To nie koniec batalii o suwerenność Polski
Czwartek, 15 lipca 2021 (13:54)Z posłem Markiem Astem, członkiem Komitetu Politycznego PiS oraz przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Trybunał Konstytucyjny orzekł wczoraj, że wyższość prawa unijnego w odniesieniu do środków tymczasowych nie ma zastosowania. Co to oznacza?
– To oznacza, że polskie sądy nie muszą się stosować do postanowienia tymczasowego, wydanego przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przypomnę, że to postanowienie miało polegać na zawieszeniu funkcjonowania przepisów w oparciu, o które działa Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego. Myślę, że inny wyrok tutaj zapaść nie mógł. Jest to motywowane przede wszystkim tą przesłanką, że jako Polska nie przekazaliśmy Unii Europejskiej kompetencji z zakresu organizacji wymiaru sprawiedliwości. Zatem w stosunku do tej materii Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu nie ma możliwości stosowania tego rodzaju środków zabezpieczających. Oczywiście, mógłby stosować tego typu środki, ale wyłącznie w stosunku do tych kwestii, które rzeczywiście dotyczą prawa europejskiego, w granicach kompetencji przekazanych przez państwo polskie. Te związane z wymiarem sprawiedliwości do nich nie należą. I o tym mówi wczorajsze rozstrzygnięcie TK. Myślę, że będzie to kontestowane przez opozycję i znowu się podniosą krytyczne głosy.
Ta krytyka już się pojawiła zarówno ze strony polityków totalnej opozycji, w tym marszałka Grodzkiego, jak i rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara.
– Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar straszy polexitem, twierdzi, że ta decyzja TK jest wyprowadzaniem Polski z Unii Europejskiej, co jest kompletnym absurdem. Argumenty, jakie były podnoszone podczas rozprawy, wskazywały przede wszystkim na rozmaite rozstrzygnięcia trybunałów konstytucyjnych państw członkowskich Unii Europejskiej, w tym oczywiście Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Niemczech. Te rozstrzygnięcia wskazywały o wyższości konstytucji czy to niemieckiej, czy innego państwa nad prawem europejskim. I z tego powodu nic się wielkiego nie działo. Jedynie u nas pojawia się histeria, jest straszenie, ale widać, że taka jest narracja opozycji.
Czy wyrok TK oznacza, że Izba Dyscyplinarna będzie pracowała bez zmian?
– W moim przekonaniu absolutnie tak. Dla polskich sędziów wiążącym rozstrzygnięciem sądu ostatniego słowa – w tym wypadku jest to Trybunał Konstytucyjny. I TK ocenił to niedawne działanie TSUE w ten właśnie sposób, że nie ma ono umocowana w prawie traktatowym. To postanowienie było absolutnie precedensowe, bo w historii UE nie zdarzyło się, aby Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu zawiesił jakikolwiek organ państwa członkowskiego, a stało się to w stosunku do Polski. To jest rzecz absolutnie niewyobrażalna i nieakceptowalna.
Jak to rozumieć, że zaledwie na kilka godzin przez orzeczeniem TK Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydaje postanowienie zobowiązujące do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów krajowych odnoszących się do uprawnień Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego?
– Trudno odczytywać to inaczej jak próbę siłowania się, wyprzedzenia Trybunału Konstytucyjnego. To przykład realizacji politycznego zamówienia opozycji w Polsce, bo przypomnę, że jest to werdykt na wniosek KE, która w tych sprawach jest absolutnie posłuszna – z jednej strony oczekiwaniom zapewne niemieckim, ale z drugiej strony wychodzi naprzeciw oczekiwaniom totalnej opozycji i nadzwyczajnej sędziowskiej kasty. Z tym że w tym wypadku mamy absolutnie prymat Konstytucji RP i rozstrzygnięcie TK absolutnie przesądza sprawę. Zatem wezwanie TSUE do wykonania postanowień zabezpieczających jest bezskuteczne.
Co dalej jeśli chodzi o spór Trybunału w Luksemburgu z Polską, czy wyrok TK coś zmienia w tej sprawie. Czy może powinniśmy się spodziewać kolejnych nacisków ze strony organów unijnych?
