Nie możemy czekać, licząc tylko na sojusze
Piątek, 10 grudnia 2021 (15:15)Z prof. Grzegorzem Górskim, doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Toruńskiej Szkoły Wyższej – Kolegium Jagiellońskiego, w latach 2011-2014 sędzią Trybunału Stanu, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Profesorze jakie są efekty rozmowy Joe Biden – Władimir Putin? Kto po tej wideokonferencji otwierał korki od szampana?
– Najważniejszym efektem tej rozmowy – a wynika to z enuncjacji doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jake’a Sullivana – jest zielone światło dla Kremla w sprawie odbudowy imperialnej potęgi Rosji i podporządkowania jej np. Ukrainy. To najważniejszy cel Putina w bliskiej perspektywie, w procesie restytucji imperium rosyjskiego, czyli powrotu do stanu Rosji przynajmniej sprzed upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku. Poziom zadowolenia w Moskwie po tej rozmowie – czego nie kryli rosyjscy dygnitarze – był naprawdę wielki.
Żądania Putina są jasne: pisemna deklaracja, że Ukraina nie wejdzie do NATO, że sojusz nie będzie rozszerzony na Wschód oraz wycofanie wojsk międzynarodowych spod granic z Rosją. Putin wyraźnie gra na osłabienie wschodniej flanki, tymczasem Biden zgodził się na rozmowy grup roboczych. Czy w ogóle jest o czym dyskutować i czy to nie jest przejaw słabości i uległości?
– W ogóle podjęcie dialogu przy tak zarysowanych warunkach wstępnych dowodzi, że z jakichś tylko sobie znanych powodów Amerykanie uznali, że Rosja może im stawiać takie warunki. Przecież przed rozmową Biden – Putin nikt po stronie amerykańskiej nawet nie próbował stwierdzić kategorycznie, że o takich kwestiach nikt z Rosją w ogóle nie będzie rozmawiał.
O co więc chodzi...?
– Wiemy, że rozmawiano m.in. o Iranie. Czy Amerykanie chcieli uprosić Putina, aby pomógł im okiełznać irańskie plany atomowe…? Nie powiedziano też nic o kwestii chińskiej, a z pewnością musiał to być jeden z tematów tej rozmowy. Innymi słowy, odbył się w oczywisty sposób handel, którego elementem jest – na razie – Ukraina. Dlatego Rosjanie, potrafiący bezwzględnie wykorzystywać takie sytuacje, byli po tej rozmowie bardzo zadowoleni.
Choć o szczegółach rozmów wciąż mało wiemy, to fakt chociażby rezygnacji czy zawieszenia sankcji na Nord Stream 2 przez amerykański Kongres chyba jest oznaką nie zdecydowania, ale uległości Waszyngtonu?
– To właśnie dowodzi tego, że prezydent Joe Biden – niczym kiedyś Franklin Delano Roosevelt – po prostu frymarczy innymi po to, by bezwzględnie realizować amerykańskie interesy. Choć jednak powstaje duża wątpliwość, czy w tym momencie chodzi tu jeszcze o amerykańskie interesy. To, co firmuje Joe Biden, który gra przywódcę Stanów Zjednoczonych, a który tak naprawdę już nie kontroluje nawet swoich odruchów, to wyraźnie pokazuje, że jakaś ukryta za nim grupa interesów prowadzi nieznaną do końca grę. W związku z tym trudno uznać w tej chwili, że realizowane są przez nich interesy amerykańskie.
Republikanie politykę Bidena nazywają wprost katastrofą?
– To z pewnością jest bardzo łagodne określone tego, co się dzieje, co robi prezydent Biden. Gdyby taką politykę prowadził republikanin, na przykład Donald Trump, amerykańskie media wrzeszczałyby o zdradzie narodowej, a tu jest cisza, co oznacza aprobatę.
Skąd wynika ta miękka gra Joe Bidena wobec Putina i czy Stany Zjednoczone, które zabiegają o poparcie Rosji w rozgrywce z Chinami, nie popełniają błędu?
– Moim zdaniem prezydent Biden jest marionetką, której sznurki pociąga jakaś grupa interesów. Uważam, że sama rodzina Joe Bidena jest po uszy umoczona w interesy – niejasne zresztą – z Chińczykami, ale także z Rosjanami. Więc to otoczenie pewnie też w tym siedzi. Mówimy tu o wielkiej grze, ale coraz bardziej widać, że ta grupa zasiadająca obecnie w Białym Domu w ogóle nie nadąża za rozwojem sytuacji. Analitycy, think-tanki snują rozważania o tej wielkiej grze, o manewrowaniu Rosją itd., tymczasem Joe Biden nie jest przecież w stanie nawet poprawnie odczytać przemówienia z promptera, więc o czym my tu w ogóle mówimy?
