Gardzili Polską i Polakami
Poniedziałek, 13 grudnia 2021 (17:12)Z Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą i byłym działaczem Wolnych Związków Zawodowych, doradcą premierów Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Olszewskiego, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jaka jest Pana refleksja po obejrzeniu najnowszego odcinka „Magazynu śledczego Anity Gargas”, kiedy Adam Michnik wychwala Wojciecha Jaruzelskiego?
– Akuratnie tę stronę psychiki Adama Michnika to znałem już wcześniej. Mnie, podobnie zresztą jak wielu innych, także ściskał, całował, zapewniał, że kocha. Podobnie „rzucał” się na Stefana Kisielewskiego czy Zbigniewa Herberta, którzy też bardzo szybko zorientowali się i rozpoznali w nim oszusta. Jednak to jest mniej ważne, natomiast myślę, że z 12 na 13 grudnia 2000 roku Michnik był u Jaruzelskiego po prośbie. Podobnie jak Lech Wałęsa chodził do Jaruzelskiego, aby poprosić czy upewnić się, że nie zostanie ujawniona dokumentacja na jego temat, którą posiadał on sam bądź jego ludzie. Dokumentacja, która pokazywałaby ich – ludzi chcących uchodzić za ikony walki o wolność Polski – jako ludzi, którzy tak naprawdę spiskowali przeciwko Polsce. Uważam więc, że Michnik był takim klientem, który się podlizywał Jaruzelskiemu w ściśle określonym celu. To oczywiście smutne wydarzenie, smutna konstatacja, ale dla bardziej wtajemniczonych, którzy znali Michnika i całe to środowisko, to nie jest nic nowego.
Takich brudnych tajemnic, które nigdy nie miały wyjść na jaw, jest więcej?
– Oczywiście. Jedną z tajemnic do dzisiaj skrywanych przez historyków III RP jest sprawa rządu Jacka Kuronia, który był formowany w grudniu 1981 roku. Kuroń jako premier rozdawał nawet stanowiska w rządzie jedności narodowej komunistyczno-solidarnościowym. Można powiedzieć, że było to dokładnie to, co Tadeusz Mazowiecki zrobił w 1989 roku. Ten plan był wówczas omawiany i Kuroń w to uwierzył. Zresztą sam mi mówił, więc powołuję się na jego słowa – mianowicie, że ma kolegów, a nawet dawnych przyjaciół zarówno w ówczesnej elicie PZPR-u, w Komitecie Centralnym, jak i w SB, bo przecież stale prowadził rozmowy z funkcjonariuszami SB. Zmierzanie w kierunku tzw. filandyzacji, czyli uznania obecności Polski w strefie wpływów sowieckich w zamian za ograniczenie reform w duchu ideologii komunistycznej, to był pomysł, w który Kuroń uwierzył, i myślę, że temat ten był rozważany przez Sowietów alternatywnie do stanu wojennego. Gdyby Jaruzelski nie wprowadził stanu wojennego, bądź gdyby wystąpiły jakieś zasadnicze przeszkody w jego realizacji, to możliwe, że plan z Kuroniem jako premierem zostałby zrealizowany. Zresztą ten plan – w jakimś sensie – został potem zrealizowany z Kuroniem jako ministrem w 1989 roku. Co ciekawe, władzę w Polsce po okrągłym stole rok sprawowała tajna komisja porozumiewawcza. O tym się wiele nie mówi, ale było to zaplecze czy podstawa tych umizgów Michnika do Jaruzelskiego, czym Michnik chciał sobie zapewnić poufność działań z 1989 roku. Również tych, kiedy kontaktował się z Sowietami w sprawie urządzenia Polski już po PRL-u, właśnie na wzór planu rządu Kuronia z 1981 roku.
Czym de fato była wspomniana przez Pana komisja porozumiewawcza?
– To był przez kilka miesięcy – w istocie – tajny rząd do momentu utworzenia rządu Mazowieckiego. Niewiele wiemy o jego działalności. Nie wiem, kto ze strony komunistów był współprzewodniczącym tego gremium, ale faktem jest, że ze strony tzw. solidarnościowej współprzewodniczącym był właśnie Kuroń. Był zatem, nazwijmy to, premierem czy wicepremierem tego tajnego rządu wiosny i wczesnego lata 1989 roku. Chcę też zaznaczyć, że hołd, jaki Michnik składał Jaruzelskiemu, nie był jedynym w wykonaniu tego człowieka. Przed Wałęsą także płakał, klękał, przepraszając go za to, że w 1980 czy jeszcze 1981 roku go zwalczał. Klękając, zapewniał Wałęsę, że uważa go za geniusza, podobnie jak uczynił to przed Jaruzelskim. Z przedstawicielami innej frakcji moskiewskiej umawiał się na rządy np. Kuronia, tymczasem okazało się, że Jaruzelski ich przelicytował i przyszedł czas, kiedy trzeba było prosić go, żeby tego wszystkiego nie ujawniał.
I nie ujawnił…
– Kiszczak, a właściwie żona Kiszczaka w 2016 roku przekazała teczkę „Bolka”, ale co do teczki Michnika, to nie wiemy. Mam nadzieję, że IPN dotrze także do teczki czy teczek Michnika. Zresztą jest archiwum Lityńskiego, które powinno zostać przejęte, w którym też wiele ciekawych rzeczy może się znajdować. Warto to sprawdzić. Jan Lityński był w grupie kierowniczej tzw. lewicy laickiej – środowiska Kuronia i Michnika, więc uważam, że wiele rzeczy jest jeszcze do zrobienia, do odkrycia i wyjaśnienia.
Słowa Michnika: „Dla mnie generał [Jaruzelski] to polski patriota i zawsze nim był”, a także to, co Pan powiedział, może świadczyć, że Michnik do końca życia Jaruzelskiego mógł być na jego smyczy?
– Tak, z pewnością. Zresztą do dzisiaj jest na smyczy całego układu, który wraz ze śmiercią Kiszczaka czy Jaruzelskiego wcale się nie skończył, ale istnieje. Związek Sowiecki przekształcił się w Rosję, ale Rosja i Putin, były KG-bista, są spadkobiercami dawnego układu, który wciąż funkcjonuje i ma się dobrze. My dzisiaj tylko po śladach wiemy, że po okrągłym stole Michnik był w Moskwie, ale nie wiemy, czy i co tam obiecał. Myślę więc, że materiały na jego temat mogą być jeszcze daleko dalej kompromitujące niż te z willi Jaruzelskiego, które ostatnio ujrzały światło dzienne, a na pewno materiały obrazujące wszystkie plany, jakie ten człowiek forsował. Przecież Michnik chciał rządu Jacka Kuronia, a nie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Tylko że Mazowiecki z kolei za pomocą swoich układów, koneksji przelicytował Kuronia. Powiedzmy sobie uczciwie, że Mazowiecki też był człowiekiem komunistów. Przypomnę, że zaczynał jako stalinowiec, jako człowiek od zwalczania Kościoła, od budowania rozmaitych ruchów tzw. księży patriotów, od tworzenia Klubów tzw. Postępowej Inteligencji Katolickiej, które z czasem stały się Klubami Inteligencji Katolickiej, ale nie przestały być rozsadnikiem postępowości rozumianej po sowiecku. Tak czy inaczej Michnik prowadził rozmowy, których zwieńczeniem byłby rząd pewnie dużo bardziej lewicowy niż rząd Mazowieckiego – już nie tylko z udziałem Kiszczaka, ale także z innymi jeszcze bardziej realizującymi sowieckie interesy. I ujawnienia tego wszystkiego Michnik musi się dzisiaj obawiać. Myślę, że dzisiaj podobnie rzecz może się mieć z Donaldem Tuskiem.
Dlaczego nikt tego nie wyjaśnia?
– To jest dobre pytanie. Jak widać te sprawy są objęte tajemnicą, nie prowadzi się formalnych śledztw – przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Bardzo szkoda, bo rzeczywiście są to sprawy ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Jeśli czołowi polscy politycy, jak właśnie Michnik czy Tusk, są jakoś uwikłani we współpracę ze służbami wrogimi Polsce, to istnieje realne niebezpieczeństwo dla państwa polskiego, dla bezpieczeństwa narodowego. Tym bardziej należy to wyjaśnić.
Dlaczego w wolnej Polsce nie udało się rozliczyć komunistycznych zbrodniarzy, takich jak Jaruzelski i Kiszczak?
– Ten parasol ochronny, jaki część tzw. działaczy antykomunistycznych rozciągnęła nad ludźmi pokroju Jaruzelskiego czy Kiszczaka, oczywiście zrobił swoje. Zresztą, czy tacy ludzie jak Michnik czy Wałęsa mieli inne wyjście…? Przeciwstawić się tej machinie przecież nie mogli, bo jako wierni słudzy bardzo szybko zostaliby przywołani do porządku. Ci ludzie zawsze działali w bliskim porozumieniu ze służbami specjalnymi PRL-u. Zresztą Kuroń mi sam mówił, że ma przyjaciół w SB. W 1989 roku opowiadał mi, że od kolegi, pułkownika SB wie, że Leszek Moczulski był agentem SB. I takimi pojedynczymi informacjami dzielił się ze mną wiele razy. Już sam fakt, że się chwalił, że ma bliskich przyjaciół w Komitecie Centralnym PZPR, że ówczesny I sekretarz warszawskiego KW PZPR był jego dobrym przyjacielem wiele mówi. Były to sprawy powszechnie znane w środowisku dzisiaj nazywanym opozycyjnym. Zresztą wówczas to było totalitarne państwo i żadna opozycja nie istniała, tylko oni sami nazywali siebie opozycją demokratyczną. Proszę sobie wyobrazić, że w pewnym momencie powstaje Ruch Demokratyczny i tzw. opozycja demokratyczna, ale to były koncepty wymyślone przez służby albo KGB, albo przez SB. W tamtym czasie żadnej opozycji przecież nie było. Opozycja, która działała w podziemiu, to są jakieś bzdury. Przecież opozycja to pojęcie odnoszące się do demokracji, a nie do totalitaryzmu, którym był PRL. W związku z czym udawanie, że istniała wówczas opozycja demokratyczna i twierdzenie, że partia była autorytarna, a nie totalitarna, a równolegle do niej działała opozycja, to są tylko dowody na silne – zresztą do dzisiaj trwające – związki tych środowisk z komunistycznymi służbami specjalnymi.
To nagranie rozmowy Michnika z Jaruzelskim wychodzi na jaw w przeddzień 40. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego właśnie przez juntę pod wodzą Jaruzelskiego. Czy nie jest to deptanie ofiary z życia i zdrowia oraz pamięci tych, którzy walczyli o wolną Polskę?
– Ujawnianie tych dokumentów na pewno służy porządkowaniu życia publicznego. Dobrze więc, że takie materiały ujrzały światło dzienne. Natomiast „bohaterowie” nagrań są tylko dowodem, że ci ludzi – zarówno Jaruzelski, jak i Michnik – gardzili Polską, Polakami. Nie chcę się rozwodzić nad historią tego środowiska, które przeprowadziło zamach na Polskę. Jednak powiązania tego, co nazywa się lewicą laicką, ze służbami sowieckimi to był bezpośredni układ. To jest ten sam kierunek, czy ta sama struktura, która funkcjonowała w czasach, kiedy Minc i Berman stanowili otoczenie Bieruta. Zatem ta ścieżka tzw. lewicy laickiej była bardzo mocna w krajach tzw. demokracji ludowej, w tym również w Polsce. Ci ludzie dysponowali dużymi wpływami w elitach władzy PRL. Kuroń, owszem, był człowiekiem szalonym, niesłychanie ambitnym – wręcz z przerostem ambicji – zresztą majaczył, że chciał być kimś w rodzaju Lenina, który na nowo zdefiniuje i zrekonstruuje komunizm i uczyni go „prawdziwym”. Jednocześnie był człowiekiem mającym realne wpływy, poważnie też traktowanym na Kremlu przez grupę zajmującą się i kierującą sytuacją w Polsce, która w pewnym momencie wybrała stawiając na Jaruzelskiego – na siłę, a więc zmiażdżenie „Solidarności”, a nie na rząd komunistyczno-solidarnościowy rząd jedności narodowej.