Należy myśleć w kategoriach państwa
Czwartek, 2 września 2021 (16:02)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Chyba od lat sytuacja na naszej wschodniej granicy nie była tak napięta jak obecnie. Niestety, opozycja totalna lekceważy problem. To celowe działanie?
– Sytuacja na naszej wschodniej granicy, ale także na granicach litewsko-białoruskiej czy łotewsko-białoruskiej, jest rzeczywiście bardzo napięta. Dostrzegamy to my, ale także Unia Europejska, urzędnicy brukselscy, którzy stoją po naszej stronie. Działania hybrydowe, tzw. konflikt czy też kryzys humanitarny, jaki obserwujemy przy granicy z Białorusią, jest wpisany jako wstęp czy jeden ze scenariuszy zbliżających się manewrów „Zapad-2021” przy granicy z Polską. I mimo iż wszyscy o tym wiedzą, że – jak się wydaje – mają czy powinni mieć świadomość zagrożenia, to retoryka totalnej opozycji, a także przekaz tzw. liberalnych mediów jest kompletnie odwrócony do góry nogami. Przypomnę tylko, że w środowisku Platformy czy Polski 2050 Szymona Hołowni są osoby, które kierowały ważnymi instytucjami, jak Ośrodek Studiów Wschodnich. Mam na myśli Bartłomieja Sienkiewicza czy Jacka Cichockiego. Tym bardziej dziwi, że w tych dwóch środowiskach głosy tych właśnie ludzi, którzy w tym temacie bardzo dużo wiedzą, nie są brane pod uwagę, jak się wydaje, są lekceważone, a osoby te są wyciszone. Niepokojące jest to, że nie pyta się specjalistów i ekspertów, a zgodnie ze scenariuszem nakreślonym przez Donalda Tuska wygrywają emocje.
Rząd wystąpił do prezydenta o ogłoszenie stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym na 30 dni, co też jest kontestowane…
– Słyszymy, że prezydent Duda wydał już rozporządzenie w tej sprawie. Wiadomo, że stan wyjątkowy ma obowiązywać w przygranicznym pasie dwóch województw: lubelskiego i podlaskiego. Tymczasem parlamentarna opozycja krzyczy, że jest to działanie bez sensu, niepotrzebne, nieadekwatne do sytuacji. Słyszymy, że będzie to ograniczenie wolności słowa, zamach na demokrację – czyli stare śpiewki. Tymczasem tu chodzi o pas przygraniczny o szerokości trzech kilometrów. Jako były poseł i czynny polityk muszę przyznać, że nie rozumiem tego krzyku. Zastanawiam się, czy rzeczywiście mamy tak głupią klasę polityczną i całą rzeszę pożytecznych idiotów działających na rzecz Łukaszenki… Dotyczy to zarówno członków parlamentu, jak i przedstawicieli mediów. Tego naprawdę nie da się inaczej określić, bo albo ci politycy są nieświadomi zagrożenia i nie wiedzą, co robią – i to jest najmniejszy problem, bo brak wiedzy można zawsze nadrobić, albo mamy do czynienia ze świadomym, z premedytacją działaniem na szkodę państwa polskiego. Mamy dzisiaj 2 września 2021 roku, dokładnie 82 lata temu mieliśmy atak na Polskę ze strony Niemiec. Może ostre będzie to, co powiem, ale dziękuję Bogu, że w 1939 roku nie mieliśmy takiej opozycji i takich mediów, bo wojna obronna przy takiej jak dzisiaj postawie i retoryce opozycji trwałaby nie 30, a zaledwie trzy dni, bo wszyscy, zamiast bronić Ojczyzny, dyskutowaliby o demokracji. W życiu państwa są sytuacje, kiedy pewne sprawy odkłada się na bok, przestaje się używać argumentów ideologiczno-politycznych, a liczą się sprawy nadrzędne – bezpieczeństwa państwa. I dzisiaj jest ten czas.
Czyżby polska klasa polityczna tego nie rozumiała?
– Mam takie wrażenie. Wygląda na to, że dla części klasy politycznej w Polsce sprawy bezpieczeństwa państwa – choć powinny, to jednak nie są priorytetem. Ci politycy do tego nie dojrzeli. Dzisiaj nikt nikomu nie ogranicza wolności słowa, nikt nie robi żadnego zamachu na demokrację, natomiast mamy przedsionek bardzo poważnego kryzysu połączonego z manewrami wojskowymi rosyjsko-białoruskimi „Zapad-2021”. Przypomnę tylko, że rosyjscy eksperci już dawno rozpisali, zaplanowali, że wojna psychologiczna z wykorzystaniem mediów, mediów społecznościowych, z wykorzystaniem kwestii humanitarnych będzie narzędziem w walce z innymi państwami. Łukaszenka dzisiaj uruchomił przerzuty nielegalnych imigrantów na granicach trzech państw: Polski, Litwy i Łotwy, i ten scenariusz realizuje. Słyszymy, że w sierpniu było to ok. 10 tysięcy, z czego na Litwę dotarło ok. 4 tysięcy, a u nas ta liczba może zostać nawet potrojona. Sytuacja jest zatem dynamiczna i bardzo niebezpieczna, a polska klasa polityczna podchodzi do tego w sposób nonszalancki. Puenta jest smutna – mianowicie, kiedy próbuje się zastopować czy zapobiegać tego typu wrogim wobec Polski działaniom, to mamy krzyk, że jest zamach, że mamy ograniczanie wolności, że są to działania nadgorliwe, przesadzone, niewspółmierne do sytuacji. Natomiast jeśli pojawiłby się poważny kryzys, który stałby się faktem, to mielibyśmy krytykę, że polski rząd zaspał, że nic wcześniej nie zrobił, że jest nieudolny itd. Wychodzi na to, że cokolwiek się dzieje w państwie polskim, to jest źle, a wszelkie działania rządzących są nietrafione i w ogóle beznadziejne. Mamy zatem jakieś totalne nieporozumienie i poplątanie z pomieszaniem, którego ja nie rozumiem.
Opozycji przeszkadzają działania na rzecz państwa polskiego, a może przeszkadza im państwo polskie?
– Zaczynam się zastanawiać, kto jest kim na polskiej scenie politycznej? Myślę, że nie byłoby żadnym nadużyciem czy przesadą, gdyby zbadaniem tego zajął się kontrwywiad. Im dłużej słucham polityków totalnej opozycji, ich wypowiedzi, kiedy przyglądam się, jaką rolę w tym wszystkim pełnią niektóre media, to zaczynam się zastanawiać, czy i na ile są to działania nierozważnych, nierozumnych ludzi, czy może działania z premedytacją na szkodę państwa polskiego. Tego nie da się inaczej zdefiniować. Zajmowałem się sytuacją na Wschodzie już dawno w Instytucie Sobieskiego, mam ciągle kontakt z ośrodkami badawczymi wschodnimi, m.in. z Centrum Badań Wschodnich w Olsztynie, i zajmujący się tymi kwestiami mówią wyraźnie, że korki od szampanów strzelają w Moskwie i w Mińsku na wieść o tym, jak działa opozycja w Polsce. Tak naprawdę nie muszą nic robić, bo wyręcza ich opozycja totalna w Polsce. Polska klasa polityczna i część mediów w naszym kraju wykonują robotę, realizują scenariusz rozpisany na Kremlu i w Mińsku. Co więcej, media mówią, że jednym z trenowanych wariantów, scenariuszy podczas rosyjsko-białoruskich ćwiczeń wojskowych „Zapad-2021”, ma być „zabłąkany oddział” na terytorium państwa trzeciego. Co ciekawe, media o tym piszą, a jednocześnie wylewają krokodyle łzy, że w przygranicznym pasie dwóch województw: lubelskiego i podlaskiego, zostanie wprowadzony stan wyjątkowy, i twierdzą, że będzie to ograniczenie wolności. Pytam, dla kogo: dla żubrów, dla żab? Ktoś tu czegoś nie rozumie albo działa świadomie na destabilizację.
Jak wobec zaistniałej sytuacji i zagrożeń ocenia Pan postawę mediów?
– Wyznaczanie narracji, jaką obserwujemy w części mediów, jest bardzo niebezpieczne. Media nie powinny podkręcać atmosfery, bo brakiem odpowiedzialności można nie tylko że nie pomóc, ale zaszkodzić swoim rodakom, także żołnierzom. Nie o wszystkim należy mówić, wiele spraw, w tym kwestie dotyczące obronności, jest owianych tajemnicą i tego należy przestrzegać. Dotyczy to parlamentarzystów, ale także mediów, które nie mogą pisać i mówić o wszystkim, bo są pewne granice. W sprawach militarnych, w sprawach newralgicznych dla państwa polskiego wielu spraw nie porusza się przy kamerach czy mikrofonach. Przyznam, że nie znam państwa, gdzie media w sprawach obronności próbują sięgać tak głęboko jak w Polsce. Można zrozumieć, że w świecie informacyjnym społeczeństwo oczekuje rozkładania spraw na czynniki pierwsze, że każde medium goni za sensacją, za newsami, ale są informacje ściśle tajne, wojskowe, które nie mają prawa ujrzeć światła dziennego. To, co się u nas dzieje, jest nienormalne. Warto o tym powiedzieć, warto to wręcz wykrzyczeć, bo jest jeszcze czas, żeby się opamiętać. Zacznijmy wszyscy myśleć w kategoriach państwa polskiego, a nie tylko w kategoriach słupków poparcia społecznego dla poszczególnych partii.
Opozycja ma prawo krytykować rządzących…
– Owszem i nikt jej tego prawa nie odbiera, ale są w dziejach państw momenty, kiedy nie można się sprzeciwiać, kiedy czasem warto zamilknąć. Tego opozycja totalna nie rozumie, nie potrafi przyznać racji, stanąć ręka w rękę z rządzącymi, bo tego wymaga interes i dobro państwa. Jeśli tego nasza totalna opozycja nie rozumie, jeśli nie chce poprzeć działań rządu, to niech przynajmniej zamilknie na 30 dni i niech nie przeszkadza. Niech pozwoli działać polskim służbom, Straży Granicznej, Wojsku Polskiemu, policji, a nie wpisuje się w działania wrogie wobec państwa polskiego.
Ostre słowa…
– Ostre, ale prawdziwe. Jestem za tym, żeby niektórzy parlamentarzyści, niektórzy politycy wzięli urlop na najbliższe 30 dni, niech po prostu zamilkną. Jeśli nie potrafią, jeśli nie chcą pomóc, to niech zajmą się czymś pożytecznym – niekoniecznie polityką, ale niech nie przeszkadzają. Uważam, że część naszych polityków nie ma pojęcia o tym, co się dzieje, a ich działania wyglądają żałośnie.
Z drugiej strony, jeśli zapotrzebowanie jest takie, a nie inne, jeśli słupki poparcia po wyczynach granicznych posłów Jachiry czy Sterczewskiego nie spadają, to oznacza, że taka narracja w grupie, do której kierowany jest ten przekaz, jest aprobowana, i nic dziwnego, że politycy idą w zaparte…
– Mimo żenujących akcji na granicy, mimo tego całego show, którego świadkami była cała Polska, mimo akcji w mediach społecznościowych poparcie dla Koalicji Obywatelskiej czy dla Lewicy nie spada, ale też nie rośnie. Campus Polska Przyszłości, który miał być swoistą burzą mózgów, też intelektualnie się wykoleił. Co więcej, ta inicjatywa Rafała Trzaskowskiego, którą usiłowali wspierać wszyscy z tego kręgu, począwszy od Tuska, a kończąc na Balcerowiczu, ta inicjatywa stała się kulą u nogi dla tej części sceny politycznej.
Jak słyszymy, było rozważane wprowadzenie stanu wyjątkowego nawet na 90 dni…
– Sądzę, że odpowiednie służby rozważyły i oceniły sytuację, uznając, że 30 dni to odpowiedni czas. Natomiast zastanawiam się też, czy stan wyjątkowy na części województw podlaskiego i lubelskiego nie powinien zostać rozciągnięty w pasie przygranicznym całej naszej granicy wschodniej, a więc także jeśli chodzi o granicę z Rosją. Może się bowiem okazać, że scenariusze ćwiczone obecnie przez reżim Łukaszenki na granicy z Polską mogą zostać rozszerzone o granicę rosyjsko-polską. Pamiętamy zielone ludziki we wschodniej części Ukrainy. Na pograniczu Mazur i Podlasia jest tzw. trójstyk – zbieg granic trzech państw: Polski, Rosji i Litwy, i jest to rejon, który musi być szczególnie chroniony. Tak czy inaczej przed nami 30 dni stanu wyjątkowego – sprawdzianu odpowiedzialności i patriotyzmu. Sądzę, że cały Naród będzie miał okazję zobaczyć, z kim tak naprawdę mamy do czynienia po stronie polskich polityków i kto działa w interesie państwa, a kto jest sojusznikiem innych ambasad, bo inaczej trudno to określić. Chciałbym wierzyć w to, że polska klasa polityczna zda egzamin i że w czasie poniedziałkowego głosowania nie będzie ani jednego posła, który działałby sprzecznie z interesem Polski i Polaków.