Delegowany do Polski
Poniedziałek, 5 lipca 2021 (18:58)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Komitetu Politycznego PiS, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jeśli ktoś się spodziewał, że po latach nieobecności do Polski wróci polityk z klasą, z programem, to chyba się zawiódł. Czyżby wraz z Donaldem Tuskiem wróciła nienawiść, przemysł pogardy i gra na dzielenie Polaków?
– Przyznam, że po Donaldzie Tusku spodziewałem się czegoś więcej. Tymczasem wyglądał na człowieka sfrustrowanego, który z europejskich salonów został wysłany na polskie podwórko, aby ratować Platformę, z którą elity unijne wiążą jakieś nadzieje. Wygląda na to, że Tusk był zupełnie nieprzygotowany, bo wyszedł na scenę bez jakiegokolwiek programu, a jedynym programem, jaki zaprezentował zresztą w sposób chaotyczny, to odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy. Słyszeliśmy mowę nienawiści i można powiedzieć, że była to kontynuacja tego, co robił za swojego przywództwa w Platformie Borys Budka, tyle że do kwadratu. Myślę jednak, że ta kontynuacja totalności większego poparcia Platformie nie zbuduje, że jest to raczej mobilizacja coraz bardziej topniejącego i rozproszonego elektoratu tej formacji.
Dlaczego Donald Tusk wraca do polskiej polityki? Czyżby sporo prawdy było w spekulacjach, że Angela Merkel, która powoli schodzi ze sceny uznała, że Tusk jest już niepotrzebny w Brukseli, dlatego CDU wyznaczyło mu nowe zadania w Polsce?
– Myślę, że jest dokładnie tak, jak pan redaktor nakreślił. Nie sądzę, żeby ta decyzja o powrocie była podjęta przez Donalda Tuska całkowicie samodzielnie. Zresztą reakcja niemieckich mediów m.in. telewizji publicznej ARD, która wiele uwagi poświęciła powrotowi Tuska w głównym wydaniu magazynu informacyjnego Tagesschau, za tym właśnie przemawia. Niemieckie media powrót Donalda Tuska i objęcie przez niego kierownictwa w Platformie – prawdę powiedziawszy dzisiaj już nie najważniejszej partii opozycyjnej w Polsce – relacjonują jako wielkie wydarzenie. To pokazuje, że Niemcy pokładają duże nadzieje w tym powrocie, być może licząc, że Tusk obejmie władze w Polsce… Jednocześnie nasuwa się refleksja: czy nie jest to mieszanie się w wewnętrzne polskie sprawy? Jeżeli bowiem szef Europejskiej Partii Ludowej, największej formacji w Parlamencie Europejskim, jest delegowany do Polski, aby kierować jedną z partii opozycyjnych, to rzeczywiście może to rodzić podejrzenie, że politycy europejscy chcą doprowadzić do obalenia demokratycznie wybranego rządu premiera Mateusza Morawieckiego, że dążą do tego, aby opozycja przejęła władzę w Polsce. Myślę jednak, że te ich kalkulacje mają niewiele wspólnego z trzeźwą oceną sytuacji politycznej w naszym kraju.
Co przemawia przeciw Donaldowi Tuskowi, który powraca, i przez środowisko Platformy jest przyjmowany niczym bohater?
– Krótko mówiąc, jego polityczna przeszłość. Po pierwsze Donald Tusk to jest zgrana karta, a po drugie sytuacja na tyle się dzisiaj zmieniła, że raczej przez opozycję powinien być przedstawiony program pozytywny, konkurencyjny wobec programu Polski Ład przedstawionego przez PiS. Po trzecie ten powrót na polską scenę jest to, też nazwijmy, wystawienie się Donalda Tuska, ponieważ dla nas jest to okazja do przedstawienia i przypomnienia, kto odpowiada za rozmaite afery z czasów rządów Platformy i PSL-u – począwszy od hazardowej poprzez autostradową, VAT-owską czy chociażby okłamywanie wyborców i wbrew wcześniejszym zapewnieniom podniesienie wieku emerytalnego Polkom i Polakom. Uważam, że Donald Tusk swój powrót okupi, z jednej strony koniecznością odpowiedzi na trudne pytania, a z drugiej strony, żeby wyprowadzić Platformę z kryzysu, w jakim się znalazła, musiałby się podjąć ciężkiej pracy, do której, jak wiemy, nie przywykł.
Jaki może być społeczny efekt powrotu Tuska, bo PR-owo na krótką metę pewnie poprawi to notowania Platformy?
– Nazwisko Tusk może spowodować większą mobilizację elektoratu, który już pewnie stracił wiarę w Platformę, co znajduje odbicie w sondażach. Natomiast efekt może być taki, że wraz z powrotem Donalda Tuska, wraz z językiem nienawiści, który już się pojawił, nastąpi eskalacja agresji po stronie zwolenników Platformy. Ten, który kiedyś reprezentował partię i lansował język „miłości”, dzisiaj mówi językiem nienawiści, podziału. Trudno się zatem spodziewać, aby zwłaszcza zagorzali zwolennicy Platformy inaczej się zachowywali. To jest bardzo niebezpieczne, bo eskalacja napięcia, wrogości może doprowadzić do rozmaitych ekscesów, które miały już miejsce. Nie chciałbym wracać do przeszłości, ale Polacy zapewne pamiętają tragedię, jaka się wydarzyła w Łodzi – mam na myśli zabójstwo Marka Rosiaka, który w październiku 2010 roku został zabity przez Ryszarda Cybę strzałami z broni palnej, co było efektem również takiego języka nienawiści. Tak czy inaczej mamy próbę podbicia bębenka, licytacji na to, kto jest bardziej radykalny po stronie opozycji. Dzisiaj liderem tego niebezpiecznego radykalizmu staje się Donald Tusk i Platforma.
Czy to nie będzie przeszkodą w zjednoczeniu się opozycji przeciwko PiS-owi?
– Myślę, że Polacy wolą rzeczową rozmowę niż połajanki, niż agresywne wypowiedzi i agresywny styl uprawiania polityki. Na tym jeszcze w Polsce nikt nie wygrał, więc może to być dla Platformy i dla samego Donalda Tuska – po chwilowym zachłyśnięciu się jego powrotem – droga prowadząca w ślepą uliczkę.
Choć swój agresywny przekaz Donald Tusk kieruje przeciwko PiS-owi, to czy formacja, którą Pan poseł reprezentuje, jest celem, czy może głównym przeciwnikiem dla Platformy i Tuska jest dzisiaj Polska 2050 Szymona Hołowni?
– Diagnoza jest słuszna. W pewnym momencie to Szymon Hołownia i jego ugrupowanie stało się opozycyjnym liderem w sondażach, spychając Platformę na najniższy stopień podium. Zatem przed Donaldem Tuskiem najpierw jest kwestia odrobienia strat w stosunku do Polski 2050, bo to Szymon Hołownia najwięcej zwolenników odebrał Platformie. I tego rodzaju język, jaki usłyszeliśmy w sobotę z ust Donalda Tuska, to jest próba pokazania: ja tutaj jestem samcem alfa i to ja będę od teraz prowadził wszystkie partie opozycyjne przeciwko Zjednoczonej Prawicy. Tylko zobaczymy, jaki będzie efekt tych działań, tych ambicji, bo styl uprawiania polityki przez Szymona Hołownię jest nieco inny niż Donalda Tuska, jest rzec można bardziej miękki i przez to bardziej możliwy do zaaprobowania. Zastanawiające zatem, czy obecność i działania Donalda Tuska doprowadzą do tego, że liderzy poszczególnych formacji opozycyjnych będą się licytować na radykalizm, kto mocniej dokopie PiS-owi, czy raczej będzie to odpowiedź merytoryczna, bardziej stonowana, programowa, a więc taka, jakiej oczekują dzisiaj Polacy. Polacy, co z całą mocą należy podkreślić, oczekują decyzji, które są w stanie poprawić jakość ich życia. I PiS ma taką propozycję – kompleksowy, spójny program społeczno-gospodarczy Polski Ład. Natomiast ze strony Platformy dzisiaj i nie tylko dzisiaj mamy jedynie nawoływanie do obalenia rządu.
Ta konfrontacyjna postawa Donalda Tuska była też pewną prowokacją wobec prezesa Kaczyńskiego, który w swoim wystąpieniu podczas Kongresu PiS jednak nie zajmował się oponentami politycznymi. Natomiast w odpowiedzi prezes Kaczyński niejako rzucił rękawicę opozycji, aby zakaz zasiadania dla rodzin polityków PiS w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa rozszerzyli na samorządy m.in. wojewódzkie, gdzie mają przewagę. Jednak nie spotkało się to z aprobatą?
– Odpowiedzi rzeczywiście nie ma, bo po stronie opozycji, która rządzi w samorządach wojewódzkich czy samorządach dużych polskich miast, problem nepotyzmu jest powszechny. To nie jest tak jak w PiS-ie, gdzie mamy incydentalne przypadki i przeciwko tym przypadkom, które są nagłaśniane przez media, szczególnie te stojące po stronie opozycji, przeciwko temu jest skierowana nasza uchwała sanacyjna. Nam rzeczywiście chodzi o to, żeby tego rodzaju patologiczne sytuacje nie występowały, żeby je wyeliminować, że rodziny polityków czy to na poziomie centralnym, czy lokalnym nie powinny korzystać z możliwości zasiadania w radach nadzorczych, w zarządach spółek Skarbu Państwa i to jest oczywiste. Taki sygnał, który w tym momencie z Kongresu PiS popłynął do elektoratu, był oczekiwany. Elektorat w tym szerszym znaczeniu, czyli ogół Polaków, oczekuje również tego samego od opozycji. Natomiast odpowiedzi nie ma, gdyż na poziomie czy to samorządów wojewódzkich, czy dużych miast jest to proceder powszechny i w radach nadzorczych czy zarządach spółek zasiada wielu krewnych i znajomych królika. Są to krewni i znajomi zarówno radnych wojewódzkich Platformy, jak i radnych miejskich chociażby z Warszawy, Poznania czy Wrocławia. Zobaczymy, jak nasi oponenci polityczni odpowiedzą na ten nasz apel. Z całą pewnością prezes Jarosław Kaczyński postawił opozycję w trudnej sytuacji.