• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Świat się zmienia na naszych oczach

Czwartek, 29 lipca 2021 (18:10)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą na KUL i w WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zmienia się oblicze świata. Staje się on coraz bardziej skomplikowany. Jak to wpływa na bezpieczeństwo, nie tylko militarne?

– Świat – mam na myśli świat zachodni, który jest nam najbliższy – opiera się na skrajnie naturalistycznej koncepcji człowieka, a w istocie materialistycznej. Innymi słowy, według tej koncepcji człowiek jest tylko ewolutem materii, ziemi, natomiast nie jest brany pod uwagę aspekt duchowy. Jeśli tak, to musi być potężny niepokój – w samym człowieku, patrząc na niego indywidualnie oraz wspólnotowo. Stąd nieustanne pomysły samozbawienia człowieka, nieustanne niepokoje, chaos, a co za tym idzie – ogromny kryzys demograficzny. Warto też zwrócić uwagę, że brakuje stałości – to znaczy, jeśli spojrzymy na wszystkich ideologów i lansowane przez nich trendy, to widać, że oni są ciągle nienasyceni, niespokojni i ciągle szukają nowych pomysłów na to samozbawienie się człowieka. Nic zatem dziwnego, że to wszystko powoduje ogromne perturbacje, wprowadza chaos, który się coraz bardziej potęguje. I w tym względzie ten chaos przekłada się praktycznie na każdy aspekt życia społecznego i sprawia, że czujemy się niepewnie, niebezpiecznie. Ponadto od 2008 roku coś się przerwało w geopolityce, osłabły Stany Zjednoczone, i to też budzi duże napięcia. Mianowicie, państwa szukają nowego systemu równowagi, testują, kto ile ma siły, ile może, na co może sobie pozwolić, a wszystko po to, żeby można było powołać nowy koncert mocarstw.

Czy nie jest to niebezpieczne?    

– Owszem, to może grozić nawet wojną, bo niektórzy mogą powiedzieć – sprawdzam i to do samego spodu. Mam na myśli sprawdzanie możliwości aż do momentu siły militarnej.

Ta wojna, o której Pan Profesor wspomina, niekoniecznie musi mieć tradycyjny przebieg – taki jaki znamy. Wzrasta możliwość ataków w cyberprzestrzeni. Czy jest jakaś przestrzeń, która nie może stać się celem hakerów?

– Proszę zwrócić uwagę, że już dwudziestowieczne wojny miały charakter totalny – szczególnie II wojna światowa, która angażowała nie tylko wojsko, ale w ogromnym zakresie dotyczyła społeczeństwa. I w tym sensie mimo upływu lat nic się nie zmieniło, natomiast zmieniają się narzędzia. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu internet nie był tak powszechny lub nie odgrywał tak kluczowej roli jak dzisiaj. Obecnie internet jest wszechobecny we wszystkich dziedzinach życia i zwycięstwo w cyberprzestrzeni może rozstrzygać o zwycięstwie w całej rywalizacji. Dlatego tak ogromne są nakłady poszczególnych państw w ten obszar. Trudno się dziwić, skoro nawet służba zdrowia czy chociażby wodociągi, nie mówiąc już o systemach obrony, systemach energetycznych – praktycznie wszystko jest zarządzane cyfrowo. W związku z tym trudno się dziwić, że właściwie cała przestrzeń życia jest owładnięta rywalizacją w tym zakresie. Natomiast jeśli chodzi o cele, to są one niezmienne, zmieniają się tylko środki, bo technika idzie do przodu. W geopolityce, albo jeśli chodzi o cele poszczególnych państw, zmiany nie są na tyle duże, żebyśmy mogli mówić – jak to głoszono jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu – że jest globalizacja, że to oznacza koniec historii, koniec rywalizacji, że teraz będzie już ład i porządek – dobrobyt dla wszystkich. Nic z tych rzeczy.

Globalizacja ma miejsce, co chyba nie ulega wątpliwości. Natomiast, do czego może doprowadzić?

– Globalizacja – w tym starym ujęciu, która była oparta nade wszystko na sprawach gospodarczych – się kończy. Proszę zwrócić uwagę, że w tej chwili mamy do czynienia z realną wojną handlową, a nie ze swobodą gospodarczą. Widać to chociażby na przykładzie stosunków czy relacji państw takich jak Stany Zjednoczone i Chińska Republika Ludowa. W związku z czym marzenie globalne, że wojny już nie będą miały miejsce, należy włożyć między bajki. Francis Fukuyama napisał książkę pt. „Koniec historii”, która wywołała jeden z najgłośniejszych sporów intelektualnych końca XX wieku. Inni poszli jego tropem i zaczęli mówić, że dominacja amerykańska będzie już trwała, model liberalny będzie powszechnie uznany za jedynie słuszny, a swobodna wymiana gospodarcza będzie rozsadnikiem dobrobytu. Okazało się jednak, że nie dla wszystkich, co więcej, że w pewnym momencie zaczęły na tym tracić mocarstwa takie jak Stany Zjednoczone. Proszę pamiętać, że jeśli chodzi o globalizację, to – owszem –  skorzystały na tym wielkie koncerny amerykańskie, ale państwo jako takie przegrało, bo przegapiło pewne kwestie, co najlepiej widać na rywalizacji właśnie z Chinami.

Jak Pan Profesor zauważył, siła gospodarcza i polityczna przesuwa się w kierunku Azji. Dostrzegał to prezydent Trump, jego następca odpuszczając Europę i oddając ją w ręce Niemiec, też szuka sprzymierzeńców do konfrontacji z Chinami. Widać jednak, że nie jest to takie łatwe.

– Znalezienie sojuszników do konfrontacji z Chinami – owszem – nie jest takie łatwe, bo Pekin nie jest dzisiaj na obrzeżach obiegu gospodarczego świata, tylko w samym jego centrum. To w Chinach produkuje się najwięcej dóbr materialnych, stąd nie da się wyłączyć Pekinu z całego systemu, bo groziłoby to jego załamaniem. Załamanie systemu oznaczałoby kryzys nie tylko w Chinach, ale w całym świecie – również w Stanach Zjednoczonych. Jak zatem widać nie są to sprawy proste, zresztą Chińczycy dobrze się do tego przygotowali i skrzętnie wykorzystują sytuację. W sposób profesjonalny starają się odpowiedzieć Ameryce i wcale nie jest tak, jak wydawało się niektórym, że ta konfrontacja będzie na korzyść Stanów Zjednoczonych. Tak naprawdę nie wiadomo, jak sprawy się potoczą i kto będzie mógł mówić o sukcesie, o wygranej.                  

Niezależnie od zmieniającego się świata pewien cykl trwa – rodzimy się, starzejemy, bogacimy się. Coraz liczniejsza jest klasa średnia, która jednakże ubożeje, ale jednocześnie rosną dysproporcje, a nierówności społeczne w świecie się pogłębiają. Co oznaczają dzisiaj te trendy?

– Z jednej strony mamy podział na północ i południe, co pokazuje, jak wielkie są dysproporcje. Pojawiają się trendy imigranckie, bo ludzie jednak szukają lepszego życia. Natomiast z drugiej strony, w samym sercu świata zachodu – mam tu na myśli głównie Stany Zjednoczone – klasa średnia zaczęła zanikać. Co więcej, pojawiły się tam wewnętrzne konflikty, które powiedzmy sobie szczerze, w ostateczności mogą prowadzić ten kraj do osłabienia. Klasa średnia w Stanach Zjednoczonych rzeczywiście w sposób znaczący zubożała, a wręcz zanika. Natomiast wielkie koncerny, wielcy potentaci na globalizacji ogromnie się wzbogacili – w sensie proporcji – wprost niewyobrażalnie, można więc powiedzieć, że mają dzisiaj siłę dawnych państw, a nawet większą. I to jest problem, który się ujawnił – zwłaszcza w czasie ostatnich wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Proszę zwrócić uwagę, jak przepastny jest konflikt między obozem Donalda Trumpa a obozem Joe Bidena. Tam praktycznie już nie ma sytuacji, w której uznaje się wyniki wyborów, tam już nie liczy się Ameryka jako interes ogólny, ale ważny jest interes poszczególnych grup, formacji politycznych. To wszystko musi niepokoić tych, dla których zachód jest punktem odniesienia, bo problemy znacząco się spotęgowały na skutek procesu, który wcześniej nazwaliśmy globalizacją.

Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że światowy ład, który jest coraz bardziej niestabilny i nieprzewidywalny, jest zagrożony?

– Powiem więcej, że ten ład dzisiaj odchodzi do historii, nie istnieje, a na pewno jest podważany. Poszczególne państwa testują, do jakiego stopnia – wspomniany przez pana redaktora ład – jest jeszcze aktualny. Jesteśmy świadkami testowania Amerykanów, co oni tak naprawdę mogą zrobić, na co ich stać poza retoryką. Stany Zjednoczone symulują, że ciągle są mocarstwem globalnym, ale pretendentów do tego miana jest wielu. Nic zatem dziwnego, że Amerykanów testują Rosjanie, Chińczycy, a nawet Niemcy, którzy zupełnie niedawno, bo bodajże na przełomie roku – nie oglądając się na Stany Zjednoczone – negocjowali z Chińczykami nowy układ handlowy. W tej chwili Amerykanie dochodzą z Berlinem do porozumienia, bo zdają sobie sprawę, że Niemcy są na tyle silne, że będą im potrzebne. Jak widać wszystko się zmienia na naszych oczach.  

    Dziękuję za rozmowy.

 

Mariusz Kamieniecki