Bardzo niebezpieczna gra totalnej opozycji
Piątek, 13 sierpnia 2021 (19:44)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Sytuacja na polskiej scenie politycznej staje się coraz bardziej napięta. Z czym mamy do czynienia i czy nie idzie to w niebezpiecznym kierunku?
– Polacy mieli okazję – zresztą kolejny raz – zobaczyć, jakich mają przedstawicieli w Sejmie. Wszyscy oczekujemy wysokich standardów, wszyscy oczekujemy kultury osobistej itd. Mówimy o normach, które w życiu powinny obowiązywać wszystkich, a polityków, zwłaszcza parlamentarzystów – w szczególności. W środę polska klasa polityczna zademonstrowała, że poziom, jaki reprezentuje, jest mniej niż zero. Poziom kultury, wzajemnego szacunku, zrozumienia, pogodzenia się z tym, że ktoś ma inne poglądy, że jego świat wartości może być inny, że ktoś chce realizować program, jaki wskazali mu jego wyborcy – ten poziom, jak widać, jest bardzo niski i posłowie opozycji ten egzamin oblali.
Przecież nie pierwszy już raz…?
– Właściwie powinienem powiedzieć, że skądś to znam, że gdzieś to już widziałem, bo jako poseł poprzedniej kadencji miałem okazję widzieć z bliska to, co reprezentowali posłowie totalnej opozycji na sali sejmowej, a czego nie pokazywały kamery telewizyjne tzw. wolnych mediów. Na sali plenarnej – nawet w stosunku do mnie czy do moich kolegów z Kukiz’15 – padały różne określenia. Proszę mi wierzyć, że słowo „zdrajca” to było bardzo delikatne określenie. Pojawiały się słowa: „faszyści”, „brunatne koszule”, nie wspomnę jeszcze mocniejszych wyzwisk, które słyszałem od „wybrańców narodu” zasiadających w ławach poselskich. Dlatego w środę, słysząc obraźliwe słowa pod adresem Pawła Kukiza i posłów jego formacji, a także patrząc, co się działo przed Sejmem, miałem déjà vu. Moim zdaniem jest to bardzo niebezpieczna droga i chyba ktoś nie ma świadomości, do czego może doprowadzić igranie z emocjami Narodu i czym może się zakończyć taka gra. Istnieje zagrożenie, że złe emocje mogą wybuchnąć, uruchomić lawinę trudną do zatrzymania i dojdzie do tragedii.
Myśli Pan, że po stronie opozycji nie ma tej świadomości, bo wydaje się, że jest to raczej celowe działanie obliczone na konkretny efekt?
– Nie zakładam, że ktoś może być tak perfidnym człowiekiem, żeby dążyć do buntu i robić krzywdę innym ludziom, ale nie mogę też tego wykluczyć. Widzieliśmy, co się działo przed Sejmem, kiedy sympatycy opozycji, przedstawiciele KOD-u zaatakowali posła na Sejm RP, wywierając na nim presję. Każda siła polityczna jest w stanie zgromadzić przed Parlamentem swoich zwolenników i proszę sobie wyobrazić, czym mogłyby się skończyć starcia rozemocjonowanych ludzi. Zapewniam też, że gdyby sympatycy partii rządzącej zaatakowali posła opozycji, to w liberalnych mediach, w tzw. wolnych mediach, mielibyśmy całą serię materiałów o mowie nienawiści, nietolerancji, o agresji, o tym, że jest to szczucie, skłócanie itd., itd.
Natomiast kiedy został zaatakowany poseł Konfederacji, to w tych mediach pojawia się krótka informacja. Jak widać, mamy podwójne standardy, które w jednym przypadku tłumaczą wzrost agresji wolnością i przejawem demokracji, prawem każdego do wyrażania się, a w drugim rozdmuchują sprawę ponad miarę. Od takiego przejawu demokracji bardzo blisko jest do niekontrolowanego wzrostu napięcia, które z Parlamentu może się przenieść na ulice. Nie chciałbym, żeby do tego doszło, bo takie rzeczy miały już miejsce w polskiej historii i bardzo źle się to kończyło. Wszyscy pamiętamy, jak zakończyło się podburzanie ludzi w 2010 roku, kiedy tragicznym efektem fali nienawiści było zabójstwo Marka Rosiaka w biurze poselskim europosła Janusza Wojciechowskiego w Łodzi, przez Ryszarda Cybę.
Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu odium winy skupiło się także na marszałek Sejmu Elżbiecie Witek…
– To, co totalna opozycja robiła wobec pani marszałek Witek, pachnie groźbami karalnymi. Marszałek Sejmu w polskim parlamencie jest osobą, która dużo może i jest bez wątpienia osobą decydującą. Grupą inicjującą reasumpcję głosowania byli posłowie Kukiz’15 – osoby, które znam i które szanuję. Poseł Jarosław Sachajko to bardzo prawy człowiek, który dzisiaj – obok Pawła Kukiza – stał się wrogiem numer jeden i musiał – w obawie przed atakami – pracownicę swojego biura poselskiego oddelegować do pracy zdalnej z domu. Również fala hejtu, jaka się skupiła na Pawle Kukizie także ze strony środowiska artystycznego, jest przerażająca, ale to też pokazuje, jaka jest część tej grupy nazywanej – często na wyrost – artystami. Jestem po stronie Pawła i moich dawnych kolegów klubowych, bo ja znam tych ludzi. Oczywiście każdemu można zawsze coś zarzucić, ale na pewno nie to, że ci ludzie nie są patriotami. Wiem jedno, że ci moi koledzy z Kukiz’15 to są patrioci, którzy służąc Polsce, nie pytają, za ile i za co. To są tacy ludzi.
Chyba nietrudno nie zgodzić się z tezą, że w środę część Parlamentu RP nie była zainteresowana obroną polskich interesów?
– Ma pan redaktor na myśli ustawę medialną. Zgadza się. W parlamencie RP polscy posłowie opozycyjni, których obowiązkiem jest pilnowanie polskich interes, zawiedli. Ich obowiązkiem jest troska o interesy nie Amerykanów, nie Niemców, nie Izraela, ale Polski i Polaków. Niestety to, co zobaczyliśmy, pokazało, że blisko połowa parlamentarzystów przypomina swoją postawą posłów z czasów rozbiorów Polski. Jeżeli polscy posłowie wpadają w narrację, że nowelizacja ustawy medialnej będzie zamachem na wolność słowa – mimo iż nikt nikomu w Polsce nie ogranicza wolności wypowiedzi, jeżeli ktoś sugeruje, że wejście w życie nowelizacji ustawy będzie oznaczać zamknięcie konkretnej stacji TVN, która przecież nadal będzie mogła działać, to cała ta narracja wygląda bardzo źle.
Ci posłowie pozwalają, co więcej: sami dążą do tego, żeby polskie prawo było łamane. Jeżeli ktoś próbę egzekwowania prawa, traktowania Polski i Polaków na serio nazywa zamachem na daną telewizję, to znaczy, że nie chodzi mu o interes Polski. A może by też zaapelować do naszych zagranicznych partnerów, aby zaczęli nas traktować poważnie…? Tylko czego my mamy wymagać od naszych sojuszników, skoro polscy posłowie nie potrafią się zachowywać poważnie? Ci parlamentarzyści nie zdali egzaminu i w związku z tym powinni zdać mandaty polskich posłów.
Trudno się dziwić, skoro do Polski wrócił Donald Tusk, którego język z całą pewnością trudno nazwać językiem miłości…
– W środę połowie polskiego parlamentu ktoś wyłączył rozum. Spełnia się marzenie pełniącego obowiązki lidera Platformy, Donalda Tuska, który zachęcał, aby włączyć emocje, a nie programy. Dokładnie było to widać na sali plenarnej Sejmu, gdzie królowały emocje, za to brakowało merytoryki. Można powiedzieć, że po owocach ich poznacie. Siewca Tusk zasiał ziarno i to ziarno kiełkuje, co widać było w parlamencie. Kto sieje zło, ten zło będzie zbierał i w parlamencie zaczynamy widzieć – coraz wyraźniej – to zło. Nie chcę być złym prorokiem, ale to naprawdę wygląda źle. Pewne jest to, że blisko połowa parlamentu RP nie zdała egzaminu, dlatego ci posłowie, posłowie opozycji, powinni złożyć mandaty.
Wspomniał Pan o siewcy i o ziarnie, którego owoce można było zobaczyć także przed parlamentem, gdzie zaatakowano posła Dobromira Sośnierza. Czym może się skończyć ta rozbudzona fala agresji?
– To wszystko pokazuje, że zostały obudzone emocje, a wyłączony został rozum. Przecież te bojówki KOD-u i sympatyków totalnej opozycji – atakując posła Dobromira Sośnierza z Konfederacji, nawet nie miały świadomości, że ten parlamentarzysta wstrzymał się podczas głosowania nad ustawą medialną, a więc nie był za. To pokazuje, że sprawy zaczynają się wymykać spod kontroli, co widać nie tylko w parlamencie, ale też na ulicy. Podejrzewam, że o to właśnie chodzi. Patrząc na zachowanie posłów totalnej opozycji, te okrzyki, ta stygmatyzacja – to już nawet nie jest mowa agresji, ale to jest mowa nienawiści, żeby nie powiedzieć: życzenie śmierci.
To, co się wydarzyło w środę w Sejmie i dzieje się w kolejnych dniach wobec Pawła Kukiza, Jarosława Sachajki i innych kolegów z Kukiz’15, także wobec marszałek Elżbiety Witek czy posła Dobromira Sośnierza, to są najniższe z pobudek. Groźby wobec marszałek Sejmu nie mogą być tolerowane. Mamy do czynienia ze słowami i czynami o znamionach dehumanizacji, odczłowieczenia, z najniższymi pobudkami, jakie mogą istnieć. Ale jak może być inaczej, skoro tak wyczekiwany lider totalnej opozycji Donald Tusk stawia nie na programy, ale na emocje, to nic dziwnego, że ta mowa zaczyna zbierać żniwo. Mamy agresję już nie tylko werbalną, ale też fizyczną. Co więcej, wiąże się to z powrotem Tuska do Polski.
Tzw. wolne media wcale nie studzą nastrojów…
– Tzw. wolne media zachowują się w sposób nieodpowiedzialny już od dawna. Przypomnijmy sobie, jak komentowano, przekazywano w okresie jesiennej fali pandemii protesty tzw. strajku kobiet, kiedy wręcz promowano hejt i agresywne zachowania na ulicach. Zamiast studzić nastroje, zatrzymać – zwłaszcza młodzież – w domach, aby pandemia się nie rozszerzała, to wprost przeciwnie: zachęcano do udziału w protestach, które miały podpalić Polskę. Niestety, tzw. wolne media także dzisiaj nie zajmują się przekazem informacji, ale kreują pewną polityczną rzeczywistość. W tym momencie to już nie jest medium.
Nie zważając na przynależność partyjną, co z solidarnością poselską, skoro posłowie, jak np. Marzena Okła-Drewnowicz swoim tweetem: „przemówił naród”, wręcz pochwala bandycką napaść na posła Sośnierza?
– Walka polityczna zaciera człowieczeństwo – niestety. Jeżeli – jak mówił Donald Tusk – likwidujemy zło, to postawa poseł Marzeny Okły-Drewnowicz jest owocem tej zachęty lidera. Co ciekawe, to wszystko odbywa się z uśmiechem na ustach, padają też słowa pełne miłości, pokoju i tego typu frazesów, ale nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Zaczynają dominować emocje, ale jak widać, taki jest cel tego działania. Totalna opozycja wraz ze swoim starym nowym liderem sprzeciwia się woli większości Narodu, który powierzył rządy w Polsce Prawu i Sprawiedliwości. Można się różnić politycznie, ale nie można negować woli Narodu. W demokracji sposobem na przejęcie władzy są mądre programy, są wybory i zwycięstwo, reszta jest nawoływaniem do anarchii. Jeśli ktoś w parlamencie neguje porządek prawny, to znaczy, że ignoruje suwerena, który rządy i sprawowanie władzy w Polsce powierzył PiS-owi.