Nadzieja na odprężenie
Niedziela, 20 czerwca 2021 (14:02)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem rozmawia Mariusz Kamieniecki
Co mówią nam dość skąpe komunikaty po spotkaniu Joe Biden-Władimir Putin. Jak zinterpretować brak wyników szczytu w Genewie?
– Przede wszystkim, to prezydent Joe Biden zaproponował Władimirowi Putinowi spotkanie, które przez stronę rosyjską zostało przyjęte z satysfakcją. Nie miało żadnego znaczenia, że wcześniej prezydent Stanów Zjednoczonych w marcu tego roku, w ślad za pytaniem jednego z dziennikarzy na konferencji prasowej nazwał Putina mordercą, co więcej zagroził Moskwie konsekwencjami za cyberataki i ingerencję w wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Wcześniej zapowiadał nałożenie sankcji na firmy inwestycyjne w budowę gazociągu Nord Stream 2. Natomiast im bliżej było spotkania tych atmosfera została stonowana. Spotkanie między przywódcami obu państw w Genewie zostało wcześniej w szczegółach przygotowane przez służby dyplomatyczne, które uzgodniły, że nie będzie wspólnej konferencji, wspólnego zdjęcia i wspólnego komunikatu. Celem tego spotkania nie było podjęcie wspólnych ustaleń. Natomiast konkretnym rezultatem tego szczytu jest powrót ambasadorów – rosyjskiego do Stanów Zjednoczonych i amerykańskiego do Rosji.
Pojawiła się wprawdzie deklaracja dalszego dialogu Waszyngton-Moskwa tylko, co to oznacza w języku dyplomacji i czy kolejny raz nie skończy się na zapowiedziach i słowach?
– Rozmowę prezydentów Joe Bidena i Władimira Putina traktować należy jako zapowiedź kolejnych, które w perspektywie kilku – kilkunastu miesięcy doprowadzą do dialogu między Waszyngtonem, a Moskwą. Nie będzie on oznaczał przełomu we wzajemnych relacjach, ale wyznaczyć ma – jak to określił Biden – czerwone linie, których żadne z tych państw nie powinno przekroczyć.
Z całą pewnością Ameryka stoi przed wyborem – czy będzie walczyć z Rosją i Chinami, czy może próbować dogadać się z Moskwą przeciw Pekinowi. Który ze scenariuszy jest bardziej prawdopodobny?
– Stany Zjednoczone, podobnie jak i Unia Europejska, nie dążą do konfrontacji z Rosją – taka jak widać jest strategia. Spotkanie Bidena i Putina w Genewie przyjęte zostało przez polityków i media zachodnie, zwłaszcza w Niemczech z nadzieją na odprężenie we wzajemnych relacjach. W prasie niemieckiej pojawiły się nawet głosy, że Europa będzie teraz bardziej bezpieczna. W kontekście wybudowania Gazociągu Północnego to wyjątkowa hipokryzja.
Prezydent Biden rzeczywiście mówi, że nie szuka konfliktu z Rosją. Tylko, że taka retoryka może być uznana przez Putina, który uznaje tylko język siły, za oznakę słabości obecnej administracji amerykańskiej…?
– Dla Stanów Zjednoczonych wyzwaniem są Chiny, dlatego na tym kierunku się koncentrują, szukając sojuszników w rozgrywce z Pekinem. W tej sytuacji Rosja, a także Niemcy mogą podjąć dążenia, aby pełnić rolę kluczowych podmiotów w rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Tylko czy tak się stanie i czy Putin nie będzie chciał wykorzystać okazji, aby prowadzić swoją grę, podobnie Berlin, który liczy na korzyści we współpracy gospodarczej z Chinami, to pokaże czas. Pewne jest też, że jeszcze przed spotkaniem z ust prezydenta Bidena padło szereg deklaracji, prezydent Stanów Zjednoczonych uczynił szereg koncesji wobec Rosji, natomiast Putin absolutnie jak się wydaje nie poszedł na żadne ustępstwa.
Putin mimo nie najwyższej pozycji wie doskonale, że jest w grze i próbuje wykorzystać szansę jaką stwarza mu Biden…?
– Nie tylko Joe Biden de facto wzmacnia pozycję Putina. Za ułożeniem relacji z Moskwą opowiadają się także Berlin i Paryż, czyli sojusznicy Waszyngtonu w polityce globalnej. Dla państw Południa polityka rosyjska to kwestie dość egzotyczne. Także w dyplomacji ma zastosowanie maksyma, że polityka to sztuka możliwości. Putin czyta tę grę i szybko wyciąga wnioski.
Demokraci chyba już tradycyjnie wierzą, że z Moskwą można się dogadać, co Putin od lat wykorzystuje. Reset był już za Baracka Obamy, co Putin skrzętnie wykorzystał. Jak to się może skończyć teraz?
– Znamienne, że podczas czterogodzinnego spotkania Biden-Putin w Szwajcarii, więcej miejsca poświęcono systemowi zarządzania Arktyką niż kwestii ukraińskiej. Rosja potwierdziła swoje aspiracje wpływów w Arktyce, które są sprzeczne z dążeniami Chin. Sprawa Kijowa pozostaje owszem w polu zainteresowań, choć póki, co bez rezultatów. Dlatego podczas konferencji prasowej Putin mógł kolejny już raz skrytykować pomysł Kijowa dotyczący zmodernizowania porozumień mińskich, a prezydent Biden tradycyjnie zapewnił o poparciu Stanów Zjednoczonych dla integralności terytorialnej Ukrainy i realizacji porozumień mińskich. Jednak poza słowami konkretów nie widać. Można zatem powiedzieć, że wszystko pozostaje po staremu. Na całą sprawę światło rzuca też fakt, że przed szczytem w Genewie nie doszło do spotkania Biden-Zełenski, o co zabiegał prezydent Ukrainy. Takie spotkanie ma się owszem odbyć, ale dopiero w lipcu, w Waszyngtonie.
Wprawdzie mamy zapewnienia szefa amerykańskiej dyplomacji Blinkena, który kontaktował się z ze Zbigniewem Rauem, że „Stany Zjednoczone będą bronić strategicznej stabilności w stosunkach międzynarodowych i z całą stanowczością będą występować przeciwko tym działaniom, które by tę stabilność podważały”. Brzmi to rzeczywiście ładnie…
– Do ostrej retoryki nowej amerykańskiej administracji już chyba się przyzwyczailiśmy, tylko poza słowami w polityce liczą się jeszcze czyny, których póki, co brak. Oczywiście w interesie pozycji Stanów Zjednoczonych – jako mocarstwa jest doprowadzenie do stabilizacji w stosunkach międzynarodowych. Dlatego na pierwszy plan wysuwa się kontrola zbrojeń, która była zasadniczym elementem rozmowy Bidena z Putinem.
Choć eksperci unikają określenia nowa Jałta, to jednak czy można z całą pewnością wykluczyć, że częścią oferty Bidena wobec Rosji nie jest Polska, którą Ameryka może chcieć przehandlować za dość mroczne poparcie Moskwy w potyczce z Chinami...?
– To są jedynie spekulacje, bo wiadomo, że szczegółów tych rozmów nie znamy. Jednak nie ulega wątpliwości, że cena jaką Stany Zjednoczone są gotowe zapłacić Rosji za pewną neutralizację relacji rosyjsko-chińskich, ale także niemiecko-chińskich może być wysoka. Dla Stanów Zjednoczonych problemem jest współpraca polityczna, gospodarcza, technologiczna i wojskowa Moskwy i Pekinu oraz dobre, osobiste relacje Putina z przywódcą Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpingiem. Do tego trzeba też dodać, że spotkanie Bidena z Putinem miało miejsce przed zbliżającą się wizytą prezydenta Republiki Rosyjskiej w Pekinie.
Prezydent Biden, jak Pan wcześniej zauważył, utożsamia Europę z Niemcami, co więcej wygląda, że zdecydował się oddać uporządkowanie Europy – także kwestie Europy środkowo-wschodniej – Niemcom, którzy w ocenie administracji amerykańskiej dają gwarancje przewidywalności. Czy, aby na pewno i czy Amerykanie nie popełniają błędu stawiając w Europie na Niemcy, którzy bratają się z Putinem?
– Joe Biden podobnie jak Barack Obama w Europie postawił na Berlin. Z naszego, polskiego punktu widzenia, także środkowoeuropejskiego obszaru polityka nowego gospodarza Białego Domu powinna budzić niepokój. Przecież Niemcy od XIX wieku realizują plan wprowadzenia Mitteleuropy, oczywiście z ich dominacją. Niestety interesy państw naszego regionu są zbyt często rozbieżne, pozbawione należytego stopnia solidarności, co dodatkowo stwarza możliwość rozbijania ich jedności. Przykładem jest polityka Pragi, której chyba bliżej do Berlina niż Warszawy. Uwidoczniło się to w skardze skierowanej przez Czechy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczącej Kopalni Węgla Brunatnego w Turowie. W tej sprawie nasi południowi sąsiedzi i partnerzy w Grupie Wyszehradzkiej wystąpili przeciwko Polsce razem z Niemcami.