Bądźmy rozsądni i odpowiedzialni
Wtorek, 23 listopada 2021 (18:01)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W środę na zaproszenie marszałek Elżbiety Witek, w Sejmie odbędzie się spotkanie szefów klubów parlamentarnych w sprawie projektu dotyczącego walki z pandemią. Czy jest sens organizować takie spotkanie skoro część opozycji nie zamierza współpracować z rządem, a wręcz przeciwnie przeszkadzać?
– Opozycję mamy taką jaką mamy i póki co musimy się z tym pogodzić, co nie oznacza, że nie należy podejmować działań. Przypomnę, że kiedy pojawił się COVID-19, zanim jeszcze dotarł do Polski było wielkie wyczekiwanie kiedy i kto będzie pierwszym zakażonym. Opozycja i sprzyjające jej media – jak mają w zwyczaju – nawet oskarżały rząd o ukrywanie danych, bo jak to jest wszędzie ludzie umierają, a w Polsce nie. Kiedy pojawił się pierwszy przypadek, tzw. pacjent zero, to ze strony tzw. wolnych mediów pojawiła się wręcz euforia, że wreszcie mamy i my. W dalszej kolejności zaczęły się pojawiać próby szukania rozwiązań i ograniczenia. Przypomnę słynną sejmową debatę, co wprowadzać, gdzie opozycja optowała za stanem wyjątkowym. Ostatecznie rząd zdecydował się na wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego.
Wprowadzone zostały m.in. pełne kontrole na wszystkich granicach naszego kraju, zawieszono działalność barów, klubów, siłowni, basenów, bibliotek, kin i restauracji, ograniczono też funkcjonowanie galerii handlowych. Życie społeczne wręcz zamarło, ale opozycji też to nie odpowiadało stąd mogliśmy usłyszeć, że mamy zamach na wolności obywatelskie, łamanie Konstytucji RP itd. Jedno, co im odpowiadało to ograniczenia liczby wiernych w kościołach, co więcej domagali się nawet całkowitego zamknięcia świątyń. Nie przeszkadzały im jednak marsze tzw. strajku kobiet, które nazywano spontanicznymi spacerami. Kiedy zaś na łamiących przepisy były nakładane kary za narażanie zdrowia i życia ludzkiego oraz łamanie zasad sanitarnych, to „zaprzyjaźnione” sądy ich uniewinniały.
Widać, że opozycji nic nie pasuje, stąd krytykuje wszystko w czambuł. Tak było też, kiedy rząd wprowadzał kolejne tarcze antykryzysowe?
– To prawda opozycja uważa, że rząd nic nie robi. Tak było, kiedy rząd premiera Morawieckiego wpompował w gospodarkę dwieście miliardów złotych w ramach tarcz antykryzysowych, co pomogło w miarę suchą stopą, bez większych strat przejść przez ten kryzys przedsiębiorcom i całej polskiej gospodarce. Tymczasem od opozycji usłyszeliśmy, że to rozdawnictwo, że rząd na prawo i lewo rozdaje publiczne pieniądze. Kiedy trzecia fala zelżyła pojawiła się inflacja, która nie dotyczy tylko Polski, ale całego pocovidowego świata to ze strony opozycji słyszymy, że to rząd jest wszystkiemu winny.
Z czasem pojawiły się szczepionki i nadzieja, że koniec pandemii jest bliski. Tymczasem okazuje się, że niekoniecznie?
– Dokładnie. Powoli mija drugi rok pandemii, mamy szczepionki, punkty szczepień w każdej gminie, kampania od radia po telewizje, internet itd. Każdy, kto chce może się zaszczepić, ale zaszczepionych dorosłych Polaków jest tylko połowa, a druga połowa ma wątpliwości. Opozycja winę znów zrzuca na rząd i na złą kampanię.
Tymczasem mamy jesień, czwartą falę pandemii w rozkwicie. Część państw znów się zamyka, ale Polska nie, czy słusznie?
