Manifestacja słabości Ameryki
Niedziela, 22 sierpnia 2021 (08:33)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Świat wciąż nie może się otrząsnąć po stylu, w jakim Joe Biden i jego administracja ewakuowali amerykańskie wojska z Afganistanu. Czy to było świadome działanie, czy może błąd obecnej administracji?
– Ewakuacja wojsk amerykańskich z Afganistanu była planowana od dawna – jeszcze za kadencji prezydenta Donalda Trumpa. Natomiast sposób realizacji tego planu jest rzeczywiście katastrofalny, pokazujący słabość nie Trumpa, ale Bidena i jego administracji.
Tylko że na przestrzeni siedmiu miesięcy sprawowania urzędu prezydenta błędów popełnionych przez Joe Bidena jest więcej. Wystarczy tylko wspomnieć zgodę na dokończenie projektu Nord Stream 2 – projektu niebezpiecznego dla sojuszników Waszyngtonu…
– Niestety taka jest strategia, jaką przyjęli Joe Biden i jego administracja. Administracji Bidena chodzi o to, żeby zrezygnować z różnych konfliktowych kwestii – nazwijmy to na frontach pobocznych – i skupić się na generalnej konfrontacji z Chinami. Trzeba też zaznaczyć, że potencjał Stanów Zjednoczonych po covidzie i kryzysie finansowym z roku 2008 zmalał na tyle, że Amerykanie szukają mocnych sojuszników. Dlatego uznano, że takim sojusznikiem w Europie będą Niemcy, stąd nie robi się trudności, jeśli chodzi o dokończenie projektu Nord Stream. Myślę, że będą też próby dogadania się Waszyngtonu z Moskwą. I to właśnie ma być sposób Amerykanów na wzmocnienie w konfrontacji z Pekinem. Dlatego Amerykanie zwijają niepotrzebne już (w ich ocenie) fronty, w tym również w Afganistanie. Tylko styl, w jakim to robią, jest najgorszy z możliwych. Jeśli chodzi o przymknięcie oka na dokończenie Nord Stream 2, to Amerykanie nie konsultowali się ani z Polakami, ani z Ukraińcami, żeby przynajmniej pokazać, stworzyć wrażenie, że nie pozostawiają swoich sojuszników, stwarzając im możliwości obrony swoich interesów itd.
Zabrakło klasy?
– Dokładnie. Jeśli nawet Waszyngton uznał, że musi to zrobić, jeśli ocenił, że Niemcy są mu potrzebne, to mógł to zrobić z klasą, dajmy na to, zapraszając do stołu Moskwę, Kijów, Warszawę czy w ogóle kraje środkowoeuropejskie. Natomiast Ameryka Bidena opuszcza swoich sojuszników i to jest zatrważające. Po prostu dogadali się za naszymi plecami z Niemcami, oddając im „pieczę” nad Europą Środkową, a także porozumieli się z Putinem, co więcej – zrobili to w stylu, jaki nie przystoi światowemu mocarstwu. To wszystko w sposób radykalny powoduje obniżenie zaufania do Amerykanów jako sojusznika i to we wszystkich wymiarach. Jeśli teraz dodamy do tego wszystkiego Afganistan i wycofanie się z tego kraju w stylu podobnym do tego z Wietnamu, gdzie pozostawiono „na lodzie” afgańskich współpracowników Amerykanów, narażając ich na zemstę talibów, do tego jeśli słyszymy tłumaczenie, że interwencja w Afganistanie i 20 lat trwania tam wcale nie było po to, żeby tworzyć tam państwo, wprowadzać demokrację itd., to wygląda to naprawdę bardzo źle. Jeśli stawia się pod znakiem zapytania i właściwie neguje cały pobyt (także wojsk sojuszniczych) w Afganistanie i ofiary, także ludzkie, Amerykanów i sojuszników (w tym również polskich żołnierzy), to siłą rzeczy musi się rodzić pytanie: co będzie dalej?
Co Pan Profesor ma na myśli?
– Teraz wszystkie oczy będą zwrócone na Amerykanów, wszyscy będą testować (w innych miejscach świata), jak Stany Zjednoczone zareagują i czy w ogóle są jeszcze w stanie zareagować. Punktów zapalnych w przestrzeni globalnej jest wiele i teraz, kiedy Amerykanie zwijają swoje przyczółki, to może się pojawić lawina różnorakich wydarzeń w świecie i będzie oczekiwanie, co w tej sytuacji zrobi Waszyngton. Przykładem może być brudna gra Mińska i Kremla, czyli to, co dzisiaj robi Białoruś i de facto Rosja na granicy z Polską, jeśli chodzi o muzułmańskich uchodźców i testowanie naszej cierpliwości.
Patrząc na zdjęcia z Afganistanu, prezydentowi Bidenowi i jego administracji trudno będzie uciec od winy za dramat, jaki się już rozgrywa, a także za rozlew krwi, co może być konsekwencją wyprowadzenia wojsk amerykańskich…
– Musimy pamiętać, że w Afganistanie mamy do czynienia z fundamentalistycznym islamem, w zetknięciu z którym tamtejsza ludność pozostawiona sama sobie nie ma żadnych szans. Wydaje się również, że wszystko to, co Amerykanie głosili, że demokracja ma wymiar globalny – cała ta narracja legła dzisiaj w gruzach. Ten model, który proponują Amerykanie, po prostu się zwija i na pewno nie kupią tego Chińczycy. Stany Zjednoczone, owszem, miały kiedyś pewne sukcesy w Japonii czy w Korei Południowej, gdzie przyjęto zachodnie standardy, ale wtedy był inny czas i inna też była demokracja. Dzisiaj demokracja proponowana przez Stany Zjednoczone, czy w ogóle przez Zachód, jest rewolucyjna, co więcej – ma wymiar rewolucji seksualnej, co jest nie do zaakceptowania. Ponadto czym innym są jednak takie kraje jak Japonia czy Korea Południowa, gdzie czynnik religijny (myślę o wierze w Boga osobowego) nie występuje, natomiast z islamem jest gorzej. Ta rywalizacja trwa od wieków i trudno byłoby nawracać wyznawców islamu na chrześcijaństwo, a co dopiero na ateizm, który dzisiaj chce dominować. W tym względzie przykład Afganistanu, całe to zamieszanie, z jakim mamy do czynienia – także w obliczu przyspieszających procesów globalizacji – z pewnością będzie zachętą dla innych, ażeby przywracać kulturowo, politycznie i militarnie inny porządek niż Pax Americana, a więc koncepcję relatywnego pokoju w świecie, jaka powstała po II wojnie światowej, a dzisiaj się dewaluuje.
Donald Trump winą za zaistniałą sytuację i upokorzenie Stanów Zjednoczonych obarcza Joe Bidena i lewackich generałów…
– Wydaje się, że prezydent Biden, słaby Biden, sobie nie radzi. Powiedzmy sobie uczciwie, że gdyby Donald Trump był dzisiaj prezydentem i realizował wyjście Amerykanów z Afganistanu, to myślę, że styl, w jakim by to zrobił, byłby zupełnie inny. Zresztą Trump odnosząc się do całej tej sytuacji, wyraźnie stwierdził, że najpierw należało ewakuować wszystkich obywateli Stanów Zjednoczonych, zabrać cały sprzęt wojskowy i inny, a następnie wysadzić bazy, nie pozostawiając nic, co mogłoby służyć talibom. Tymczasem administracja Joe Bidena zrobiła coś zupełnie innego. Na pewno można było przygotować lepszy plan ewakuacji. Zatem z pewnością gdyby gospodarzem Białego Domu był Donald Trump, całe przedsięwzięcie miałoby większy rozmach, pokazujący amerykańską potęgę. Nic zatem dziwnego, że Trump nie pozostawia na Bidenie suchej nitki, mówiąc, że sytuacja w Afganistanie jest największym upokorzeniem w historii Stanów Zjednoczonych. Ponadto powiedzmy sobie jasno, że Trump nie zrezygnowałby z zatrzymania projektu Nord Stream i w ogóle cała polityka amerykańska byłaby bardziej zbilansowana i jednak mocarstwowa. Natomiast tutaj – za Bidena – mamy do czynienia z manifestacją słabości Ameryki, co stawia w złym świetle i osłabia Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników.
Można zaryzykować stwierdzenie, że za sprawą Joe Bidena mit o potędze Ameryki upada na naszych oczach?
– Jeśli chodzi o mit wielkiej Ameryki, to zaczął on dołować już wcześniej. Nie ma więc wątpliwości, że jest to pewien proces, który trwa, natomiast w tym momencie mamy do czynienia wręcz z manifestacją słabości Stanów Zjednoczonych. Obserwujemy paniczne wycofywanie się z pewnych ważnych punktów, gdzie Ameryka była obecna przez lata. Czym innym byłoby wycofanie się z Afganistanu, gdyby Amerykanie stworzyli tam, na miejscu, siłę polityczną, która dawałaby ludziom szansę na w miarę normalne życie w systemie bardziej prozachodnim i rozwój państwa afgańskiego. Natomiast Stany Zjednoczone wycofały się, zostawiły po sobie pustkę i bałagan. Nic zatem dziwnego, że talibowie w nadspodziewanie szybkim tempie zajęli Kabul i ogłosili zwycięstwo. Jesteśmy świadkami realizacji najgorszego z możliwych scenariuszy i aż trudno uwierzyć, że zrobił to urzędujący prezydent Stanów Zjednoczonych. Osobiście mnie to nie dziwi, bo skoro Joe Biden – chwilę wcześniej – zgodził się na dokończenie projektu Nord Stream, to w tym wypadku postąpił w podobnym – złym stylu. Ameryka opuszcza swoich sojuszników w trakcie walki i to jest najgorsza rzecz, jaka mogła się wydarzyć. Bo kto zaufa Waszyngtonowi następnym razem? I tu jest kolejne niebezpieczeństwo, bo wrogowie widząc słabość Stanów Zjednoczonych, będą atakowali w innych miejscach świata i kto wie, czy sytuacja nie będzie podobna do tej, którą obserwujemy dzisiaj w Afganistanie.
Co w tej sytuacji z naszymi sojuszami?
– Sojusze owszem są i pewnie w jakiś sposób zabezpieczają przed działaniami wojny kinetycznej. Natomiast nie zabezpieczają przed wojną hybrydową w różnej postaci, która się toczy w wielu obszarach. Wojna hybrydowa to dzisiaj ogromne zagrożenie, to współczesna broń, którą stosują agresorzy, w tym również Moskwa.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki