• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Unijna wyrocznia

Niedziela, 10 października 2021 (15:10)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Opozycji totalnej trudno zaakceptować wyrok Trybunału Konstytucyjnego?

– Można powiedzieć, że totalsi mają poważny problem. W szeregach opozycji zapanował smutek, ale składa się na to kilka czynników. Działania, jakie zamierzali podjąć w związku z sytuacją na naszej wschodniej granicy, spaliły się im politycznie. Wpłynął na to stan wyjątkowy, co ukróciło „rajdy” posłów w bezpośredniej bliskości granicy, co więcej, wszystkie instytucje międzynarodowe potwierdzają słuszność decyzji polskiego rządu. Nawet europarlament czy Komisja Europejska potwierdzają w swoich stanowiskach, że reżim Łukaszenki wykorzystuje imigrantów, że łamie międzynarodowe prawo.

Jak to się ma do wniosku opozycji totalnej, która uważa, że Polska wobec działań białoruskiego reżimu jest bezradna?

– To nie Polska jest bezradna, ale cała społeczność międzynarodowa w sposób nieskuteczny podejmuje  działania wobec reżimu Łukaszenki, nakładając sankcje, z czego białoruski satrapa nic sobie nie robi. Trudno też podejmować jakikolwiek dialog z kimś, kto jest nieodpowiedzialny, trudno też oczekiwać cudów wielkich zmian, ale dla opozycji totalnej każdy pretekst jest dobry, aby zaatakować rząd.

Takim pretekstem jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie nadrzędności Konstytucji RP nad prawem unijnym…

– Czwartek 7 października dla opozycji totalnej był dniem żałoby. Słyszymy bowiem, że ten wyrok oznacza de facto wyjście Polski z Unii Europejskiej. Natomiast w mojej ocenie to orzeczenie to sukces prawdy. Tylko że w przekazach tzw. wolnych mediów ta prawda się nie pojawia, jest podawana w sposób bardzo wybiórczy czy wręcz zakłamywana. Ocena opozycji sprowadza się do tego, jak polski premier miał czelność zapytać w tak oczywistej (dla nich) sprawie Trybunał Konstytucyjny i jak w ogóle można kwestionować wyższość prawa unijnego nad Konstytucją RP. Ponadto opozycja jest zbulwersowana tym, jak Trybunał Konstytucyjny mógł się w ogóle wypowiedzieć w tej kwestii i jak ktoś w ogóle może kwestionować, podważać prawo unijne.

Czy w jakimś sensie sami – zapatrzeni ślepo w Unię – nie stworzyliśmy sobie złotego cielca?

– Ależ dokładnie tak. Temu cielcowi ulanemu przez polską klasę polityczną, ślepo zapatrzoną – niczym w bóstwo – w Unię Europejską, przez lata oddawano hołd. Zapatrzenie w tego złotego cielca sprawia, że opozycja nie analizuje dzisiaj merytoryki, nie ocenia krytycznie działań Komisji Europejskiej, natomiast liczy się mamona, żeby tylko nie stracić unijnych środków. Takie podejście tylko rozjuszyło cielca, który jest władny nam dać bądź nie dać pieniędzy. Jeśli nie spełnimy oczekiwań cielca, jeśli nie będziemy mu podlegli niemal we wszystkim, to może nas ukarać. Widać, że staliśmy się zakładnikami unijnych środków, zapominając, co jest najważniejsze – suwerenność, wolność państwa polskiego. Staliśmy się śmieszni i żałośni w tym podejściu, ale to jest wina całej klasy politycznej i przekazu medialnego.

Tymczasem członkostwo w Unii Europejskiej nie jest wiernopoddańcze, ale jest zgodą – w ramach traktatów – na przekazanie tylko pewnych kompetencji, w pewnych obszarach. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że Unia Europejska, Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu ma prawo działać tylko w tych obszarach, na które się zgodziliśmy w traktatach, i tego nikt nie kwestionował. Polacy powinni mieć tego świadomość. Myślę, że czeka nas jedna wielka lekcja edukacji obywatelskiej. I jeśli nie chcemy rozbić Polski, to odpowiedzialna klasa polityczna powinna zacząć myśleć propaństwowo. Niestety w Sejmie po stronie opozycji kwitnie frakcja łukaszenkowska, a działania polskiej opozycji są dokładnie marzeniem Putina i Łukaszenki.

Politycy totalnej opozycji, którzy rozrywają szaty po werdykcie Trybunału Konstytucyjnego, oraz tzw. wolne media mówią o oddaniu Unii Europejskiej wszystkich kompetencji…  

– Taka retoryka zrobiła swoje, stąd jeśli dzisiaj zapytać Polaków na ulicach, to odpowiedzą, że Unia może wszystko. Zresztą Unia Europejska sama próbuje – przy sprzeciwie wielu państw, także Niemców czy Francuzów – pozatraktatowo stworzyć superpaństwo europejskie, na co, jak wiemy, nie było i nie ma zgody. To sprawia, że Bruksela jednak nie ustaje w tych zamiarach i niejako tylnymi drzwiami usiłuje rozszerzyć swoje kompetencje – na zasadzie milczącej akceptacji, metodą faktów dokonanych.

Większość się temu sprzeciwia, ale część wyznawców cielca – jak totalna opozycja w Polsce, ulega i godzi się na unijny dyktat. Dla opozycji Unia Europejska staje się wyrocznią, bożkiem, ale ci piewcy unijnego dyktatu nie mają szacunku do instytucji państwa polskiego. Lewica czy Koalicja Obywatelska mówią: „jakiś trybunał”, „trybunał Julii Przyłębskiej”, „sędziowie dublerzy”, „pseudoorzeczenie” itd. Jeśli podważa się jeden z filarów państwa polskiego – organ władzy sądowniczej powołany do badania zgodności z Konstytucją aktów prawnych, umów międzynarodowych oraz wykonywania innych zadań określonych w Konstytucji RP, to znaczy, że mamy do czynienia z jawnym, wrogim działaniem przeciw państwu polskiemu. Skoro tak, to prokuratura i sądy powinny się tym zająć. Nie może być tak, że kilku posłów organizuje konferencję prasową przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, obraża Trybunał Konstytucyjny, podważa jeden z filarów państwa. Takie działanie ociera się o anarchię i de facto jest demontażem państwa polskiego.

Doszliśmy do sytuacji, gdzie podważa się wszystko, cały porządek prawny państwa polskiego. Jeśli podważa się Konstytucję RP, jeśli podważa się organy państwa, jak Trybunał Konstytucyjny, jeśli pojawiają się głosy – czy wybór prezydenta RP był zgodny z prawem, czy nie, jeśli podważa się wybór sędziów, gdzie wiadomo, że to prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa powołuje osoby do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego, to naprawdę dochodzimy do absurdu. Idąc tą drogą, możemy zakwestionować wszystko.

Czy to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego może utrudnić nam pozyskanie środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy? Czy Unia może zakręcić nam kurek z pieniędzmi? Krajowy Plan Odbudowy dla Polski wciąż nie zyskał akceptacji…

– Polska w ramach Unii Europejskiej jest jednym z wnioskodawców tego kredytu, polski parlament wyraża na to zgodę, tymczasem Komisja Europejska i europarlament mówią, a może wam tych pieniędzy nie damy, bo złamaliście zasady praworządności itd. Proszę mi powiedzieć, kto chciałby wziąć kredyt, poręczyć pożyczkę i nie móc korzystać z pieniędzy, bo ktoś odcina czy próbuje mu odciąć dostęp do nich? Sądzę, że w tym momencie Komisja Europejska łamie prawo. Mamy ciągłe karcenie Polski, ciągłe prowokowanie Polski, przy jednoczesnym łamaniu zasad, o których wspomniałem. Jak trzeba było uzyskać zgodę Polski na akceptację Funduszu Odbudowy, to byliśmy potrzebni jako kraj, a teraz próbuje się nas wyrzucić poza nawias. Zwróciłbym też uwagę, że ci, którzy dzisiaj w polskim Sejmie tak krzyczą, rozdzierają szaty – mam na myśli Koalicję Obywatelską, że nie dostaniemy pieniędzy, byli przeciwko „Krajowemu planowi odbudowy”. Warto o tym przypomnieć. Hipokryzja sięga zenitu. To, co robi dzisiaj totalna opozycja, to manipulacja i działanie na szkodę państwa polskiego. Mam nadzieję, że ktoś w Brukseli pójdzie po rozum do głowy i Polska jednak otrzyma pieniądze, ale jeśli nie pozwolą nam skorzystać z tej pożyczki, to wyjście jest jedno: Polska powinna się wycofać z poręczania tegoż funduszu. Jaki jest sens poręczać coś, z czego nie możemy skorzystać?

Z drugiej strony premier Morawiecki, a także prezes NBP stoją na stanowisku, że Polska jest na tyle w dobrej sytuacji, a nasz rozwój jest coraz bardziej oparty o wewnętrzne czynniki, że nawet brak unijnych środków, czyli pożyczki w ramach Funduszu Odbudowy, nie przeszkodzi nam w rozwoju gospodarczym.

– To tylko potwierdza, że Polska rozwija się gospodarczo – lepiej niż wiele gospodarek unijnych, że jest gros środków na inwestycje, a więc nie jest to zbyt duży problem. Natomiast – na dzisiaj – problemem jest to, że jak wspomniałem, podpisaliśmy weksel in blanco i jeśli Komisja Europejska – ku uciesze totalnej opozycji – uprze się, aby nas pozbawić należnych nam środków, to powinniśmy porwać ten weksel, bo nie mogąc partycypować w korzyściach, nie możemy ponosić ryzyka. Złamanie zasad przez jedną stronę – w tym wypadku unijną – powoduje, że umowa jest niezobowiązująca. Tym samym eurokraci rozbijają Unię Europejską. Wciąż jednak liczę, że Polska będzie mogła skorzystać z tych środków. Na te miliardy czeka wielki biznes technologiczny, biznes inwestorski Starej Unii, m.in. Niemcy, którzy jako wykonawcy pewnych inwestycji nie pozwolą sobie, żeby tak łakomy kąsek w postaci dużych zarobków przemknął im koło nosa. I ostatecznie nacisk gospodarczy może zwyciężyć z naciskiem ideologicznym.

Donald Tusk i jego środowisko, które jeszcze niedawno wynosiło na sztandary słowo „konstytucja”, dziś kwestionuje wyższość Konstytucji RP, co więcej, zwołuje w niedzielę protest w „obronie Polski europejskiej”. Czy nie jest to nawoływanie do rewolty?

– Z pewnością jest to wypowiedzenie posłuszeństwa państwu polskiemu, gra na emocjach. To spotkanie partyjne na placu Zamkowym to nic innego jak próba polaryzacji nastrojów społecznych. Słyszymy, że ma się odbyć kontrmanifestacja środowisk patriotycznych. Mam nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek i że sytuacja nie wymknie się spod kontroli. Mogę zrozumieć, że eurokraci i elity brukselskie chciałyby umocnić swoje wpływy, udowodnić swoją niezbywalną potrzebę bycia na szczycie, potrzebę rządzenia, ale nie mogę wybaczyć – tego nie da się wybaczyć – jeśli polska klasa polityczna w sposób jawny, w biały dzień, w świetle kamer mówi de facto, że jest przeciwko państwu polskiemu. Natomiast media manipulują jeszcze bardziej, podkręcając ten haniebny przekaz.

Manifestacja zwołana przez Tuska ma się odbyć w czasie, gdzie nieopodal, bo w archikatedrze warszawskiej, trwać będzie nabożeństwo w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Czy Tusk nie robi tego celowo, przecież taką manifestację można było zorganizować w sobotę lub inny dzień, a nie dokładnie w miesięcznicę smoleńską?

– Donald Tusk wrócił do polskiej polityki nie po to, żeby być grzecznym, żeby łączyć, ale żeby dzielić i grać na emocjach. Wierzę jednak w to, że odpowiedzialni ludzie, odpowiedzialne środowiska patriotyczne nie dadzą się sprowokować, bo takich prowokacji można się spodziewać. Liczę też, że ci, którzy chcą prowokować i dążą do konfrontacji, poniosą porażkę i prędzej czy później zostaną ukarani przez wyborców.

        Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki