• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Nic o nas bez nas…

Czwartek, 18 listopada 2021 (19:26)

Z Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ataki na Polskę ze strony reżimów Putina i Łukaszenki trwają. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ochronie granicy państwowej, ale niejednogłośnie. Nie stać nas na jednomyślność nawet w tak ważnej kwestii jak bezpieczeństwo państwa?

– Niestety, ale tak to wygląda. Opozycja – zresztą nie pierwszy raz – pokazuje, że nie zależy jej na bezpieczeństwie państwa polskiego, którego atrybutem jest pilnie, solidnie strzeżona granica. Opozycja udowadnia, że nie zależy jej również na bezpieczeństwie obywateli. W tej chwili mamy absolutnie do czynienia z eskalacją wojny hybrydowej przez Putina i Łukaszenkę wobec Polski i Polaków. Ta sytuacja jest obecnie o wiele bardziej groźna niż w momencie, kiedy wprowadzaliśmy stan wyjątkowy na blisko trzykilometrowym pasie wzdłuż granicy z Białorusią. Zatem państwo polskie musi reagować i taką reakcją jest właśnie nowelizacja ustawy o ochronie granicy państwowej. Te rozwiązania, które zostały wprowadzone stanem wyjątkowym na terenie przygranicznym, dzięki nowelizacji o ochronie granicy państwowej będą mogły być kontynuowane – już bez przedłużania stanu wyjątkowego, bo to jest niemożliwe, ale w oparciu o przepisy znowelizowanej ustawy.

W najbliższą środę na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu ma się odbyć debata na temat sytuacji humanitarnej na polsko-białoruskiej granicy. Wszystko wskazuje, że możemy mieć oskarżenia Polski za rzekomy brak humanitaryzmu wobec nielegalnych imigrantów. Jak to rozumieć?

– Jest to kolejny element wojny hybrydowej Putina i Łukaszenki, w którą wpisują się niektórzy polscy politycy. Użyteczni idioci – agenci wpływu, suflują Komisji Europejskiej i eurodeputowanym Parlamentu Europejskiego absolutnie nieprawdziwe informacje oskarżające Polskę o wywoływanie tego kryzysu i niehumanitarne traktowanie nielegalnych migrantów. Tymczasem fakty są takie, że ci ludzie zostali zaproszeni na Białoruś przez reżim Łukaszenki i de facto legalnie przebywają na terenie państwa białoruskiego. Całkowitą odpowiedzialność za tych ludzi ponoszą władze w Mińsku i absolutnie żadna w tym rola Polski. Polska broni tylko granicy własnego państwa, granicy Unii Europejskiej, a w jaki sposób są traktowani ci imigranci przez funkcjonariuszy i służby białoruskie, to widać w przekazach filmowych. Mamy zatem kolejną odsłonę wojny hybrydowej, która jest przerzucana na forum Parlamentu Europejskiego. Muszę przyznać, że jestem absolutnie zdziwiony, wręcz zaszokowany tym, że politycy europejscy poddają się tego typu manipulacjom i chcą dyskutować o sytuacji migrantów w kontekście Polski. My nie jesteśmy stroną tego kryzysu, natomiast stroną może być tylko państwo białoruskie, z tym że wtedy temat ten nie podlega europarlamentowi.  

Z jednej strony atakuje się Polskę za brak praworządności, są problemy z przekazaniem nam środków w ramach „Funduszu odbudowy”, mamy list pięciu frakcji europarlamentu, aby nie przyznawać nam środków z „Krajowego planu odbudowy”, a z drugiej atakuje się nas w sposób ideologiczny za rzekomy brak humanitaryzmu wobec migrantów, podczas gdy to my bronimy Europy. Jak to jest, Panie Pośle – bronimy Europę przed zalewem migrantów muzułmańskich, a Unia wbija nam nóż w plecy?

– To są działania, które godzą w równość państw Unii Europejskiej. Europosłowie totalnej opozycji, Lewicy oraz Polski 2050, wyznają starą zasadę, że im gorzej – tym lepiej. Donoszą na państwo polskie, czynią też zabiegi, aby wstrzymać wypłatę środków dla Polski, a więc absolutnie realizują scenariusz, który rozpisali kilka lat temu w ramach polityki „ulica i zagranica”, kiedy zapowiadali, że środki dla Polski zostaną wstrzymane. Przypomnę tylko wypowiedź jednego z liderów Koalicji Obywatelskiej – Rafała Trzaskowskiego, który mówił wprost, że środki dla Polski będą mrożone, a kiedy oni wrócą do władzy, to pieniądze te będą odmrażane. W tej chwili politycy Koalicji Obywatelskiej – wespół z innymi – domagają się realizacji tego scenariusza. Trudno to zakwalifikować inaczej jak działanie wbrew polskiej racji stanu – działanie, które wpisuje się w niechlubne tradycje Targowicy. Trzeba też jasno powiedzieć, że zablokowanie pieniędzy, które się nam należą, byłoby jawnym złamaniem zasad, na które wszyscy w Unii Europejskiej się umawiali. Wszystkie tego typu próby to działanie godne szczególnego potępienia – zwłaszcza w kontekście sytuacji, jaka ma miejsce na polsko-białoruskiej granicy, i zagrożeń, z jakimi polskie państwo musi się mierzyć. List, którego autorami są liderzy europarlamentarnych grup: Europejskiej Partii Ludowej, Socjalistów i Demokratów, Odnowić Europę, Zielonych i Lewicy, oraz próby pozbawienia nas unijnych pieniędzy trudno nazwać inaczej jak dodatkowym wbijaniem noża w plecy państwu polskiemu. Tak działa tylko piąta kolumna.

Jak w tej sytuacji nazwać zarówno rozmowy kanclerz Merkel z Putinem i Łukaszenką oraz prezydenta Macrona z Putinem? Czy właśnie nie o to chodziło Putinowi i białoruskiemu satrapie, którego władza jest legitymizowana?

– Przede wszystkim jedno jest pewne: zarówno Angela Merkel, jak i Emmanuel Macron realizują scenariusz i życzenia Putina. Podjęcie rozmów przez kanclerz Merkel z przywódcą białoruskiego reżimu, szefem totalitarnego państwa, z którym nikt w Europie ani w demokratycznym świecie nie rozmawia, w dodatku rozmowy bez porozumienia z Polską, której wprost ten atak hybrydowy dotyczy – z państwem, które w tym momencie jest najbardziej zagrożone, to wszystko należy nazwać jako absolutnie wyłom w europejskiej solidarności. Jest to działanie, którego konsekwencje są tak naprawdę nieobliczalne. Propaganda białoruska już mówi, że Łukaszenka jest uznawany przez rząd niemiecki. Z kolei ciekawe, o czym prezydent Macron rozmawia z Putinem nad głowami innych państw – w tym przede wszystkim nad głową Polski. Z pewnością jednak realizuje scenariusz, który założył sobie Putin, wywołując ten kryzys – a mianowicie, że będzie przedstawiał Rosję jako jedyne państwo, które może wystąpić w roli rozjemcy i doprowadzić do ustabilizowania napiętej sytuacji na wschodnich granicach Unii Europejskiej.

Prezydent Duda w rozmowie z prezydentem Niemiec – odnosząc się do sytuacji na polsko-białoruskiej granicy i do rozmów Macrona z Putinem oraz Merkel z Łukaszenką – stwierdził jasno, że Polska nie uzna żadnych ustaleń ponad naszymi głowami…

– To jest jedyne słuszne stanowisko. Przecież Polska, jako suwerenne państwo, jest podmiotem współpracy międzynarodowej, a nie przedmiotem. To my usiłujemy nie dopuścić do otwarcia nielegalnego szlaku migracyjnego na zachód Unii Europejskiej, to Polska ponosi ciężar obrony wschodnich granic Unii Europejskiej, wreszcie to my ponosimy koszty związane z zabezpieczeniem tej granicy i niedopuszczenia do destabilizacji Europy. Ponosimy też koszty wizerunkowe wobec opinii publicznej – zarówno światowej, jak i polskiej – bo musimy się jeszcze dodatkowo zmagać z kłamliwymi informacjami, z propagandą białoruską, z propagandą nieprzychylnych Polsce mediów, które sprzyjają totalnej opozycji. Sytuacja jest zatem faktycznie trudna, dlatego od państw członkowskich Unii Europejskiej, ze strony Komisji Europejskiej i europarlamentu oczekujemy wsparcia, a nie działań, które dodatkowo zaciemniają faktyczny obraz sytuacji.

Zastanawiam się, co skłania Angelę Merkel i Emmanuela Macrona do wybiegania przed szereg? Może stanowczość Polski i spodziewane zakończenie presji migracyjnej, a tym samym nasz sukces, byłyby nie w smak Niemcom czy Francji, i dlatego próbują przejąć inicjatywę, a ewentualny sukces przypisać własnym zabiegom dyplomatycznym?

– Jeżeli efektem zabiegów dyplomatycznych różnych państw miałoby być doprowadzenie do zażegnania tego kryzysu i zakończenia tej wojny hybrydowej, to oczywiście można by się było z tego cieszyć. Natomiast zawsze jest pytanie, jaką cenę będziemy za to płacić i co w tych rozmowach ponad naszymi głowami uzgodniono w zamian? Czy nie to, czego sobie życzył Putin – ustami szefa dyplomacji rosyjskiej Siergieja Ławrowa, aby Unia Europejska łożyła na Białoruś, a Łukaszenka w zamian za to nie będzie nam sprowadzał do Europy islamskich migrantów? Gdyby to się okazało faktem, to byłby to kolejny dowód na to, że Unia Europejska jest słaba, skoro ulega szantażowi białoruskiego satrapy. Z drugiej strony wskazywałoby to na to, że wszystkie dotychczasowe sankcje nakładane na reżim Łukaszenki to jedna wielka fikcja, a w dodatku – że łatwiej przychodzi Unii Europejskiej karać pod fałszywymi zarzutami łamania praworządności Polskę niż reżim Putina i Łukaszenki łamiący prawa obywatelskie.

          Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki