Rozwój Polski drażni lewicową Europę
Środa, 20 października 2021 (16:19)Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Patrząc na niemalże pustą salę Parlamentu Europejskiego można powiedzieć, że zainteresowanie debatą o Polsce było niewielkie...?
– Tak jest zawsze. O ile słynne rezolucje Parlamentu Europejskiego na temat tzw. praworządności są prezentowane w Polsce jako wydarzenie i kiedy część mediów robi wokół nich dużo szumu, hałasu, to faktycznie w europarlamencie odbywają się one przy bardzo skromnej frekwencji europosłów. Głównie polscy europosłowie piszący te rezolucje, rozsyłający je do swoich liderów politycznych w różnych krajach tu, w europarlamencie, robią z tego wielki szum. Jednak tak naprawdę przeciętny Europejczyk nie ma zielonego pojęcia o tym, co dzieje się w Polsce, jak Polska się rozwija m.in. od strony gospodarczej, ekonomicznej, gdzie bezrobocie jest na niskim poziomie, gdzie budżet państwa stać na finansowanie pomocy społecznej, która nigdy wcześniej nie była na tak wysokim poziomie. Tego oni nie wiedzą. Co więcej, część z nich, która zna fakty, martwi się tym, że Polska się rozwija w szybkim tempie i dogania Zachód. W związku z tym, aby zahamować nasz rozwój, szukają różnych forteli, a nie mając argumentów, cały czas mówią o praworządności.
Pan także z mównicy miał okazję wspomnieć o tym, jak wygląda praworządność w wydaniu niektórych sędziów w Polsce…
– Tak. Wczoraj Sąd Najwyższy oddalił kasację Prokuratora Generalnego od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który w listopadzie 2019 roku utrzymał wyrok uniewinniający dziennikarza Piotra Najsztuba. W 2017 roku niesprawnym samochodem potrącił on na pasach 77-letnią kobietę, nie mając przy tym prawa jazdy. Mimo iż prokuratura chciała ponownego rozpoznania sprawy, sąd uniewinnił Najsztuba. Podkreślałem to, żeby pokazać, iż reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce jest potrzebna, a wręcz niezbędna. Ale kiedy my mówimy o takich rażących przypadkach działań nadzwyczajnej sędziowskiej kasty, to przeciwni Polsce europosłowie zdejmują słuchawki z uszu, nie chcą słyszeć słów prawdy, a potem udają, że nie wiedzą, o co chodzi, i mówią oraz robią swoje. Pierwsza czyni to przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która mówi, że trzeba Polskę ukarać, że w Polsce musi być praworządność, a reszta europosłów potem to powtarza.
Jak skomentuje Pan wystąpienie von der Leyen, które rzeczywiście było bardzo agresywne? Szefowa Komisji Europejskiej wręcz karciła Polskę…
– To było bodajże pierwsze takie wystąpienie w wydaniu Ursuli von der Leyen, która była bardzo zdenerwowana tym, że Polacy przypomnieli jej projekt Nord Stream 2 jako źródło katastrofy energetycznej, z którą się obecnie mierzymy. Ta niemiecka polityk – widać – nie wytrzymała nerwowo i w ostrym tonie się wypowiadała, zapowiadając, że Komisja Europejska będzie bronić praworządności i traktatów unijnych wszelkimi środkami. Bardzo źle zabrzmiały też słowa – adresowane nie do kogo innego jak właśnie do Polski – że komisja nigdy nie przegrała procedury o naruszenie prawa unijnego i tak pozostanie. Przyznam, że pierwszy raz widziałem szefową Komisji Europejskiej w takiej sytuacji.
To agresywne wystąpienie von der Leyen różniło się od niedawnego stanowiska Angeli Merkel, która w tonie bardziej pojednawczym zachęcała do dyskusji i porozumienia z Polską?
– To są tylko pozory tych niemieckich polityków. To jest taka gra, w której Angela Merkel wystąpiła w roli „dobrego” policjanta, natomiast Ursula von der Leyen – w agresywnym tonie – pełni rolę „złego” policjanta. Szefowa Komisji Europejskiej, która jest skonfliktowana z europarlamentem – bo są nawet głosy za jej odwołaniem – poprzez to wystąpienie próbuje się podlizać Parlamentowi Europejskiemu, obawiając się utraty stanowiska.
Może warto przypomnieć, że to głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości została ona wybrana na przewodniczącą Komisji Europejskiej…
– Owszem, ale jeśli w grę wchodził wybór jawnie antypolskiego w nastawieniu Fransa Timmermansa, to uznaliśmy, że lepiej będzie, jeśli to Ursula von der Leyen będzie piastować to stanowisko. Mogę powiedzieć, że von der Leyen jako szefowa Komisji Europejskiej nie spełnia kryteriów obiektywizmu. Powtarza w kółko to, co jej napiszą. Wczoraj napisali jej bardzo słabe przemówienie, co więcej, sama nie spodziewała się takiego merytorycznego wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego, który – co tu dużo mówić – argumentami wprost ją znokautował. Widać to było już podczas wystąpienia polskiego premiera, kiedy siedziała z dość nietęgą miną, bardzo niezadowolona. I nic dziwnego, bo jej krótkie wystąpienie – nacechowane utartymi sloganami, odwołujące się do praworządności – było bardzo słabiutkie.
Wprawdzie odwołała się do św. Jana Pawła II, do NSZZ „Solidarność”, wspomniała też o Lechu Wałęsie, ale to miało raczej za zadanie przypodobanie się Polakom. W rzeczywistości jako szefowa Komisji Europejskiej trzyma twardy kurs przeciwko Polsce. Nie zważając na przepisy prawa, traktaty europejskie, realizuje wolę lewicowo-liberalnej większości w Parlamencie Europejskim. Vod der Leyen sama jest z Europejskiej Partii Ludowej (EPP), która się całkowicie sprzedała i ulega lewicowo-liberalnej nawałnicy, wyrzeka się solidarności europejskiej, także wartości chrześcijańskich, wartości życia ludzkiego, a wszystko po to, żeby utrzymać się przy władzy, ale za to płaci srogą cenę.
Trudno się dziwić, że EPP obrała taki lewacki kurs, skoro za szefa ma Donalda Tuska?
– Tak, zresztą to też wczoraj wybrzmiało z mównicy europarlamentu bardzo jasno podczas wystąpienia Manfreda Webera, który chwalił Donalda Tuska za organizację manifestacji w Polsce. Ten niemiecki polityk wręcz dziękował Tuskowi za to, że niby cała Polska powstała. Tyle że to są kłamstwa. Nie wiem, czy się nie wygadali, czy faktycznie taka była intencja, ale widać duży związek między powrotem Tuska do polskiej polityki a represją Komisji Europejskiej wobec „Krajowego planu odbudowy” i środków finansowych dla Polski. Manfred Weber trzykrotnie wymienił Tuska jako tego, który walczy o demokrację w Polsce – wychodząc wręcz na barykady, ale to tylko obnaża prawdę, że Niemcy i Bruksela, Bruksela i Niemcy są w sojuszu z Tuskiem oraz totalną opozycją i przy pomocy byłego szefa Rady Europejskiej chcą Polskę pozbawić wolności gospodarczej. Mamy być nie krajem suwerennym, tylko krajem, gdzie Polacy są znani w Europie głównie ze zbiorów szparagów w Niemczech. Tymczasem tak już nie jest, Polska jest partnerem, ma świetne wyniki gospodarcze, i to drażni lewicową Europę.
Premier Morawiecki swoim wystąpieniem niejako podniósł poziom debaty w europarlamencie, który – co tu dużo mówić – jest marny. Jaki sygnał, jaki przekaz płynie z tego wystąpienia i do kogo?
– O ile merytorycznie przygotowany premier wskazywał drogę, to miałka część europarlamentarzystów nie miała nawet pojęcia, o czym ta debata jest, ograniczając się do pustych haseł, bez konkretów, powtarzając to, co napisali im europosłowie z Polski wrogo nastawieni do rządu Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem ze strony premiera ten sygnał, ten przekaz jest jasny – Polska jest wolnym, suwerennym krajem i nie damy się szantażować. Nie jesteśmy i nie będziemy przysłowiowym kwiatkiem do kożucha czy chłopcem do bicia. Jesteśmy świadomi swoich obowiązków, ale także swoich praw.
