• Sobota, 16 maja 2026

    imieniny: Andrzeja, Szymonety

Test solidarności NATO

Niedziela, 14 listopada 2021 (14:22)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, europosłem PiS, ministrem spraw zagranicznych w latach 2015-2018 rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mamy zapewnienia o solidarności z Polską ze strony Unii Europejskiej i NATO, ale konkretnych działań wspierających nie widać?

– Owszem, są deklaracje dotyczące wsparcia politycznego. Przewodnicząca Ursula von der Leyen gościła w Waszyngtonie, gdzie rozmawiała z prezydentem USA Joe Bidenem. Ustalili, że trzeba odstąpić od leasingu samolotów, którymi linie lotnicze umożliwiają przemyt ludzi na Białoruś, itd. Jak widać, polityczne i retoryczne poparcie jest, natomiast wciąż czekamy na wsparcie finansowo-materiałowe. Opozycja w Polsce naciska, że powinniśmy się zwrócić o pomoc do Frontexu, ale są to głosy ludzi, którzy nie wiedzą, czym de facto jest Frontex: że jest to instytucja urzędnicza, która nie ma armii czy straży granicznej. Natomiast nas – jako państwo – bardziej od wsparcia politycznego interesowałyby sankcje finansowe, które dotknęłyby Łukaszenkę.

Co mogłoby zaboleć reżim na Białorusi?

– Na przykład zaprzestanie kupowania stamtąd nawozów potasowych, co jest jednym z głównych źródeł jego dochodów. Jednak rzeczywistość jest taka, że handel takich krajów, jak Belgia czy Holandia, w tym zakresie z Łukaszenką kwitnie. Wiemy też, że jest nacisk na kraje, z których przylatują migranci, a więc na Turcję, Irak czy Emiraty Arabskie, aby utrudniły te przyloty. Ankara oświadczyła, że na pokłady samolotów Turkish Airlines do Mińska będą miały wstęp jedynie osoby z paszportami dyplomatycznymi; migranci nie będą tam wpuszczani. Idzie to wszystko bardzo opornie, ale jakiś postęp jest.

Czy Unia Europejska nie powinna mieć gotowych scenariuszy sankcji, które w sytuacji wrogich działań byłyby niemal natychmiast wprowadzane w życie?

– Nie jest to takie proste. To sprawy dotyczące bezpieczeństwa, a te kwestie są prerogatywą państw członkowskich. Unia oczywiście rości sobie pretensje – stąd hasła o „strategicznej autonomii Europy”, które dzisiaj są już mniej podnoszone, hasła o tożsamości obronnej i wspólnej armii, ale to jest tylko retoryka. Natomiast żeby prowadzić takie działania obronne, to Unia Europejska musiałaby zmienić traktat. Wszyscy musieliby się zgodzić na stworzenie jakiejś struktury obronnej, musiałby powstać także mechanizm obronny, mechanizm decyzyjny. Oczywiście jest tendencja, żeby został on oparty na głosowaniu większościowym, co oznaczałoby odejście od konsensu, ale my się na to nie zgadzamy. Nie może być narzucania woli innym państwom, bo tym sposobem np. w 2015 r. Unia narzuciłaby nam kwoty imigranckie albo dzisiaj – jakąś strukturę graniczną, która umożliwiałaby przepuszczanie nielegalnych migrantów. Jak widać, są to skomplikowane kwestie i nie można do nich podchodzić bez głębszej refleksji.

Ale sfinansować budowę zapory na polsko-białoruskiej granicy, granicy Unii, przecież można?

– Oczywiście, ale to też jest kwestia ideologiczna – mianowicie Unia od lat broni się, że nie może być fortecą europejską, że musi prowadzić otwartą politykę migracyjną itd. Stąd wzdraga się przed stałymi umocnieniami granicznymi. Ponadto jeśli na polsko-białoruskiej granicy ze środków unijnych zbudowano by taką zaporę, to powstaje pytanie: a co na Morzu Śródziemnym? Jak bronić tamtej południowej granicy Unii? Zatem jak widać, miesza się tu ideologia z praktyką.

W europarlamencie w środę odbyła się debata, w której na pierwszy plan wysunięto wątek rzekomego braku humanitaryzmu Polski wobec „biednych” migrantów…

– Zamiast mówić o faktach, o faktycznej sytuacji na pograniczu polsko-białoruskim, uznano, że do tego kryzysu humanitarnego przyczyniają się nie reżim Łukaszenki i stojący za nim Putin, ale polski rząd i działania polskich służb. To skandaliczna sytuacja, która pokazuje, że zamiast merytorycznego podejścia w unijnych kręgach wciąż dominują ideologia i brak jakiejkolwiek refleksji.

Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiła działania białoruskiego reżimu. Czy taka rezolucja ma jakiekolwiek znaczenie?

– Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie kryzysu migracyjnego ma znaczenie retoryczne, polityczne. Owszem, stwierdzono, że celem destabilizacji krajów sąsiednich przez Białoruś jest odwrócenie uwagi od naruszania praw człowieka przez ten reżim. Ponadto ta rezolucja ma charakter poparcia naszych działań, ale nie zakłada żadnych sankcji. Zresztą Rada Bezpieczeństwa ONZ takich sankcji nie może nakładać, bo jej stałym członkiem jest Rosja, która ma własne interesy na Białorusi i która nie poprze żadnych działań, żadnych penalizacji przeciwko reżimowi białoruskiego dyktatora. Tak było też w tym przypadku, gdzie rosyjski przedstawiciel nie zgodził się z przyjętą rezolucją.

Słyszymy, że Angela Merkel dwukrotnie rozmawiała z Putinem, próbując wpłynąć na zakończenie kryzysu na polsko-białoruskiej granicy. Ale chyba bezskutecznie?

– Co więcej, szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow potępił działania europejskie i uznał, że przyczyną kryzysu migracyjnego są wieloletnie działania krajów NATO, Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Stwierdził, że to próby narzucenia demokracji państwom tamtego regionu spowodowały fale uchodźców na wielką skalę. Dodatkowo Ławrow domagał się, żeby sprawa została rozwiązana tak jak w 2015 i 2016 r. przy napływie migrantów i uchodźców z Turcji. Oczywiście to nie do zrealizowania, dlatego że jest to chytra sztuczka Rosji. Nie można podjąć żadnych rozmów z Alaksandrem Łukaszenką, którego nie uznajemy. Tymczasem Rosjanie prą do takich negocjacji, również sam Łukaszenka sugeruje, że ten kryzys można rozwiązać w bezpośrednich rozmowach, ale podjęcie takich negocjacji byłoby uznaniem jego władzy. My natomiast odmawiamy uznania go po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 r. Tu jest też motyw, dlaczego Łukaszenka wywołał ten kryzys: by po ewentualnym jego rozwiązaniu zostać uznanym przez świat. Ale takiej satysfakcji nie możemy mu dać.

Putin też korzysta na zaognianiu tej sytuacji…

– Putin generalnie jest zainteresowany zaognianiem tego kryzysu, bo ma okazję przetestować zobowiązania i gwarancje sojusznicze NATO dla naszej części Europy. Szczególnie po tym, co stało się w Afganistanie, kiedy decyzją Joe Bidena Amerykanie porzucili swoich lokalnych sojuszników. Putin tym naciskiem, tym kryzysem migracyjnym oraz groźbami chce sprawdzić, czy NATO jest jednością zdolną reagować w przypadku, kiedy jeden czy kilku sojuszników jest zagrożonych. Czy zachodnia część Europy i Stany Zjednoczone przyjdą nam z pomocą, czy wesprą nas w tym konflikcie. Nie można zatem wykluczyć, że na polsko-białoruskiej granicy pojawią się strzały i incydenty zbrojne. Z tym też musimy się liczyć.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki