Donald Tusk – wujek dobra rada
Piątek, 4 czerwca 2021 (16:00)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Donald Tusk w jednej z komercyjnych stacji odnosi się do sytuacji w Platformie i mówi, że jest gotów zrobić wszystko, żeby Platforma Obywatelska nie przeszła do historii. Jaki wniosek się z tego wyłania?
– Donald Tusk dał głos i momentalnie rozpoczęła się interpretacja tego, co miał na myśli były lider Platformy, oraz dywagacje, czy jeździec powróci na białym koniu i uratuje to, co jeszcze zostało z Platformy. Tyle że z tego wywiadu – moim zdaniem – wynika jeden wniosek: nie ma ani konia, ani jeźdźca. Mam wrażenie, że Donald Tusk powiedział bardzo dużo, ale nie na temat, i na dzisiaj nawet najbardziej zagorzali zwolennicy Platformy i byłego jej przewodniczącego, którzy w nim upatrywali choćby cienia nadziei ratunku, są wyraźnie zawiedzeni. Zastanawiają się, co tak naprawdę chce zrobić Donald Tusk i czy zechce pomóc podnieść się tej formacji. Na dzisiaj jedno wydaje się pewne, że stajnia nadal będzie pusta.
Czemu zatem mają służyć kolejne wypowiedzi Tuska?
– Na razie Tuskowi zależy na tym, żeby było tak, jak było. W sobie właściwy sposób posługuje się nowomową, z której nic nie wynika, i nawet sympatyzujące z nim media, dziennikarze nie wiedzą, o co tak naprawdę mu chodzi. Poza pustymi, okrągłymi słowami nie było żadnych deklaracji, za to cały czas jest próba podgrzewania atmosfery przez Tuska – w kwestii chociażby ewentualnego powrotu do polskiej polityki, ale mam wrażenie, że to już nie działa. Minęło bardzo dużo czasu, odkąd Donald Tusk zniknął z polskiej polityki, i dzisiaj w polskiej przestrzeni publicznej, oczywiście poza pewnym środowiskiem, gronem jego zatwardziałych sympatyków, stał się osobą anonimową. Mam na myśli młodszych ludzi – tych, którzy w ostatnich siedmiu latach weszli na rynek polityczny i młodzież, która ma już prawa wyborcze. Dla tych osób, które są dzisiaj aktywne politycznie, Donald Tusk jest de facto obcy. Jest obcym bytem, jest osobą nieznaną. Po tej jego ostatniej wypowiedzi odnoszę wrażenie, że sam zainteresowany ma świadomość, że jest poza, że jest obcy, co więcej, między wierszami sam wysyła sygnały, co będzie robić – mianowicie odpowiada mu rola „wujka dobra rada”.
Scenariusze dotyczące powrotu Tuska w roli senatora, który mógłby stać się liderem opozycji i pomóc przejąć władzę w Polsce, są – Pana zdaniem – realne?
– Na dzisiaj na pewno nie jest to marzenie Donalda Tuska. Dla niego – człowieka przyzwyczajonego do odgrywania czołowej roli samca alfa – to byłoby upokorzenie i niejako przekreślenie jego politycznego dorobku. Powrót na fotel senatora to dla polityka z tak dużymi aspiracjami jak Donald Tusk byłaby porażka. Przypomnę, że Donald Tusk był już senatorem, był nawet wicemarszałkiem Senatu, był też premierem rządu, i już ten sam fakt nie pozwala mu schodzić poniżej pewnego poziomu. Dlatego uważam, że w tym momencie taka formuła z pewnością by mu nie odpowiadała.
Co zatem?
– Być może będzie się starał budować swoją własną „Nowogrodzką”. Wie bowiem, że najbardziej korzystną formułą dla niego jest bycie osobą poza odpowiedzialnością, przy jednoczesnej możliwości wpływania na scenę polityczną. Myślę, że bardzo odpowiada mu rola „ojca chrzestnego polityki”, do którego wszyscy biegną na skargę. Sądzę, że to jest marzeniem, pragnieniem, to jest plan Donalda Tuska, tylko nie bardzo chyba wie, jak ten plan przekuć w czyn. Na pewno formuła, że w Brukseli jest szefem Europejskiej Partii Ludowej – największej formacji w europarlamencie, jest dla niego wymarzona. Co więcej, członkami tej europejskiej partii są zarówno Platforma, jak i Polskie Stronnictwo Ludowe – i w ten sposób Donald Tusk jest już niejako szefem tych dwóch formacji opozycyjnych występujących na polskiej scenie politycznej. Myślę więc, że to jest kierunek, który Donald Tusk będzie kontynuował, i z pozycji Brukseli będzie miał większy komfort działania, bo decydując o wielu kwestiach, tak naprawdę nie będzie ponosił żadnej odpowiedzialności. Co więcej, jego głos będzie bardziej słyszalny, a on będzie udawał lidera, eksperta, politycznego wybawcę.
Skoro tak, to jest pytanie, dlaczego Tusk nie chce wrócić do polskiej polityki? Czyżby wciąż miał w sercu porażkę z Lechem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich…
– Żaden polityk nie lubi przegrywać, nikt nie lubi porażek, i Donald Tusk nie jest tu żadnym wyjątkiem. Dlatego dla tego polityka prostsze i bezpieczniejsze jest budowanie własnego dworu na odległość. Jak słyszymy, już przymierza się do spotkania z przewodniczącym Borysem Budką, co należy odczytać jako wezwanie go na dywanik i pogrożenia mu paluszkiem – wszystko w imię rzekomej troski o losy Platformy.
Tymczasem na boku swoją formację Campus Polska Przyszłości buduje Rafał Trzaskowski…
– Odniesienie do Rafała Trzaskowskiego - delikatne wprawdzie – też się w tym wywiadzie Donalda Tuska pojawia, mianowicie, że nie pozwoli on, aby ktoś rozwalał jego Platformę. Innymi słowy Tusk pokazuje, że będzie ustawiał wszystkich po kątach, pokazywał swoją siłę, swój autorytet, ale jak to się skończy, to trudno powiedzieć, skoro przełożenie tego na rzeczywistość w Platformie jest dzisiaj mizerne.
Czy to oznacza, że Tusk przecenia swoją rolę, swoją sprawczość?
– Rolą Donalda Tuska jest odgrywanie pewnej roli, pokazywanie siebie jako mocnego, twardego gracza, który dużo może. Tymczasem na dziś to taki generał bez armii, który zamierza budować czy wzmacniać swoją markę. Myślę, że im więcej udziela tego typu wywiadów, im bardziej udziela się na Twitterze, tym bardziej traci w oczach swoich sympatyków, nawet wśród twardego elektoratu Platformy. Innymi słowy sam się wyautowuje i zaczyna przypominać Lecha Wałęsę. Dzisiaj mamy rocznicę częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 roku i im więcej takich wywiadów udziela Tusk, tym coraz częściej przekracza poziom śmieszności. Polityk, chcąc być wiarygodny, musi być skuteczny, tymczasem w przypadku Tuska jest dużo słów, mało konkretów, mało czynów, a skuteczność czy sprawczość minimalna, żeby nie powiedzieć żadna. Taka gadka Donalda Tuska, co by zrobił, gdyby zrobił, dzisiaj już nikogo nie rajcuje, bo za tym nie idą żadne decyzje, żadne czyny, co więcej, uważam, że ich nie będzie. Tuskowi już się nie chce, a ponadto mu się już nie opłaca angażowanie w polską politykę.
Donald Tusk, który był jednym z tenorów tworzących Platformę, szybko jednak wygryzł Olechowskiego i Płażyńskiego, przejmując batutę. Po czym sam de facto ją zniszczył, odchodząc do Brukseli…
– Donald Tusk, odchodząc na brukselskie salony, może nie tyle zniszczył Platformę, co pozostawił ją w nieodpowiedzialnych rękach Ewy Kopacz. Czynił to ze świadomością, że nikt nie może przebić ojca sukcesu, że nikt nie może być lepszy od niego. Zostawił Platformę w słabych rękach i z całą pewnością wiedział, jak to się skończy. Zależało mu, aby w świadomości sympatyków tej formacji pozostał jako ten najlepszy, niezastąpiony, jedyny. Proszę zwrócić uwagę, że do dziś część najtwardszego elektoratu Platformy wzdycha za Tuskiem, traktując go jako postać niemalże posągową, upatrując w nim jedyny ratunek. Inna sprawa, że grono to jest coraz mniej liczne. Moim zdaniem, żadnego powrotu Tuska na białym koniu nie będzie, bo ten polityk, znany ongiś z haratania w gałę – dziś nie bardzo potrafi już wbiec na boisko, nie mówiąc już o rozegraniu meczu, nie potrafi też zbudować drużyny. Mamy zatem do czynienia z kolejnym wywiadem Tuska – podobnym do wcześniejszych, którymi nie potrafi on zbudować atmosfery. To nie rokuje.
Czemu zatem miała służyć ta narracja z rzekomym stworzeniem mu miejsca w Senacie, skąd wyruszy do przejęcia władzy w Polsce?
– To był beznadziejny pomysł ze startem Donalda Tuska do Senatu po wcześniejszym zrzeczeniu się mandatu przez jedną z senatorów Koalicji Obywatelskiej, co miałoby mu otworzyć furtkę. Myślę, że to był raczej krzyk rozpaczy po stronie Platformy, która staje się coraz bardziej bezradna wobec władzy Prawa i Sprawiedliwości. Okręt pod banderą Platformy już od dawna jest na mieliźnie, wody wokół coraz mniej i pytanie, ilu polityków tej formacji ucieknie z pokładu i zostawi wrak na pastwę losu, a ilu będzie chętnych, żeby go ratować, licząc na przypływ. Donald Tusk, który znany jest z tego, że lubi mieszać, miał – jak się wydaje – zbudować dzisiaj atmosferę, dać więcej wiatru w żagle, żeby ci, co chcą uciekać, zdecydowali się jeszcze pozostać na pokładzie. Tylko że tego swoją wypowiedzią nie zrobił, co więcej – chyba jeszcze bardziej pogrążył ten okręt Platformy.
Czy to oznacza, że Platforma to projekt zamknięty – przynajmniej w formule, którą znamy?
– Po tym wywiadzie Donalda Tuska i po komentarzach, jakie się pojawiają w przestrzeni publicznej, sądzę, że jeszcze bardziej umocni się skrzydło Rafała Trzaskowskiego, natomiast pozycja Borysa Budki będzie jeszcze bardziej osłabiona i marginalizowana. Z tego wywiadu wynika jasno, że przewodniczący tej formacji jest w Brukseli – nie w Warszawie, co więcej, nie jest to żaden lider, który byłby w stanie pomóc tej formacji odbić się od dna.
Za to na horyzoncie coraz jaśniej rysuje się Szymon Hołownia i Polska 2050…
– Myślę, że Szymon Hołownia jest poza zasięgiem Donalda Tuska. Nie chce mi się też wierzyć, żeby na ten moment lider Polski 2050, która w sondażach osiąga nadspodziewanie korzystne wyniki, potrzebował do pomocy kogoś takiego jak Donald Tusk, który bardziej by mu chyba przeszkadzał i był obciążeniem, niż pomagał. Poza tym samiec alfa może być tylko jeden i na dzisiaj nie jest to Donald Tusk.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki