• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Inny werdykt oznaczałby zgodę na utratę suwerenności

Piątek, 8 października 2021 (20:55)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trybunał Konstytucyjny orzekł, że to Konstytucja RP jest najważniejszym aktem prawnym w Polsce. Jakie znaczenie ma ten werdykt w obliczu ataków na Polskę?

– Inny werdykt w istocie byłby zgodą na utratę naszej suwerenności państwowej. Jeśli bowiem nie Konstytucja RP, a uzurpacje Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej mają być prawem obowiązującym w Polsce, czyli cokolwiek unijny trybunał czy Komisja Europejska sobie wymyśla, ma się liczyć, to w tym momencie nie ma już niepodległej, wolnej Polski. To jest rzecz oczywista. Natomiast wyrok TK po pierwsze był zgodny z dotychczasowym orzecznictwem, kiedy w Unii nie było jeszcze tak silnej presji na budowę superpaństwa europejskiego. Po drugie ten wyrok jest absolutnie zgodny z Konstytucją RP, a po trzecie jest zgodny z tym, co zwiemy suwerennością i niepodległością naszego państwa. To, że w sposób analogicznie wyrokowały inne trybunały państw członkowskich – i nie wywoływało to takiej agresji jak orzeczenie TK w Polsce, świadczy tylko o tym, w jakim kierunku Bruksela chce podążać. Ponadto reakcje polskiej opozycji pokazują, gdzie w tym wszystkim, jakie miejsce zajmuje opozycja w Polsce.

 

Czy werdykt TK da nam – jako państwu – większe pole manewru, czy wręcz przeciwnie Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu przystąpią do jeszcze bardziej zdecydowanych ataków na Polskę?

– Bardziej atakować już się nie da. Do tej pory zarówno Komisja Europejska, jak i unijny Trybunał Sprawiedliwości robiły wszystko, co tylko możliwe, żeby nas spacyfikować. Natomiast orzeczenie TK jest pewną linią obrony – bardzo ważną, wręcz fundamentalną. Słusznie zauważył wicepremier Jarosław Kaczyński, mówiąc, że jeśli nie poszlibyśmy tym tropem, to nie tylko że rezygnujemy z suwerenności, ale też z demokracji. Chodzi o to, że sędziami TSUE są delegaci poszczególnych państw, ich nominacje na te stanowiska nie mają żadnego charakteru demokratycznego. I jeśli uznać ich decyzje za ostateczne, to mielibyśmy dyktaturę biurokratów, którzy stanowią o naszym życiu, naszym prawie, o naszym być albo nie być. I to orzeczenie TK jest linią naszej obrony przed uzurpacją, która postępuje. To znaczy, że tylko w tym zakresie jesteśmy poddani jurysdykcji zewnętrznej, na który wyraziliśmy zgodę w traktatach. Pamiętajmy zatem, że ani kwestie ustroju sądowego, ani kwestie moralne typu prawo rodzinne nie są w traktatach oddane organizacji międzynarodowej, jaką jest Unia Europejska, która nie jest żadnym superpaństwem. W tym względzie mamy linię obrony na gruncie orzecznictwa TK, a teraz przyjdzie wielka batalia, żeby to obronić. To trochę tak, jakby powiedzieć, że co z tego, iż w 1791 r. uchwalono Konstytucję 3 maja naprawiającą w wielu istotnych aspektach wady ustrojowe ówczesnej Rzeczypospolitej, skoro później trzeba było jeszcze tę Konstytucję obronić. Podobnie teraz przyjdzie czas walki obronnej, aby się nie ugiąć i obronić orzeczenie TK.

             

A może ten werdykt będzie sygnałem dla instytucji unijnych, że są obszary, w które nie należy wkraczać. Natomiast spory należy rozwiązywać, a nie szantażować i grozić karami finansowymi?

– Nie wierzę w refleksję unijnych decydentów. To są rewolucjoniści, a z rewolucją jest zawsze tak, że im większe ponosi porażki, tym bardziej się radykalizuje i uważa, że trzeba docisnąć jeszcze mocniej. Im bardziej Unia zaczęła popadać w kryzys, tym bardziej neobolszewicy, którzy objęli tam sterowność, zaczęli radykalizować swoje żądania, jeszcze bardziej wchodzili w to, co powodowało rozkład UE, a więc brexit, kryzys ekonomiczny itd. Nie należy liczyć na refleksję, tym bardziej że mamy tam do czynienia z bardzo silną tendencją centralizacyjną; a zatem będą próbowali wszystkie ruchy przeciwne spacyfikować. Jednak nie będą w stanie tego uczynić. Po pierwsze, jeśli Polska będzie twarda, jeśli będziemy w sposób zdecydowany stać na swoim stanowisku i nie ugniemy się przed szantażem finansowym. Po drugie, nie byliby w stanie podjąć przeciwko Polsce szerszej akcji, gdyby nie mieli tutaj sterownej i uległej wobec siebie opozycji. Można zatem powiedzieć, że polska opozycja jest narzędziem w rękach zewnętrznych, aby osłabiać suwerenność państwową Polski.

 

Donald Tusk napisał na Twitterze: „Tylko razem możemy ich zatrzymać”, zwołuje manifestację i nawołuje do obrony Polski europejskiej…

– Do tego hasła: „Tylko razem możemy ich zatrzymać”, można dodać – niepodległość, bo chodzi o to, żeby zatrzymać niepodległość. Niestety, nasze pokolenie – tak jak wcześniejsze pokolenia – znów staje przed fundamentalnym dylematem: niepodległość czy podległość zewnętrznym czynnikom. W XVIII w. pisał o tym Adam Jerzy Czartoryski, że zasadniczo dwie są partie w Polsce – patriotyczna i ta druga – kosmopolityczna. I dzisiaj sytuacja jest bardzo podobna. Wydawało się, że jest to niemożliwe, skoro mamy jednonarodowe społeczeństwo, ale widać, że jest to, niestety, możliwe. Obywatele polscy wzywają do tego, żeby Konstytucja, którą jeszcze niedawno wynosili na sztandary, nosili na koszulkach, żeby ta Konstytucja nie była najwyższym prawem Rzeczypospolitej. Po pierwsze to jest niewyobrażalna sprzeczność, a po drugie to zaprzeczenie tradycji niepodległościowej. Jeśli bowiem nie Konstytucja RP, to co ma być najwyższym prawem w Polsce. Ktoś powie: prawo europejskie. Tyle że prawo europejskie to są traktaty, a one mówią tylko i wyłącznie o przekazaniu pewnej kompetencji organizacji międzynarodowej. Nie stanowią one o tym, że ktoś może sobie dowolnie tworzyć prawo europejskie, interpretować je według własnego uznania i narzucać je innym. Wola biurokratów skupionych w TSUE i KE miałaby być tym, czemu mamy się wszyscy podporządkowywać. Zatem nie Konstytucja RP, nie wola polskich wyborców, tylko wola czynnika zewnętrznego w dodatku bardzo zrewolucjonizowanego, co więcej, nakierowanego na budowę imperialnej Europy z ideologią gender jako podwaliną. I na to zgody być nie może.             

Manifestacja w niedzielę, do której nawołuje Tusk, ma się odbyć na placu Zamkowym, nieopodal archikatedry warszawskiej, gdzie w tym czasie będzie odprawiana Msza Św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Wybór miejsca i czas są przypadkowe, a może komuś zależy na tym, żeby sytuacja wymknęła się spod kontroli?

– Donald Tusk podgrzewa atmosferę, odkąd wrócił do polskiej polityki. Retoryka, jakiej używa w stosunku do rządu Prawa i Sprawiedliwości, jest retoryką wojenną. Wydaje się, że chce swoim mocodawcom zewnętrznym, jak gdyby pokazać swoją siłę, możliwość oddziaływania, które jest słabe. Wiemy, że nie udało mu się, jeśli chodzi o sondaże, które Koalicji Obywatelskiej wcale nie urosły, a wprost przeciwnie nawet spadły i tzw. efekt Tuska okazał się krótkotrwały i mizerny. Jeśli więc, nie daj Bóg, doszłoby do jakiejś konfrontacji, to Tusk będzie mógł przynajmniej  pokazywać zdjęcia, że jest skuteczny i że walczy, co być może da mu kolejne stanowisko w UE.

 

Czy Unia Europejska dopuściłaby do tego, aby na ulicach w Polsce polała się krew?       

– Unia Europejska chce pacyfikacji Polski, która w tej chwili jest państwem suwerennym. Bruksela wzięła sobie za cel kraj średni, który w żaden sposób nie pasuje do komponentu ideologicznego. To sprawia, że różni rewolucjoniści, neomarksiści będą się przyłączać do tego ataku, czy mają w tym interes, czy nie. Ponadto kraje Beneluksu nie chcą konkurencji Polski w czymkolwiek, więc też do tego ataku się przyłączają. Natomiast, w co gra Tusk, to już mówiliśmy.

 

Jak mogą się skończyć radykalizacja nastrojów i zaostrzanie tego sporu?

– Jest kwestia, czy da się utrzymać niepodległość – jak mówił Marszałek Piłsudski – bez jednego wystrzału. Oczywiście, nie chodzi mi o strzały w sensie zbrojnym, militarnym, ale o batalię – potężną batalię społeczną. Myślę, że bez zdecydowanego oporu nie da się utrzymać suwerenności, stąd obóz patriotyczny musi przeważyć chociażby w sensie wyborów; musi być na tyle zmobilizowany, żeby pokonać obóz kosmopolityczny. Wybory parlamentarne za 2 lata, ale już dzisiaj widać, jak głosuje kosmopolityczny obóz np. w kwestii ochrony naszej wschodniej granicy, i aż dziw bierze, że po stronie opozycji mogą się pojawiać takie wypowiedzi, jak niedawno w Sejmie. Nie ma zatem wątpliwości, że ten obóz chce w Polsce superpaństwa europejskiego, a nie – tak jak głosili do niedawna – polskiej Konstytucji, i nie woli samodzielnej Rzeczypospolitej, czyli woli Narodu.

Z kim wygrać batalię o Polskę, skoro coraz więcej – zwłaszcza ludzi młodych – nie ceni tradycyjnych, narodowych wartości?     

– Bez wątpienia jest pewna moda, to trzeba przyznać. Ale przypomnę, że jeszcze kilka lat temu była moda na Żołnierzy Wyklętych, więc mody mijają. Nie sądzę, żeby polska młodzież we wszystkich szkołach była tylko i wyłącznie zdominowana przez lewicę. Oczywiście, ten lewacki wpływ jest spotęgowany, tym bardziej należy się skupić na młodzieży patriotycznej, żeby mogła się wyrazić, pokazać. Wydaje się, że potężną rolę ma w tej materii do odegrania Kościół i duchowieństwo, które nie może się cofać, nie może milczeć, nie może się bać nazywać rzeczy po imieniu. Natomiast mody mijają i ta dzisiejsza też minie, ale bez mobilizacji części patriotycznej możemy przegrać wszystko.

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki