Więcej, czyli mniej
Czwartek, 14 lutego 2013 (20:53)W ramach Wspólnej Polityki Rolnej Polska otrzyma w latach 2014-2020 równowartość 28,5 mld euro. To co prawda nominalnie o ponad 1,5 mld euro więcej niż w latach 2007-2013, ale realnie nakłady na rolnictwo i wieś drastycznie spadną.
Koalicja uspokaja, że nie będzie tak źle, a dzięki większemu dofinansowaniu z budżetu krajowego fundusze na WPR sięgną 35 mld euro. Opozycja twierdzi, że to niemożliwe.
Zgodnie z decyzjami unijnych przywódców Polska otrzyma w latach 2014-2020 na politykę rolną około 28,5 mld euro. Teoretycznie powinniśmy być z tego zadowoleni, bo jeśli weźmiemy pod uwagę lata 2007-2013, to na dopłaty bezpośrednie i fundusze na rozwój wsi otrzymamy łącznie 26,9 mld euro. Teraz będzie więc o ponad 1,5 mld euro więcej.
Ale Marek Zagórski, prezes Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej, podkreśla, że de facto na wieś i rolnictwo będziemy mieli o wiele mniej pieniędzy niż obecnie. Zagórski przypomina, że pierwotny projekt budżetu rolnego UE, który w 2011 roku przedstawiła Komisja Europejska, stanowił, że na dopłaty bezpośrednie Polska miała otrzymać prawie 22 mld euro, a jest około 20 mld euro. Z kolei na rozwój wsi mieliśmy dostać 13,5 mld euro, a będzie w rzeczywistości tylko 8 mld euro. Czyli zamiast 35 mld euro mamy 28,5 mld euro. Co więcej, to, co przywiózł Donald Tusk z Brukseli, to nawet o ponad 4 mld euro mniej, niż wynikało z listopadowej propozycji budżetowej, jaką przedstawił szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.
Zagórskiego niepokoi zwłaszcza drastyczny, bo aż 40-procentowy spadek funduszy na rozwój obszarów wiejskich. Do tego puli w wysokości 8 mld euro nie będziemy mogli wydać w całości na nowe zadania, ponieważ część pieniędzy już jest praktycznie zagospodarowana. Państwo ma zobowiązania zaciągnięte wobec rolników, którzy są na rentach strukturalnych (ich wypłata może trwać nawet 10 lat), trzeba też finansować takie programy wieloletnie jak np. zalesianie.
Z prezesem Zagórskim zgadza się Bogusław Łukasik, doradca rolny. – Słuchałem analizy prezesa i ma on rację, że w tej sytuacji w zasadzie możemy mówić o tym, że zabraknie pieniędzy na kluczowe zadanie, jakie realizowaliśmy w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013: to modernizacja gospodarstw rolnych – mówi Łukasik. – Przecież przy każdym naborze wniosków na to działanie okazywało się, że pieniędzy nie wystarczy dla wszystkich. Część rolników musiała czekać na kolejne nabory, a niektórzy do tej pory nie mieli okazji skorzystać z tych dotacji. Liczyli na kolejną perspektywę budżetową i mogą się przeliczyć – podkreśla nasz rozmówca. Łukasik dodaje, że z powodu braku funduszy na unowocześnienie gospodarstw, ich rozbudowę, zakup maszyn może się pogorszyć wydajność i konkurencyjność naszego rolnictwa.
Rolnicy wygrali?
Pozytywnie budżet ocenia minister rolnictwa Stanisław Kalemba, który przekonuje, że „polscy rolnicy wygrali na szczycie”. Kalemba argumentuje, że unijni przywódcy zdecydowali o tym, iż środki na Wspólną Politykę Rolną spadły o 10 proc., ale w przypadku Polski budżet wzrósł o 10 procent. Minister twierdzi, że uda się podnieść dopłaty tak, aby osiągnęły one średnią unijną, bo część pieniędzy – do 25 proc. – z II filara WPR (rozwój obszarów wiejskich) będziemy mogli przenieść do I filara (dopłaty). – Dzięki temu płatności bezpośrednie dla polskich rolników zostały obronione i w kolejnych latach powinny osiągnąć poziom średniej unijnej, co było naszym celem w toczących się negocjacjach – podkreślał Kalemba.
Żeby jednak nie ucierpiały fundusze na rozwój wsi, minister rolnictwa obiecuje, że zostaną wsparte przez większe dotacje z budżetu krajowego, jak również wieś ma więcej skorzystać z funduszy spójności – to obiecała ministrowi Kalembie szefowa resortu rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska.
W sukurs ministrowi idzie jego poprzednik, poseł Marek Sawicki (PiS). Co prawda były minister rolnictwa przyznaje, że mamy prawo odczuwać niedosyt w kwestii funduszy rolnych, zwłaszcza na II filar WPR, ale na pewno powinna udać się nam operacja wyrównywania dopłat bezpośrednich do średniej unijnej. A dopłaty, jak zaznacza Sawicki, zapewniają rolnikom stabilizację dochodów.
Marka Sawickiego nie martwi obcięcie pieniędzy na rozwój obszarów wiejskich, bo koalicja PO – PSL uzgodniła, że ten ubytek będzie rekompensowany przez przekazanie na wieś większych pieniędzy z funduszy spójności, ma także wzrosnąć udział budżetu krajowego w dofinansowaniu inwestycji prorozwojowych finansowanych w ramach WPR. Dlatego, zdaniem Sawickiego, realne nakłady na rolnictwo w ramach Wspólnej Polityki Rolnej wyniosą w Polsce 35 mld euro, czyli minimum, jakie Polska chciała osiągnąć przed rozpoczęciem unijnych negocjacji budżetowych.
To niemożliwe
Opozycja powątpiewa jednak w to, że w budżecie państwa znajdą się pieniądze na wsparcie II filara unijnej polityki rolnej. A nawet gdyby tak się stało, to nie zmieni to faktu, że UE poskąpiła pieniędzy na polskie rolnictwo. Poseł Zbigniew Kuźmiuk (PiS) nie wierzy, że w budżecie państwa znajdą się pieniądze na WPR. Jego zdaniem, najwidoczniej w koalicji PO – PSL doszło do sporej awantury na tle negocjacji budżetowych i Platforma złożyła PSL obietnicę wsparcia rolnictwa, ale ta obietnica i tak nie zostanie zrealizowana. Kuźmiuk wskazuje, że na pokrycie strat, jakie ponieśliśmy na unijnym szczycie, potrzeba by rocznie kilka miliardów złotych. – A budżet przecież pęka w szwach. Spadają wpływy, rośnie dług publiczny, więc niemożliwe jest, aby minister finansów Jacek Rostowski zgodził się na zwiększenie dotacji dla rolnictwa – mówi Kuźmiuk. Parlamentarzysta wskazuje, że zwiększenie wydatków na WPR jest niemożliwe i z tego powodu, że Polska jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu. To było przyczyną utrącania wielu projektów poselskich ustaw, które zakładały jakieś wydatki budżetowe na ich realizację. Minister Jacek Rostowski wnioskował o ich odrzucenie, argumentując, że nie można zwiększać wydatków właśnie z powodu nadmiernego deficytu. A nigdy nie chodziło o takie kwoty jak przy WPR. – Będzie jeszcze gorzej, gdy PO i PSL przepchną ratyfikację paktu fiskalnego. On dla nas co prawda nie jest obowiązkowy, ale znając euroentuzjazm polskich władz, za jakiś czas premier Tusk ogłosi, że będziemy pakt wprowadzać. Zapisany jest w nim dopuszczalny deficyt na poziomie 0,5 proc. PKB, a nie 3 proc., jak mamy teraz. Żeby to osiągnąć, minister Rostowski będzie ciął wydatki budżetowe i nie zgodzi się na ich zwiększenie – podkreśla Zbigniew Kuźmiuk.
Jeszcze będą negocjować
Wydaje się mało prawdopodobne, aby Parlament Europejski odrzucił projekt budżetu UE na lata 2014-2020. Tak więc raczej więcej pieniędzy na rolnictwo już nie dostaniemy. I to mimo protestów organizacji rolniczych z całej UE, które ostrzegają, że oszczędzanie na rolnictwie zachwieje nie tylko tym sektorem gospodarki, w dodatku osłabi też bezpieczeństwo żywnościowe Europy. Będą jeszcze negocjowane szczegółowe zapisy dotyczące reformy WPR. Otwarte są choćby takie kwestie, jak kontrola rynku cukru czy ewentualne wydłużenie limitowania produkcji mleka. Jednym z bardziej drażliwych tematów jest tzw. zazielenienie. Rolnicy, wspierani przez wielu ekspertów, krytykują pomysł, aby w ramach zazielenienia wyłączone było z produkcji aż 7 proc. użytków rolnych, bo to spowoduje utratę dużej części dochodów właścicieli gospodarstw. Wskaźnik zazielenienia miał być obniżony do 3,5 proc., ale takiego zapisu nie ma w dokumentach opublikowanych po ostatnim unijnym szczycie.
Krzysztof Losz