Flirt z Putinem zawsze kończy się źle
Wtorek, 8 czerwca 2021 (07:28)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Mamy dość niespodziewaną decyzję duńskiej Komisji Odwoławczej ds. Środowiska i Żywności w sprawie cofnięcia pozwolenia środowiskowego dla budowy rurociągu Baltic Pipe. Spróbuje Pan zdefiniować, co się tak naprawdę dzieje?
– Decyzja strony duńskiej jest rzeczywiście zaskoczeniem. Jednak trudno w tej chwili jednoznacznie stwierdzić, dlaczego taka decyzja o cofnięciu zgód środowiskowych zapadła, i to po tym, jak w 2019 roku taka zgoda została wydana. Wszystko dzieje się w Danii, więc na tym etapie szukanie jakiegoś drugiego dna może byłoby nieco przedwczesne. Procedura, która się toczy, wynika ze złożonych odwołań, ale na ten moment jeszcze zbyt mało wiemy, żeby wypowiadać daleko idące opinie, które mogłyby nam sytuację pogorszyć.
Zastanawiające jest, czy za tą decyzją stoją tylko względy środowiskowe?
– Kontekst rzeczywiście może budzić wątpliwości, bo wiele na polu, nazwijmy to: energetycznym, ostatnio się dzieje. Z jednej strony mamy akceptację nowej administracji amerykańskiej dla kontynuacji projektu Nord Stream 2, z drugiej strony mieliśmy postanowienie sędzi Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Rosario Silvy de Lapuerta dotyczące zamknięcia Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”, a teraz mamy decyzję duńskiej Komisji Odwoławczej ds. Środowiska i Żywności o cofnięciu zgody środowiskowej dla rurociągu Baltic Pipe. Trudno więc zakwalifikować to wszystko jako zupełnie przypadkowy zbieg okoliczności. Koincydencja zdarzeń jest taka, że trzeba się temu przyjrzeć i zdecydowanie reagować. W przypadku kopalni „Turów” mieliśmy natychmiastową reakcję premiera Mateusza Morawieckiego, podobnie jeśli chodzi o gazociąg Baltic Pipe. Prace po polskiej stronie są, jak wiemy, kontynuowane. Miejmy nadzieję, że jest to tylko chwilowe zamieszanie wynikające z procedur, jakie obowiązują w Danii, i że ta chwilowa przeszkoda zostanie niebawem usunięta, i ta niezwykle istotna z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa energetycznego inwestycja będzie kontynuowana i dokończona.
Wspomniał Pan o decyzji prezydenta Bidena, że nie będzie przeszkadzał w dokończeniu Nord Stream 2, ale mamy też ogłoszenie ze strony Putina, że pierwsza nitka gazociągu jest gotowa i dobiega końca układanie drugiej. Jest również wypowiedź kanclerza Austrii Sebastiana Kurtza, który poparł Nord Stream, twierdząc, że pokój w Europie będzie panował „tylko razem z Rosją, a nie przeciwko niej”. Czy zatem nie trwa rozgrywka między Nord Stream a Baltic Pipe?
– Poczekajmy na rozwój wydarzeń. Natomiast nie chce mi się wierzyć, żeby takie administracyjne postępowanie wewnątrz państwa członkowskiego Unii Europejskiej było uzależnione od nacisków chociażby ze strony rosyjskiej. Jeśli tak, to byłby to bardzo zły sygnał świadczący o bardzo niebezpiecznej grze z Moskwą. Sądzę jednak, że na razie musimy zachować spokój, a jednocześnie strona polska powinna dążyć do realizacji zawartych umów. Przecież ze swojej strony też ponieśliśmy określone koszty, projekt Baltic Pipe jest mocno zaawansowany, co więcej, wiąże się z bezpieczeństwem energetycznym. Jednocześnie jest też gospodarczą umową, która ot tak sobie zerwana być nie może.
Czy w tej sprawie nie widać niemieckiej ręki, próby odegrania się za sprzeciwy Polski i innych krajów wobec niemiecko-rosyjskiego projektu Nord Stream? Ponadto jeśli Nord Stream 2 zostanie dokończony, to Niemcy staną się potentatem gazowym…
– Podejrzenia mogą być różne i sądzę, że żadnego kierunku ingerencji nie należy lekceważyć, natomiast myślę, że w interesie Polski – przede wszystkim, ale też generalnie w interesie bezpieczeństwa energetycznego Europy jest to, żebyśmy mieli zdywersyfikowane dostawy gazu, żeby do Europy płynął nie tylko gaz rosyjski, ale również gaz norweski, a także gaz LNG ze Stanów Zjednoczonych. Wszystko po to, żeby na tym rynku mogły funkcjonować również inne podmioty i żeby nie było wyłącznie dyktatu wielkich, czyli Rosji i Niemiec, ale żeby mniejsi dostawcy mogli na tym rynku też funkcjonować.
Tylko czy z chwilą ukończenia projektu Nord Stream nie szykuje się nam rosyjsko-niemiecki szantaż gazowy?
– Niestety, takie zagrożenie jest bardzo realne. Stany Zjednoczone, które za prezydentury Donalda Trumpa, ale także na progu kadencji Joe Bidena miały jednoznaczne stanowisko w sprawie Nord Stream 2, nagle rakiem wycofują się z poparcia blokady tego rosyjsko-niemieckiego projektu. To może świadczyć o sile układu niemiecko-rosyjskiego i jego wpływów. Bez zaangażowania państwa niemieckiego, ale też dyplomacji rosyjskiej – zresztą ostatnio rozmawialiśmy z panem redaktorem również o tej dwuznacznej sytuacji związanej z rosyjskim lobbystą, który finansował kampanię Joe Bidena – myślę, że zmiany stanowiska Waszyngtonu wobec Nord Stream by nie było. Powinniśmy zatem mieć świadomość realiów, a te niestety są takie, że Rosja jest jednak bardzo wpływowa, ale bardzo wpływowe są również Niemcy. Taki tandem, zważając na wydarzenia z historii, źle wróży.
Jak tak dalej pójdzie i jeśli sprawa Baltic Pipe nie wyjaśni się na naszą korzyść, to kto wie, czy nie będziemy musieli negocjować z Rosją nowego kontraktu gazowego? Przypomnę tylko, że kontrakt jamalski na dostawy gazu z Rosji upływa z końcem 2022 roku, a gazociąg Baltic Pipe ma być gotowy w październiku 2022 roku. Opóźnienie tej inwestycji może nam stworzyć problem bezpieczeństwa gazowego…
– To prawda. W tym wypadku trzeba powiedzieć o europejskiej solidarności, o której tak głośno. Czas zatem najwyższy, aby pokazać tę solidarność w czynach, a nie tylko w słowach. Tym bardziej że dotyczy to tak istotnej kwestii jak bezpieczeństwo energetyczne. Niemcy, niestety, tej solidarności – jeżeli chodzi o kwestie energetyczne – nie wykazują. Bez oglądania się na innych realizują szkodliwy projekt polityczny z Rosją – i czynią to mimo sprzeciwu Polski i innych państw europejskich. Czy dojdzie do tego, że będziemy zmuszeni negocjować nowy kontrakt gazowy z Rosją – to się dopiero okaże. Myślę, że na każdą ewentualność musimy być przygotowani, nie możemy sobie pozwolić na to, żeby w którymś momencie nastąpiła przerwa w dostawach gazu. Przede wszystkim musimy wykazać determinację w tym kierunku, aby projekt Baltic Pipe był kontynuowany i dokończony. Oczywiście musimy też mieć plan alternatywny, na wypadek gdyby problemy z dokończeniem Baltic Pipe stały się faktem. Wtedy musimy mieć zapewnione dostawy gazu dla naszej gospodarki oraz dla gospodarstw domowych, ale czy ze strony rosyjskiej – to się jeszcze okaże.
Gdzie powinniśmy szukać solidarności europejskiej, o której Pan wspomniał?
– Poczynając od Grupy Wyszehradzkiej poprzez Trójkąt Weimarski, a także poprzez współpracę z innymi państwami, które nie mają wystarczająco dużo własnego błękitnego paliwa i są uzależnione od dostaw gazu z zewnątrz. Powinniśmy to robić, pokazując w sposób jasny nasze stanowisko, wskazując, jak mocno w tej chwili gospodarki państw Unii Europejskiej są powiązane, także jak mocno wciąż są uzależnione od tradycyjnych źródeł energii, a jednocześnie powinniśmy wskazywać na niebezpieczeństwo uzależnienia się od Rosji, która w tej chwili w sposób bardzo wyraźny chce budować swoje imperialne wpływy także poprzez energetyczny szantaż, czego nie można wykluczyć. Taka, jak wiemy, jest polityka Putina i na to niebezpieczeństwo, na to zagrożenie powinniśmy naszym europejskim partnerom wskazywać. Polska jest państwem, które w historii w sposób szczególny zostało doświadczone przez rosyjskiego sąsiada, i te doświadczenia są dla nas bardzo bolesne. Być może państwa tzw. starej Unii nie zdają sobie do końca sprawy z tego, czym może się skończyć taki flirt z Putinem, i my jako państwo Unii Europejskiej wysunięte najbardziej na wschód – państwo frontowe – powinniśmy naszym partnerom jasno wskazywać na zagrożenia, jakie mogą na nie czyhać, i czym może się skończyć bezrefleksyjna polityka wobec Kremla.