Brutalna polityka w wykonaniu mocarstw
Czwartek, 2 grudnia 2021 (17:14)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy Rosja jest dzisiaj na tyle silna i zdeterminowana żeby dokonać agresji na Ukrainę?
– Słyszymy, że Rosja rozlokowała przy ukraińskich granicach, na Krymie i w Donbasie ponad 40 batalionowych grup taktycznych, co w liczbach daje ponad 110 tysięcy żołnierzy. To, jakby nie było, jest siła. I chociażby ten fakt pokazuje, że Rosja jest silniejsza niż Ukraina. Dlatego jeśli Moskwa zdecydowałaby się na otwarty konflikt militarny, to nawet mimo agresywnej obrony i poświęcenia pokonałaby wojska ukraińskie. Co do tego nie ma wątpliwości. Jednak pytanie jest takie, czy Rosji o to właśnie chodzi, czy Putin stawia sobie właśnie takie cele – łącznie z okupacją Ukrainy, co z kolei wiąże się z ogromnymi kosztami, również wizerunkowymi.
Wydaje się zatem – tak zresztą jak oceniają to analitycy, że Rosja stara się działać na zasadzie salami, to znaczy stopniowego, po kawałku cięcia Ukrainy. Tak było przy okazji Donbasu czy Krymu. Dlatego celem Putina jest destabilizować kolejne prowincje tego kraju, a przede wszystkim zdestabilizować sytuację na tyle, ażeby dokonać wymiany rządu na prokremlowski, a więc bardziej sobie przychylny. Chodzi zatem o stworzenie modelu podobnego do tego z Białorusi. Uważam, że taki jest ostatecznie cel działań Putina. W dzisiejszej technice podboju chodzi raczej o zdominowanie, osiągnięcie wpływów poza klasycznymi metodami typu okupacja, ale nie realizacja scenariuszy, które znamy z okresu II wojny światowej.
Czy świat pozwoli Putinowi na całkowite zdominowanie Ukrainy? Pytam o to w kontekście wypowiedzi Antonego Blinkena i Jensa Stoltenberga, którzy podczas spotkania szefów dyplomacji państw NATO na Łotwie zapowiedzieli zdecydowaną reakcję jeśli działania Putina pójdą za daleko…
– Bardzo wątpliwe jest zaangażowanie Sojuszu Północnoatlantyckiego w konflikt rosyjsko-ukraiński – jeśli już, to najwyżej poprzez dostawy sprzętu wojskowego dla Ukrainy. I ten proces zresztą trwa wystarczy tylko wspomnieć, że Turcja udostępniła Ukraińcom drony, które się pojawiły m.in. w Donbasie. Zatem w tym sensie wsparcie dla Ukrainy jest owszem możliwe, natomiast nie ulega wątpliwości, że Ukraina była strefą wpływów rosyjskich i wciąż jest krajem, gdzie wpływy Moskwy się ścierają. Między innymi z tego powodu Ukraina aż tak bardzo na zachód liczyć nie może. Jeśli już, to po części na Polskę, która od lat jest rzecznikiem ukraińskich spraw na zachodzie. Tylko w tym momencie warto pamiętać, że nasze siły są dzisiaj związane awanturą i presją na granicy białorusko-polskiej, co też jest efektem działań nie tylko Łukaszenki, ale również Putina. Cała ta sytuacja z imigrantami muzułmańskimi u granic Polski być może po to została aranżowana żeby nas odciągnąć, żebyśmy w sytuacji rosyjskiej agresji nie byli zdolni do realnej pomocy Ukraińcom. Jak widać sytuacja jest bardzo dynamiczna.
Czy wojna w tej tradycyjnej formie jest w ogóle możliwa, czy Rosja obawiając się sankcji może się zdecydować na wzniecenie ognia, którego może nie opanować?
– Gdyby doszło do wojny kinetycznej z użyciem wojsk, to być może sankcje zostałyby użyte w dużej skali. Dlatego Rosjanie się tego obawiają. Stąd też ich działania są poniżej progu klasycznej wojny. Ograniczają się póki, co do destabilizacji, nieustannego nękania, wytwarzania rozmaitych presji przy granicy – także presji psychologicznych, działają również poprzez próby generowania ruchów odśrodkowych. Zatem postępują tak, aby nie narazić się na odpowiedź zbrojną ze strony NATO – zwłaszcza, że w tle są rozmaite interesy krajów, które mimo całej tej sytuacji robią interesy z Putinem.
Przykładem tego są Niemcy i projekt Nord Stream, ale swoje interesy względem Rosji mają też Stany Zjednoczone. Pamiętajmy, że z geopolitycznego punktu widzenia, dla Amerykanów zachodnia część Eurazji, nie jest w tym momencie tak ważna jak wschodnia. Dlatego jako wielki organizm wprawdzie, może nieco przestarzały w sensie możliwości gospodarczych, ale kluczowy w sensie pokonania Chin w globalnej rywalizacji, Rosja odgrywa tutaj kluczową rolę. To sprawia, że Stany Zjednoczone nie chcą totalnej konfrontacji z Rosją, a Rosja wykorzystując sytuację to testuje. Dla Ameryki Rosja jest ważna – zwłaszcza w zmaganiach z Chinami, bo bez Rosji Chiny nie będą mogły sobie poradzić. Weźmy chociażby fakt, że Rosja jest zapleczem surowcowym dla Chin. I w tym względzie sytuacja jest dość nieoczywista, stąd mamy - z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych – do czynienia z dość skomplikowaną układanką.
Są zapowiedzi kolejnych sankcji wobec Rosji, i jak wiadomo wachlarz jakim dysponuje zachód jest tutaj duży. Dlaczego jednak nie ma konkretnych decyzji właśnie ekonomicznych, które zmusiłyby Putina do refleksji i odwrotu?
– Sankcje gospodarcze, finansowe czy inne restrykcje to dzisiaj ważna broń zwłaszcza wobec takiego państwa jak Rosja – nieco przestarzałego w sensie gospodarczym. Niestety jeśli chodzi o Europę, to można powiedzieć, że są zwolennicy wręcz wprowadzenia Putina i Rosji do gry uważając, że to da im nowe impulsy rozwojowe. Są państwa, które uważają, że Rosja jest potężnym rynkiem zbytu, ponadto, że Rosja jest producentem czy dostawcą surowców energetycznych i można, a wręcz warto prowadzić z nią wymianę handlową. Niestety zarówno po stronie Niemiec czy po stronie Francji, a więc największych gospodarczo państw Unii Europejskiej, ostatecznie także po stronie Włoch czy innych mniejszych krajów, nie widać refleksji, a co za tym idzie gotowości do generalnej konfrontacji z Rosją. Wprost przeciwnie - tendencja jest odwrotna. Oczywiście głośno nie wypada im o tym mówić – zwłaszcza w momencie, kiedy Rosja prowadzi agresywną politykę wobec Ukrainy, ale realia są takie, że np. Francuzi chcą wspólnie z Rosją eksploatować złoża Arktyki, z kolei Niemcy chcą kupować i handlować gazem i w zamian za uzyskane w ten sposób pieniądze rozwijać i sprzedawać wysokie technologie. Tak to wygląda. Współczesny świat jest bardzo brutalny, a polityka stała się grą mocarstw, a nie sentymentalnych, pięknych duchów.
Czego zatem możemy się spodziewać w bliższej, przewidywalnej perspektywie – zwłaszcza jeśli chodzi o Ukrainę?
– Wszystko zależy od tego czy i jak Ukraina – jako samodzielne państwo – poradzi sobie z tą rosyjską presją. Wiadomo, że na Ukrainie jest potężny kryzys wewnętrzny, że są tam daleko posunięte konflikty wewnętrzne, ponadto kraj jest w ogromnej mierze dotknięty korupcją, są też duże prorosyjskie ośrodki, i to wszystko rozbija to państwo od wewnątrz. Nie wspominając już o problemach gospodarczych, także covidowych. Mając świadomość słabości Rosja będzie testować i sondować Ukrainę. Jeśli Ukraina w miarę sprawnie będzie sobie radzić ze wspomnianymi problemami, to Rosjanie odstąpią, ale jeśli nie, to mogą się posunąć o kolejny krok naprzód i dalej destabilizować ten kraj.
Czyli przewrót – zamach stanu, który miałby się dokonać na Ukrainie, o którym ostatnio mówił prezydent Zełenski jest jak najbardziej realny?
– Takiego wariantu też nie można wykluczyć. Oczywiście oficjalnie to wszystko działoby się poza Rosją, bez ingerencji Kremla. Jednak fakt faktem zmiana władzy na Ukrainie, na prorosyjskie, uległe całkowicie Moskwie jest jak najbardziej możliwa.
Jak daleko może posunąć się Putin, czy swoją agresję może rozsiać dalej – na Polskę i kraje bałtyckie. Innymi słowy czy Rosja ma w tej chwili zdolność otwierania kilku frontów?
– Dla Rosji to jest jeden front. Nie sądzę jednak żeby Rosja chciała i żeby zdecydowała się na zaatakowanie – w sposób realny, militarny Polski. Natomiast wojnę nowej generacji, wojnę hybrydową z nami i nie tylko z nami prowadzi już od dawna. Przypuszczalnie z tego nie zrezygnuje, bo Polska stoi Moskwie na drodze wejścia do Europy. Samodzielna, silna Polska stoi Putinowi na drodze, dlatego będzie robił wszystko żeby nas osłabić. Tym bardziej – w obliczu zagrożeń potrzebna jest jedność wewnętrzna wszystkich sił politycznych, bo wszelkie rozłamy, rozdźwięki na polskiej scenie politycznej dają Rosji kolejne argumenty do ręki.