• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Polityczna gra migrantami

Sobota, 9 października 2021 (14:46)

Z Beatą Kempą, poseł do Parlamentu Europejskiego, wiceprezes Solidarnej Polski, rozmawia Małgorzata Rutkowska

Polska odpiera agresję Białorusi na wschodniej granicy, Europa stoi przed nową falą migracji, która może napłynąć z Afganistanu po przejęciu rządów przez talibów. Czy Unia Europejska jest przygotowana na migracyjny kryzys?

– Obecnie w Unii nie ma jasnego i prostego planu przeciwstawienia się potencjalnej fali uchodźców z Afganistanu. Szkoda, że ciągle jesteśmy na etapie dyskusji, bo już dawno powinna być przyjęta strategia migracyjna UE. Rząd stoi na stanowisku, że polityka migracyjna powinna być domeną państw członkowskich. W najbliższy poniedziałek w Parlamencie Europejskim odbędzie się dialog geopolityczny, czyli rozmowa w ramach globalnej polityki UE, w sprawie migracji z Josepem Borrellem, wysokim przedstawicielem Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, oraz z komisarzami odpowiedzialnymi za politykę rozwojową w krajach Trzeciego Świata i pomoc humanitarną. Poruszony zostanie temat nowej strategii UE wobec Afganistanu.

Musimy jednak rozgraniczyć: jedna sprawa to Unia jako organizacja międzynarodowa, a druga to państwa członkowskie – tam zdania są w tej chwili bardzo zróżnicowane i skądinąd odmienne od stanowisk z 2015 r. Kraje takie jak Szwecja czy Dania wyciągają wnioski ze swoich bardzo poważnych doświadczeń z migrantami, przede wszystkim ekonomicznymi, na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Ich obecne podejście ewoluuje w kierunku poglądów, jakie przedstawiał w Sejmie w 2015 r. prezes Jarosław Kaczyński.

W reakcji na kompromitację unijnej polityki podczas pierwszego kryzysu migracyjnego Komisja Europejska przygotowała w ubiegłym roku pakt migracji i azylu.

– To będzie nowy pakt podzielony na kilka rozporządzeń; zacznie obowiązywać, jeżeli będzie na niego zgoda. Pojawiły się dwie skrajne propozycje rozwiązań. Pierwsza ma odpowiadać na potrzeby w największych krajach UE, szczególnie we Francji i w Niemczech, gdzie są duże gospodarki, a gdzie sytuacja demograficzna jest fatalna. Te państwa forsują postulat, żeby w ramach paktu zapewnić możliwość legalnej migracji, szczególnie osób, które mają wysokie kwalifikacje zawodowe. Chodzi o wzmocnienie tzw. Niebieskiej karty UE (Blue Card). Umożliwia ona wjazd osób z kwalifikacjami, które są poszukiwane na terenie Unii. Jednak UE wciąż nie odpowiedziała sobie na pytanie, czy ci, którzy przybywają, rzeczywiście są chętni do pracy.

Druga propozycja dotyczy dyrektywy powrotowej, czyli odsyłania osób, które nielegalnie przekraczają granicę UE.

Oczywiście wraca też postulat obowiązkowej „solidarności”, pod którą kryje się relokacja uchodźców.

Czy uwzględniono w tym dokumencie ryzyko zagrożenia terrorystycznego, zawsze wiążącego się z masową migracją?

– Niestety, znalazły się tam mocno rozmyte zapisy, inne z kolei bardzo nas niepokoją, bo do głosu dochodzą silne czynniki równościowo-ideologiczne. Na przykład proponuje się przyznać specjalny status osobom, które mają odmienne preferencje seksualne. Nie będą one odsyłane, bo mogą w swoim kraju pochodzenia doznać represji, czyli szuka się usprawiedliwienia do niewydalania tych osób.

Moim zdaniem projekt dyrektywy powrotowej, już w tym zarysie, który został nam przedstawiony, nie będzie skuteczny. Nie spodziewam się więc jakichś szczególnych recept na to, co dzieje się dzisiaj w sytuacji geopolitycznej na świecie. Widzimy, że w ogarniętym chaosem Afganistanie podnieśli głowę bojownicy Państwa Islamskiego. Do tego dochodzi Al-Kaida i uśpieni w wielu krajach, być może również w Rosji, terroryści. Dążą do otwarcia nowych szlaków przerzutu migrantów. Co więcej, od kolegów z państw zachodnich słyszymy o ciągłych problemach ze zradykalizowaną islamską młodzieżą, która przybyła wraz z falą uchodźców w 2015-2016 roku.

Krytykowany tzw. system dubliński, wprowadzający relokację migrantów, ma zostać zastąpiony w nowym pakcie mechanizmem „solidarności i podziału obciążeń”. Co to oznacza?

– W tej chwili już nie ma zgody wielu państw UE na przymusową relokację, aczkolwiek dochodzą takie głosy z krajów, które borykają się z naporem migrantów, jak Włosi, Grecy, Niemcy czy Francuzi.

W trakcie dyskusji pojawiają się różne pomysły, ale na pewno my, jako Polacy, na to się nie godzimy. Takie propozycje wysuwają kraje, które na własne życzenie borykają się dzisiaj z potężnym problemem funkcjonowania migrantów ekonomicznych na ich terenie. Nawet szwedzcy eurodeputowani, liberałowie i chadecy, domagają się debaty na temat stanu bezpieczeństwa Szwecji w związku z obecnością migrantów, którzy nie dostosowują się do zasad panujących w tym kraju. Kanclerz Austrii Sebastian Kurz bardzo jasno dał do zrozumienia, że Austria nie będzie więcej przyjmować migrantów z Afganistanu, bo oni nie integrują się ze społeczeństwem austriackim.

W ostatnich dniach widzieliśmy, jak imigranci w Brukseli atakują i biją policjantów. To pokazuje ich narastającą agresję, ci ludzie nie liczą się z siłami porządkowymi, wprowadzają swoje prawa i przemoc. Warto, żeby każdy obejrzał te obrazki, zanim będzie naiwnie twierdził, że mamy być bardzo miłosierni wobec migrantów. My jesteśmy miłosierni, na pewno nikt bardziej nie pomaga jak Polacy, ale te postawy muszą być ograniczone odpowiedzialnością i roztropnością.

W Pani opinii kryzys wywołany przez tandem Łukaszenka – Putin na naszej wschodniej granicy rezonuje we właściwy sposób na forum Unii?

– Sytuacja jest bardzo poważna. Zostały zaatakowane granice nie tylko Polski, ale też UE. Pierwsze sygnały wysyłane przez komisarz ds. wewnętrznych i migracji Ylvę Johansson czy samą Ursulę von der Leyen są wspierające – na razie werbalnie. Aczkolwiek już przemycane są treści dotyczące poszanowania praw człowieka, a w tej chwili zaczynają też grać tą sprawą politycznie, co jest bardzo groźne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polaków. Jak powiedziałam podczas debaty w Parlamencie Europejskim: Nie ma bezpiecznej Unii bez bezpiecznych granic Polski. To jest nasz wspólny problem. Nie zmienimy w tej sprawie naszego stanowiska, jakie zajmujemy od 2015 r. Tym bardziej że nie mamy do czynienia tylko z lekkimi naruszeniami granicy polsko-białoruskiej. To jest wojna hybrydowa, słowo „wojna” jest jak najbardziej uprawnione. Dzisiaj nie trzeba czołgów, żeby naruszyć suwerenność. Działania Łukaszenki, a pośrednio Putina pokazują, że to jest agresja, i trzeba o tym mówić jasno, również na forum UE.

Białoruś nie jest w stanie wojny, jeżeli Łukaszenka sprowadził tysiące migrantów, jest w stanie pomóc im humanitarnie. Dobrze wiemy, na co te działania są obliczone – mają przede wszystkim zdestabilizować sytuację wewnętrzną w Polsce. Jeżeli Putin i Łukaszenka naciskają na te struny, a nieodpowiedzialna polska opozycja odpowiada, to znaczy, że oni to będą robić dalej. Gdyby opozycja stanęła ramię w ramię z rządem, Łukaszence ten proceder by się po prostu nie opłacał.

Skoro nie ma i zapewne długo nie będzie strategii migracyjnej UE, co można doraźnie zrobić dla rozwiązania narastającego kryzysu?

– Bardzo ważnym elementem jest w tej chwili wypracowanie stanowiska UE wobec rządów talibów w Kabulu. Trzeba także podjąć kroki w celu uniemożliwienia dalszej eskalacji działań na tzw. sztucznym szlaku do Mińska i via Mińsk do Polski. W wielu wewnętrznych debatach proponowałam, jako koordynator Komisji Rozwoju (DEVE) Parlamentu Europejskiego, by zastanowić się, w jaki sposób przekierować środki, których w tej chwili nie można angażować w Afganistanie, bo mogą one nie dotrzeć do potrzebujących. Może trzeba wesprzeć tych uchodźców, którzy zatrzymują się np. przy granicy afgańsko-pakistańskiej lub w Pakistanie czy w innych krajach ościennych Afganistanu, po to, by te osoby nie ulegały presji przemytników.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska