• Poniedziałek, 18 maja 2026

    imieniny: Jana, Eryka, Aleksandry

Nie widzę powrotu Tuska do polskiej polityki

Wtorek, 22 czerwca 2021 (14:40)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na ile – Pana zdaniem – realny jest powrót Donalda Tuska do polskiej polityki?

– Wygląda na to, że sezon ogórkowy mamy otwarty – taki może być komentarz do tych wieści. Poważny polityk, który ma zamiar działać, nie mówi dużo, a robi. Natomiast w przypadku Donalda Tuska mamy słowa, ale brak czynów. Media mają pożywkę w obliczu rozpoczynającego się sezonu urlopowego i chcą przyciągnąć społeczną uwagę.

Czy – jeśli nawet – to Tusk ma do czego wracać?

– Sondaże dla formacji, którą współtworzył, są coraz bardziej miażdżące. Platforma, która przez dwie kadencje wespół z PSL-em rządziła w Polsce, ma dzisiaj poparcie rzędu 12-13 procent. Wygląda na to, że lepiej być już nie może, i nie wiem, czy Donaldowi Tuskowi opłaca się wracać na spaloną ziemię. Pozycja Platformy i oczekiwanie na koło ratunkowe czy na wybawcę – Donalda Tuska – bardziej przypomina krzyk rozpaczy. Być może liczą, że tą coraz bardziej nabierającą wody szalupę uda się jeszcze uratować. Swoją drogą te doniesienia medialne o powrocie Tuska do polskiej polityki pojawiają się – z różną częstotliwością – już od jakiegoś czasu i jak dotąd się nie potwierdziły. Od pięciu, sześciu lat Tusk raz zarazem wraca do polskiej polityki i nie może wrócić. Mamy serial przypominający polityczną operę mydlaną z Donaldem Tuskiem w roli głównej. Słyszymy, że może wrócić, że chce wrócić, że jest do dyspozycji, tymczasem czas mija, a sam zainteresowany działa w Brukseli, nie przemęcza się zbytnio, piastując ciepłą, dobrze płatną posadkę szefa Europejskiej Partii Ludowej. Po co mu więc kłopoty Platformy? W sondażach dotyczących powrotu do polskiej polityki Tusk wypada bardzo blado. Większość respondentów mówi, że nie chce powrotu Tuska. Ponadto od czasu, kiedy Tusk odchodził z polskiej polityki na brukselskie salony, upłynęło już trochę czasu i młode pokolenie właściwie go nie kojarzy.

Kiedy, w jakich okolicznościach powrót Donalda Tuska miałby sens?

- Tylko w sytuacji, kiedy doszłoby do scalenia opozycji – Polski 2050 Szymona Hołowni, Koalicji Obywatelskiej i inicjatywy, którą gdzieś na boku próbuje kleić Rafał Trzaskowski, mam na myśli blednący Ruch „Wspólna Polska” czy nową inicjatywę „Campus Polska Przyszłości”. Tylko przy scaleniu tych formacji w jedną powrót Tuska miałby sens, ale pojawiają się kolejne znaki zapytania, czy panowie, których interesy polityczne są rozbieżne, są w ogóle w stanie się dogadać. Ponadto czas też nie jest najlepszy, bo takie zwroty – jeśli już – robi się nie na wakacjach, ale w trakcie roku. Kiedy kończy się rok szkolny, kiedy rozpoczynają się wakacje i sezon urlopowy, kiedy wszyscy, zwłaszcza po okresie pandemii, myślą o wypoczynku i odreagowaniu, to nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, aby dokonywać poważnych politycznych zwrotów. Nawet jeśli rzeczywiście Donald Tusk miałby wrócić, to w tym czasie nikt tego nie zauważy. Zatem termin, jaki sobie wybrano, czy to na tworzenie narracji medialnej, czy na rzeczywisty powrót Tuska do polskiej polityki, jest beznadziejny. To nie przyniesie żadnego praktycznego efektu, nie przełoży się na wzrost sondaży Platformy. To nie jest czas na powroty, ale czas na urlopy. Chyba że w podtekście media chcą powiedzieć, że Donald Tusk przyjedzie do Polski na urlop…

Według doniesień medialnych decyzja Tuska o powrocie ma zostać oficjalnie przestawiona jutro, w środę 23 czerwca, podczas posiedzenia Zarządu Krajowego Platformy…

– Poczekamy, zobaczymy. To nie zmienia faktu, że termin został wybrany fatalnie. Co pokazuje, że w Platformie dzieje się źle pod każdym względem, że kryzys dotyka nawet planowania działań. Mamy czas pocovidowy, ludzie chcą korzystać z pogody, ze słońca i nawet „słońce Peru” nie zastąpi prawdziwych promieni słonecznych. Nikogo dzisiaj nie będzie interesował Donald Tusk i jego takie czy inne polityczne plany. Ponadto nic nadzwyczajnego się nie dzieje, nie mamy kampanii wyborczej i nowy sezon polityczny na dobrą sprawę zacznie się po 1 września. Proszę zwrócić uwagę, że poza tym, iż trwa objazd Polski i promowanie Nowego Polskiego Ładu, to w tym wakacyjnym czasie strona rządowa też nie podejmuje większych inicjatyw. Konkretne projekty ustaw pojawią się w Parlamencie najprawdopodobniej dopiero we wrześniu, kiedy będziemy mieli powrót do tych tematów, ale nie w okresie wakacyjnym. Co do powrotu Donalda Tuska, to mamy polityczną operę mydlaną, w którą nikt rozsądny dzisiaj chyba nie wierzy. To wszystko sprawia, że w Polsce mało kto dziś – może poza zagorzałymi zwolennikami Platformy – traktuje Donalda Tuska poważnie. Tusk już sześć lat wraca do Polski i wygląda na to, że swoją podróż na piechotę z Brukseli prowadzi drogą okrężną – przez Moskwę.

Zakładając jednak, że w każdej informacji jest ziarenko prawdy, to kto mógłby mieć więcej korzyści z ewentualnego powrotu Tuska – Platforma czy może PiS?

– Od jakiegoś czasu w polskiej przestrzeni – zwłaszcza wśród polityków Platformy, którzy przegrywają wybory za wyborami – nazwisko Tusk brzmi jak wytrych, jak złoty cielec wyrzeźbiony przez polityków, publicystów przychylnych Platformie. Tylko nikt dzisiaj już chyba nie wierzy, że Donald Tusk byłby w stanie coś zdziałać, aby poprawić sytuację Platformy. Natomiast z chwilą powrotu Tuska po stronie Prawa i Sprawiedliwości czy szeroko rozumianej prawicy odżyłyby pytania o jego dokonania, co zrobił dla Polaków jako premier rządu i co zrobił dla Polski jako szef Rady Europejskiej i z czym się ludziom kojarzy. I tutaj – delikatnie rzecz ujmując – Tusk nie ma się czym pochwalić. PiS z całą pewnością wykorzystałoby to do ofensywy politycznej przeciwko Tuskowi i Platformie.

Tak czy inaczej Tuskowi nie opłaca się wracać do polskiej polityki?

– Czy po sześciu latach z okładem, po pobycie na salonach brukselskich Tuskowi opłaca się wracać do Polski, czy wziąłby do ręki dajmy na to garść ulotek i poszedłby na ulice ratować Platformę i przekonywać ludzi, aby oddali głos na tę formację? – w to nie wierzę. Tuskowi bardziej opłaca się być mitem niż wracać, narażając się na porażkę. Ponadto nie sądzę, żeby jego powrót poprawił notowania Platformy. Donald Tusk chce rozdawać karty, ale z boku, bez odpowiedzialności, takie zarządzanie z tylnego siedzenia bardziej mu odpowiada. Ponadto dzisiaj na samo hasło „Tusk” nikt już nie zareaguje, to nie te czasy. Nawet dawni zwolennicy pamiętają mu to, że wolał pójść do Brukseli – mimo iż wcześniej się zarzekał, że tego nie zrobi, i że zadbał tylko o swój własny interes. Dlatego nie widzę powrotu Tuska do polskiej polityki, nie potrafię sobie tego wyobrazić. Zakładając, że coś takiego mogłoby mieć jednak miejsce, a nie, że są to tylko doniesienia medialne, to tylko wówczas, jeśli Hołownia, Budka, Trzaskowski staną obok siebie na jednej konferencji i ogłoszą połączenie formacji, które reprezentują, i stwierdzą, że chcą, żeby patronem tej inicjatywy i liderem został Donald Tusk. I jeśli Donald Tusk wyrazi na to zgodę, to wtedy miałoby to rację bytu. W innym wypadku nie ma na to szans. Pomijając Budkę i Trzaskowskiego, nie sądzę, żeby Hołownia chciał upodmiotawiać Tuska.

Zapomniał Pan o PSL-u…?    

– PSL już tradycyjnie będzie liczyło na swoje pięć procent poparcia w wyborach do parlamentu, jak zawsze będzie w gotowości do rządzenia, licząc, że wybory wygra ich koalicjant. Połączenie sił Hołowni, Budki i Trzaskowskiego mogłoby oznaczać ok. 30-32 procent poparcia, co w sondażach, statystycznie rzecz ujmując, dałoby remis, mniej więcej równowagę na polskiej scenie politycznej. I wtedy powrót Tuska miałby jakikolwiek sens. Natomiast promować klęskę, 12 czy 13 procent, jakie osiąga dzisiaj w sondażach Platforma, promować skłóconą opozycję, to dla Donalda Tuska nie ma najmniejszego sensu.      

Po co ma wracać do polskiej polityki, skoro i tak za pośrednictwem mediów społecznościowych aktywie w niej uczestniczy, jest obecny…?

– To prawda, na dzisiaj Donald Tusk rzeczywiście stał się facebookowym gawędziarzem, internetowym trollem, ale to nie ma nic wspólnego z realną polityką. Udaje męża stanu i chciałby być szanowany, bardziej doceniony przez Polaków, ale trudno, żeby jego dokonania, ale także obecna postawa dały mu taką pozycję. Wpisy Donalda Tuska nie dokonują żadnego trzęsienia ziemi na polskiej scenie politycznej, nie są żadnymi złotymi myślami, które chciałoby się umieścić na sztandarach. Im więcej Donald Tusk głosi swoje złote myśli i hasła, tym bardziej staje się niepoważny, wręcz śmieszny. Co więcej, staje się coraz bardziej podobny do Lecha Wałęsy, który przynajmniej raz w miesiącu mówi, że z milionem wyborców pójdzie na Warszawę i rozpędzi władzę PiS. Działania i aktywność twitterowa Donalda Tuska przypomina właśnie taką retorykę.

Czy Donald Tusk nie nosi też w sobie brzemienia porażki z Lechem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich w 2005 roku i choć mówi, że jest mentalnie gotów na nowe wyzwania, to czy jednak nie drzemie w nim lęk przed kolejną przegraną?

– Myślę, że to już jest historia. Owszem, bolesna i ambicjonalna dla Donalda Tuska, upłynęło jednak sporo czasu i uważam, że dzisiaj, gdyby chciał wrócić do polskiej polityki, to zrobiłby to w ubiegłym roku przy okazji wyborów prezydenckich. Jednak badania przeprowadzone wówczas pokazały, że ma on bardzo duży elektorat negatywny i jak sam komentował, że byłby bardziej balastem niż wsparciem dla Platformy. Myślę, że Tusk o tym wszystkim wie, ma świadomość własnych możliwości, a jednocześnie wie, że ogłaszanie chęci powrotu w czasie sezonu ogórkowego mijałoby się z celem. Dlatego korzystniejsze będzie dla niego puszczanie rozmaitych plotek, kontrolowanych przecieków. Tyle że jest to niepoważne i nie przystoi byłemu premierowi. Poziom śmieszności, który przez sześć ostatnich lat osiągnął Donald Tusk tymi swoimi ciągłymi powrotami, czyni z niego osobę niepoważną. Polityk, który ma aspiracje, by być mężem stanu, powinien mieć pewną klasę, prezentować odpowiedni poziom, u Donalda Tuska tego nie widać.

          Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki