• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Wrogie działanie przeciwko suwerennej Polsce

Wtorek, 14 grudnia 2021 (08:27)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy długo jeszcze będziemy czekać na środki z „Funduszu odbudowy”, które Unia Europejska nam wstrzymuje?

– No właśnie. „Fundusz odbudowy” powstał na gruncie Unii Europejskiej jako odpowiedź na sytuację po covidzie – po jego pierwszej fali, którą odczuliśmy chyba najbardziej – jako element wsparcia gospodarczego dla wszystkich państw członkowskich. Są to środki, które mają pomóc w odbudowie poszczególnych gospodarek. Jak wspomniałem, szczególnie pierwsza fala pandemii była bodajże najtrudniejsza z kilku względów, bo nie bardzo wiedzieliśmy, nie rozumieliśmy, z czym mamy do czynienia, a do tego nie było ani lekarstwa, ani szczepionek. Przypomnę też, że aby unijny „Fundusz odbudowy” powstał, potrzebna była jednomyślność wśród wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej całej Rady Europejskiej. „Fundusz odbudowy” ma dwa bloki. Pierwszy – grantowy, i drugi – pożyczkowy. Inaczej mówiąc, wszystkie państwa członkowskie – także w parlamentach krajowych, gdzie niezbędna była ratyfikacja – wyraziły zgodę, że w ramach tego projektu Komisja Europejska zaciągnie pożyczkę, którą będzie można wykorzystać, realizując założenia poszczególnych krajowych planów odbudowy.

Polska, choć niejako podżyrowała ów kredyt, nie może z niego skorzystać…

– Zgadza się. Niczym kredytobiorca podpisaliśmy umowę, spełniliśmy wszelkie warunki, czekamy na wypłatę, tymczasem ktoś mówi nam, że tych pieniędzy nie otrzymamy, co więcej, że będziemy musieli ponosić koszty, spłacać kredyt za innych. W ten sposób łamane są nie tylko wszelkie zasady, ale również solidarność europejska.

Może zatem trzeba było zawetować ten projekt?

– Oczywiście, mieliśmy prawo weta i mogliśmy z tego prawa skorzystać. Zresztą były głosy w polskim parlamencie, ze strony Solidarnej Polski, aby użyć weta i nie dopuścić do przegłosowania mechanizmu „pieniądze za praworządność”. Jestem jednak przekonany, że gdybyśmy z tego prawa skorzystali, to Polska stałaby się przekleństwem Europy. Uznano by, że jesteśmy państwem, które hamuje odbudowę poszczególnych krajów, hamuje wsparcie szczególnie krajów południa kontynentu, takich jak Grecja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, które dotkliwie gospodarczo odczuły kryzys covidowy głównie poprzez spadek ruchu turystycznego. Nie mówić już o tym, jak szaty zrywałaby totalna opozycja w Polsce, oskarżając rząd o europejską zdradę. Tymczasem my jako państwo zachowaliśmy się lojalnie wobec innych. Jednak po części – wyrażając zgodę na Fundusz Odbudowy – Polska powiedziała naszym partnerom w Unii Europejskiej: „sprawdzam”. I nagle się okazuje, że mija pół roku, Polska formalnie spełnia wszystkie warunki, co więcej, próbuje się nas ustawić do kąta jak uczniaka, mimo iż nie mamy żadnych problemów z rozliczaniem dotychczasowych funduszy unijnych.

– W przeciwieństwie do innych…     

– Dokładnie tak: w przeciwieństwie do wielu innych państw członkowskich. I my, którzy nie mamy żadnych problemów czy przeszkód, żeby te środki do nas dotarły, dowiadujemy się, że nic z tego nie będzie.

Co powinniśmy zrobić w tej sytuacji?

– Pojawiają się różne rozwiązania. Ostatnio minister Zbigniew Ziobro zaproponował, że skoro Unia Europejska łamie zasady, łamie umowę, dane słowo i nie wypłaca nam pieniędzy, to nie powinniśmy czekać i potrącać o te środki naszą składkę odprowadzaną do Unii. I to jest pierwszy wariant, jaki mamy w zanadrzu. Drugi wariant polega na tym, że powinniśmy naciskać i kategorycznie wskazywać, że czas mija, inni mają środki i inwestują je, a my jesteśmy zawieszeni w próżni. Milczenie polskiego rządu, niewykonywanie żadnego radykalnego ruchu i czekanie, aż ktoś po tej drugiej stronie się zreflektuje, jest naiwnością. Co więcej, zwłoka działa na niekorzyść polskich przedsiębiorców. Jesteśmy – w tym momencie – traktowani już nawet nie jako partner drugiej kategorii, ale ktoś wyraźnie chce nas gospodarczo zdyskredytować, ktoś chce opóźnić czy zahamować nasz rozwój gospodarczy, tym samym stwarzając większe możliwości rozwoju innym państwom członkowskim Unii Europejskiej. Jeszcze raz to powtórzę: to nic innego jak łamanie unijnej solidarności i de facto wrogie działanie przeciwko suwerennej Polsce.

Nie tylko nasi, ale też niemieccy przedsiębiorcy zaczynają się buntować przeciw decyzji wstrzymującej wypłatę środków Polsce, co chyba najlepiej świadczy, kto jest pośrednio beneficjentem środków w ramach unijnego „Funduszu odbudowy” i w ogóle środków unijnych?

– Mamy tu system naczyń połączonych, bo jak wiadomo, te pieniądze mają być przeznaczone na inwestycje, w których mieli partycypować przedsiębiorcy i firmy z całej Unii Europejskiej, głównie zaś z Niemiec. W tym momencie jako ważny członek Unii zarówno w ramach wieloletniego budżetu unijnego na lata 2021-2027, jak i Funduszu Odbudowy Polska ma otrzymać łącznie 770 mld zł. Brak części tych środków z „Funduszu odbudowy” jest niczym innym jak działaniem na szkodę państwa polskiego, na szkodę polskich przedsiębiorców, ale także firm europejskich jako potencjalnych wykonawców poszczególnych projektów gospodarczych. Ale mamy jeszcze wariant atomowy – mianowicie jeśli spełniamy wszystkie warunki, zaciągamy kredyt, podpisujemy umowę – właściwie weksel, a nie otrzymujemy pieniędzy, to oznacza, że ta umowa jest nierealizowana, a skoro tak zostaje zerwana, a przyczyna bynajmniej nie leży po polskiej stronie. To Komisja Europejska swoim działaniem przeciwko Polsce doprowadza do zerwania tej umowy. W tym momencie Polska ma wariant – bardziej bolesny dla wszystkich – wyjście z tego „Funduszu odbudowy”.

Czy to możliwe?

– Skoro żyrujemy kredyt, mamy opracowany i zatwierdzony przez polski parlament „Krajowy plan odbudowy”, a więc pomysły, ale odmawia się nam przyznania należnych nam pieniędzy na zasadzie: nie, bo nie, czyli jest to działanie polityczne, to w tym momencie rozsądek nakazuje wycofanie się z tego „Funduszu odbudowy”. Innego wyjścia nie ma. Niech Unia Europejska sobie z tym radzi sama, a my rozegramy to rynkowo. Są trzy wyjścia na stole, czas mija, pieniędzy nie ma, co więcej, straszy się nas karami. To jest działanie niepoważne. Myślę, że cierpliwość i akceptacja takiego postawienia sprawy przez Komisję Europejską wskazują, że trzeba definitywnie tę grę zakończyć. Nie możemy czekać, bo to działa na naszą szkodę, a jednocześnie nie możemy pozwolić na to, aby organ urzędniczy – unijny, łamał podstawowe fundamenty Unii Europejskiej, jakimi są zasada solidarności i pomocniczości. Polska zachowała się solidarnie, w dobrej wierze przystąpiliśmy do „Funduszu odbudowy”, zgodziliśmy się też w polskim Sejmie na ratyfikację tej umowy. Co ciekawe, to proeuropejska, probrukselska Platforma, czy szerzej: Koalicja Obywatelska – na gruncie polskiego Parlamentu, wstrzymywała się od głosu, czyli de facto była przeciwko. Tak czy inaczej Komisja Europejska musi zrozumieć, że ustępstwa z polskiej strony w różnych sprawach mają swoje granice i cierpliwość kiedyś się kończy.

Tymczasem Unią Europejską – ośrodkiem decyzyjnym, wstrząsnęła afera korupcyjna. Czy instytucja, której decydenci, urzędnicy najważniejszych unijnych organów: Komisji Europejskiej, Trybunału Obrachunkowego, Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, są umaczani w różne ciemne interesy, czy taka instytucja ma moralne prawo oskarżać suwerenne państwo – Polskę, o brak tzw. praworządności?    

– Ponad wszelką wątpliwość nie ma takiego prawa. Instytucje unijne, które mają stać na straży przestrzegania prawa, a same to prawo łamią, handlują wpływami, to cała ta sytuacja pokazuje, że na unijnych szczytach mamy podwójne standardy, że jest to państwo w państwie. Widać, że w Unii Europejskiej są równi i równiejsi, że przynależność frakcyjna jest ważniejsza niż obiektywne racje państw członkowskich. Uważam, że tutaj należy sprawę postawić w sposób jednoznaczny – warto to zrobić – mianowicie, skoro organy unijne, czyli de facto Unia Europejska, nie zdają egzaminu z solidarności, to znaczy że cały ten projekt jest niewiarygodny, chwiejny. Ktoś nie zdaje egzaminu, ktoś łamie zasady, wybiórczo – wygodnie dla siebie stosuje prawo, a jednocześnie oczekuje od suwerennego państwa członkowskiego, od Polski, uległości, czy wręcz postawy poddańczej. Na to zgody nie ma i być nie może. Unia Europejska z Komisją Europejską na czele powinna zrobić sobie rachunek sumienia, i to szybko; powinna też zmienić podejście do państw członkowskich. W innym przypadku ta cała budowla podmywana przez różne fale, także ideologiczną, będzie się coraz bardziej chwiała, aż kiedyś się rozsypie jak domek z kart.      

         Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki