Dziś w „Naszym Dzienniku”
Polityczna wendeta
Piątek, 1 października 2021 (02:01)ROZMOWA z Patrykiem Jakim (Solidarna Polska), posłem do Parlamentu Europejskiego
Trwają trudne polsko-czeskie negocjacje w sprawie kopalni „Turów”. Czesi twierdzą, że ma ona negatywny wpływ na środowisko, a w szczególności powoduje obniżanie się poziomu wód gruntowych po ich stronie granicy.
– Problem polega na tym, że Czesi nigdy tego ujęcia wody pitnej nie dali do zbadania nikomu z zewnątrz. Co więcej, nie przedstawili też szczegółowej analizy hydrologicznej, geologicznej, co mogłoby potwierdzić ich tezę. Jak zresztą widać, jest to skomplikowana materia, dlatego chcąc podjąć rzetelną, opartą na faktach decyzję, sędzia Rosario Silva de Lapuerta musiałaby powołać biegłego, mieć bardzo szczegółowe analizy, które pozwoliłyby przesądzić, że rzeczywiście ma miejsce szkoda. Jednak tego nie zrobiła. W związku z powyższym naturalne jest podejrzenie wobec tej sędzi, że działa politycznie, tym bardziej że jej przeszłość wskazuje na powiązania polityczne. Mianowicie, okazuje się, że wpłacała środki na hiszpańską partię będącą częścią Europejskiej Partii Ludowej, której przewodniczy Donald Tusk. To wszystko tworzy bardzo jasny obraz i może wskazywać, że mamy do czynienia z przekroczeniem kompetencji ustrojowej. Rażący jest też sposób podjęcia decyzji, ponadto brak wiedzy merytorycznej do podejmowania tak istotnej decyzji w sprawie „Turowa”, co w rezultacie wygląda raczej na polityczną wendetę.
Dlaczego tak się dzieje?
– Chodzi o to, że elity unijne próbują karcić Polskę, podporządkowywać sobie nas, ale nie tylko nas, i robią to wszystko w białych rękawiczkach, używając do tego różnych organów Unii Europejskiej. Warto dodać, że czynią to biurokraci brukselscy, którzy nie posiadają żadnego mandatu. Ich władza nie pochodzi z mandatu wyborczego. Podobnie jest z sędziami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, o których wyborze decydują politycy, bo są oni mianowani przez rządy poszczególnych państw Unii. Zatem sędziowie, którzy nie posiadają legitymacji od ludzi, mają decydować o tak ważnych kwestiach jak bezpieczeństwo energetyczne państwa. Co więcej, Trybunał w Luksemburgu jest instancją, od której nie można się odwołać.
Jeśli więc nie postawimy temu tamy, to tacy ludzie w dalszym ciągu będą mogli o wszystkim decydować. Wygląda to mniej więcej tak, jakby odebrać kompetencje rządom poszczególnych państw europejskich i grupie sędziów dać ostateczne prawo głosu we wszystkich sprawach. I to się, niestety, dzisiaj dzieje w Unii Europejskiej, na wypadek gdyby jakieś konserwatywne władze – takiego czy innego kraju – podejmowały własne suwerenne decyzje. I tu na straży zawsze jest TSUE, który zmieni te decyzje. Tylko że nie na to umawialiśmy się w traktatach, wstępując do Unii Europejskiej.
W bliskim sąsiedztwie polskiej granicy jest pięć kopalń czeskich i cztery niemieckie i żadna z nich nie oddziałuje negatywnie na środowisko, tylko „Turów”.
– Jeśli ktoś chciałby zbadać tę sprawę głębiej, merytorycznie, to dochodzimy do absurdu. Strona czeska zarzuca nam brak konsultacji, podczas gdy PGE pokazała czarno na białym dowody na to, że takie konsultacje – pisemne – się odbywały. Natomiast działania Czechów mają – w mojej ocenie – kontekst wyraźnie polityczny. Robią to po to, żeby sprawdzić, na co mogą sobie pozwolić z większą od nich Polską.
Przypomnijmy też, że poważne problemy w związku z niejasnościami dotyczącymi pozyskiwania funduszy unijnych ma obecny premier Andrej Babiš, który ubiega się o kolejną kadencję, a konflikt z Polską i próba odwrócenia uwagi mają mu w tym pomóc. Ponadto warto zwrócić uwagę, że prawą ręką Andreja Babiša jest Věra Jourová – unijna komisarz, która przejęła schedę po Fransie Timmermansie i kontynuując jego politykę, dała nam nieźle popalić w sprawie tzw. praworządności.
Czy polski rząd zrobił wszystko, aby rozwiązać problem konfliktu z Czechami?
– Uważam, że mamy możliwość i powinniśmy odpowiedzieć Czechom przynajmniej równomiernie. Dlatego namawiam rząd premiera Mateusza Morawieckiego, aby wystąpić do TSUE z wnioskiem o kary dzienne dla Czechów w związku z defraudowaniem pieniędzy unijnych. I nie stwierdza tego jedynie Patryk Jaki, tylko cały Parlament Europejski, który w rezolucji wskazał, że pieniądze unijne przepływały do najbliższych współpracowników premiera Babiša. Ale tym komisarz Jourová jakoś nie chce się zająć. Polska strona ma prawo złożyć taki wniosek do TSUE i oczekiwać dziennych kar za defraudowanie pieniędzy. Czesi, co by nie powiedzieć, wypadają bardzo źle na tle Polski, która jest w czołówce państw UE pod względem rozliczania funduszy unijnych.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.