Marsz Niepodległości jest dla wszystkich
Środa, 10 listopada 2021 (17:15)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX w. w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Marsz Niepodległości się odbędzie, co więcej, wydarzenie to będzie miało charakter państwowy.
– To jest wspaniała wiadomość, zwłaszcza że uważałem, iż Marsz Niepodległości nie może być organizowany tylko przez jedno środowisko polityczne, ale powinien być wydarzeniem ogólnokrajowym, co więcej, powinien być wyrazem świadomości wszystkich Polaków. Oczywiście z wyjątkiem tych, którym wciąż brakuje jeszcze tej świadomości patriotycznej, którzy ciągle tkwią w obozie targowicy. Marsz Niepodległości jest dla wszystkich. Mam nadzieję, że tegoroczne wydarzenie zapoczątkuje i sprawi, że już zawsze będzie to marsz narodowy – w tym znaczeniu, że całe polskie społeczeństwo będzie mogło manifestować radość z odzyskanej przed ponad stu laty niepodległości.
Ten społeczny charakter Marszu, o którym Pan profesor wspomniał, zostanie zachowany?
– Owszem, to wciąż będzie marsz spontaniczny, w czym zresztą jego siła. Można powiedzieć, że to będzie marsz ochotników, którzy chcą nie tylko świętować, ale chcą służyć niepodległości. W końcu nasz udział w tym wydarzeniu nie polega tylko na tym, że chcemy świętować, że wobec Ojczyzny mamy zobowiązania i raz w roku jesteśmy gotowi wyjść na ulice i pomachać chorągiewką, bo nie o to tu chodzi. Ten Marsz ma być świadectwem gotowości służby sprawie Niepodległej. To Niepodległa nas mobilizuje, aktywizuje, daje dumę, satysfakcję z bycia Polakiem, ale też stwarza perspektywy. A ponieważ dzisiaj – w tej konkretnej sytuacji – jest to szczególnie potrzebne, bo widzimy, że nasza suwerenność, a w perspektywie również niepodległość jest zagrożona. Tym bardziej sprawa munduru żołnierza, funkcjonariusza – tych, którzy stoją dzisiaj na straży Rzeczypospolitej – winna być w tym Marszu szczególnie doceniona.
Tegoroczny Marsz Niepodległości będzie miał szczególny charakter w związku z wydarzeniami na naszej granicy z Białorusią.
– Nie tylko czcimy przeszłość, nie tylko obchodzimy datę historyczną, rok 1918, i oddajemy hołd pokoleniu, które wywalczyło sobie i nam niepodległość, ale jest to też wyzwanie na dzisiaj, bo niepodległość trzeba ciągle zdobywać i ją pielęgnować. Dzisiaj mamy naszej niepodległości bronić, a jutro przygotowywać się, mam nadzieję, że do spokojnego jej rozwoju. Gdyby zdarzyło się, że trzeba będzie nam znów stawać w obronie Ojczyzny na większą skalę niż dzisiaj, to też powinniśmy być do tego gotowi i zdolni. Przecież wszystko jest możliwe, bo sytuacja geopolityczna i wydarzenia, jakie mają miejsce na polsko-białoruskiej granicy, to wszystko skłania do refleksji i wcale nam nie gwarantuje spokoju i pokoju. Tym bardziej musimy obudzić polskie sumienia i przypomnieć słowa naszego świętego wieszcza – Jana Pawła Wielkiego wypowiedziane do młodych 12 czerwca 1987 r. na Westerplatte: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować”. Każdy z nas ma zatem swoje Westerplatte – zarówno zbiorowe, jak i indywidualne i bez względu na okoliczności nie wolno nam zdezerterować. Myślę, że gdyby tego Marszu Niepodległości nie było – a przecież było takie zagrożenie, gdybyśmy – dzisiaj wiedząc, że się on odbędzie, w nim nie poszli, to bylibyśmy dezerterami.
Czy to zachęta do udziału w jutrzejszym wydarzeniu?
– Oczywiście. Zachęcam wszystkich do udziału w Marszu Niepodległości w Warszawie. Uważam, że każdy, kto ma w sercu Polskę powinien na tym Marszu się zameldować, bo to jest nasz obowiązek. Mamy okazję i przywilej, żeby świętować niepodległość naszej Ojczyzny, która po 123 latach niewoli znów wybiła się na niepodległość.
Dlaczego w wolnej Polsce wciąż są środowiska, ludzie, którzy walczą z wszelkimi przejawami patriotyzmu?
– Tradycja służby u obcych jest może nie tak długa jak tradycja patriotyzmu, tym niemniej jest i ma swoje pokoleniowe dziedzictwo także dzisiaj. Obok patriotów, którzy byli gotowi i często składali swoje życie na ołtarzu Ojczyzny, byli też łajdacy. Dzisiaj też są i zasiadając na rozmaitych urzędach, próbują polskości nie służyć, a szkodzić. Co więcej, używają do tego wielkich słów, często nie rozumiejąc ich znaczenia.
Co będziemy świętować i jak powinniśmy uczcić 11 Listopada?