Czym może się zakończyć miękka gra administracji Bidena i ustępowanie Putinowi, który rozumie tylko język siły?
– Sądzę, że będzie następować wzmożenie agresywnych działań Rosji i próba przyspieszenia procesu restytucji imperium. To oczywiste – ten kraj nie zrezygnuje z szansy, która się przed nim otwiera. Ta koniunktura potrwa pewno jeszcze jakiś czas – powiedzmy – około roku, o czym Rosjanie dobrze wiedzą, więc musimy być przygotowani na różne działania eskalujące napięcia, także w stosunku do Polski.
Putin nie ukrywa, że jest gotów zaatakować Ukrainę oraz manipulować rynkami surowców energetycznych za pomocą groźby odcięcia dostaw gazu do Europy. A zatem to Moskwa dyktuje warunki…?
– Zachód swoją absurdalną „polityką klimatyczną” sam wpędził się w potężny kryzys energetyczny, a w konsekwencji w wielkie tarapaty gospodarcze i ogromne koszty społeczne. To będzie tylko narastać. Bezrefleksyjny Zachód zależy dzisiaj od dobrej woli Rosji i jeszcze będzie za to płacić gigantyczną cenę – zarówno finansowo, jak i w koncesjach politycznych. Jest takie powiedzenie wśród prawników, że chcącemu nie dzieje się krzywda. I w ten sposób – na własną prośbę – Unia Europejska postawiła się w pozycji petenta wobec Rosji i nie ma się co dziwić, że Kreml to wykorzysta z całą bezwzględnością.
Wojna to znaczy atak Rosji na Ukrainę jest nieunikniony…?
– Raczej jako ostateczność. Utrzymywanie stanu mobilizacji i napięcia przez Rosję skrajnie wyczerpuje Ukrainę. Chodzi o to, że Ukrainy po prostu nie stać na to, aby utrzymać ten poziom mobilizacji swojej armii przez dłużej niż pół roku. Skutkiem tego będą poważne problemy ekonomiczne, które wywrócą aktualną scenę polityczną i – moim zdaniem – to jest scenariusz realizowany przez Moskwę. Poprzez destabilizację wewnętrzną wykreować ponownie władze ukraińskie, które „zrozumieją” i zaakceptują, kto rozdaje karty. Potwierdzone to zostanie demokratycznym wyborem wyczerpanych ekonomicznie, załamanych destrukcją państwa i wszechogarniającą korupcją Ukraińców.
Szef polskiej dyplomacji min. Zbigniew Rau podkreśla, że wobec agresywnej postawy Rosji i Białorusi konieczne jest utrzymanie jedności i solidarnej postawy całego sojuszu NATO. No właśnie, co z tą solidarnością nie deklarowaną, ale realną?
– To jest wishful thinking – pobożne życzenie, tego już nie ma. Teraz mamy koncert mocarstw monachijskiej czwórki, usankcjonowany przez prezydenta Joe Bidena. To jest fakt, wobec którego nie można głosić ogólnie słusznych, ale na dobra sprawę nic nieznaczących formuł, czy też stękać z oburzeniem na konferencjach prasowych. Trzeba po prostu działać, próbować się reasekurować, brać sprawy w swoje ręce, a nie oczekiwać, że Amerykanom zmięknie serce. Nie zmięknie. Są dwie rzeczy, które w moim przekonaniu Polska powinna zrobić natychmiast. A więc po pierwsze: wejść do gry w grupie czterech państw sąsiadujących z Ukrainą – z Turcją, Rumunią i Węgrami. Stworzyć alternatywny format, np. Warszawski, usiąść do rozmów z Ukrainą i Rosją i próbować być podmiotem tej rozgrywki, a nie przedmiotem gry Putina. Uratować, co się da z Ukrainy, i oddalić w czasie bezpośrednie zagrożenie rosyjskie. Po drugie: na tej bazie stworzyć pogłębioną współpracę obronną państw zagrożonych przez Rosję. Czyli wspomniana czwórka z dodatkiem Szwecji oraz Norwegii. Do obu inicjatyw konieczne byłoby doproszenie Wielkiej Brytanii, z którą Polska ma dobre stosunki. Trzeba też powiedzieć, że my w tej chwili nie mamy wielkiego pola manewru, co więcej, nie mamy też czasu. Za chwilę Rosjanie uruchomią problem swobodnego dostępu do Królewca i staniemy wobec problemów, przy których to, co się dzieje na granicy z Białorusią, to będzie zaledwie miłe wspomnienie. Powtarzam, jeśli będziemy na to czekać, licząc na amerykańskie czy niemieckie miłosierdzie, wpadniemy w potężne tarapaty. Musimy, więc działać.