Berlin podporządkowuje sobie Europę
Wtorek, 7 grudnia 2021 (17:52)Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Niemcy nie kryją swoich planów i mówią już wprost, że chcą stworzyć federalną Europę. To będzie klucz do polityki nowego niemieckiego rządu?
– Umowę koalicyjną między tworzącymi nowy niemiecki rząd partiami: socjaldemokratyczną SPD, liberalną FDP oraz Zielonymi, należy potraktować bardzo poważnie. Wygląda na to, że nastąpiło przesilenie w stosunku do dotychczasowych informacji, jakie do nas napływały. Dotąd nie wszyscy chcieli mówić głośno, że coraz bardziej wyraźne zarysowuje się dominacja niemiecka w Unii Europejskiej, a inni to, co my mówiliśmy, odbierali jako fobie Polaków. Tymczasem niemieccy politycy bez owijania w bawełnę, w dokumencie programowym, powiedzieli wprost: tworzymy nową koalicję w Niemczech i chcemy federalnej Europy. To jest bardzo groźne, bo od strony gospodarczej Niemcy są bardzo mocni i wpływowi, od strony politycznej także, co więcej niemiecka lewica oraz lewica europejska w różnych państwach mają się całkiem dobrze. Ich siła jest duża, a to wynika m.in. z tego, że siły, ugrupowania konserwatywne, działają w rozproszeniu. Część elektoratu w tzw. starej Europie, wiernego tradycyjnym wartościom, nie bierze udziału w wyborach, oddając pole. Wyniki są zatem takie, jakie są. Tymczasem niemiecki program koalicyjny dotyczący planów federalizacyjnych to jest alarm ostrzegawczy.
Jaka powinna być nasza reakcja?
– Skoro słyszymy, że to będzie cel niemieckich rządów, aby zjednoczyć lewicę w Europie i budować państwo federalne, to nasza odpowiedź powinna być taka, jak to stwierdzono w sobotę podczas spotkania w Warszawie, a więc zjednoczenie sił konserwatywnych w Unii Europejskiej. Uważam, że dobrze, że Niemcy oficjalnie ujawnili swoje plany, że mleko się rozlało, że ktoś to powiedział wprost, bo to potwierdza nasze przypuszczenia, nasze obawy, które były sygnalizowane od wielu lat. Mianowicie chodzi o to, że gospodarcza dominacja niemiecka może doprowadzić do całkowitej dominacji politycznej Niemiec w Europie. I to jest bardzo groźne, bo patrzymy na te działania przez pryzmat historyczny I i II wojny światowej oraz ich konsekwencji. Z drugiej strony lepiej jest znać niemieckie plany i na nie się przygotować niż tkwić w błędnym przekonaniu, że nic się nie stało, że to są tylko niczym nieuzasadnione obawy. Teraz wszystko jest już jasne – Niemcy to wyrazili, że tak będą działać. Teraz okaże się, jaka będzie reakcja instytucji europejskich na plany Berlina.
Wygląda na to, że instytucje unijne będą wspierać niemiecki rząd, a Komisja Europejska może być niejako wykonawcą woli Berlina. Zresztą jest to ćwiczone na Polsce, gdzie już dzisiaj jesteśmy atakowani za brak podporządkowania się woli Brukseli, a de facto woli i dominacji Berlina.
– Komisja Europejska w obecnym składzie tak będzie działać i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Nie odpuszczą nam czy Węgrom – chyba że nastąpi jakiś potworny kryzys energetyczny i w poszczególnych państwach członkowskich będzie się działo to, co wydarzyło się wczoraj w Brukseli, gdzie odbyły się ogromne manifestacje związków zawodowych całej Belgii przeciwko drożyźnie, rosnącym cenom energii, ogromnym kosztom życia oraz temu, że Unia Europejska nic nie chce czy nie potrafi zrobić w tej materii. To pokazuje, że obywatele poszczególnych państw członkowskich dostrzegają problem, że zaczynają się budzić. Należy więc oczekiwać, że do tego grona dołączą ludzie w innych państwach i dadzą odpór Komisji Europejskiej oraz Parlamentowi Europejskiemu, który tworzy idee niemające przełożenia na życie zwykłych ludzi. Przykładem jest budowa systemu energetycznego opartego na słońcu i wietrze, a więc na źródłach niepewnych, co jest słabe w relacji do potęgi energetycznej Chin czy Stanów Zjednoczonych. Efekt będzie taki, że te bezrefleksyjne działania unijnych elit doprowadzą do unicestwienia europejskiego przemysłu. Liczę, liczymy, że Europa się przebudzi. Natomiast informacje z Niemiec odnośnie do budowy Europy jako państwa federalnego i dotychczasowe działania Komisji Europejskiej potwierdzają jedno: że Unia Europejska dążąca do realizacji wspomnianych celów jest na błędnej drodze. Nie o to chodziło ojcom założycielom Unii Europejskiej, żeby ujarzmiać suwerenne narody i wolne państwa, ale celem tego projektu miała być Europa ojczyzn, Europa wspólnych narodów, praw i wolności, a nie dyktat jednego państwa – w tym wypadku Niemiec.
Tak czy inaczej wygląda, że Komisja Europejska nam nie odpuści…
– Owszem, ale powinniśmy być jeszcze bardziej zdeterminowani i właśnie na poziomie konserwatywnym budować front. Powinniśmy uświadamiać Europejczyków przed następnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się za dwa i pół roku. Tę pracę trzeba wykonać i uważam, że będziemy gotowi, bo to my mamy rację, za nami stoją wartości, które pozwoliły Europie chrześcijańskiej przetrwać najtrudniejsze czasy. Przed nami ciężka praca zarówno z młodzieżą oraz z niezadowolonymi, którzy nie chodzą na wybory, którzy nie uświadamiają sobie, do czego lewactwo europejskie może doprowadzić nasz świat.
Jaka jest szansa utworzenia w Parlamencie Europejskim wspólnej frakcji konserwatywnej, która będzie w stanie przeciwstawić się dominacji Berlina i Komisji Europejskiej?
– Jest taka szansa, z tym że nie wydarzy się to z dnia na dzień. Trzeba takie porozumienie dobrze przygotować. W tym momencie mamy w Parlamencie Europejskim kilka rozproszonych prawicowych grup, które mogłyby i powinny działać wspólnie. Najpierw jednak trzeba się porozumieć, co do szczegółów, co do zasadniczych wartości i zasad, wokół których będzie funkcjonowała grupa konserwatystów, ale na to potrzeba trochę czasu. Natomiast najważniejsze jest to, że budzi się taka grupa konserwatywna w różnych krajach – czy to we Włoszech, w Hiszpanii, Czechach, czy to w jeszcze kilku innych krajach, na przykład we Francji. Możemy zatem dać odpór lewicowo-liberalnym siłom poprzez odpowiednie przygotowanie się do wyborów i jasne prezentowanie tych wartości i tych zasad, które stwarzają równe szanse życia, funkcjonowania i rozwoju wszystkim obywatelom Unii Europejskiej. Zasady, wartości, o których mówię, nie służą i nie prowadzą do wykorzystywania, do ujarzmiania jednych gospodarek i bogacenia się innych – w tym wypadku gospodarki niemieckiej. Mamy dwa lata na dobre przygotowanie, a więc szansa jest. Zadecyduje to, co najważniejsze – praca w każdym z państw i budzenie świadomości konserwatywnej, narodowej i wynoszenie na piedestał tych wartości, które pozwalają normalnie funkcjonować i godnie żyć przeciętnemu Europejczykowi.
Te wartości są znane, tylko nieco zapomniane…
– Dlatego powinniśmy o nich mówić i te wartości w młodych ludziach kształtować. Opierając się na nich, musimy odchodzić od wszystkich głupawych lewackich ideologii, które zaciemniają naturę człowieka. To jest pierwsze zadanie na dzisiaj: działanie poprzez systemy edukacyjne, formowanie nauczycieli i wychowawców oraz możliwość wpływania rodziców na tych, którzy uczą nasze dzieci. W tych wszystkich działaniach musimy być przede wszystkim odważni i jasno prezentować to, co daje sukces w życiu, kto wygrywa życie, a co prowadzi człowieka do upadku. Jeśli opieramy się na wartościach chrześcijańskich, to wszystko jest jasne, ale jeśli dopuścimy do tego, że nasze dzieci czy młodzież będą decydować o klimacie, o tym, jak mają funkcjonować systemy energetyczne, to to jest skandal i to jest nieodpowiedzialne. Myślę, że praca u podstaw da rezultaty, wierzę mocno w to, że – jak śpiewał Czesław Niemen – „ludzi dobrej woli jest więcej” niż tych zaktywizowanych przez różne fundacje, np. George’a Sorosa, organizacji pozarządowych, które biorą pieniądze właściwie za nic, ale za to mocno gmatwają życie młodym ludziom, u których lewicowość jest niestety przerażająca.
Ta ideologiczna fala coraz mocniej przewija się przez Europę. Ostatnio głośna była propozycja unijnej komisarz ds. równości Heleny Dalli, która w europejskim przewodniku „komunikacji inkluzywnej” proponowała nieużywanie sformułowania „Boże Narodzenie” oraz jeszcze parę innych ideologicznych pomysłów. Jak w takim układzie wyglądają przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia w europarlamencie? Czy tradycyjne symbole są tam obecne?
– Poza choinką, która – o dziwo – stoi w tej chwili w Parlamencie Europejskim, to innych akcentów Bożego Narodzenia tam nie ma. Ale to jest Bruksela. Natomiast to, co wyprawia prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, jakie hasła w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia się pojawiają w przestrzeni stolicy Polski, jakie wymyślono plakaty, które nie mają nic wspólnego z Bożym Narodzeniem – to wszystko przechodzi ludzkie pojęcie. I pomyśleć, że ten człowiek był kandydatem na Prezydenta RP, chciał być przywódcą chrześcijańskiej Polski. Patrząc, co wyczynia, to wszyscy, którzy na niego oddawali swój głos, powinni się zastanowić. Widać, co ten człowiek reprezentuje, jaką ideologię.
Powróćmy jeszcze na chwilę do Brukseli. Czy rzeczywiście jest tak źle?
– Wbrew pozorom czasem bywa nawet lepiej, niż mogłoby się nam wydawać. Mianowicie w Brukseli na ulicach często widzę, że ludzie nie wstydzą się tego, że są chrześcijanami. Można to zauważyć np. w sklepach, a w świątyniach na Mszach św. wieczornych jest po kilkadziesiąt osób. Jak widać, ten duch chrześcijański – także duch Bożonarodzeniowy, jest obecny, bo żyje w ludziach. Tylko trzeba go wynieść wyżej niż przysłowiowe marcepany, które towarzyszą świątecznemu biznesowi. Niestety, to jest w tej chwili najbardziej widoczne, a nie prawdziwe, tradycyjne wartości chrześcijańskie, o których powinniśmy pamiętać podczas przygotowania i przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. Tu jest też rola i zadanie dla nas, chrześcijan, abyśmy umieli i nie wahali się tych wartości prezentować, pokazywać to, o co tak naprawdę chodzi w Świętach Bożego Narodzenia. Nie możemy się kryć za poprawnością polityczną, ale powinniśmy otwarcie mówić o swojej wierze, o swoich przekonaniach. Nie wstydźmy się naszej pięknej tradycji śpiewania kolęd, postaw chrześcijańskich, a efekty przyjdą. Jeśli natomiast odstąpimy nasz świat lewicy i liberałom, to chętnie z tego skorzystają i będą nadal burzyć ten świat wartości, będą robić młodzieży wodę z mózgu. Jeśli na to pozwolimy, to będziemy mieli takie hasła i takie plakaty świąteczne – bez Boga, jakie warszawianom zaoferował Rafał Trzaskowski.