• Niedziela, 17 maja 2026

    imieniny: Brunona, Sławomira

Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu

Środa, 15 września 2021 (16:52)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ostatnie sondaże są niezbyt pomyślne dla opozycji, w tym dla Polski 2050. Minął czas zachwytów, skończył się efekt świeżości?

– We wrześniu możemy mówić wręcz o wysypie sondaży poparcia dla partii politycznych z różnych źródeł – mediów elektronicznych, prasowych, telewizyjnych. Jedno jest jednak pewne, że niezależnie od tego, kto zamawia dany sondaż, we wszystkich jest jasna, klarowna, powtarzalna tendencja, która ma jeden wspólny mianownik – mianowicie, że Zjednoczona Prawica po odejściu Jarosława Gowina notuje wzrost, a nie spadek. Zatem Prawo i Sprawiedliwość umacnia swoją pozycję, zwiększa dystans nad konkurencją i to jest pierwsza prawidłowość. Drugi równie ważny punkt to tendencja, która jest poniekąd dramatem dla Donalda Tuska, że poparcie dla Platformy nie rośnie, co więcej, coraz bardziej zarysowuje się tendencja spadkowa Koalicji Obywatelskiej. Jeśli zaś chodzi o Polskę 2050 i Szymona Hołownię, to po pierwszych błyskach, prezentacjach jego „programu” okazuje się, że formacja ta też nie ma przebicia, ale utrzymuje się poparcie rzędu 9-10 procent, których ciągle brakuje Koalicji Obywatelskiej. Nie ulega też wątpliwości, że Donald Tusk o takim wzroście marzy i to jest jego pragnienie, a zarazem jest to jego kompleks, bo mimo iż popierający Platformę i Hołownię to ten sam elektorat, to jednak wzrost jest ciągle poza zasięgiem Tuska – przynajmniej na razie.

Jeśli chodzi o pozostałe ugrupowania opozycyjne, to też szału nie ma…

– Jeśli chodzi o Lewicę, to stara się ona utrzymywać mniej więcej na stałym poziomie, ale błysku rzeczywiście nie widać. Co do Konfederacji, to pozycja tej partii też wydaje się ustabilizowana, ale większego odbicia także nie da się zauważyć. Natomiast jeśli chodzi o PSL, to właściwie zawsze wypadało słabo w sondażach i podobnie jest teraz, gdzie ludowcy balansują na progu wejścia do Sejmu.

Wspomniał Pan wcześniej o pewnej utrzymującej się tendencji. Wygląda na to, że PiS-owi nie zaszkodził ani kryzys migracyjny, ani stan wyjątkowy?      

– Kryzys migracyjny, który cały czas trwa, i związany z tym stan wyjątkowy w przygranicznym pasie z Białorusią, a także pandemia, o której czasem zapominamy, nie zachwiały pozycją PiS. Co ciekawe, szeroka dyskusja o środkach unijnych i Polskim Ładzie wcale partii rządzącej nie zaszkodziła. Przy okazji warto wspomnieć, jak poszczególne formacje odnoszą się do tych zagadnień. Mianowicie opozycja totalna nie wykorzystała nadarzającej się okazji wykazania się mądrością działania ponad podziałami, tylko – jak to ma w zwyczaju – poszła w zaparte, co teraz się mści w spadkach poparcia. Wyborcy – jak pokazują sondaże – wyraźnie opowiedzieli się po stronie Zjednoczonej Prawicy.

Jeśli zaś chodzi o Polskę 2050, wygląda na to, że konwencja programowa też nie na wiele się zdała?

– Odnoszę wrażenie, że punkty zaproponowane podczas kongresu czy konwencji programowej Polski 2050 są oderwane od rzeczywistości. Mianowicie szumnie zapowiadany gość specjalny okazał się aplikacją na smartfony, a zdefiniowane punkty, takie jak zielona demokracja – ekologiczne i klimatyczne postulaty, jak Polska bez węgla i to od zaraz, czy likwidacja domów dziecka to wszystko są postulaty oderwane od rzeczywistości. I nic dziwnego, że ten przekaz nie znajduje większego poparcia. Owszem, Hołownia ma swój elektorat dający mu poparcie rzędu 9-10 procent i w miarę stabilną pozycję, co pokazuje, że znajduje swoją niszę po stronie opozycyjnej. Stanowią ją ludzie, którzy mają dość Platformy i nie chcą się utożsamiać z tą formacją, ale jednocześnie nie jest to liczba powalająca, zwiastująca jakieś ożywienie, nie mówiąc już o wielkiej rewolucji politycznej.

Tylko że ambicje Szymona Hołowni, który mówi o konieczności zbudowania stabilnych 20 procent, są – jak widać – wyższe, ale czy realne?

– Przypomnę, że był taki polityk – całkiem niedawno, który nazywał się Ryszard Petru, który mówił, że przy kolejnym rozdaniu wyborczym to on będzie premierem polskiego rządu. Więc takie ambitne postawy już widzieliśmy, coś takiego już było. Oczywiście politycy muszą mieć ambicje, muszą sobie stawiać wysoko poprzeczkę, z tym że powinny być one na miarę możliwości. Na razie poprzeczka 20 procent poparcia, jaką sobie stawia Szymon Hołownia, jest poza jego zasięgiem. Zarazem jest to sygnał, że aby stawiać sobie, co więcej, żeby osiągać takie cele, potrzeba więcej pracy, że same filmiki nagrywane i wysyłane do sieci to trochę za mało. Potrzeba więcej pracy, więcej pracy w terenie i zweryfikowania swoich postulatów z rzeczywistością, z sympatykami.

Co ciekawe, straty Polski 2050 nie przekładają się na wzrost poparcia dla Platformy – mimo że to przecież ten sam elektorat?

– Po pierwsze, zauważalne jest rozczarowanie powrotem Donald Tuska, który nie spełnił pokładanych w nim nadziei, a po drugie, jest to wynik debaty w Sejmie na temat wprowadzenia stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym z Białorusią. Ta debata była wyścigiem, kto więcej, kto bardziej dołoży rządowi. Tam, mimo bardzo merytorycznych wystąpień premiera Morawieckiego, ministrów Solocha czy Kamińskiego, mimo jasnych, rzeczowych, bardzo konkretnych komunikatów, opozycja ograniczyła się jedynie do krytyki i ataków, często nieracjonalnych. Myślę, że wyborcy, którzy słuchali merytorycznych wystąpień strony rządzącej, a po drugiej stronie wystąpień swoich liderów partyjnych, byli mocno zawiedzeni ich postawą. Każdy, kto oglądał transmisję, mógł sam ocenić, że ataki na rząd nie mają podstaw, że stan wyjątkowy to nie jest wymysł PiS-u, presja strachu, rządzenie strachem, że nie jest to żaden zamach na demokrację, wolność słowa itd., ale że zagrożenie jest realne i wymaga zastosowania właśnie takiego adekwatnego środka. Po sondażach – już po tej debacie – widać, że elektorat opozycji jest zawstydzony i zawiedziony postawą swoich wybrańców. Nie takich bowiem destrukcyjnych działań oczekuje się od ugrupowań politycznych, zwłaszcza w czasie ewidentnego kryzysu. Litwini już wcześniej wprowadzili stan wyjątkowy na obszarze całego kraju i to przy poparciu wszystkich sił politycznych – łącznie z opozycją, co więcej, zwiększono uprawnienia straży granicznej czy wojska.

Ale Litwini nie mają totalnej opozycji?

– Dokładnie. Litwini do tego dorośli. U nas siły polityczne – opozycja – działają w myśl zasady: im gorzej, tym lepiej, tu nie liczy się dobro państwa, tylko obalenie PiS-u. Sądzę, że wyborcy, poza najtwardszym elektoratem, doskonale to odczytują, ale cóż z tego, skoro liderzy partyjni, zaślepieni wrogością, tego nie dostrzegają.

Z czego wynika ten brak dojrzałości polskiej opozycji?

– Sądzę, że wiatr brukselski za mocno zawrócił w głowach liderom totalnej opozycji. Co więcej, niektórzy liderzy próbują się wbić w retorykę, że Bruksela nade wszystko. Dla nich to, co powiedzą Komisja Europejska czy unijni dygnitarze, brzmi jak świętość. Nie przeszkadza im to, że Unia Europejska, wiedziona przez Niemcy, zaczyna się zachowywać się jak superpaństwo, a nie jak wspólnota gospodarcza, Europa Ojczyzn – zgodnie z myślą ojców założycieli. Nie przeszkadza im absolutnie to, że podważane są władze państwa polskiego, że negowany jest konstytucyjny porządek, a jednocześnie mówią, że w Polsce jest dyktatura, że mamy rządy dyktatorsko-tyrańskie, co jest już kompletnym pomieszaniem z poplątaniem. I w tym należałoby upatrywać źródła spadających sondaży i de facto kolejnej wyborczej porażki opozycji, którą widać na horyzoncie. Nie da się wmawiać ludziom kłamstw, skoro Polacy myślą i widzą, że rzeczywistość wygląda inaczej.

Czy dla obserwatorów polskiej sceny politycznej ta wzajemna wrogość czy wręcz nienawiść, prześciganie się, kto komu mocniej dokopie, nie stają się coraz bardziej nużące? W końcu to wyborcy decydują, kto rządzi i jaka jest pozycja opozycji…

– Całe kuriozum polega na tym, że PiS rządzi – już drugą kadencję z rzędu – nie dlatego, że sobie tak wymyśliło, tylko dlatego, że wygrało – w sposób demokratyczny – wybory parlamentarne, o prezydenckich już nawet nie wspomnę. To pokazuje, że ciągle mamy opozycję, która nie potrafi zaakceptować demokratycznego wyboru, woli Polaków. Obecna opozycja w Polsce cały czas stoi na stanowisku, że tylko ona ma papiery na rządzenie i nikt więcej, a każdy, kto myśli inaczej, to wróg śmiertelny. Tak nie można traktować Polaków. I rację ma Szymon Hołownia, który wrzuca kamyk do obozu Platformy, wskazując, że wybory prezydenckie były mocno zawirowane podmianą kandydatki na kandydata właśnie Koalicji Obywatelskiej. I to zrobili politycy Platformy, a nie PiS-u, którym zarzuca się łamanie prawa, Konstytucji i Bóg jeszcze wie czego. Działanie Platformy podważające organy konstytucyjne państwa polskiego jest bardzo niebezpieczne. Opozycja oraz wspierające ją tzw. wolne media świadomie łamią prawo i wszelkie obowiązujące standardy, używając określeń: „trybunał Julii Przyłębskiej”. Czegoś takiego nie ma – jest Trybunał Konstytucyjny. Podobnie nie ma czegoś takiego jak „neo-KRS”, bo jest Krajowa Rada Sądownictwa i jeśli ktoś używa innego zwrotu, to mówi o nierealnym bycie, który nie ma żadnego związku z Konstytucją RP. Podobnie rzecz ma się z określeniami „sędziowie dublerzy”, co jest kolejnym przykładem nowomowy opozycyjnej. Nie wolno negować instytucji państwa polskiego. Co ciekawe, osoby, które zarzucają opcji rządzącej łamanie Konstytucji, same podważają porządek konstytucyjny.

Z czego wynikają działania opozycji?

– Obserwując scenę polityczną, także z bliska – gdy byłem posłem poprzedniej kadencji Sejmu, nie mam wątpliwości, że mamy do czynienia ze świadomym, z premedytacją, działaniem na szkodę państwa polskiego. Cała ta nowomowa, cały ten opozycyjny bełkot i de facto chaos ma jeden cel – zburzenie porządku prawnego państwa polskiego. Celem działań opozycji totalnej jest podważenie całego porządku prawnego, naruszenie wszelkich zasad. I opozycja brnie coraz bardziej w tym kierunku. Ostatnie głosowanie posłów opozycji w Parlamencie Europejskim, gdzie politycy Lewicy i część europosłów Platformy poparła rezolucję dotyczącą lgbt – dokument, w którym stwierdzono, że małżeństwa zawarte w jednym państwie Unii powinny być uznawane we wszystkich krajach członkowskich, to jest wprost dążenie do zalegalizowania małżeństw jednopłciowych i adopcji dzieci przez pary lgbt. To kolejny przypadek, kiedy polscy eurodeputowani łamią polskie prawo, Konstytucję RP, bo w naszym prawie jest to niedopuszczalne i polscy posłowie nie mogą akceptować tego typu rozwiązań, wiedząc, że takie rzeczy w Polsce nie przejdą bez zmiany Konstytucji. Zatem jesteśmy świadkami całego logicznego ciągu zdarzeń, rzeczy, które mają miejsce. Oszukuje się wyborców, świadomie wprowadza ich w błąd i miesza się im w głowach – zwłaszcza młodszej części Polaków. To jest pranie mózgów. Tym bardziej nie możemy być jak dzieci we mgle, ale świadomie oceniać fakty i odrzucać to, co złe, co jest świadomym działaniem na szkodę państwa polskiego. Gra idzie o wysoką stawkę, o być albo nie być niepodległego państwa polskiego. Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu.        

           Dziękuję za rozmowę.        

Mariusz Kamieniecki