– Będziemy świętować radość z odzyskania niepodległości, ale też musimy pamiętać, że żyjemy tu i teraz i dzisiaj przed nami, Polakami, nowe wyzwania, także zagrożenia. Mając świadomość, że naszego bezpieczeństwa strzegą żołnierze Wojska Polskiego, Straży Granicznej, Wojsk Obrony Terytorialnej – to im powinniśmy szczególnie dziękować. Powinniśmy być też dumni z nich, bo szacunek i duma z polskiego munduru, z postawy polskiego żołnierza, funkcjonariusza jest bardzo ważna. Powinniśmy też dziękować naszym żołnierzom za ich postawę. Poczucie, że spełniają swoją misję, że Naród jest im z tego powodu wdzięczny, to będzie im dodawało sił i dawało jeszcze większą motywację do służby Polsce. Jednocześnie udział w Marszu Niepodległości będzie wyrazem naszej gotowości do tego, że jak trzeba będzie, to wielu z nas stanie w służbie Polsce.
Czy to przypadek, że akuratnie teraz przed Narodowym Świętem Niepodległości mamy nasilenie ataków na naszą granicę? Przecież Łukaszenka i jego mocodawca Putin znają historię i wiedzą, czym dla nas Polaków jest 11 Listopada.
– Równie dobrze obaj panowie, Łukaszenka i Putin, wiedzą, że mogą sobie na takie działania pozwolić. Towarzyszy im bowiem świadomość, że mają u nas swoich popleczników. Liczą więc na to, że będą mogli wykorzystać tych swoich popleczników do rozmaitych działań. Jeżeli Łukaszenka 17 września – dzień agresji ZSRS na Polskę – ogłasza Dniem Jedności Narodowej, świętem narodowym wyzwolicielskim, to tylko świadczy o cynicznej grze białoruskiego satrapy. On zna historię i doskonale wie, jak uderzyć w polskość i Polaków.
Jaką wartość w obliczu zagrożenia ze Wschodu mają nasze sojusze z Unią Europejską i NATO? Mamy oficjalnie oburzenie, wyrazy głębokiego zaniepokojenia działaniami reżimu białoruskiego, wyrazy wsparcia dla Polski, zapewnienia o solidarności. Co z tego wynika, bo realnej pomocy nie widać.
– W 1939 roku nie tylko zapewniano nas o pomocy, co nawet wypowiedziano wojnę tym, którzy pierwsi napadli na Polskę, ale drugiego najeźdźcę, który 17 września wbił nam nóż w plecy nie dostrzeżono. W efekcie zostaliśmy sami. Stąd uważam, że niezależnie od sojuszy, które są nam potrzebne – bo są, przede wszystkim musimy polegać na sobie. Ta zewnętrzna życzliwość jest szyta zbyt grubymi nićmi, żeby można było w nią uwierzyć. Bezczynność zwłaszcza Unii Europejskiej jest zatrważająca, co więcej, zamiast zająć się kwestią bezpieczeństwa Polski, ale też całej Unii Europejskiej, to wciąż nie ustaje się w atakowaniu naszego kraju. Dowodem na to jest kolejny wyrok na Polskę, tym razem ze strony Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który kwestionuje niezależność Krajowej Rady Sądownictwa. Polska, jak widać, ma być pod specjalnym nadzorem unijnych instytucji. To tylko pokazuje małość tych, którzy dzisiaj rządzą Europą. Ze słabym nikt się nie liczy, tym bardziej powinniśmy być mocni, silni, konsekwentni, bo tylko wtedy inni będą się z nami liczyli. Jeżeli tacy będziemy, to wytrwamy, wygramy, ocalimy swoją wolność, suwerenność, obronimy nasze wartości, ale jeśli ulegniemy, to rzeczywiście będziemy tylko piłeczką do gry dla liderów UE. Mam tu na myśli głównie Niemcy, a skoro tak, to trudno, żeby nie przypomnieć dawnych sojuszy Berlina z Moskwą.
Wiemy, kto stoi za Łukaszenką, czy możemy powiedzieć, że Putin testuje dzisiaj solidarność NATO?
– Oczywiście. Przy tak słabym prezydencie Stanów Zjednoczonych, jakim jest dzisiaj Joe Biden, Putin ma znakomitą okazję, aby przysłowiowy papierek lakmusowy wkładać w różne miejsca i testować, znajdować słabe punkty oraz pola dla swoich działań i sukcesów. Panu na Kremlu dzisiaj na gwałt potrzeba sukcesu, bo nad Rosję nadchodzi – coraz większymi krokami – kryzys, a być może kolejny rozpad państwa. Dlatego Putin kładzie nacisk na zewnętrzne sukcesy, a wszystko po to, żeby odbudować i umocnić swoją wewnętrzną pozycję.
Wspomniany przez Pana Profesora prezydent Joe Biden w przeciwieństwie do Donalda Trumpa oddał sprawy Europy w ręce Niemiec, które z kolei paktują z Putinem.
– Dokładnie. Nord Stream to tylko przykład tej niemiecko-rosyjskiej współpracy, za którą płacimy wszyscy. Natomiast Joe Biden jest rzeczywiście wyjątkowo słabym politykiem, prezydentem, co niestety wpływa też na pozycję tego światowego mocarstwa. Natomiast siła Stanów Zjednoczonych w dużej mierze przekłada się na siłę Sojuszu Północnoatlantyckiego. A zatem nie siła Europy, a właśnie siła Ameryki jest dla Putina ważna. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że w postaci Waszyngtonu mamy za sojusznika i przewodnika państwo, któremu przewodzi człowiek, który jest bardzo kunktatorsko nastawiony do historii. Zwłaszcza promowanie Niemiec i oddanie w ich ręce Europy oraz próba dogadania się z Putinem to są rzeczy wręcz niewyobrażalne, przerażające i stawiające pod znakiem zapytania – przynajmniej dla nas – sojusz, którego jesteśmy częścią.