Nie możemy ulegać zewnętrznej presji
Sobota, 14 sierpnia 2021 (17:06)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Nie ustają naciski na Polskę, aby odstąpiła od uchwalonych przez Sejm przepisów dotyczących reprywatyzacji. Szef MSZ Izraela Jair Lapid, odnosząc się do nowelizacji polskiego Kodeksu postępowania administracyjnego, stwierdził, że ustawa ta „uderza w pamięć o holokauście i prawa jego ofiar” i jest to wręcz „negacja holokaustu”. Skąd w ogóle takie myślenie i czy nie jest to jakieś nieporozumienie…?
– Jakie nieporozumienie…! Izrael doskonale rozumie, o co chodzi w nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego, dotyczącej możliwości kwestionowania ważności decyzji administracyjnych związanych m.in. z reprywatyzacją. Z tym że retoryka stosowana przez stronę izraelską jest całkowicie pokrętna i zwodnicza. Ma ona przykryć intencje niektórych grup, środowisk czy organizacji żydowskich, które chciałyby na bezspadkowym mieniu się wzbogacić, nie mając do tego żadnego prawa. Ta retoryka doskonale ilustruje intencje polityków czy grup zarówno w Izraelu, jak i w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie podejrzenia – jakie się pojawiały w Polsce, że są intencje, podejmowane próby, aby na ofiarach holokaustu nieuprawnione grupy wzbogaciły się kosztem Polski – są jak najbardziej prawdziwe.
Ale nieprawdziwe są zarzuty. To już kolejne fałszywe oskarżenia wobec Polski – tym bardziej kuriozalne, że nowelizacja Kodeksu postępowania administracyjnego wcale nie uniemożliwia wszczynania postępowań w sprawie odebranego przed laty mienia…
– Zarzuty są oczywiście absurdalne, podobnie jak żądania strony izraelskiej, ale to w niczym nie przeszkadza w formułowaniu takich nieprawdziwych tez. Chodzi o to, że środowiska żydowskie przykładają kategorie moralne do wymiaru czysto ekonomicznego. Owszem, te – nazwijmy to – kategorie mogą się łączyć, ale sposób argumentowania środowisk żydowskich jest nie do przyjęcia. Argumentacja jest bowiem taka, że państwo polskie nie ma moralnego prawa do mienia swoich obywateli, którzy zginęli z rąk Niemców bezpotomnie, ponadto, że na naszych ziemiach żyli obywatele polscy pochodzenia żydowskiego, którzy zmarli, nie pozostawiając potomstwa. I środowiska żydowskie twierdzą, że Polska nie ma moralnego prawa, aby pozostawiony przez nich majątek posiadać, bo jesteśmy współodpowiedzialni za holokaust. Stąd właśnie, z tej argumentacji bierze się cała gama zmyślonych zarzutów pod adresem Polski. Nam się wydawało, że to jest jakieś nieporozumienie, że jest to wynik może niedoinformowania czy niezawinione zafałszowanie rzeczywistości, tymczasem wygląda na to, że o nic takiego nie chodzi, ale chodzi – nade wszystko – o pieniądze. W sensie prawnym każdy prawnik – obojętnie w jakiej części świata – stwierdzi, że racje ma państwo polskie, dlatego Żydzi odwołują się do kategorii moralnych – mianowicie że nie mogą zbrodniarze dziedziczyć majątku po ofierze.
W tej retoryce uznaje się Polaków za zbrodniarzy…?
– Dokładnie tak, ale o to właśnie chodzi. W związku z tym – w rozumieniu środowisk żydowskich – jakim prawem zbrodniarze mogą dziedziczyć majątek po ofiarach. I stąd bierze się cały ten fałsz. Wybrzmiewa on już od dawna i to na różne sposoby. Cóż jednak…, z taką rzeczywistością mamy do czynienia.
W tej retoryce prym wiedzie wspomniany wcześniej Jair Lapid, który twierdzi, że będzie się sprzeciwiał „wszelkim próbom pisania historii na nowo oraz promowania kompromisów i ustępstw kosztem holokaustu narodu żydowskiego i praw ofiar holokaustu. Polska wie, co należy zrobić: uchylić prawo” – dodaje szef MSZ Izraela. Czy to nie jest dyktat?
– To nie pierwsza tego typu wypowiedź tego polityka uderzająca w Polskę. Jair Lapid od lat słynie z antypolskiej retoryki. Warto przypomnieć, że jeszcze jako członek Knesetu dał się poznać z ostrych tweetów oskarżających Polskę o współudział w organizacji holokaustu. Natomiast ta jego wypowiedź – jako ministra spraw zagranicznych Izraela – zupełnie go dyskredytuje. Mamy do czynienia z taką, a nie inną rzeczywistością, z takimi, a nie innymi politykami po stronie izraelskiej i musimy się do tego ustosunkować, a jednocześnie robić swoje. Myślę, że tym bardziej powinniśmy regulować swoje prawo związane także z nowelizacją Kodeksu postępowania administracyjnego i możliwością kwestionowania ważności decyzji administracyjnych związanych m.in. z reprywatyzacją, skoro takie zakusy są. Tym bardziej powinniśmy też kłaść nacisk na naszą politykę historyczną pokazującą prawdę o tamtych czasach, o czasach okupacji niemieckiej, również prawdę o polskich bohaterach, którzy ratując Żydów, oddali swoje życie. Stąd też ruch pamięci, unikatowe w skali światowej upamiętnienie Polaków Ratujących Żydów – kaplica pamięci w sanktuarium Świętego Jana Pawła II i Najświętszej Marii Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji w Toruniu, ukazująca ponad tysiąc odważnych Polaków, którzy w imię miłości Boga i bliźniego wraz ze swoimi rodzinami oddali życie.
Jak długo mamy jeszcze znosić te kłamstwa, oszczerstwa za to, że jako Polacy ratowaliśmy Żydów przed zagładą?
– No cóż, myślę, że będziemy musieli jeszcze doznać dużo krzywd, zafałszowań, ataków. Wygląda na to, że to jeszcze będzie trochę trwało, bo ktoś ma interes w atakowaniu i oczernianiu Polski i Polaków.
Te ataki na Polskę są różnorakie – chociażby cały czas trwają naciski na Polskę w sprawie ustawy medialnej. Koncern Discovery, właściciel telewizji TVN, zapowiedział kroki prawne przeciwko polskim władzom…
– Po pierwsze te zarzuty nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Po drugie TVN i jego właściciel doskonale sobie poradzą z tą ustawą, w której jest m.in. poprawka, że nadawca w systemie satelitarnym wcale nie musi podlegać tej ustawie. Jeśli jednak chcą, to niech idą do sądu, ale pytanie jest, jak wyglądało ich działanie, ich uczciwość kiedy, aby ominąć prawo polskie, zakładali jakąś fikcyjną spółkę z siedzibą na lotnisku w Amsterdamie. Czy to jest coś, co się godzi robić podmiotowi uważającemu się za uczciwego nadawcę…? Jeśli jest to nawet działanie dopuszczalnie prawnie, to z całą pewnością nie jest do zaakceptowania z moralnego punktu widzenia.
Wygląda jednak, że naciski na polski rząd będą trwały. Słyszymy krytykę ze źródeł zbliżonych do Białego Domu. Jaką wartość mają sojusze, skoro z mocno naciąganej sprawy TVN-u robi się aferę międzynarodową, co więcej, grozi się nawet zrujnowaniem systemu bezpieczeństwa Europy i rozbiciem wschodniej flanki NATO?
– Jeśli stacjonowanie wojsk amerykańskich w Polsce miałoby zależeć od tego, czy my bronimy swojego rynku medialnego przed jakąś nieuprawnioną agresją z zewnątrz – bo taka jest oficjalna intencja ustawy medialnej – to oznaczałoby to, że Stany Zjednoczone nie mają już żadnego interesu na wschodniej flance NATO. W tej sytuacji to, czy amerykańskie wojska stacjonują u nas, to jest w ogóle bez znaczenia. Amerykanie przecież nie dlatego są obecni w Europie, że nas kochają, że darzą nas jakimś szczególnym szacunkiem, sympatią, ale dlatego, że mają w tym określony interes. Jak widać, argumentacja, jaka się pojawia po stronie środowisk TVN-u czy totalnej opozycji, że uszczelniając polskie prawo, kogoś obrazimy, zrazimy do siebie, że ktoś obrażony zrobi coś przeciwko nam, a jeśli będziemy potulnie wykonywać wszystko, co nam każe, to będzie nas bronił, ta argumentacja jest tak infantylna, że nawet nie nadaje się do komentowania. Fakty są natomiast takie, że Amerykanie będą nas bronić tylko wówczas, jeśli to będzie zgodne z ich interesem – bez względu na to, czy są obrażeni, czy nie. Tu liczą się tylko i wyłącznie interesy, a myślenie i wmawianie społeczeństwu, że są jakieś inne względy – jest obłudne i infantylne.
Swoją drogą, czy Amerykanie nie popełniają ostatnio coraz więcej błędów? Mam na myśli wyprowadzenie wojsk z Afganistanu, a tym samym oddanie kraju pod kontrolę talibów, co skutkuje chaosem, paniką i katastrofą humanitarną.
– Stany Zjednoczone wyprowadziły swoje wojska z Afganistanu, ponieważ coraz bardziej słabną. Obiektywnie rzecz biorąc, Amerykanie słabną i nie są już w stanie operować na tak wielu frontach. Jest to dla nich zbyt kosztowne, dlatego postanowili się skupić na jednym – głównym – kierunku, czyli chińskim, bo stamtąd upatrują zagrożenie. Natomiast wycofują się z Bliskiego Wschodu, bo to był dla nich front drugorzędny. Oczywiście, można byłoby prowadzić dalej te działania, ale wtedy, kiedy na świecie był jeden hegemon, jedno wiodące mocarstwo: Stany Zjednoczone, ale tak było jeszcze przed 2000 rokiem. Dzisiaj widać, że to wycofywanie się Amerykanów z wielu różnych przestrzeni świadczy obiektywnie o słabości Waszyngtonu. Powiedzmy sobie uczciwie, że obecny potencjał Stanów Zjednoczonych nie jest już adekwatny do tego, co było jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. W związku z czym Amerykanie zwijają te fronty, a jak się cofają, to wiadomo, że w to miejsce wchodzą różne siły. W przypadku Afganistanu są to talibowie, natomiast w przestrzeń środkowoeuropejską wchodzi układ niemiecko-rosyjski. Tak wygląda ten geopolityczny tygiel, gdzie decydujące są interesy. Wszystko się na naszych oczach dekonstruuje.