Dziś w „Naszym Dzienniku”
Akademia Dziecięca
Poniedziałek, 5 lipca 2021 (02:03)Ubogie dzieci w Kibeho w Rwandzie dzięki polskiemu misjonarzowi mogą się rozwijać intelektualnie i duchowo. Akademia Dziecięca to dla nich szansa na lepsze życie.
– Projekt Akademii Dziecięcej powstał już dawno, a wyrósł z pragnienia dania dzieciom tego, czego nie mogą otrzymać w szkołach państwowych – tłumaczy ks. Leszek Czeluśniak MIC, misjonarz pracujący w Rwandzie od 1990 r.
Dzieci przychodzą do Akademii przed szkołą lub po lekcjach. – Nie możemy niestety przyjąć wszystkich chętnych z powodu ograniczonych możliwości. Staramy się, by były tu zajęcia indywidualne, dlatego powstają grupy około 15 osób. Zapoznajemy dzieci ze światem kultury, który nie jest dla nich dostępny w warunkach, w jakich żyją – tłumaczy nasz rozmówca. – Ogromne wrażenie na uczniach robią na przykład skrzypce. Gdy wolontariuszka z Polski grała na skrzypcach do podkładu z pianina, dzieci patrzyły jak zaczarowane. To jest spotkanie dwóch światów, z którego wychodzą bardzo ubogacone – opowiada.
Akademia przypomina znane w Polsce domy kultury. Oferuje dokształcanie z języka angielskiego, umuzykalnianie dzieci i zapoznanie ich ze światem instrumentów muzycznych. – Oba te elementy dla Rwandyjczyków są bardzo ważne. Bez języka kształcenie na poziomie szkoły średniej, a tym bardziej na uczelniach, nie jest możliwe. Muzykalność jest wpisana w ich naturę. Tutaj wiele dzieci ma słuch i doskonałe poczucie rytmu, to jest bardzo umuzykalniony kraj, ale brak możliwości rozwoju sprawia, że ludzie nie mają szans tego rozwinąć – zauważa nasz rozmówca.
W Akademii dzieci mogą rysować i malować kolorowymi kredkami i farbami, których w szkole nie mają. – Proszę sobie wyobrazić, że przychodzą do nas dzieci, które nie znają kolorów i nie potrafią ich nazwać. Umiejętność, która nam się wydaje oczywista, tutaj taka nie jest, a jak zmienia sposób patrzenia na świat, wiedzą dzieci, które do nas przychodzą. Gdy poznają nazwy barw, dopiero je zauważają i z zachwytem określają kolory swych ubrań – relacjonuje znaczenie podstawowej edukacji dla rwandyjskich dzieci ks. Leszek Czeluśniak. – Jeden z naszych podopiecznych na zajęciach artystycznych, bez żadnego przygotowania i pomocy, bardzo ładnie narysował dom. To wprawiło w ogromne zdziwienie przebywających wówczas u nas amerykańskich wolontariuszy. Nie mogli uwierzyć. Okazało się, że ten chłopiec ma po prostu do tego talent. Dziś jest uczniem szkoły średniej, rozwija się dalej, a odkrył swoje zdolności właśnie w Akademii Dziecięcej. To wielka szansa na rozwój tych dzieci, która, proszę wierzyć, tutaj, w Rwandzie, a zwłaszcza w biednym Kibeho, urasta do szansy na lepsze życie. Dysponujemy także małą biblioteką, tego nie ma nawet w tutejszych szkołach. Akademia Dziecięca to ewenement na skalę całego kraju. Takich propozycji na wsiach rwandyjskich dzieci po prostu nie mają. W miastach zresztą też ich brakuje – podkreśla.
– Bardzo lubię przychodzić do Akademii, ponieważ mogę się uczyć tych rzeczy, których nie ma w szkole, czyli rysunku i muzyki. Marzę o tym, żeby zostać nauczycielem – mówi 10-letni Emmanuel Ishimwe.
Ignacy, wolontariusz z Polski, po spotkaniu dzieci uczęszczających do Akademii, powiedział, że nie ma nic piękniejszego, jak zobaczyć radość dzieci. – Nigdzie nie widziałem takich uśmiechniętych maluchów, życzliwych, które rzeczywiście robią wszystko, by się czegoś nauczyć – zauważa.
AB