Samorządowcy zapowiadają walkę o połączenia
Piątek, 22 lutego 2013 (14:36)Do końca br. ma zniknąć jedna piąta wszystkich tras kolejowych na Podkarpaciu. To element planu Polskich Linii Kolejowych, które w całej Polsce chcą wyłączyć z eksploatacji niemal 2 tys. km linii kolejowych.
Decyzja Polskich Linii Kolejowych podyktowana jest względami oszczędnościowymi. PLK przekonują, że nie stać ich na dopłacanie do nierentownych połączeń. Na Podkarpaciu zagrożonych likwidacją jest 20 proc. linii: Dębica-Mielec-Tarnobrzeg (Ocice), Zagórz-Łupków, Zagórz-Krościenko oraz Munina-Hrebenne. Na tej ostatniej kursuje szynobus z Jarosławia do Horyńca, gdzie mieści się znane uzdrowisko Horyniec-Zdrój.
– Wyłączenie linii do Horyńca z użytkowania byłoby nieporozumieniem i de facto oznaczałoby odcięcie tej miejscowości od kuracjuszy i turystów. Ponadto utrudniłoby komunikację mieszkańcom tych terenów w tym również dojeżdżającej do szkół młodzieży – uważa Piotr Wojtyszyn, zastępca wójta Horyńca.
O tym, że połączenie to powinno być utrzymane, przekonane są także władze Podkarpacia. Wiesław Bek, rzecznik marszałka województwa podkarpackiego, podkreśla, że samorząd Podkarpacia nie dopuści do zamknięcia tej linii.
– Oczekujemy na wykaz linii, które PLK zamierza zlikwidować. Zostanie on skonfrontowany z siatką połączeń ważnych dla lokalnej społeczności, które obsługują koleje regionalne finansowane z budżetu województwa – tłumaczy Wiesław Bek. Dodaje, że jeżeli okaże się, że PKL zamierza wyłączyć linie, na których kursują pociągi kolei regionalnych, Urząd Marszałkowski w Rzeszowie będzie protestować.
Jest szansa, że z eksploatacji nie zostanie wyłączona linia kolejowa numer 25, czyli Dębica-Mielec-Tarnobrzeg (Ocice), która jeszcze niedawno była ważnym środkiem komunikacyjnym w północnej części Podkarpacia, zwłaszcza dla firm skupionych wokół tzw. Doliny Lotniczej. Przypomnijmy, że na początku br. przeciwko likwidacji tej linii protestowali podkarpaccy politycy PiS.
Póki co, dzięki zaangażowaniu wielu lokalnych samorządów udało się zrobić tzw. studium wykonalności, ale modernizacja będących w fatalnym stanie linii, która ma kosztować ok. 400 milionów złotych jest poza zasięgiem samorządów. Temat likwidacji połączeń na Podkarpaciu ma być przedmiotem planowanych na 28 lutego rozmów władz województwa z prezesem PLK. Jednak na remont nie ma szans, bo PLK nie mają pieniędzy. W grę nie wchodzi też przejęcie przez samorząd Podkarpacia części nierentownych linii kolejowych.
PLK zapewniają, że i tak wybrano łagodny wariant optymalizacji sieci kolejowej, a pieniądze zaoszczędzone w wyniku likwidacji wspomnianych linii zostaną przeznaczone na utrzymanie tras intensywnie eksploatowanych. Likwidacja połączeń nie oznacza jednak demontażu torów i niewykluczone, że w przyszłości, w przypadku poprawy rentowności przewozów, pociągi będą mogły wrócić przynajmniej na niektóre trasy.
Względy oszczędnościowe nie przekonują jednak posła Stanisława Ożoga, który nie kryje zaskoczenia planami PLK. W rozmowie z portalem NaszDziennik.pl parlamentarzysta PiS podkreśla, że informacja o likwidacji ok. 200 km tras kolejowych to fatalna wiadomość dla pod 2,2 miliona mieszkańców Podkarpacia, która de facto oznacza pogłębienie i tak postępującej za rządów PO – PSL degradacji regionu.
– Wyłączenie tak dużej ilości torów kolejowych świadczy o tym, że państwo polskie – a przypomnę, że większość spółek kolejowych jest w rękach Skarbu Państwa – nie dba o interesy społeczeństwa – ocenia poseł Ożóg.
Przyznaje, że poprzez nieodpowiedzialne decyzje bardzo łatwo zniszczyć infrastrukturę kolejową, trudniej ją natomiast odbudować, biorąc pod uwagę chociażby koszty inwestycyjne. Przypomina, że takie decyzje mają się nijak do rządowych haseł o poprawie dostępności do danego obszaru i słów premiera Tuska, który 12 października 2012 r. w swoim drugim exposé zapowiedział w kolejnych latach zwiększenie inwestycji m.in. na transport kolejowy.
– W mojej ocenie, jeżeli dopuścimy do likwidacji linii kolejowych, zostaną one bezpowrotnie utracone – uważa poseł Ożóg.
Nie przekonuje go także tłumaczenie zamknięcia poszczególnych linii brakiem zainteresowania ruchem pasażerskim. – Skoro kolej nie przedstawia żadnych alternatywnych propozycji dla ruchu samochodowego, trudno się dziwić, że zainteresowanie przejazdami kolejowymi spada – mówi parlamentarzysta PiS. Jednocześnie przestrzega, że wraz z transportem pasażerskim na mapie podkarpackich połączeń zniknie również transport towarowy.
Mariusz Kamieniecki