Nowy RPO – transakcja wiązana?
Piątek, 2 lipca 2021 (21:39)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak poinformował wicemarszałek Ryszard Terlecki, Prawo i Sprawiedliwość złożyło podpisy pod kandydaturą prof. Marcina Wiącka na Rzecznika Praw Obywatelskich – tego samego, którego zgłosiło PSL. Czyżbyśmy mieli zwrot w sprawie wyboru?
– W technicznym wymiarze zapewne tak. Wydaje się, że wynik jest przesądzony i prof. Marcin Wiącek uzyska pewnie poparcie obu izb parlamentu. Przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki powiedział też, że prof. Wiącek przekonał jego ugrupowanie swoją postawą.
A wcześniej nie przekonywał... I czy tu chodzi o postawę? Przecież prof. Wiącek już raz w czerwcu był kandydatem na Rzecznika Praw Obywatelskich, tyle że nie zyskał poparcia sejmowej większości…
– No właśnie. Tu raczej nie chodzi o postawę, ale bardziej o kwestie programowe. Wskazuje to zatem, że decyzja PiS ma charakter dotyczący oceny możliwości w głosowaniach, z kalkulacjami związanymi ze skutecznym wyborem, natomiast nie jest zmianą merytoryczną – czy to w ocenie Prawa i Sprawiedliwości, czy też jeśli chodzi o ocenę samego prof. Wiącka. Można bowiem domniemywać, że nie doszło do kolejnego spotkania prof. Wiącka z Klubem Parlamentarnym PiS, gdzie pewne kwestie programowe zostałyby omówione. Natomiast postawa, która miała przekonać PiS, związana jest ze słowami profesora, który wcześniej – po odrzuceniu swojej kandydatury przez Sejm – miał powiedzieć, że takie są reguły demokracji i je szanuje. Co ciekawe, w wypowiedzi Ryszarda Terleckiego pojawia się też nadzieja, że zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich będzie jeszcze bliższy PiS niż sam prof. Wiącek. Myślę jednak, że jest to dość odległa kalkulacja.
Dlaczego Zjednoczona Prawica nie potrafiła wcześniej zaproponować kandydata pozapartyjnego?
– Do tej pory byliśmy świadkami zawirowań w Zjednoczonej Prawicy wokół wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich. Na różnych etapach wyboru – w przestrzeni medialnej – pojawiały się różne kandydatury nieuzgodnione wcześniej przez trzy podmioty. Co więcej, nie udało się zaproponować pozapartyjnego kandydata z obszaru nauk prawnych, społecznych, ekonomicznych, który z racji osobistego autorytetu naukowego, środowiskowego miałby szanse zostać zaakceptowanym przez obie izby parlamentu. Moim zdaniem, taką kandydaturę można było znaleźć i taką osobę przedstawić, zaproponować, nawet jeśli Senat stosowałby obstrukcję, to przy dobrym kandydacie, cieszącym się dużym autorytetem, można by było znaleźć większość. W Polsce mamy takich ludzi niekoniecznie bezpośrednio związanych z polityką i przedstawienie takiej osoby stworzyłoby duże szanse na akceptację senackiej większości. Myślę, że byłoby to dobre również dla samej instytucji Rzecznika Praw Obywatelskich. Ponadto wytrącałoby argument z rąk opozycji, która brak akceptacji tłumaczyła forsowaniem przez PiS kandydata partyjnego. Co ciekawe, nie zważano też, że przede wszystkim Lewica i Koalicja Obywatelska – nie tylko chciały, ale upolityczniły urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, za czasów sprawowania tej funkcji przez Adama Bodnara.
Poparcia PiS dla kandydatury prof. Wiącka chyba nie można rozpatrywać w oderwaniu od pięciu nieudanych prób wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich…
– Ten kontekst jest owszem ważny, ale to się wiąże z tym, o czym wspomniałem – mianowicie, że były to strategiczne błędy i ta dzisiejsza decyzja o poparciu przez PiS kandydatury prof. Wiącka jest konsekwencją właśnie wcześniejszych błędów.
Dlaczego Pana zdaniem PiS nie zdecydował się na przedstawienie osoby czy osób spoza polityki, tylko cały czas forsował kandydatury, które z góry były skazane na odrzucenie przez opozycję?
– To jest niezrozumiałe. Stąd nasuwa się pytanie, czy celem PiS, jako głównej siły Zjednoczonej Prawicy, było rzeczywiście przeprowadzenie skutecznego wyboru dobrego kandydata spoza obszaru bezpośredniej polityki, co przewijało się w głosach chociażby senatora Jana Marii Jackowskiego, ale nie tylko; czy było to może tylko działanie doraźne obliczone na polaryzację wokół kwestii tzw. światopoglądowych. Tyle że jest to gra doraźna, bardzo nieodpowiedzialna i niebezpieczna. Co więcej, to gra na rękę Lewicy, która wespół z Koalicją Obywatelską, a także Polską 2050 wystawiała – zresztą dwukrotnie – kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz, która nie miała żadnych szans na wybór, ale była to okazja do zaprezentowania skrajnie lewicowych postulatów programowych. Wracając jednak do PiS, trzeba powiedzieć, że ta strategia była nieodpowiedzialna dlatego, że w tym kontekście kandydatura wiceszefa MSZ prof. Piotra Wawrzyka – jako członka rządu, również wywoływała mocną polaryzację i bardzo ograniczała szanse na wybór. Natomiast z merytorycznego punktu widzenia bardzo ciekawa, choć z wyżej wymienionych racji nie do przyjęcia, była kandydatura posła Bartłomieja Wróblewskiego, który bodaj jako jedyny przedstawił wizję funkcjonowania urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich. Wykazał też dużo dobrej woli, żeby uzyskać konsensus dla swojej osoby. Z uwagi jednak na fakt, iż był on posłem PiS, to jego kandydatura była również skazana na niepowodzenie.
Zatem teraz wracamy do punktu wyjścia…
– Tak, ale trzeba też powiedzieć, że kandydatura prof. Marcina Wiącka jest dużo lepsza od obecnego Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. To zatem pewna zmiana jakościowa, personalna. Zobaczymy jednak, jak sprawdzi się w praktyce. Trzeba też podkreślić, że kandydatura i spodziewany wybór prof. Wiącka wizerunkowo wzmacnia PSL, które proponowało tę kandydaturę już poprzednio i zaraz po przegranej zapowiadało, że powróci do niej ponownie. Mogło się to wydawać pomysłem nierealnym, ale jak widać to zafunkcjonowało. Być może są jakieś kulisy, o których nie wiemy, jakieś ustalenia, uzgodnienia. Pojawiają się spekulacje na temat jakichś wiązanych transakcji... Jednak czy tak faktycznie jest, tego nie wiemy. Wystawienie kandydatury i ewentualny wybór prof. Wiącka na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich wzmacnia wewnątrz Zjednoczonej Prawicy pozycję Porozumienia Jarosława Gowina, który też proponował tę kandydaturę. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia obsady zastępców Rzecznika Praw Obywatelskich, co może mieć charakter prestiżowy, symboliczny, a niekoniecznie faktyczny dla poszczególnych klubów parlamentarnych. Opozycja – jak można przypuszczać – będzie chciała uzyskać dwa stanowiska zastępców, co też będzie wymagało porozumienia poszczególnych ugrupowań – PSL, Lewicy i Koalicji Obywatelskiej. Może też świadczyć, że formacje te próbują upartyjnić tę instytucję. Podobne tarcia na tym tle mogą się też pojawić w Zjednoczonej Prawicy, gdzie Jarosław Gowin zapewne będzie dążył, aby to jego kandydat zajął jedno ze stanowisk zastępców Rzecznika Praw Obywatelskich. Jak widać były, są i będą próby upartyjnienia tej instytucji, ale z drugiej strony, trudno się dziwić, skoro taki jest mechanizm powołania Rzecznika Praw Obywatelskich, którego wybierają partie polityczne.
Wspomniał Pan o transakcji wiązanej. Czy i na ile prawdopodobne jest porozumienie polegające na tym, że Rzecznikiem Praw Obywatelskich zostaje kandydat opozycji, ale szefem IPN kandydat Zjednoczonej Prawicy?
– Są to oczywiście spekulacje i trudno w tej chwili zweryfikować, czy coś takiego rzeczywiście ma miejsce. Jedno, co mogę powiedzieć, że dr Karol Nawrocki jest bardzo dobrym kandydatem na prezesa IPN.
Ale jakikolwiek by nie był, to i tak będzie nieodpowiedni dla totalnej opozycji…
– To prawda. Polityka jest pewną grą możliwości i gdyby rzeczywiście nastąpiły porozumienia w tym zakresie, to nie należy traktować ich z góry negatywnie. Przede wszystkim nie wiemy, czy taka transakcja i takie porozumienie ma w ogóle miejsce, czy też jakie racje merytoryczne za tym stoją. Trudno byłoby to oceniać, natomiast uważam, że lepsza jest polityka realistyczna, polegająca na zgłaszaniu dobrych kandydatów. Myślę, że gdyby wcześniej był dobry kandydat na Rzecznika Praw Obywatelskich – tak jak wcześniej mówiłem – ze świata nauki, cieszący się dużym autorytetem, którego trudno zakwestionować, to opozycja znalazłaby się w trudnej sytuacji, bo przed opinią publiczną nie jest łatwo odrzucać dobre kandydatury osób, które ciężko posądzać o jakieś implikacje partyjne. Podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o prezesa IPN. Stąd uważam, że jest to lepsza strategia i w pewnej perspektywie bardziej czytelna, uczciwa – również w sensie wartości – bardziej skuteczna. Polityka nie powinna polegać tylko na doraźnych gierkach. Tylko że ideał ideałem, a życie życiem. Trudno też powiedzieć, czy rzeczywiście mamy w tym wypadku do czynienia z transakcją wiązaną i kogo ono ewentualnie dotyczy. Pozostają nam tylko domysły.
Jaką rolę ma w Polsce do odegrania Rzecznik Praw Obywatelskich – zwłaszcza po kadencji Adama Bodnara?
– Chyba wszyscy – jako obywatele, bo Rzecznik Praw Obywatelskich jest dla obywateli – będziemy oczekiwali, że prof. Marcin Wiącek zaprezentuje wizję funkcjonowania tego urzędu, że przedstawi pomysł, założenia funkcjonowania tej instytucji pod swoim kierownictwem. Myślę też, że powinniśmy podejść do tej kandydatury w sposób spokojny, wyważony, umiarkowany, ale też pozytywny. Chodzi o to, że pewne wypowiedzi prof. Wiącka mogą dawać nadzieję, iż w nowej kadencji ten urząd nie zostanie uwikłany w jakieś ideologiczne szaleństwa lewicowe. Najważniejszym niewątpliwie zadaniem nowego Rzecznika Praw Obywatelskich będzie uspokojenie sytuacji wokół tego urzędu, ale nie pasywne, zwłaszcza w obliczu zagrożeń ze strony ideologii gender czy ofensywy ideologicznej wymierzonej także w ludzi wierzących, katolików, i to nie tylko w Europie, ale w Polsce. Stąd od Rzecznika Praw Obywatelskich należałoby oczekiwać zdecydowanego działania w imię zarówno wolności obywatelskich, praw obywatelskich, ochrony różnych grup społecznych, ochrony praw rodziców, ochrony dzieci przed zgubnymi ideologiami. Rolą Rzecznika Praw Obywatelskich będzie też ochrona grup socjalnych, bo nie chodzi tu przecież tylko o kwestie natury światopoglądowej. O ile wcześniej Rzecznikiem Praw Obywatelskich był Adam Bodnar, który angażował się już nie tylko ideologicznie, ale także partyjnie, to teraz wygląda, że będziemy mieli do czynienia raczej ze spokojnym funkcjonowaniem tego urzędu.
Tylko czy to wystarczy w obliczu narastającej ofensywy lewackiej ideologii?
– Rzecznik Praw Obywatelskich na pewno nie może być osobą, która będzie przyjmowała w sposób bierny całą tę ofensywę ideologiczną lewicy. Mówię o lewicy, bo zwłaszcza z tej strony mamy do czynienia ze wzmożoną falą ataków. Ta ofensywa bardzo często uderza w wolności i prawa obywatelskie, na straży których powinien stać Rzecznik Praw Obywatelskich.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki