy wszystkie warunki, a nie możemy skorzystać z tych pieniędzy, to jest pytanie: jaki jest sen dalej w tym funduszu partycypować? Czy ktokolwiek z nas chciałby zaciągnąć kredyt, podpisać weksel, spłacać pożyczkę, gdy ktoś odmawia nam wypłaty gotówki? Na to zgody być nie może.
Czy Polska powinna złożyć skargę na Komisję Europejską? Wiceszef MSZ prof. Wawrzyk mówi, że jeśli tych środków nie otrzymamy, to taka skarga nie jest wykluczona…
– Na bezprawne działanie organów unijnych musi być zdecydowana odpowiedź. Skarga to jest jeden z możliwych wariantów. Łamane są zasady europejskiej solidarności i równego traktowania państw. Nic więc dziwnego, że coraz częściej w przekazach zagranicznych mediów pojawiają się sygnały, że racja jest po polskiej stronie, co więcej, że to Komisja Europejska łamie czy naciąga prawo i stosuje szantaż, który dzisiaj ma podporządkować Polskę, ale w przyszłości ta broń będzie stosowana wobec innych członków Unii Europejskiej.
Europoseł Jacek Saryusz-Wolski mówi, że możemy spokojnie postarać się o kredyty, i to na lepszych warunkach, niż zrobiła to Unia Europejska…
– Nie ma co ukrywać, że dzisiaj możliwości są różne i środki na rynkach światowych są dostępne, zwłaszcza że Polska ma bardzo wysokie wskaźniki makroekonomiczne. Dane, jakie publikują media, pokazują wyraźnie, że Polska w 2021 roku odskoczyła od pozostałych państw i jesteśmy dzisiaj liderem w Europie, jeśli chodzi o PKB, niskie bezrobocie itd. Mimo problemów związanych z inflacją, mimo problemów covidowych jesteśmy dzisiaj – jeśli chodzi o rozwój gospodarczy – na bardzo dobrej pozycji i wyprzedzamy pozostałe państwa unijne. To też jest ważny sygnał – mianowicie, że wiarygodność Polski jest duża. Cały świat mierzy się z kryzysem energetycznym, to jest inna sprawa, ale podstawa rozwojowa Polski ma solidny grunt.
Może czas najwyższy skończyć z narracją, że to Unia Europejska nas utrzymuje, wytrącić oręż z ręki Komisji Europejskiej i pokazać, że poradzimy sobie bez pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Jednocześnie wycofać się z żyrowania pożyczki, z której nic nie mamy?
– Musimy w sposób wyraźny i jednoznaczny określić swoje interesy, wyznaczyć priorytety oraz to, co nas interesuje na gruncie unijnym. Mam bowiem wrażenie, że coś, gdzieś się rozmywa. Musimy określić, co chcemy załatwić, bo ciągłe czekanie na finansową kroplówkę środków unijnych przypomina syndrom narkomana, który czeka na działkę, któremu coś obiecano. Jak wiemy, uzależniony narkoman staje się niewolnikiem. My dokładnie idziemy w tym kierunku, bo jeśli grozi się nam, że nie otrzymamy pieniędzy, choć regularnie płacimy składkę, to w tej rozgrywce jesteśmy stroną pokrzywdzoną.
Jaki zatem kierunek powinniśmy obrać?
– Nas przede wszystkim powinna interesować gospodarka, dlatego powinniśmy pokazywać, że mamy możliwości rozwoju gospodarczego, bo takie ponad wszelką wątpliwość mamy. Musimy też wyraźnie podkreślić, że pierwszy raz na granicy zewnętrznej Unii Europejskiej, to Polska, a także Litwa pokazały, na czym polega skuteczność obrony granicy. To jest pierwszy przypadek w historii, gdzie na gruncie europejskim nie utworzono ścieżki migracyjnej. Polska postawiła sprawę jasno, sądzę też, że na granicy polsko-białoruskiej w szybkim tempie powstanie nowy, solidny płot, który da nam bezpieczeństwo i w sposób ewidentny rozwieje mrzonki o szlaku migracyjnym przez Polskę. I to jest przykład skuteczności. Co więcej, w przyszłym roku powinniśmy budować sojusze z naszymi sąsiadami, a jednocześnie nie bać się stanowczo artykułować naszych interesów. Czas najwyższy skończyć z milczącą akceptacją na rzecz wyraźnego artykułowania naszych narodowych interesów. I to, co już dzisiaj robimy – mianowicie wystąpienie do Komisji Europejskiej o obniżkę VAT-u, a także kiedy mówimy, że handel emisjami CO2 to jest pułapka, w którą wszyscy w Europie wpadliśmy. Ta nasza polityka zdroworozsądkowa musi być kontynuowana. Kosmicznie wysokie stawki emisji CO2, które dzisiaj mamy, były planowane na 2030 rok. Do tego doszedł rynek spekulacyjny. Jak widać, staliśmy się zakładnikami wielkich interesów finansowych. I to są realne wyzwania, z którymi trzeba się uporać i odczarować rzeczywistość, że fotowoltaika i energia wiatrowa są panaceum na wszystko, co sią nazywa kryzysem energetycznym. Jak widać – w naszym klimacie – kiedy nie ma słońca, kiedy nie wieje wiatr, musimy się przepraszać ze starymi, sprawdzonymi źródłami energetycznymi takimi jak węgiel albo powiedzieć, że atom jest alternatywą, którą będziemy musieli zrealizować. I to są – jak się wydaje – tematy priorytetowe.
Na gruncie wewnętrznym sytuacja też nie jest dobra?
– Żyjemy w sytuacji, kiedy rząd jest krytykowany za wszystko, co robi, albo czego nie robi. Opozycja krzyczy o przedterminowych wyborach, a tak naprawdę nie jest do nich przygotowana ani programowo, ani finansowo, ani merytorycznie. I tak w przekazach zewnętrznych będą mówić, że trzeba odsunąć rząd Zjednoczonej Prawicy od władzy, ale nikt po stronie opozycji poważnie nie myśli dzisiaj o wyborach. Wybory – wszystko wskazuje – odbędą się w normalnym terminie. Przed nami poważne wyzwania – wiosenna fala koronawirusa, do której już dzisiaj trzeba się przygotowywać, tylko pytanie: jak się przygotować do czegoś, co jest nieznane, niewiadome? Kolejny raz całego kraju zamknąć się nie da tak, jak to zrobiono w Austrii we Francji czy we Włoszech itd., bo pojawiłby się krzyk, że dobijamy gospodarkę. Kiedy kraj jest otwarty, to też jest krzyk, że rząd nic nie robi, że mamy szarżowanie życiem i zdrowiem ludzi. Pytanie: jakie rozwiązanie jest dobre, bo zerojedynkowego rozwiązania nie ma?