Na tym marszu była Polska
Piątek, 12 listopada 2021 (20:03)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Marsz Niepodległości, który w oczach władz stołecznego Ratusza wzbudzał wiele kontrowersji, a nawet sprzeciw, jednak się odbył i był jednym ze spokojniejszych. Mimo to różne były przekazy tego wydarzenia w zależności od mediów…
– W tym roku prezydent Rafał Trzaskowski próbował udowodnić, że Marsz Niepodległości nie jest wydarzeniem cyklicznym, mimo iż odbywał się on już po raz 12., dlatego kruczkiem prawnym usiłował uniemożliwić jego organizację. Tymczasem okazało się, że również kruczkiem prawnym marsz został uruchomiony na dwa dni przed 11 listopada. Rzeczywiście różne były przekazy medialne tego wydarzenia, tym bardziej warto do tego podejść w sposób racjonalny i mądry. Otóż na przykład w stacji komercyjnej, tej, która sama o sobie mówi, że podaje całą prawdę całą dobę, Marsz Niepodległości określano jako „marsz nacjonalistów”, w Polsacie użyto określenia „marsz narodowców”, a w telewizji publicznej – „wielki marsz polskich patriotów”. W tym roku – po raz pierwszy - decyzją szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Marsz Niepodległości miał charakter państwowy, co wobec prób storpedowania pozwoliło na jego organizację. Okazało się, że cała akcja Rafała Trzaskowskiego, który chciał w sposób prawny zablokować Marsz Niepodległości, się nie powiodła, mimo decyzji sprzyjających mu sądów nie powiodły się próby storpedowania tego wydarzenia. Mniemam jednak, że warszawiacy oraz Polacy z całego kraju i tak przybyliby do stolicy, aby wspólnie zamanifestować przywiązanie do Ojczyzny. Według organizatorów marsz zgromadził ok. 150 tysięcy ludzi z najróżniejszych środowisk i trzeba przyznać, że organizacyjnie został przeprowadzony niemal wzorowo. Warto to podkreślić, bo zapanowanie nad taką masą ludzi nie jest łatwe, żeby nie powiedzieć, że graniczy wręcz z cudem.
O czym to świadczy?
– Na tle tego marszu można dostrzec, jakie błędy były popełniane przez ostatnie lata przez władze Warszawy. Wcześniej ograniczano marsz do kilku ulic: Alei Jerozolimskich, Ronda de Gaulle'a, Ronda Dmowskiego i okolic Stadionu Narodowego, bo dziwnym trafem Rafał Trzaskowski uznał, że to jest jedyny trakt do spotkań Polaków i manifestowania ich patriotycznych przekonań. Organizatorem jest Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, a więc ani Prawo i Sprawiedliwość, ani Platforma czy jakiekolwiek inne ugrupowanie polityczne. Pojawiają się też głosy, że PiS uciekło do Krakowa bojąc się odpowiedzialności za to, co podczas warszawskiego marszu mogłoby się wydarzyć. Tymczasem od kilku lat PiS obchodzi Święto Niepodległości w Krakowie. Co więcej, PiS nie uzurpowało sobie przejęcia Marszu Niepodległości, a jedynym wyjątkiem była setna rocznica odzyskania niepodległości, kiedy na czele marszu szedł prezydent RP oraz przedstawiciele rządu. Jednak wynikało to z jubileuszowego charakteru obchodów Święta Niepodległości.
Nie zmienia to faktu, że retoryka tzw. wolnych mediów jest taka, że szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych swoją decyzją rzucił koło ratunkowe narodowcom, co więcej, nacjonalistom…
– Jest i taki przekaz, że Zjednoczona Prawica i prezydent Duda umyli ręce, schowali się, bo w razie problemów całe odium może spaść na nich. Tymczasem było to wydarzenie o charakterze społecznym. Jeśli, jak mówią tzw. wolne media, było to spotkanie narodowców, nacjonalistów, to nie wiedziałem, że Ruch Narodowy w Polsce i ONR liczą ponad sto tysięcy członków. Przypomnę, że w ostatnich wyborach na szefa Platformy wzięło udział 13 tysięcy członków partii, PiS liczy ok. 40 tysięcy członków, a tu mieliśmy nawet 150 tysięcy, co pokazuje, że ten cały przekaz się kłóci. Ponad 99 procent wszystkich flag i transparentów to były flagi narodowe, pozostałe to były flagi środowisk narodowych, były też flagi ruchów pro-life, Rycerzy Chrystusa, dostrzegłem też mężczyzn niosących figurę Najświętszej Maryi Panny, odmawiających Różaniec. Widziałem osoby starsze, młodzież, rodziny z dziećmi, ale hitem internetu są czarnoskórzy idący z biało-czerwonymi flagami z czapeczkami na głowie z napisem „Polska” czy w koszulce z napisem „Jezus”.
Jak to się ma do głównego przekazu stacji komercyjnych, że to był marsz faszystów, nacjonalistów, ksenofobów, rasistów itd.?
– To tylko pokazuje, że cały ten przekaz był nieprawdziwy. Jak bowiem wytłumaczyć to, że w marszu rasistów maszerują czarnoskórzy i nikt nie robi im żadnej krzywdy, a wszyscy się cieszą, świętują, co więcej, ci czarnoskórzy identyfikują się z Polską i mówią o Polsce jako kraju wielkiej tolerancji. Jak zatem widać, przekaz budowany przez liberalne media na kłamstwie kompletnie nie trzyma się kupy, nawet mimo prób fałszowania rzeczywistości i gry obrazami radiowozów policyjnych czy latających helikopterów. Próbowano stworzyć atmosferę grozy, zagrożenia, zupełnie czegoś innego, niż było w rzeczywistości na trasie marszu.
Chodziło o jedno: szukanie każdego argumentu, który byłby na nie?
– Dokładnie. Marsz Niepodległości trwał kilka godzin i wydaje mi się, że dla stacji komercyjnej były to najczarniejsze godziny, także dla dziennikarzy i ich komentatorów, którzy się mocno gimnastykowali, jak słowa krytyki połączyć z obrazem, który mówił zupełnie co innego. Scenariusz, założenie było takie, że oto odbywa się marsz nacjonalistów, który ma zdyskredytować polski rząd na arenie międzynarodowej. Liczono, że będzie z tego wielka awantura, ktoś podpali samochód, ktoś zdewastuje jakiś obiekt i wszystko to da się sprzedać za granicę jako obraz Polski. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca i cała skrzętnie budowana narracja legła w gruzach. Oczywiście nikt nie mówi, że wszystko było idealnie na marszu, bo jeśli gromadzi się ponadstutysięczny tłum, to zawsze będą drobne, mało znaczące incydenty. Jednak jeśli policja, podsumowując, mówi, że zatrzymano mniej niż dziesięć osób, to trzeba powiedzieć o wyjątkowo spokojnym zgromadzeniu, a wręcz o cudzie. Zapanować nad tak ogromnym tłumem, do którego każdy może dołączyć – nawet ze złymi intencjami, to naprawdę jest wielka sprawa. Tym bardziej ukłony pod adresem organizatorów, policji i samych uczestników, którzy stanęli na wysokości zadania.
Charakterystyczne jest także to, że w tym roku odbył się jeden marsz – Marsz Niepodległości, podczas gdy w latach ubiegłych bywało, że w jednym czasie w Warszawie odbywało się kilka takich zgromadzeń. Aż chce się zapytać, czy nie szukano konfliktu.
– Ależ dokładnie tak. W przedziwny sposób władze Warszawy pozwalały właściwie na ocieranie się o siebie przeróżnych marszów, różnych środowisk, grup o odmiennych poglądach, co jest bardzo niebezpieczne. Zdecydowana większość uczestniczy w takim wydarzeniu z zamiarem świętowania, ale intencje innych grup mogą być zgoła odmienne. W takiej masie ludzi zawsze znajdzie się ktoś, kto może mieć złe intencje i może zrobić coś niekoniecznie zgodnego z prawem. Takie zagęszczenie różnych marszów aż prosiło się o tragedię.
Czy to mogło być celowe działanie?
– Myślę, że albo głupota, albo celowe działanie. Dobrze więc, że w tym roku – choć zgłoszonych manifestacji też było, zdaje się, kilkanaście, nie były – jak poprzednio – zagęszczone w jednym miejscu. W efekcie okazało się, że Marsz Niepodległości mógł się odbyć, co więcej, ostateczna decyzja, że się odbędzie, zapadła w ostatniej chwili, a więc czasu było mało. Opieranie się Rafała Trzaskowskiego o argument, że nie jest to wydarzenie cykliczne, i próba storpedowania Święta Niepodległości to była złośliwość, co wskazywali nawet komentatorzy życzliwi opozycji totalnej. To była próba ogrania organizatorów Marszu Niepodległości, ale jak mówi przysłowie, kto mieczem walczy, od miecza ginie. Marszowi przyznano status formalny i mógł się odbyć bez przeszkód.
Okazuje się, że te media, które mają usta pełne sloganów o demokracji, wolności itd., tak naprawdę tę wolność depczą…
– Dotyczy to mediów, ale też polityków, którzy zachowując się w ten sposób, są największymi antydemokratami, a ci, którzy krzyczą: wolność, są największymi zwolennikami ograniczania wolności czy wręcz zamordyzmu. Można też wysnuć wniosek, że mamy dzisiaj w jakimś sensie dyktaturę mediów, które chcą lansować swój własny – jedynie słuszny przekaz i swoje spojrzenie na Polskę.
Ten marsz był wyjątkowy, bo odbywał się w sytuacji zagrożenia naszej granicy z Białorusią, na straży której stoją żołnierze i policjanci…
– Dlatego na czele Marszu Niepodległości szli przedstawiciele Wojska Polskiego, polscy żołnierze niosący polską flagę. Obecni byli też szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, polscy posłowie, byli kapłani, siostry zakonne, całe rodziny z dziećmi, co pokazuje, jak duża była różnorodność uczestników. Na tym marszu po prostu była Polska. I cała manipulacja, jaką próbowano stworzyć w komercyjnych mediach, to było bezczelne kłamstwo. Dzisiaj, podsumowując wczorajsze wydarzenia, chyba warto zapytać te wszystkie środowiska, które usiłowały storpedować Marsz Niepodległości, używając języka młodzieżowego: czy nie jest wam łyso? Okazało się bowiem, że jednak można coś zrobić, że jak się bardzo chce, to da się zrobić coś dobrego – nawet mimo przeciwności.
Zatem warto być Polakiem…
– Mamy ponad 30 lat wolnej Polski, można nie być zwolennikiem Marszu Niepodległości, ale patrząc na zagrożenie, jakie czyha u naszych wschodnich granic, mając też na uwadze ofiarę tych, co wywalczyli nam wolność, niepodległość, należy stwierdzić, że tak – warto być Polakiem. Wobec tego można zadać pytanie takim ludziom jak Donald Tusk i jego środowisku, czy Szymon Hołownia, czy środowiskom lewicy, czy potrafią zorganizować tak potężny tłum Polaków w innym miejscu Warszawy czy Polski, aby świętować 11 Listopada? Jeśli bowiem uważają, że Święto Niepodległości zostało „ukradzione”, to niech pokażą alternatywę. Okazuje się jednak, że nie ma alternatywy, bo PiS organizuje swoje obchody w Krakowie, ale jest pytanie, gdzie jest totalna opozycja? Gdybym był dziennikarzem mediów liberalnych sprzyjających Platformie, to dzisiaj zadałbym im pytanie: panowie, dlaczego nic nie robicie? Stowarzyszenie Marsz Niepodległości pokazuje, że działając konsekwentnie, można zbudować wielką ideę. Platformie, skoro nie chce z Polakami czcić tego wielkiego, narodowego święta, nikt nie broni zorganizować własnych obchodów, pozytywnych, dobrych dla Polski. Skoro tego nie robią, to znaczy, że Polska nie jest dla nich ważna. O Platformie można powiedzieć jedno: jaki program polityczny, takie obchody Święta Niepodległości.