• Poniedziałek, 21 czerwca 2021

    imieniny: Alicji, Alojzego, Demetrii

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Każdy pionek nosi w swym plecaku buławę hetmańską

Czwartek, 10 czerwca 2021 (13:46)

Z ks. Mirosławem Mejznerem SAC, rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Księży Pallotynów w Ołtarzewie, mistrzem Polski duchowieństwa w szachach, rozmawia Piotr Skrobisz

Już niedługo, bowiem w dniach 5-10 lipca, w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu rozegrane zostaną XX Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Duchowieństwa w szachach klasycznych – impreza, która rokrocznie skupia na sobie uwagę licznego grona miłośników królewskiej gry. „Nasz Dziennik” będzie ich patronem medialnym. Ksiądz jest nie tylko wielkim miłośnikiem szachów, ale też aktualnym mistrzem Polski.

 Rzeczywiście, wygrałem ostatnie Mistrzostwa Polski Duchowieństwa, które odbywały się w pięknym sanktuarium Matki Bożej w Kałkowie (diecezja radomska). Bardzo się z tego cieszę, bo to mój pierwszy sukces tej rangi. Nie uważam jednak, że jestem najlepszym szachistą wśród polskich księży. Nie wszyscy liderzy tego rankingu przyjechali na turniej. Wygrana to wypadkowa wielu czynników: umiejętności, obsady i szczęścia. W ubiegłym roku udało się mnie. Cieszę się, że tak wielu księży gra w szachy. Poziom turniejów jest bardzo wyrównany, a każdego roku nowi księża, bracia zakonni, siostry i alumni przyjeżdżają na turnieje. To bardzo ciekawe i budujące spotkania, w których jest czas na wspólną modlitwę, rozmowy i oczywiście sportową rywalizację.

Czego szachy mogą nas nauczyć?

– Szachy mogą nauczyć człowieka bardzo wiele i można by o tym mówić całymi godzinami. Myślę, że są szczególnie pożyteczne w dzieciństwie i młodości. Naukowo dowiedziony jest pozytywny wpływ szachów na rozwój logicznego myślenia, koncentracji, wyobraźni, umiejętności budowania strategii, przewidywania konsekwencji, szanowania reguł. Szachy uczą, że każdy ruch powinien mieć swój cel, że czasem trzeba coś poświęcić, by osiągnąć ostateczny sukces, a jeden błąd może zaważyć na wyniku całej partii. Szachy to metafora życia. Mocno wpływają na kształtowanie charakteru. Na zawodach trzeba być punktualnym, wytrwałym, odpornym na stres. Bardzo ważnym gestem jest podanie ręki przed i po partii. Na początku to gest koleżeństwa, który buduje relacje i uczy dystansu do gry. Człowiek jest ważniejszy niż wygrana. Po porażce uczy pokonywania smutku, złości i innych negatywnych emocji oraz docenienia wyższości przeciwnika. Szachy łączą ludzi (nie tylko piłka)! Od dzieciństwa pamiętam motto FIDE na turniejach: Gens una sumus!

Pamięta Ksiądz swoje szachowe początki?

– W szachy zacząłem grać bardzo wcześnie. Nie pamiętam dokładnie kiedy. Mój brat, który mnie nauczył, twierdzi, że miałem 3-4 lata. Graliśmy sporo w domu, ale traktowałem to jako zabawę. W szkole podstawowej w rodzinnym Ciepielowie przyszedł czas na rywalizację sportową. W drugiej klasie byłem wicemistrzem, a w trzeciej już mistrzem szkoły. Rok później wraz z drużyną zdobyliśmy mistrzostwo województwa radomskiego, a potem wygrywałem już regularnie zawody na tym szczeblu do końca szkoły podstawowej. Dużo pomógł mi pan Tadeusz Kleszarski, który prowadził klub szachowy w Solcu i regularnie organizował zawody. Gdy miałem 12 lat przyszło zaproszenie na turnieje kadry Polski juniorów młodszych. To były szczyt moich osiągnięć. Plasowałem się gdzieś w połówce tabeli. Gdybym miał trenera i grał w znanym klubie, być może osiągnąłbym więcej? Życie potoczyło się inaczej. W szkole średniej praktycznie przestałem grać w szachy. Wybrałem naukę, a potem poszedłem za głosem powołania. Szachy stały się zwyczajnym hobby, które praktykowałem więcej niż okazjonalnie. Do wyjazdu na turnieje duchowieństwa namówił mnie kilka lat temu Współbrat – pallotyn, ks. Sławomir Pawłowski. Razem tworzymy dobrą drużynę, a indywidualnie rywalizujemy na szachownicy.

Dużym sukcesem w środowisku duchowieństwa było I miejsce w Clericus Chess w Rzymie w 2016 roku. Ten turniej nazywany jest tam „mistrzostwami świata duchowieństwa”, bardziej chyba ze względu na miejsce odbywania imprezy niż na obsadę. Mistrzostwa Polski są o wiele bardziej wymagające i silniej obsadzone. Ubiegłoroczne mistrzostwo Polski cenię najbardziej.

Czy szachy mogą pomóc w rozwoju i doskonaleniu wiary?

– O związkach szachów z wiarą zacząłem myśleć dopiero po wstąpieniu do seminarium. Wydaje mi się, że jest ich dużo. Szachownica to świat, w którym rozgrywamy partię zwaną życiem. Nie jest to sielanka, ale bitwa, której celem jest ostateczne zwycięstwo. Nie zdążamy prosto do celu, ale musimy walczyć z przeciwnikiem (może to być diabeł, zło, grzech itp.). Do tego potrzebne są odpowiednie siły, środki, ruchy. Partię rozgrywa się długo. Osiągniętą przewagę trzeba doprowadzić do końca, bo przez nieuwagę szala zwycięstwa może się przechylić na stronę przeciwnika. Do końca trzeba się starać, by osiągnąć życie wieczne. Szachami rządzą pewne prawa i reguły. Nie można ich łamać. Podobnie w życiu z prawami Bożymi i naturalnymi. Największą wartością jest król, jego trzeba bronić za wszelką cenę. W życiu też są pewne wartości, dla obrony których trzeba nieraz wiele poświęcić. W kontekście wiary najciekawszą bierką jest pionek. Nie nazywa się go nawet figurą. Jest najsłabszy, najłatwiej poświęcany, często niedoceniany. A jednak tylko pionek po osiągnięciu ostatniej linii, czyli dojściu do celu, dostępuje przemiany w najsilniejszą figurę, np. królową, którą św. Teresa Wielka – pasjonatka i patronka szachów, uznawała za symbol Maryi. Każdy człowiek, nawet tej najsłabszy, najmniejszy, najbardziej pogardzany nosi w sobie królewskie powołanie, które – gdy osiągnie cel życia – ujawni się w całej pełni. Dostąpi przemiany, by być już na zawsze u boku Króla Życia.

Szachy to moc sentencji i aforyzmów, które można stosować do nich, a co za tym idzie również do naszego życia. Wymieńmy kilka: „Partia szachów jest zawsze wygrana w następstwie błędu – przeciwnika lub własnego”, „Gdy widzisz dobre posunięcie – poczekaj ! Nie wykonuj go ! Może znajdziesz lepsze”, „Jeśli nie wiesz, jak masz zagrać, poczekaj, aż twojemu przeciwnikowi przyjdzie do głowy jakaś idea. Możesz być pewny, że będzie to idea fałszywa”. „Życie jest jak gra w szachy: po skończonej partii i królowie, i zwykłe pionki składane są do tego samego pudełka”…

– Siłą sentencji czy aforyzmów jest ich zwięzłość. W kilku słowach wyrażają głęboką mądrość. Trudno je komentować, by nie zaciemnić błyskotliwości przekazu. Przytoczone przez pana redaktora myśli ukazują, że szachy to wielki nauczyciel życia. Właściwe ruchy na szachownicy wymagają kompetencji i cech, które sprawdzają się w życiu, np. cierpliwość.

Ostatnia sentencja wyraża głębię duchową o wymiarach eschatologicznych. Koniec partii czyli śmierć niesie w sobie wymiar fundamentalnej sprawiedliwości. Wobec niej wszyscy są równi i muszą pokornie schylić głowę. W pamięci pozostają nie materialne figury, ale przebieg partii i smak zwycięstwa. Życzyłbym sobie, aby partia mojego życia przebiegła pomyślnie i bym po jej ukończeniu mógł na wieki cieszyć się zwycięstwem u boku Najwyższego Króla.

Ma Ksiądz swoją ulubioną szachową sentencję?

– Sentencja, którą często powtarzamm wiąże się z wypowiedzianą wcześniej myślą i pomaga czasem ludziom, którzy nie wierzą w swoje możliwości, uważają, że niewiele mogą czy potrafią. Tak jednak nie jest. Każdy człowiek jest wartościowy. „Każdy pionek nosi w swym plecaku buławę hetmańską”.

Odnośnie do powiedzeń – myśli inspirowanych szachami, przypomina mi się jeszcze jedna osobista historia. Na jednym z turniejów kadry Polski rozpocząłem rozgrywki wyjątkowo słabo, choć wydawało mi się, że jestem w szczytowej formie. Być może za bardzo chciałem wygrać i za dużo ryzykowałem? Po trzech kolejnych porażkach opiekun wziął mnie na rozmowę i powiedział: „Mirek, jeśli nie możesz wygrać, to spróbuj zremisować. Remis to nie porażka!”. Zacząłem więc remisować, a jeśli przeciwnik zrobił błąd to udało się też wygrać. Ostatecznie zająłem chyba ósme miejsce, najwyższe w mojej historii rozgrywek tej rangi. To zdanie opiekuna bardzo utkwiło mi w pamięci i nieraz dzieliłem się nim z innymi. Nie zawsze w życiu można wygrać, zrealizować plany według swoich zamierzeń, doprowadzić wszystko do zamierzonego celu. Ale to nie oznacza, że przegraliśmy. Czasem trzeba zgodzić się na remis. To sztuka mądrego kompromisu, która ostatecznie owocuje rozwiązaniem „win – win” czyli zadowoleniem obu stron. Życie uczy zgody na samego siebie, akceptacji drugiego człowieka i rzeczywistości, w której żyjemy. Jeśli coś można zrobić lepiej (= wygrać) należy podejmować wysiłek; jeśli nie można zmienić, trzeba to zaakceptować (= remis); zawsze prosić Boga, by umieć właściwie odróżnić jedną sytuację od drugiej.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Piotr Skrobisz