– To pewnie nie koniec batalii o suwerenność Polski, bo jak wiadomo, tu nie chodzi o spór prawny, ale o rozgrywki polityczne, gdzie próbuje się tylnymi drzwiami wprowadzać przepisy niemające żadnego umocowania w unijnych traktatach. Dzisiaj oczekujemy na orzeczenie TK, który rozpatruje wniosek premiera Mateusza Morawieckiego czy marcowy wyrok TSUE, dotyczący kontrolowania przez sądy procesu powoływania sędziów, jest zgodny z Konstytucją RP. Wydaje się jednak, że Trybunał Konstytucyjny będzie konsekwentny – również w tej sprawie, i że rozstrzygnie, iż Konstytucja RP ma pierwszeństwo przed prawem traktatowym UE. Przypomnę, że prawo traktatowe, co najwyżej może mieć pierwszeństwo przed ustawami i to w kwestiach wyłącznie związanych z prawem europejskim, w zakresie kompetencji przekazanych do Unii Europejskiej. Myślę, że po wydaniu tych orzeczeń przez Trybunał Konstytucyjny możemy się spodziewać jakichś prób nacisków ze strony organów europejskich. Zapewne będzie straszenie wstrzymaniem wypłaty funduszy unijnych, ale tutaj musimy być konsekwentni, twardzi i wykazywać, że Polska nie jest krajem gorszym niż Niemcy czy chociażby Malta, co do której w tym roku zapadło orzeczenie, zgodnie z którym TSUE nie doszukał się żadnego naruszenia niezawisłości czy zagrożenia dla niezawisłości sędziowskiej poprzez sposób wyłaniania sędziów. Tam na wniosek premiera sędziów powołuje prezydent – bez żadnego ciała typu Krajowa Rada Sądownictwa. I to trzeba pokazywać jako argumenty w dyskusji, jako przykłady standardów obowiązujących w Europie, często w stosunku do polskich – nawet zdecydowanie bardziej uproszczonych.
Dzisiaj urzędowanie kończy rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar – jeden z rzeczników opozycji, który uważa, że nadrzędnym nad Konstytucją RP jest prawo unijne. W czyim interesie działał Adam Bodnar?
– Ustępujący RPO Adam Bodnar działał przede wszystkim wbrew interesowi Polski i wbrew Konstytucji RP. Trybunał Konstytucyjny każdorazowo, konsekwentnie orzekał o wyższości Konstytucji nad prawem unijnym i jakoś wcześniej nikt nigdy tego nie kwestionował. Nie kwestionowano, że Konstytucja RP ma pierwszeństwo nad prawem UE, dlatego tego rodzaju pretensje Adama Bodnara po prostu szkodzą Polsce. Wczoraj przed Trybunałem Konstytucyjnym przedstawiciele RPO i sam Adam Bodnar próbowali upolityczniać sprawę, mówiąc o konsekwencjach niezastosowania się Polski do unijnego prawodawstwa. Kwestionowali też prawo TK do wydania orzeczenia w tej sprawie. Ostro na to reagowałem, bo jest rzeczą niebywałą, żeby organ konstytucyjny, jakim jest Rzecznik Praw Obywatelskich, kwestionował, podważał status innych organów konstytucyjnych, które działają w oparciu o przepisy korzystające z domniemania konstytucyjności. Jeśli chodzi o Krajową Radę Sądownictwa – co było zresztą podnoszone przez RPO – że nie spełnia wymogów w stosunku do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, w końcu do Trybunału Konstytucyjnego, to niejako dyskwalifikuje Adama Bodnara. Rzecznik Praw Obywatelskich w pierwszym rzędzie, zanim jeszcze zacznie chronić praw i wolności obywateli, powinien przestrzegać polskiego porządku prawnego, porządku konstytucyjnego. W tym wypadku tego nie było.
Pozostaje nadzieja, że nowy rzecznik prof. Marcin Wiącek wybrany przez Sejm zyska poparcie Senatu i będzie nie rzecznikiem politycznym, a rzecznikiem praw obywateli.
– Tę nadzieję już wcześniej wyrażałem, że następca Adama Bodnara będzie bronił praw i wolności obywateli Rzeczypospolitej. Profesor Marcin Wiącek przed Sejmową Komisją Sprawiedliwości i Praw Człowieka w Sejmie deklarował, że nie widzi absolutnie pola do kwestionowania Trybunału Konstytucyjnego, kwestionowania orzeczeń tego organu, że to nie jest pole, na jakie ma wkraczać Rzecznik Praw Obywatelskich.