• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Pokrętna retoryka Bidena

Środa, 1 września 2021 (19:46)

Z Witoldem Waszczykowskim, europosłem PiS, ministrem spraw zagranicznych w latach 2015-2018, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Sposób wycofania się Amerykanów z Kabulu budzi chyba uzasadnioną krytykę opinii międzynarodowej i ekspertów, tymczasem prezydent Biden w swoim wczorajszym przemówieniu mówi o „niezwykłym sukcesie”, a ewakuację obywateli państw trzecich nazywa nie misją wojenną, ale misją miłosierdzia…

Media, także amerykańskie, komentują to wystąpienie, stawiając otwarte pytania: czy prezydent Joe Biden jest świadomy tego, co mówi, czy jest w ogóle świadomy sytuacji, jaka ma miejsce? Chodzi o to, że jest mnóstwo dowodów świadczących o tym, że prezydent nie panuje, czy też nie ma władzy nad tym, co się dzieje. Są też pytania jeszcze dalej idące – mianowicie na temat możliwości percepcji urzędującego prezydenta oraz tego, czy jest on świadomy, co się w ogóle dzieje. Amerykańskie media i amerykański świat polityki stawiają Joe Bidenowi te zarzuty. Są też kongresmeni, którzy w dość niewybredny sposób nazywają poczynania Bidena. Ze swojej strony mogę jedynie odnieść się do tego czy skomentować to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, bo z polskiej perspektywy nie jesteśmy w stanie tego ocenić. Jedno jest pewne, że my zapewne nie postąpilibyśmy w ten sposób. Jeśli już w ubiegłym roku była zapowiedź wycofania się wojsk z Afganistanu, to można było rozeznać, kto z Afgańczyków współpracujących z Amerykanami może być zagrożony, kto może oczekiwać pomocy, kto może chcieć wyjechać. Można też było zorientować się, jakie mogą być działania talibów, którzy przejmą władzę w Afganistanie, i zacząć od ewakuacji tych zagrożonych ludzi, a wojsko powinno wychodzić ostatnie – tak jak kapitan schodzący do szalupy z tonącego okrętu.

Zatem misję Amerykanów i sił sojuszniczych w Afganistanie nie można określić jako zwycięstwa?         

Z całą pewnością nie jest to zwycięstwo. Jest jeszcze druga kwestia – obok sposobu wycofania się Amerykanów z Afganistanu – mianowicie prezydent Biden, podsumowując misję, powiedział, że wcale nie chodziło o budowę demokracji, że on nie odpowiada za to, że Afganistan nie stał się demokratyczny. Tymczasem właśnie o to chodziło. I jakkolwiek pierwsza reakcja to była zemsta za ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku, to później cała operacja została rozszerzona i do Afganistanu weszli nie tylko Amerykanie, ale też europejscy sojusznicy. Wszystko po to, żeby najpierw zabezpieczyć nowe władze afgańskie, a następnie – żeby zacząć tworzyć, stabilizować i demokratyzować to państwo. Nikt przecież chyba nie sądzi, że Europejczycy weszli do Afganistanu, żeby budować państwo autorytarne, republikę islamską opartą na szariacie. Europejczycy z Amerykanami weszli tam, aby wnieść nasze europejsko-transatlantyckie, amerykańskie wartości.

Okazało się jednak, że się to nie udało. Dlaczego?         

Przez 20 lat – patrząc na Kabul, na Afgańczyków, którzy bezpośrednio współpracowali z nami – łudzono się, że jest to możliwe. Jednak większość kraju nie przyjęła, nie zaakceptowała tego, co przyniósł ze sobą Zachód. Owszem, ta większość była spokojna, dopóki były tam wojska amerykańskie i europejskie, ale nie oznacza to, że w domach, w szczepach, plemionach Afgańczycy przyjęli amerykański czy europejski system wartości. Do tego dochodzi też kwestia korupcji, czy nawet szerzej całe mnóstwo ich innych od naszych, niekompatybilnych wartości. Proszę zwrócić uwagę, że my pewne zachowania nazywamy korupcją, natomiast w krajach muzułmańskich jest kultura bakszyszu – dzielenia się zyskami. My mówimy o nepotyzmie, a w krajach muzułmańskich jest kultura wartości rodzinnych rozumianych w taki, a nie inny sposób. Tam jeśli ktoś – dajmy na to – robi karierę, to ma absolutny obowiązek pociągnąć za sobą rodzinę, klan, szczep, plemię itd. Bez tego te plemienne struktury by nie istniały. Amerykanie czy Europejczycy, wchodząc do Afganistanu, tego nie rozumieli. Nie rozumieli też, że Afganistan nie jest państwem w znaczeniu europejsko-amerykańskim, ale że jest to terytorium, na którym żyją plemiona, różne grupy etniczne zbliżone do Persów, do Uzbeków, Tadżyków, Pasztunów itd., które mówią wprawdzie podobnymi, ale jednak różnymi językami. Wyznają też różne religie, bo są na przykład szyici i sunnici itd., więc nie można było tam tworzyć jednolitych standardów dla całego terytorium państwa. Cokolwiek by powiedzieć, jest to bardzo skomplikowany obszar. Amerykanie w XX wieku przeżyli tragedię Iranu, któremu nie potrafili pomóc w modernizacji, przeżywali też tragedię Iraku, któremu też nie byli w stanie pomóc, bo część tego państwa wpadła w sidła Daesh – tzw. Państwa Islamskiego. Obecnie przeżywamy tragedię Libanu, który rozpada się na naszych oczach i nie wiadomo, czy Hezbollah nie przejmie tam władzy. Zatem jest poważny problem i niestety wszystko to rozgrywa się wokół Europy.    

Czy wobec tego, co Pan powiedział, błędem nie było wysyłanie po „11 września” wojsk w ten obcy nam kulturowo rejon? Czy błędem nie były też próby przemodelowania Afganistanu i tych ludzi na modłę zachodnią?

Tu są dwa problemy: wysyłanie wojska i modelowanie państwa. Wysyłanie wojska, aby pozbyć się talibów – może i było działaniem uzasadnionym po tym, co stało się 11 września 2001 roku. To był straszny incydent, który wstrząsnął całym światem, i cały świat domagał się odwetu, zemsty. Natomiast mrzonką, naiwnością było myślenie o zbudowaniu tego państwa na wzór zachodni. To była utopia, która wynikała z myślenia, że skoro pokonaliśmy Niemcy, gdzie zbudowaliśmy demokrację, skoro pokonaliśmy Japonię – państwo szogunów, i tam również zbudowaliśmy demokrację, to znaczy, że można wszędzie. Okazuje się, że nie wszędzie… Jest też pytanie, czy świat lewicowo-liberalny podejmie refleksję i uzna, że są kultury, którym nie da się tak łatwo zarządzać. Trzeba odejść od politycznej poprawności i uznać, że są kultury, które nie chcę powiedzieć, że nigdy, ale na pewno potrzebują znacznie więcej czasu, żeby przewartościować się i dojść do jakichś demokratycznych zmian. Warto też mieć świadomość, że są religie, które zupełnie inaczej patrzą na funkcjonowanie państwa itd.

Komunikat talibów wysyłany do potencjalnych przeciwników, agresorów jest jasny: zmierzycie się z tym, z czym zmierzyły się Stany Zjednoczone…

To, jak może wyglądać Afganistan po opuszczeniu przez wojska amerykańskie, okaże się w najbliższych tygodniach. Myślę, że w tym stosunkowo krótkim czasie uzyskamy odpowiedź. Talibom w ręce wpadło wyposażenie wojskowe, olbrzymie ilości broni, co sprawia, że dzisiaj stają się oni najsilniejszą strukturą wojskową w tamtym regionie świata – poza Iranem. Mogą zatem być niebezpieczni dla Tadżykistanu czy Uzbekistanu. Jednocześnie talibowie zdobywają dość nowoczesne państwo – całą strukturę państwową unowocześnioną przez pobyt Amerykanów i Europejczyków. Trzeba tu wymienić sieci komputerowe, komórkowe, medialne, a więc telewizję, radio, prasę. I teraz rodzi się pytanie, zagadka, która się wyjaśni w najbliższych tygodniach: czy talibowie przez minione 20 lat nauczyli się pewnego umiaru i uznają, że to, co wpada im w ręce, to wartości, które pomogą im utrzymać władzę w państwie.

Jest też pytanie, w jakim celu...?

Owszem, bo mogą chcieć utrzymać dalej dżihad przy wykorzystaniu właśnie tych „zdobyczy”, podobnie jak robiło to państwo ISIS. Okaże się, czy siły dominujące w Afganistanie są talibami sprzed dwóch dekad, którzy niszczyli wszystko i teraz też zniszczą, cofając Afganistan o kilkadziesiąt lat, wracając do prymitywnych sposobów życia i rządzenia, czy może wyciągną wnioski. To się okaże w najbliższym czasie. I to – muszę przyznać – jest dla mnie w tej chwili najciekawsze. Przypomina mi to w jakimś sensie to, co widzieliśmy po upadku apartheidu w Republice Południowej Afryki, gdzie wykorzystano struktury państwa budowanego przez białych i nauczono się funkcjonowania tego państwa, zanim ta struktura się zestarzała. W RPA jakoś to idzie, ale jest to też inne społeczeństwo. Czarnoskórzy Afrykanie nie zniszczyli tego, co otrzymali, i próbują to wszystko rozwijać. Z różnym skutkiem. Bywało też różnie, ale na pewno nie była to dzika, ślepa zemsta na białych, żeby zniszczyć wszystko, co się wiązało z ich rządami. Jest dzisiaj pytanie, jak w tej sytuacji zachowają się talibowie w Afganistanie. Poczekajmy na rozwój wydarzeń.                  

          Dziękuję za rozmowę.      

 

Mariusz Kamieniecki