Skręt w lewo
Wtorek, 28 września 2021 (21:43)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Nadal nie wiadomo, kiedy zostanie utworzony nowy rząd i kto na urzędzie kanclerza Niemiec zastąpi Angelę Merkel. Kiedy możemy poznać podział ról w rządzie naszego zachodniego sąsiada i od czego to będzie zależało?
– Trudno powiedzieć, kiedy to nastąpi, bo w Niemczech po wyborach na scenie politycznej zazwyczaj jest duży klincz. Przypomnę tylko, że po poprzednich wyborach impas trwał bodajże pół roku, zanim wyłoniono rząd i wszystko się ustabilizowało. Polityka jest oczywiście nieprzewidywalna, ale teraz równie dobrze historia może się powtórzyć. Wiele będzie zależeć od dogadywania się poszczególnych ugrupowań. Pamiętajmy, że różnica między zwycięską formacją socjaldemokratyczną SPD, która otrzymała 25,7 proc. głosów, a CDU/CSU z 24,1 proc. poparcia jest minimalna, a każde z tych ugrupowań ma zdolność koalicyjną. Wiele może zależeć od Zielonych z poparciem 14,8 proc. i liberałów z FDP, którzy zdobyli 11,5 proc. głosów. To te formacje zdecydują, czy chcą rządzić ze zwycięzcą, czyli SPD, czy może z CDU, które – choć zostało pokonane – nie chce składać broni. Jednak jak ostatecznie ukonstytuuje się scena władzy w Niemczech, dzisiaj tylko Pan Bóg raczy wiedzieć.
Nadspodziewanie dobry wynik – najwyższy w historii –cosiągnęli Zieloni, którzy zajęli miejsce na podium. O czym to świadczy?
– To pokazuje, że polityka niemiecka przechyla się coraz bardziej na lewo. Wprawdzie CDU dotychczas współrządziła w Niemczech, ale jest to dzisiaj partia, o której ktoś słusznie powiedział, że jest podróbką SPD. I dużo jest w tym stwierdzeniu prawdy, bo nie jest tak, że między wspomnianymi formacjami jest jakaś duża różnica, bo obie są mniej lub bardziej lewicowe. Natomiast dobry – trzeba powiedzieć – wynik wyborczy Zielonych może świadczyć o tym, że polityka niemiecka będzie jeszcze bardziej szła w kierunku tzw. Zielonego Ładu.
Co ciekawe, Zieloni, mimo że sprzeciwiają się projektowi Nord Stream 2, na arenie unijnej z pewnością będą popierali działania przeciw Polsce w ramach tzw. praworządności czy w dziedzinie klimatu.
– Podobnie było za rządów CDU, gdzie może mniej oficjalnie te naciski na Polskę czy Węgry się odbywały, ale były. Uważam jednak, że po ukonstytuowaniu się nowego rządu w Niemczech ostrej zmiany kursu nie będzie, jak się potocznie sądzi. Owszem, może być ostrzejsza retoryka, ale będzie to ten sam kierunek co dotychczas, tylko bardziej zielony, jeszcze bardziej dociążający polską gospodarkę, jeszcze bardziej antywęglowy i bardziej genderowy. Zatem czeka nas kontynuacja tego wszystkiego, co było dotychczas z ostrzejszym skrętem w lewo.
Zatem jeśli to SPD będzie rządzić w Niemczech i Olaf Scholz obejmie fotel kanclerza, to możemy się spodziewać zaostrzenia tonu wobec Polski i w ogóle Europy Środkowo-Wschodniej?
– Przypomnijmy sobie, jak to było za kanclerza Gerharda Schrödera, kiedy ta retoryka antypolska była ostrzejsza. Martin Schulz – wprawdzie nie wygrał wyborów, ale jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego należał do grona najbardziej zagorzałych krytyków Polski. Za Angeli Merkel tej krytyki było może mniej, ale teraz może być ona ostrzejsza. Tradycja SPD jest taka, że w stosunku do prawicowych rządów w Polsce retoryka liderów tej formacji zawsze była bardzo ostra. Natomiast to nie w retoryce tkwi problem, ale w realnym działaniu, bo cóż z tego, że wspomniana Angela Merkel nie była zbyt ostra w stosunku do Polski, skoro jej działania wobec Polski były szkodliwe, zwłaszcza te dotyczące gazociągu Nord Stream.
Przypomnijmy też sobie, że cała machina biurokracji unijnej przeciw Polsce – machina, która dzisiaj próbuje sprowadzić nas do parteru – została uruchomiona właśnie za czasów rządów kanclerz Angeli Merkel. Tak czy inaczej teraz może być ostrzej, ale nie sądzę, żeby nastąpiła jakaś nagła zmiana kursu.
Jeśli się przyjrzeć możliwym konfiguracjom, to nie można wykluczyć, że mimo przegranej to jednak CDU/CSU będzie rządzić w Niemczech. I wtedy szef chadeckiej Unii Armin Laschet – wskazywany przez Angelę Merkel – objąłby urząd kanclerza.
– Teoretycznie taki scenariusz jest możliwy pod warunkiem, że CDU/CSU doszłoby do porozumienia z Zielonymi i FDP. Do współpracy tych ugrupowań wzywa lider CDU Armin Laschet. Warto jednak zastanowić się, jak by to wyglądało. Otóż radykalni w sferach ekologicznych Zieloni, jeśli znaleźliby się w niemieckim rządzie, to z pewnością przepuściliby ataki na węglową Polskę. Jak dotąd są to tylko teoretyczne rozważania, ale nie sądzę, żeby którakolwiek z układanek czy konfiguracji niemieckiego rządu przesądziła o jakiejś radykalnej zmianie w stosunku do Polski.
Co konkretnie ma Pan Profesor na myśli?
– Mianowicie do atakowania Polski używana jest Bruksela –jako narzędzie – a nie bezpośrednio polityka niemiecka. Wielu mówi, że jaki to wspaniały czas relacji z Polską był za rządów Angeli Merkel, bo dobre relacje z kanclerz Niemiec miał Donald Tusk. Tylko zapomina się o tym, że Tusk był wykorzystywany przez Angelę Merkel jako młot na prawicowy rząd Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie. Proszę też spojrzeć, co dzisiaj robi Bruksela w stosunku do Polski. I nawet jeśli SPD w Niemczech będzie rządzić, to co można jeszcze w tej nagonce na Polskę zrobić więcej? Ja przynajmniej sobie nie wyobrażam, żeby można było jeszcze coś zaostrzyć.
Wszystko, co się dzisiaj robi w Brukseli, szkodzi w sposób radykalny interesom Polski, począwszy od wstrzymywania unijnych funduszy po wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Więc nawet jeśli SPD będzie rządzić w Niemczech, nie oznacza to, że tych antypolskich wyroków będzie więcej. Mamy tak mocno zlewicowane instytucje unijne, że ten nacisk cały czas będzie trwał. Dlatego nie sądzę, żeby nowy kanclerz Niemiec – obojętnie, kto nim będzie – jeszcze bardziej zradykalizował relacje wobec Polski, chyba że wydarzy się coś nieprzewidywalnego. Natomiast jeżeli bierzemy pod uwagę procesy przewidywalne, to pewne jest jedno: cały czas mamy bardzo ostry kurs przeciwko Polsce, a czy to będzie osładzane łagodną retoryką, jak to było za rządów Angeli Merkel, czy ten ostry kurs będzie się odbywał bez osładzania – tylko na grubo w retoryce i na grubo w działaniu – dla mnie jest zupełnie bez znaczenia.
Do czasu wyłonienia nowego rządu kanclerzem jest Angela Merkel. Wszyscy rozpływają się nad jej zasługami. Radosław Sikorski powiedział nawet, że to była najbardziej propolska kanclerz od tysiąca lat.
– W historii mówiono już kiedyś, że najbardziej propolską carycą Rosji była Katarzyna Wielka, którą w pewnym momencie nazywano nawet matką, a król Stanisław August oddawał Polskę w jej opiekę, bo sam był z nią w dobrych relacjach. Osobiste relacje polityków z politykami nie mają większego znaczenia, natomiast liczą się interesy krajów. Za czasów Angeli Merkel CDU skręciła wyraźnie w lewo i w Niemczech dzisiaj właściwie nie ma różnic między lewicą a prawicą, bo wszystkie partie głównego nurtu są lewicowe. Również cała Unia Europejska, gdzie Berlin ma ogromne wpływy i decydujący głos, obrała bardzo niekorzystny kurs – jeśli bierzemy pod uwagę nasze interesy. I to, że Donald Tusk mógł sobie pohasać po brukselskich salonach, jeśli to określamy wielkimi korzyściami dla Polski, świadczy bardzo źle o tych, którzy wyrażają takie opinie. Patrzmy przez pryzmat interesów, a nie przez pryzmat retoryki. Polacy bardzo łatwo dają się złapać na lep słodkiej retoryki, tymczasem rozbieramy elektrownię w Ostrołęce, która miała stanowić ważny element bezpieczeństwa energetycznego dla wschodnich województw i być ostatnią w Polsce dużą elektrownią węglową, w którą polski rząd włożył półtora miliarda złotych.
Za rządów Angeli Merkel – jak Pan Profesor zauważył wcześniej – powstał i został sfinalizowany groźny projekt Nord Stream.
– Oczywiście, że tak. Przecież pomysłem kanclerz Merkel jest wielki projekt tworzenia hubu energetycznego w Niemczech. Rurociąg Nord Stream i rosyjski gaz ma być głównym czynnikiem, który będzie cementował ten układ i wzmacniał Niemcy oraz Rosję kosztem państw Europy Środkowej, które zostaną pozbawione samodzielności energetycznej, na przykład węglowej. Zatem jeśli mówimy, że przez 16 lat sprawowania władzy w Niemczech przez Angelę Merkel stało się coś nadzwyczajnego, coś, co można by nazwać korzyścią dla Polski, to oprócz ożywienia wymiany handlowej niczego takiego nie widzę. Swoją drogą wymiana handlowa z Niemcami, która jest korzystna dla obu stron, jest konsekwencją naszego członkostwa w Unii Europejskiej i otwarcia rynku. Nie jest zatem tak, że na wymianie handlowej tylko Polska korzysta, to jest efekt wspólnych interesów, które dzieją się niezależnie od tego, kto rządzi w Niemczech.
Są też tacy, którzy mówią, że Polska otrzymuje fundusze z Unii Europejskiej, ale coraz częściej pokazywane dokładne wyliczenia wskazują, kto na tym bardziej korzysta. To są jednak rzeczy, nazwijmy to, drugiego planu, natomiast pierwszy jest taki, że mamy do czynienia z bardzo ostrym antypolskim kursem Brukseli, który mocno uderza w nasze interesy, a to się mogło stać tylko i wyłącznie za przyzwoleniem Berlina.