Polityczno-militarna porażka Waszyngtonu
Poniedziałek, 23 sierpnia 2021 (16:33)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Były prezydent Donald Trump stwierdził, że Stany Zjednoczone najpierw powinny były ewakuować z Afganistanu Amerykanów i ich współpracowników oraz sprzęt wojskowy. Joe Biden jednak postąpił inaczej. Dlaczego?
– Chcę zwrócić uwagę, że wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu zapowiadał już za swojej kadencji Donald Trump. Natomiast różnice między byłym a obecnym prezydentem Stanów Zjednoczonych w tej kwestii – aczkolwiek występują – to jednak nie są aż takie wielkie. Sprowadzają się one raczej do kwestii taktycznych, technicznych, dotyczących okoliczności i sposobu wycofania wojsk. Jeśli zaś chodzi o sam fakt wycofania wojsk z Afganistanu, to między byłą i obecną administracją amerykańską – w zakresie decyzji politycznej – różnic nie ma. Ewakuacja obywateli państw NATO czy Afgańczyków współpracujących ze strukturami wojskowowywiadowczymi z lotniska w Kabulu jest bardzo chaotyczna i trudno powiedzieć, jak się zakończy. Cała ta operacja odbywa się za przyzwoleniem talibów, którzy z różnych powodów, m.in. wizerunkowych, są zainteresowani przynajmniej czasowym spokojem, dlatego pozwalają, aby ta ewakuacja mogła się odbywać. Myślę, że chcą też wykorzystać czas – wydaje się krótki – aby współpracownicy Amerykanów opuścili teren Afganistanu.
Joe Biden popełnia jednak także inne błędy: przyzwolenie na dokończenie Nord Stream 2, a teraz Afganistan. Czy trochę nie za dużo tych błędów jak na stosunkowo krótki czas – zaledwie siedem miesięcy – rządzenia?
– Obiektywie rzecz biorąc, oczywiście można mówić o błędach obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale trzeba też zauważyć, że w zakresie realizacji polityki amerykańskiej, wciąż żywa jest tam strategia izolacjonizmu. Jej wyrazem w tej chwili jest częściowe, ale jednak wycofywanie się z azjatyckiej, a być może też w jakimś wymiarze również z europejskiej strefy wpływów, co w okresie prezydentury Joe Bidena jest mocniej dostrzegalne niż za Donalda Trumpa. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że Polska nie jest jednak jednym z ważniejszych punktów czy odniesień dla Stanów Zjednoczonych. Zgoda na dokończenie gazociągu Nord Stream 2 i brak zdecydowanej reakcji nowej administracji amerykańskiej jest tego potwierdzeniem. Można zatem powiedzieć, że wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu, niezależnie od ocen zasadności wcześniejszej interwencji w tym kraju, to jest także porażka w wymiarze polityki zagranicznej prowadzonej przez Waszyngton. Myślę, że to bardzo mocno nadwyręża pozycję Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. Można powiedzieć, że od zakończenia II wojny światowej jest to największa – poza wojną w Wietnamie – polityczno-militarna porażka Stanów Zjednoczonych.
Stany Zjednoczone zawiodły w Afganistanie, ale czy po tym, co się wydarzyło, są wciąż gwarantem pokoju w świecie? I co z sojuszami i pokojem, którego były gwarantem?
– Z całą pewnością pozycja Stanów Zjednoczonych – nie tylko jako mocarstwa globalnego, bo tę pozycję wciąż jeszcze utrzymują, ale jako pewnego gwaranta stabilizacji w różnych regionach świata, w tym momencie została wyraźnie zachwiana. Stany Zjednoczone – z różnych powodów – zdecydowały się na wycofanie z Afganistanu, ale przypomnijmy, że już za prezydentury Donalda Trumpa wycofano wojska z północnej Syrii, pozostawiając tam sojusznicze oddziały kurdyjskie i naród kurdyjski w obliczu tureckiej akcji militarnej. Amerykanie uczynili to, mimo iż wcześniej deklarowali wsparcie i ochronę dla Kurdów, którzy – jak wiemy – wspierali Waszyngton w walce z tzw. Państwem Islamskim. Zatem ten przykład też pokazuje, że wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako gwaranta bezpieczeństwa – nie tylko regionalnego, ale także poszczególnych krajów – po prostu jest dzisiaj coraz bardziej wątpliwa.
Jakie z tego płynie przesłanie dla nas, dla Polski?
– To ważny sygnał dla nas, że nie możemy opierać naszej strategii bezpieczeństwa wyłącznie na obecności – zresztą dość symbolicznej – wojsk amerykańskich w Polsce, czy też na bezgranicznej wierze i zaufaniu w słynny art. 5 Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zatem sojusz ze Stanami Zjednoczonymi oczywiście tak, ale przede wszystkim troska o rozwój, modernizację i doskonalenie własnej armii.
Jaki los czeka Afganistan po wyjściu Amerykanów? Oprócz tego, że Amerykanie oddali talibom pole, to jeszcze zostawili im w prezencie sporo broni. Donald Trump mówi wyraźnie, że przed opuszczeniem kraju należało zabrać broń, a bazy wojskowe zrównać z ziemią…
– To bardzo słuszna uwaga byłego prezydenta. Jeśli już taka decyzja polityczna o ewakuacji zapadła, to pozostawienie sprzętu wojskowego i całej infrastruktury wojskowej talibom może mieć swoje daleko idące konsekwencje. Amerykanie przecież zainwestowali ogromne, wręcz niewyobrażalne środki finansowe na wsparcie – a faktycznie stworzenie sił zbrojnych Afganistanu, które byłyby w stanie przeciwstawić się talibom. Tymczasem wspierana i finansowana przez Stany Zjednoczone armia afgańska w ciągu jednej doby właściwie zniknęła, przestała istnieć. W tej sytuacji fundamentaliści islamscy bez problemu opanowali kraj i stolicę, Kabul. Co więcej, weszli w posiadanie całych arsenałów broni. Sytuacja – z tego punktu widzenia – jest bardzo niedobra, bo cały ten pozostawiony przez Amerykanów sprzęt zostanie czy już został przejęty przez talibów i zapewne zostanie wykorzystany.
Zatem postawa talibów – dość pojednawcza, to tylko pozory?
– Myślę, że po zajęciu Kabulu talibowie, tylko ze względów taktycznych, chcą pokazać światu swój przyjazny wizerunek – jako umiarkowanych wyznawców islamu. Widać, że wyciągnęli lekcję sprzed 20 lat, kiedy swoimi działaniami wykluczyli się poza nawias cywilizowanego świata, a dzisiaj pokazują, że przynajmniej na razie są w stanie respektować normy praw obywatelskich, ale oczywiście w zgodności z prawem islamskim. Myślę, że chyba nie powinniśmy mieć złudzeń co do tego, że los mieszkańców tego kraju – z czasem – będzie poddany na powrót radykalnej formy islamizmu. Sytuacja jest bardzo skomplikowana, a przykład rozpłynięcia się afgańskiej armii, która wcześniej u boku Amerykanów – czy w ogóle wojsk NATO – walczyła z talibami, to wszystko pokazuje, że jest to kraj bardzo zróżnicowany pod względem etnicznym i nieprzewidywalny, a baza społeczna, religijna, polityczna jest dla talibów duża. Szkoda, że 20 lat obecności amerykańskiej w tym regionie świata, gdzie zginęło przeszło dwa i pół tysiąca żołnierzy, ponad tysiąc żołnierzy innych państw NATO, w tym także Polacy, że to wszystko zostało zaprzepaszczone. Działania na rzez stabilizacji Afganistanu okazały się, niestety, nieskuteczne.
Czy z tej perspektywy w ogóle decyzja o wejściu do Afganistanu nie była błędem, skoro biliony dolarów zainwestowane tam nie przyniosły spodziewanego efektu i skoro stoimy dziś właściwie w punkcie wyjścia?
– Na pewno analiza polityczna i militarna – mimo potęgi Stanów Zjednoczonych – nie została przeprowadzona w sposób wnikliwy. Przypomnę, że wcześniej również ZSRS miał swoje nieudane doświadczenia z interwencji w Afganistanie w 1979 roku i latach późniejszych. Dzisiaj, kiedy dysponujemy bilansem, wiedzą z 20 lat obecności Amerykanów i działań stabilizacyjnych w Afganistanie, to bilans ten jest ujemny i rzeczywiście pokazuje, że taka forma interwencji oraz obecności nie miała sensu. Widać, że talibowie bez problemu opanowali kraj, co więcej, korzystają ze wzmocnienia – kosztem Amerykanów – swoich sił zbrojnych. Być może należało podjąć jakieś inne działania, może bardziej subtelne, może bardziej dyplomatyczne, o charakterze edukacyjno-charytatywnym, co też nie byłoby zadaniem prostym. Tak czy inaczej jest pod wielkim znakiem zapytania strategia amerykańska Pax Americana – koncepcja relatywnego pokoju w świecie zachodnim od końca II wojny światowej, którą wciąż lansują pewne kręgi polityczne w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że jej wprowadzanie – na wzór zachodni w krajach obcych nam kulturowo, cywilizacyjnie – jest zupełnie chybione i nieskuteczne. 20 lat obecności Amerykanów i wojsk sojuszniczych w Afganistanie przyczyniło się do modernizacji tego kraju, i to w różnych wymiarach. Przede wszystkim w wymiarze rozwoju opieki zdrowotnej, czego efektem jest wydłużenie o kilka lat średniej życia mieszkańców tego kraju. Można też wymienić wymierne efekty w dziedzinie edukacyjnej i choć w mniejszym zakresie – także poprawę infrastruktury tego kraju. Jednak mimo tego bilans obecności Amerykanów w Afganistanie należy uznać za ujemny.
Czy to nie dziwne, że Amerykanie po 20 latach wychodzą z Afganistanu, a Rosjanie zostają? Mało tego, również Chińczycy są zainteresowani inwestowaniem w tym kraju.
– Wszelkie wycofywanie się Stanów Zjednoczonych z obszarów, które są potencjalnym miejscem konfliktów i są zdestabilizowane, otwiera drzwi w pierwszej kolejności dla Rosji i Chin, które – można rzec – są beneficjentami tego typu decyzji. Podobnie było z Syrią, gdzie wycofanie się Amerykanów umożliwiło rozwój i umocnienie wpływów rosyjskich na tym obszarze. Stąd ostatnio kwitnie i ulega przyspieszeniu współpraca Rosji z krajami Bliskiego Wschodu. Tak to wygląda. Podobna sytuacja może grozić również Europie. Mam na myśli szczególnie Europę Środkową, gdzie bierność Stanów Zjednoczonych – nie mówię tylko o działaniach militarnych, ale również o oddawaniu przez Amerykanów pola w dziedzinie gospodarczej Rosji, czego najlepszym przykładem jest Nord Stream 2, to również powoduje wzrost wpływów Moskwy oraz Berlina w naszej części Europy.