– Austria poszła chyba najbardziej radykalnie zamykając się. Natomiast Polska przyjęła zasadę reżimu, który obowiązuje w sytuacji zagrożenia epidemicznego, czyli stosowanie zasad – dystansu, dezynfekcji, maseczek oraz zachowania elementarnych zasad higieny i profilaktyki oraz oczywiście szczepień. Tymczasem opozycja znów twierdzi, że rząd jest nieprzygotowany, rząd znów nic nie robi. Co więcej ci, którzy najwięcej protestowali w ubiegłym roku przeciwko zamykaniu siłowni, basenów, hoteli czy restauracji, którzy krzyczeli, że dzieci siedzą w domach – nagle zmienili front i kiedy zbliżał się wrzesień tego roku i czas rozpoczęcia roku szkolnego, to było nawoływanie do zamykania szkół i uczelni. Teraz mamy krzyk, że jak zamkniemy dzieci w domach, to wzrośnie liczba załamań psychicznych i potrzebne będą terapie.
Czy opozycja w Polsce poza ciągłą krytyką rządu i niezadowoleniem jest w stanie coś zrobić, zaproponować, w czymś z rządzącymi współdziałać? Propozycja marszałek Witek jest chyba najlepszą ku temu okazją…
– Żeby współdziałać, trzeba mieć dobrą wolę i jakieś mądre pomysły. Marszałek Witek ma oczywiście rację próbując rozszerzyć kontekst i spojrzeć na bieżącą sytuację z różnych stron. Klasa polityczna – niekoniecznie eksperci – ma szansę wypowiedzenia się, czego chce, co zrobić żeby było dobrze z korzyścią dla wszystkich Polek i Polaków. Czy można zamknąć wszystko tak jak w roku 2020 – oczywiście można, czy można ograniczyć przemieszczanie się – teoretycznie też można, ale pytanie: – czy tym działaniem osiągniemy właściwy efekt? Przypomnę tylko, że poprzednie lockdowny nie wytłumiły wirusa, który cały czas z nami jest. Epidemiolodzy mówią wyraźnie, że koronawirus był, jest i z nami już pozostanie. W tym momencie wychodzi na to, że każde dodatkowe obostrzenia, wszystkie radykalne działania mogą stać się mieczem obosiecznym.
Z jednej strony możemy stłumić falę zachorowań poprzez ograniczenia, ale z drugiej strony musimy pamiętać, że lockdowny uderzą w rynek pracy, w gospodarkę i w ślad za tym pojawią się roszczenia, wołanie o rekompensaty. Tylko, czy stać nas dzisiaj – znów –na wydanie kolejnych dwustu miliardów złotych na tarcze antykryzysowe, na pomoc firmom, które będą musiały wstrzymać działalność, które trzeba będzie zwolnić z płacenia podatków, składek na ZUS itd. Czy stać nas na to żeby zamknąć szkoły, żeby dzieci znów siedziały w domach i słyszeć, że wzrasta liczba przypadków depresji i problemy psychiczne?
a Pana zdaniem…?
– Uważam, że doszliśmy oto do momentu, kiedy cokolwiek zrobimy czy nie zrobimy, to straty i tak będą. Wszystko zatem wskazuje, że trzeba zoptymalizować i zminimalizować straty. Jednocześnie musimy uświadomić sobie, że najbardziej skuteczne – choć niestety lekceważone – są najprostsze wspomniane już wcześniej zasady „DDM” (dystans-dezynfekcja-maseczka). To są niby banalne sprawy, ale jak życie pokazuje najbardziej skuteczne. Szkoda tylko, że o tym wiedząc lekceważymy te zasady w przestrzeni publicznej.
Tylko czy opozycja jest zainteresowana rozwiązaniami problemów, czy tylko krytyką rządu?
– No właśnie. Nic zatem dziwnego, że nagle po stronie opozycji pojawia się popłoch. Marszałek Sejmu mówi stwórzmy wspólną ustawę – ponad podziałami, która zadowoli wszystkich, ale moim zdaniem nie da się tego zrobić. Nie da się tego zrobić, bo epidemiolodzy zawsze będą mówić, żeby zamykać wszystko, izolować się żeby ograniczyć transmisję wirusa. Przedsiębiorcy powiedzą – broń Boże zamykać, bo zbankrutujemy, mamy kredyty, zobowiązania, musimy opłacić pracowników itd. Z kolei pracownicy powiedzą, że chcą pracować i zarabiać na chleb, płacić rachunki itp. I jak w tym wszystkim znaleźć złoty środek? Opozycja już mówi, że znów winny jest rząd, który nie ma pomysłu a zwołanie debaty i zaproszenie do jej udziału właśnie opozycji, jest tylko tego przykładem.
Przyjmijmy, że ta propozycja spotkania jest rzeczywiście przyznaniem się rządu do błędu?
– Nie zgadzam się z tą tezą. Uważam, że nie jest to przyznanie się do błędu, tylko uświadomienie – dosadne – wszystkim siłom politycznym w polskim Parlamencie, że każda decyzja w tej sytuacji – jaka by nie była – będzie obarczona błędem. Przy każdej decyzji będą grupy niezadowolonych. Tymczasem covid jak był tak będzie się dalej rozprzestrzeniał. Ci, którzy chcieli się zaszczepić zaszczepili się.
Tak czy inaczej musimy sobie wszyscy uświadomić, że przed nami poważne wyzwanie – rok, w którym powinniśmy zachować spokój, rozsądek i być może skorzystać z doświadczenia innych jak chociażby państw skandynawskich. Tam społeczeństwo ma świadomość, że żyje obok covida, ale go nie lekceważy przestrzegając wszystkich zasad epidemicznych. Różnie można to nazwać np. próbą uspołecznienia tego wirusa, bo ileż można żyć w strachu w lęku, ile można żyć z nastawieniem, że każde nasze działanie może skończyć się zakażeniem i śmiercią…? Nie da się tak żyć, stąd bądźmy rozsądni jednocześnie pamiętając, że mamy wroga w naszym środowisku róbmy wszystko, aby ograniczyć jego transmisję.
Jaki zatem może być finał jutrzejszego spotkania u marszałek Sejmu?
– Myślę, że będzie to debata, z której nie wykluje się żaden projekt, który zadowoliłby wszystkich. Może się to skończyć późniejszymi komentarzami w mediach, po czym wszyscy i tak wrócimy do codzienności, a zasady „DDM” będą wciąż najbardziej skuteczne i aktualne. Proszę zwrócić uwagę, że póki, co wszystkie wydarzenia medialne show także w tzw. wolnych mediach odbywają się w pomieszczeniach zamkniętych, bez dystansu, maseczek, gdzie wszyscy siedzą obok siebie jakby nie było covida.
Skoro więc wszyscy mądrzy, którzy pouczają innych jak się mają zachowywać robią imprezy w halach, bo liczy się widownia, promocja, pieniądze to jaki przykład dają. Jest jeszcze jedno – wprawdzie nas to nie dotyczy, ale weźmy sytuację na polsko-białoruskiej granicy – przecież ta imigrancka fala, to jest jeden wielki, przemieszczający się covid. Już słychać głosy, że w tej hali, gdzie siły białoruskie zgromadziły tysiące imigrantów jest około stu osób chorujących na covid. Pamiętajmy też, że z tymi ludźmi mają kontakt zarówno wolontariusze, funkcjonariusze białoruscy i polscy podczas odpierania ataków też. To tylko pokazuje, że żadne patenty nic nie dadzą jeśli nie będzie profilaktyki i odpowiedzialności każdego z nas. Praktyka pokazuje, że profilaktyka była zawsze najlepszą receptą na wszelkie zarazy jakie przeżywała ludzkość. Jeśli sami nie wyciągniemy wniosków, to żadne debaty polityczne nic nie wniosą, a kłótnie będą trwały w najlepsze.