Presja ma sens
Środa, 15 grudnia 2021 (11:00)W Lublinie udało się zablokować finansowanie metody in vitro z pieniędzy podatników.
Miejscy radni z Prawa i Sprawiedliwości podkreślają, iż wiedza na temat zapłodnienia na szkle jest niska i nie powinna być ono finansowana z budżetu Lublina. Marcin Jakóbczyk, lubelski radny PiS, zwraca uwagę, że ten temat nie jest nowy, bo pojawił się jeszcze przed wakacjami.
– Obecnie jednak ten temat upadł. Grupa środowisk feministycznych postulowała wprowadzenie finansowania in vitro ze środków miejskich. Pojawiła się też petycja Fundacji Życie i Rodzina, pod którą podpisało się zdecydowanie więcej osób, niż pod projektem grup feministycznych – mówi „Naszemu Dziennikowi” Marcin Jakóbczyk.
Pod petycją środowisk konserwatywnych „Stop in vitro w Lublinie” podpisało się 3,5 tysiąca mieszkańców, natomiast środowiska feministyczne poparło 500 osób.
Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina zwraca jednak uwagę, że sprawa nie została zakończona.
– Część radnych jest przeciwnego zdania i ma nadzieję, że program będzie realizowany – informuje. Za finansowaniem miejskiego programu in vitro z pieniędzy podatników opowiada się klub radnych prezydenta Krzysztofa Żuka.
Marcin Jakóbczyk przypomina, że Lublin jest jednym z najbardziej zadłużonych miast w Polsce. Wyjaśnia, że dług z roku na rok rośnie.
– Przedkładaliśmy na forum Rady Miasta, że miasta nie stać na realizację tego programu. Lublin wyraźnie odczuwa skutki gospodarcze, finansowe związane z pandemią. Poza tym jest to program, który budzi dyskusje, chociażby ze względu na większą liczbę osób przeciwnych temu projektowi – tłumaczy nasz rozmówca.
Niemoralna procedura
Kolejny argument, jaki podnosi, to kwestia etyki i uznania tej procedury jako niedopuszczalnej.
– Wskazywałem na forum Rady Miasta, że nie można stawiać własnych potrzeb ponad godność ludzką, w którą ta procedura w sposób oczywisty by ingerowała – zaznacza radny.
Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina dodaje, że in vitro jest metodą, która zawsze łączy się z aborcją.
– Z tego powodu nie może być zaakceptowana, a tym bardziej wspierana finansowo z pieniędzy podatnika. Radni muszą mieć świadomość, że nie dysponują środkami własnymi, ale wszystkich lublinian i że sposób, w jaki zadysponują te środki, zostanie nagłośniony – wyjaśnia nasz rozmówca i zapowiada, że obrońcy życia będą uważnie pilnować tej sprawy.
– My, jako Fundacja, dysponujemy kontaktami do 3500 sygnatariuszy petycji #Stopinvitro w Lublinie i poinformujemy ich, którzy radni chcą dotować niemoralną metodę sztucznego rozrodu – dodaje Krzysztof Kasprzak.
Jacek Sądej