Polska stoi po stronie praworządności i twardo broni prawa – i to są fakty. Jeśli chodzi o „Krajowy fundusz odbudowy”, to Polska zachowała się solidarnie, jesteśmy żyrantem całego kredytu „Planu odbudowy” i nie pozwolimy się skrzywdzić, nie pozwolimy się też szantażować. Premier Polski przypomniał też, że Unia Europejska stwarza czy sankcjonuje bardzo niebezpieczne sytuacje dla całej Wspólnoty, jak gazociąg Nord Stream 2, również raje podatkowe, gdzie oligarchia unijna się bogaci, a w poszczególnych państwach przybywa bezrobotnych, upadają firmy, następuje drożyzna na skutek nieroztropnej polityki m.in. wobec Rosji i Putina. Podczas debaty przypomniano też von der Leyen, że sześć razy starano się wywołać w Parlamencie Europejskim dyskusję o Nord Stream 2 i sześć razy ten pomysł był odrzucony.
Dobrze byłoby, żeby Komisja Europejska i europarlament wyciągnęły wnioski z lekcji, jakiej udzielił im premier Morawiecki, którego głos brzmiał bardzo klarownie. Unii Europejskiej potrzebna jest debata na temat przyszłości, w jakim kierunku podążać powinna wspólnota suwerennych państw. Natomiast ta debata to także porażka von der Leyen i Komisji Europejskiej. Jako Polska otrzymaliśmy także wsparcie od europosłów z innych państw, a informacja, jaka popłynęła w świat, jest taka, że Polska ma swój honor.
Wspomniał Pan o życzliwości i poparciu posłów innych państw wobec stanowiska Polski. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o europosłach opozycji totalnej czy Lewicy, z ust których padły słowa, że wstydzą się polskiego rządu…
– Myślę, że to jest ważny komunikat dla wyborców w Polsce, że ci ludzie nie potrafią być za Polską, a często są przeciwko niej. Myślę, że ci europarlamentarzyści powinni sobie odpowiedzieć, co dla nich znaczy Ojczyzna. Jeśli ktoś rozpowszechnia nieprawdziwe informacje o Polsce, jeśli fałszuje obraz Polski, co wpływa na obniżenie autorytetu Ojczyzny, państwa, z którego się pochodzi, to jest to zwykłe draństwo. To się nie zdarza w innych krajach. Wczoraj z mównicy europarlamentu broniło nas kilku Niemców, Węgrzy, a czeski europoseł powiedział nawet, że jest Polakiem, choć mieszka w Czechach. To pokazuje obraz prawdziwych postaw sympatii wobec Polski. Szkoda tylko, że nie potrafią się wspiąć ponad to wszystko europosłowie z Polski – Belka, Miller, Halicki, Biedroń, Sikorski czy Łukacijewska, którzy po prostu mówią nieprawdę z trybuny, a lewicowe media to „kupują” i rozpowszechniają po Europie ten wykrzywiony obraz Polski, niemający nic wspólnego z rzeczywistością. W ślad za tym europosłowie z różnych państw, którzy nigdy nie byli w Polsce, plują później z mównicy na nasz kraj, i to się wszystko odbywa przy aplauzie europosłów Platformy, Lewicy czy PSL-u. Skandal…
Guy Verhofstadt, mówiąc o targowicy, chyba pomylił adresatów?
– Całkowicie pomylił adresatów. To jest pierwszy – rzec można – kabareciarz w europarlamencie. Obserwuję go od dawna i powiem, że ten człowiek jest od lat w jakimś obłędzie. Mocno się nakręca, jego wystąpienia bardziej przypominają właśnie kabaret. Co więcej, często gubi wątki i zaczyna opowiadać głupstwa związane np. z tym, że my dążymy do rozbioru Polski, że przez PiS nastąpi rozbiór Polski. Podczas gdy przeciwnicy Polski sami chcą dokonać kolejnego już rozbioru Polski, chcą wykluczyć Konstytucję RP, chcą odrzucić etos wychowania, edukacji, pozbawić rodziców praw do stanowienia o wychowaniu swoich dzieci. I to jest próba rozbierania Polski bez wystrzału. Natomiast sam Guy Verhofstadt nie dość, że słabo wyedukowany, to kto wie, czy nie dąży do zbudowania europejskiego superpaństwa, do stworzenia centralistycznego superpaństwa, który to projekt w szeregach europejskiej lewicy, u zielonych i liberałów ma swoich zwolenników. Ale to się nie uda.