• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Było blisko...

Wtorek, 27 lipca 2021 (22:02)

Trener Waldemar Łakomy przyznał, że sztab szkoleniowy polskich taekwondzistek liczył, iż Aleksandra Kowalczuk zdobędzie w Tokio medal olimpijski. – Ale jej występ uważam i tak za udany – zaznaczył po tym, jak jego podopieczna przegrała walkę o brąz i zajęła piąte miejsce.

Kowalczuk była blisko pierwszego w historii krążka wywalczonego w igrzyskach przez przedstawiciela polskiego taekwondo oraz pierwszego medalu całej reprezentacji Polski podczas odbywającej się w stolicy Japonii imprezy. Startująca w kategorii 67 kg zawodniczka przegrała jednak decydującą walkę z Biancą Walkden 3:7.

– Obawiałem się tej walki. Wolałem, by Ola trafiła na Koreankę Dabin Lee, ale ta przegrała i naszej zawodniczce przyszło się zmierzyć z utytułowaną Brytyjką, która mierzyła tu w złoto. Nie znalazła się w finale, więc wiadomo było, że za wszelką cenę będzie chciała zdobyć chociaż ten brąz – wyjaśnił dziennikarzom Łakomy.

Mimo to uważa on, że jego niespełna 25-letnia podopieczna zaprezentowała się z dobrej strony.

– Liczyliśmy na medal, ale myślę, że pojedynek z Walkden i tak był najlepszym, jaki stoczyła tego dnia. Przy dwóch uderzeniach pięścią szła ręka na rękę. Sędziowie jednak dali punkty rywalce, choć mogli przyznać po jednym. I niestety tak się skończyło. Brytyjka była bardziej agresywna, co miało wpływ na decyzje arbitrów – podsumował.

Drugą porażkę w turnieju olimpijskim w stolicy Japonii brązowa medalistka tegorocznych mistrzostw Europy zanotowała w ćwierćfinale z Serbką Milicą Mandic 4:11.

– Tam był jeden błąd Oli. Taktyka zakładała, by trzymać się od niej z daleka. Była jeszcze szansa w końcówce, ale emocje wzięły górę i za bardzo poszła do przodu – analizował Łakomy.

On i taekwondzistka OŚ AZS Poznań przeżyli nerwowe chwile, gdy tuż przed pierwotnym terminem wylotu do Tokio jeden z jej dwóch obowiązkowych testów na obecność koronawirusa dał wynik pozytywny. Jednak powtórne badania wykluczyło, że może być zakażona. Do Kraju Kwitnącej Wiśni dotarła z drobnym opóźnieniem.

– Było bardzo nerwowo. W ogóle nie było wiadomo, czy Ola tutaj doleci. Dlatego to piąte miejsce to i tak duży plus. Poza tym wróciła po kontuzji, przez co brakowało jej startów. W ostatnim czasie wzięła udział zaledwie w dwóch turniejach. Kolano znowu jej „uciekło” w Zakopanem. Tym się też stresowaliśmy. Myślę, że teraz o tym nie myślała. Kolano było zabezpieczone – zaznaczył Łakomy.

Po stracie szansy na brązowy medal Kowalczuk popłakała się tuż po walce. Wcześniej emocjonalnie zareagowała także na porażkę w ćwierćfinale. W tym ostatnim prowadziła przez pewien czas, ale w trzeciej rundzie roztrwoniła przewagę.

– Po obu tych pojedynkach polały się łzy u Oli. Czy w pewnym momencie doceni swój występ i uzna go za sukces? Wiele będzie zależało od opinii publicznej i tego, jak zawodniczka przetrawi to, co się stało. Znaczenie będzie miało to, co ludzie będą pisali w mediach społecznościowych. Młodzi ludzie za dużo teraz tego czytają, a później się przejmują. Ja jestem z Oli zadowolony, jej występ uważam za udany. Pojedynek o brąz był naprawdę dobry w jej wykonaniu, dynamiczny i szybki – podkreślił szkoleniowiec.

APW, PAP