• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Próby łamania podwalin państwa polskiego

Piątek, 16 lipca 2021 (19:06)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trybunał Konstytucyjny orzekł wyższość Konstytucji RP nad prawem unijnym w odniesieniu do środków tymczasowych. Przy tej okazji kolejny raz ma miejsce burza wokół TK. Skąd to się bierze?

– Trzeba sięgnąć do 2015 r., kiedy rozgorzał wielki konflikt i spór wokół Trybunału Konstytucyjnego. Od tego czasu narosło szereg nieporozumień, niejasności, wątpliwości, które powodują, że społeczeństwo – wprawdzie słyszy, że jest konflikt, ale wielu spraw nie rozumie i nie wie, co się dzieje. To, co dzisiaj obserwujemy – cały ten spór, krzyki „wolne sądy” itd., to są już konsekwencje końcówki kadencji parlamentu, w którym rządziła koalicja PO – PSL; gdzie ówczesna większość wybrała grupę trzech sędziów do TK, których nie miała prawa wybrać. Zgodnie z kalendarzem, zgodnie z tradycją było to bowiem uprawnienie kolejnego Sejmu. Inaczej mówiąc, parlament VII kadencji, który na przełomie października i listopada 2015 r. kończył swoją misję, niejako wyręczył przyszły Sejm. I od tego momentu rozpoczęło się swoiste piekło wokół TK i pole do ataków na władzę.

Jednak prezydent nie przyjął ślubowania od tych osób wskazanych przez Sejm na stanowisko sędziów TK.

– Przyjęcie ślubowania przez prezydenta jest warunkiem, aby osoba wybrana przez Sejm stała się sędzią TK. I nic dziwnego, że prezydent Duda tego nie zrobił, skoro nowy parlament VIII kadencji zauważył i słusznie, że przy wyborze przez poprzedni Sejm złamano prawo. To nie ustępujący parlament miał wybrać nowych sędziów Trybunału. W tej sytuacji unieważniliśmy (byłem wówczas posłem na Sejm) uchwałę poprzedniego Sejmu i powołaliśmy nowych trzech sędziów. To wywołało burzę ze strony opozycji i sprzyjających jej mediów, pojawiło się hasło „sędziowie dublerzy”.

Jak należałoby nazwać trzech sędziów wybranych na zapas przez Sejm VII kadencji, jeśli prezydent przyjąłby ich ślubowanie?

– Sędziowie bezprawni. Dlatego Sejm VIII kadencji musiał szybko naprawić błąd, nadaktywność – delikatnie rzecz ujmując, a tak naprawdę złamanie prawa przez poprzedni parlament. Oczywiście, Platforma mówiła i mówi nadal: nic się nie stało, że skoro już kandydaci zostali przez nich wybrani, to trzeba ich było zaprzysiąc na sędziów TK, aby mogli rozpocząć działalność. Ale my, parlament, który jesienią 2015 r. rozpoczął działalność, na to się nie zgodziliśmy. I od tego momentu ruszyła lawina dyskusji o praworządności, o Konstytucji, o łamaniu zasad, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że o łamaniu zasad i prawa mówili ci, którzy sami to zrobili, a następnie zaczęli manipulować i w biały dzień okłamywać Naród, że to Prawo i Sprawiedliwość jest winne; że źli są ci, co przyszli po nich. W ślad za tą nagonką poszły hasła o upartyjnieniu, upolitycznieniu TK. Ktoś jednak zapomniał, że w każdym wypadku sędziowie TK są wybierani przez parlament – w myśl pewnego układu – mianowicie, to większość zawsze ma prawo wybierać sędziów, a urzędujący prezydent odbierać od nich ślubowanie.

Jak zachował się Kukiz’15, którego posłem był Pan w VIII kadencji Sejmu?

– Byliśmy jedyną siłą w polskim parlamencie – i takiego przypadku chyba wcześniej nie było – że powiedzieliśmy, iż my się nie godzimy. Mianowicie, że chcemy wybrać najlepszego, a nie naszego. Zawsze było tak, że byli wybierani posłowie wspierani przez PSL, Platformę, PiS, Samoobronę, LPR itd., natomiast Kukiz’15 był jedyną siłą, która chciała zmiany tej niechlubnej tradycji i wyboru najlepszych sędziów. Całe to szaleństwo z wyborem sędziów do TK objęło nie tylko Polskę, ale też poszło w świat, a konkretnie trafiło, za sprawą posłów totalnej opozycji, do Brukseli. Kończyła się kadencja prezesa TK prof. Rzeplińskiego i zgodnie z prawem został wybrany nowy prezes w osobie Julii Przyłębskiej. I tu też pojawiły się zarzuty opozycji totalnej, że jest to pierwsza prezes, która nie ma tytułu profesora. Otóż nieprawda – kolejna manipulacja, bo wcześniej różnie z tym bywało, wystarczy tylko wspomnieć Jerzego Stępnia. Cała ta nagonka kolejny raz pokazała obłudę opozycji i brak profesjonalizmu powtarzających to kłamstwo, wpisujących się w tę manipulację dziennikarzy.

Liberalne, sympatyzujące z totalną opozycją media, którym nie w smak jest obecna prezes, nazywają TK „Trybunałem Julii Przyłębskiej”. Jak rozumieć takie działanie?

– Takiego sformułowania używają nie tylko liberalne, sympatyzujące z Platformą media, ale także politycy opozycji totalnej. Nie ma czegoś takiego w Konstytucji RP jak „Trybunał Julii Przyłębskiej”, jest tylko Trybunał Konstytucyjny, którego zadaniem – zgodnie z definicją, jest kontrola normatywnych aktów prawnych: ustaw, umów międzynarodowych oraz innych przepisów prawa wydawanych przez centralne organy państwowe. A to oznacza, że wszyscy politycy i media, którzy używają terminu „Trybunał Julii Przyłębskiej” de facto znieważają Polskę. Mówią bowiem o organie konstytucyjnym w sposób poniżający. Tym samym poniżają nie prezes Julię Przyłębską, ale znieważają Polskę. Obrażają i znieważają najważniejszy organ, który stwierdza zgodność prawa z Konstytucją RP. I co ciekawe, czynią to politycy i media, którzy na sztandary wynosili hasło: Konstytucja, którzy najważniejszy akt prawny sprowadzili do rangi śmieszności. To jest prawdziwy dramat, ponieważ klasa polityczna nie zdała tego egzaminu.

Czego efektem były kolejne wydarzenia –mianowicie kontestowanie reform wymiaru sprawiedliwości i to już nie tylko przez polską opozycję, ale także przez organy unijne. Czy to kolejny etap szaleństwa?

– Ma pan redaktor na myśli Krajową Radę Sądownictwa, czyli organ, który ocenia sędziów do pełnienia urzędu sędziów Sądu Najwyższego oraz na stanowiska sędziowskie w sądach powszechnych, sądach administracyjnych itd., i przedstawia Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej wnioski o ich powołanie. Przypomnę, że prezydent Duda zawetował tę ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, wychodząc naprzeciw prośbie Klubu Kukiz’15.

Przypomnijmy, o co chodziło?

– Przed reformą KRS, gdzie – jak wiemy – pojawił się słowny potworek „neo KRS” – kolejny twór dziennikarzy i polityków opozycji totalnej. Przed reformą sędziowie mogli być wybierani przez parlament zwykłą większością głosów. Zwykła większość oznaczała, że każda siła, która posiadała większość w parlamencie mogła obsadzić pół KRS-u. Poprawka Kukiz’15, przy wspomnianym wecie prezydenta, zmuszała każdą siłę w polskim parlamencie do głosowania z większym poparciem niż ma aktualnie rządząca większość, czyli PiS, i rzecz najważniejsza – kandydaci na sędziów nie muszą mieć poparcia Izby, ale muszą mieć personalne poparcie kręgów sędziowskich. Nie jest zatem prawdą to, co próbowali sugerować politycy opozycji i sprzyjające im media, że sędziowie nie mieli prawa kandydować, bo każdy takie prawo miał, ale musiał spełnić określone kryteria. Nie jest też prawdą, że PiS czy Zjednoczona Prawica rzekomo zawłaszczyły sobie sądy, bo tylko ich kandydaci mogli startować. To jest kłamstwo. Wymagane większe poparcie zmuszało opcję rządzącą do dyskusji i szukania poparcia. Każdy miał możliwość forsowania różnych kandydatur do KRS-u. I dzisiaj dyskusja, że KRS, nazywany jak wcześniej wspomniałem przez opozycję czy część mediów „neo-KRS-em” czy upartyjnionym KRS-em, jest rozmową osób, które nie mają o tym pojęcia bądź celowo fałszują rzeczywistość. Na skutek wspomnianych działań mamy dzisiaj w Polsce najmniej upartyjniony KRS. Kandydaci muszą się spotkać z posłami, przedstawić swój dorobek. Nie jest to tzw. łapanka.

Jaki był faktyczny cel tych zmian?             

– Chodziło o to, żeby złamać kręgosłup kastowości. I to rzeczywiście zabolało nadzwyczajną sędziowską kastę. Możliwość kandydowania do KRS otwarto każdemu sędziemu z doświadczeniem, z dorobkiem prawniczym, który wcześniej z różnych powodów nie był wspierany przez kolegów sędziów, przełożonych. Nadzwyczajna sędziowska kasta uważała, że tylko oni mają rację, a wszyscy inni mają ich słuchać. Ale to się skończyło.

Podobne protesty wywołuje Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Tutaj też niezadowoleni są politycy opozycji, sędziowska kasta, a sprawę wyniesiono aż na grunt brukselski.

– Izba Dyscyplinarna często nazywana sądem dla sędziów to bardzo dobre rozwiązanie. Pierwszy raz w polskim parlamencie stworzono system, w którym sędziowie, którzy popełnili przestępstwo, którzy złamali prawo, mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Dodam, że Izba Dyscyplinarna SN nie jest, jak się ją często określa, sądem kapturowym. Tam nie zasiadają politycy, ale sędziowie. Sprawą zainteresowano Brukselę, odbywały się akcje typu „wolne sądy”, mieliśmy KOD, o którym dzisiaj już nikt nie pamięta, co miało niejako siłą wymusić na władzach zmiany w polskim wymiarze sprawiedliwości. Tyle że wobec przykładów patologii było wręcz koniecznością i obowiązkiem ludzi odpowiedzialnych za Polskę doprowadzenie tych zmian do końca. Jeśli w państwie nie będzie przestrzegana litera prawa, jeśli odstąpi się pod presją czy bez od budowania i przestrzegania zasad, jest to prosta droga do zdemolowania państwa. Gdyby w 2015 r. Zjednoczona Prawica i Kukiz’15 nie sprzeciwiły się bezprawnemu wyborowi wspomnianych trzech sędziów TK, to, kto wie, jak sytuacja wyglądałaby dzisiaj. Ulegając presji totalnej opozycji, niektórych mediów i nacisków Brukseli, zgodzilibyśmy się na łamanie i naciąganie prawa we własnym państwie.   

Jednak wciąż nie ustają próby powrotu do tego – jak mawiał klasyk – żeby było tak, jak było?

– Nic więc dziwnego, że słyszymy, iż Polska za obecnej władzy podobna jest do władz w Moskwie, że rząd wyprowadza nas z Unii Europejskiej. Proszę tylko zwrócić uwagę, że mówią to ci, którzy wynoszą polskie sprawy do Brukseli, ci, którzy przegrali demokratyczne wybory, którzy w sposób bezprawny wybierali sędziów TK, nie godzili się na reformowanie wymiaru sprawiedliwości i robili wszystko, aby zdyskredytować działania legalnych organów państwa polskiego. Taka jest rzeczywistość.

Jak wytłumaczyć działania TSUE wobec Polski?

– Rzecz jest bardzo niebezpieczna, mianowicie TSUE zaczyna rościć sobie prawo do wydawania orzeczeń w sprawach, które wychodzą poza kompetencje tej instytucji. Dotyka kwestii, które nie są w traktatach o Unii Europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu zaczyna coraz odważniej wkraczać w sprawy państwa, stąd orzeczenie TK, które mówi jasno, nie ma zgody w ingerencje w obszary konstytucyjne. Organem kompetentnym, jeśli chodzi o organizację wymiaru sprawiedliwości w Polsce, jest Trybunał Konstytucyjny. 

Słyszymy zarzuty, że to żaden Trybunał, że to nielegalny Trybunał, nielegalni sędziowie itd.

– To pokazuje, że klasa polityczna – opozycja sama niszczy wiarygodność i trzeba to powiedzieć, że bez nalotów, bez wybuchów i czołgów niszczy niepodległość państwa polskiego, którego ważnym ogniwem jest Trybunał Konstytucyjny. Dzisiaj doszliśmy do takiej sytuacji, gdy wszystko – każdy organ władzy, próbuje się podważyć, zdyskredytować. Co więcej, włącza się w to UE, która próbuje nam narzucić pod płaszczykiem tzw. norm europejskich rozmaite rozwiązania pod groźbą odebrania funduszy unijnych. Możemy się zatem spodziewać dalszych presji ze strony KE dotyczących np. legalizacji związków homoseksualnych, tyle że w Konstytucji RP nie ma czegoś takiego. Możemy się spodziewać narzucenia nam tylnymi drzwiami czegoś, co jest sprzeczną z naszą Konstytucją. To są, moim zdaniem, realne zagrożenia. Nawet gdy Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu będzie wyrokował tak czy inaczej wobec Polski, to ważne jest jedno, że nie jest to organ polski, że najważniejszym organem od orzekania czy coś jest, czy nie jest zgodne z polskim prawem, z polską Konstytucją, jest Trybunał Konstytucyjny. W tym momencie musimy być konsekwentni i nie ulegać presji, bo eurokraci wiedzą, że nie mają podstaw prawnych, a jedynie w sztuczny sposób budują bezprawne nakazy, które mają stać się normą prawa. I to nam grozi. Dobrze, że jest TK, który te wszystkie wątpliwości rozwiewa, także wyroki zideologizowanego TSUE. Niebezpieczeństwem, jakie nam grozi, nie jest – jak próbuje wmawiać opozycja – polexit, ale utrata niepodległości. Ktoś, ulegając presji, dyktatowi Brukseli, wynosząc polskie sprawy na zewnątrz, próbując podważyć mandat legalnie wybranej władzy, de facto łamie podwaliny państwa polskiego.  

           Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki