Niedokończona rewindykacja
Poniedziałek, 31 maja 2021 (18:49)Historycy postulują ułatwienie dostępu do polskich akt metrykalnych i innych dokumentów, które w wyniku grabieży znalazły się w Szwecji.
W czasie potopu Szwedzi rabowali na ogromną skalę dzieła sztuki, archiwalia, cenne rękopisy i księgozbiory. – Dla Polski, dla naszej kultury zostały utracone bardzo cenne dzieła i uważam, że należy kontynuować cały ten proces udostępniania dokumentów, czy też podejmować dialog na temat ich zwrotu. Jest to bardzo ważne dla naszej historii – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” poseł Anna Pieczarka (PiS).
Miały być one rewindykowane na mocy pokoju w Oliwie (1660 r.), lecz, niestety, wiele nie wróciło pomimo starań podejmowanych przez monarchów Rzeczypospolitej oraz prób wynegocjowania na drodze dyplomatycznej w okresie międzywojennym. Do dziś zalegają one w szwedzkich archiwach. Często są to bardzo cenne dla naszej historii dzieła, jak rękopis „Bogurodzicy” czy dzieła Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium”.
Mimo że – jak informuje nas ministerstwo kultury – „miejsca przechowywania zabytków zrabowanych podczas potopu szwedzkiego w 1655 r. zostały uporządkowane i określone przez polskich naukowców w wyniku kwerend i badań proweniencyjnych przeprowadzonych na terenie Szwecji”, nie oznacza to końca działań. „W niedalekiej przyszłości planowane są niezależne badania polskich historyków, dotyczące dokumentacji łupów wojennych i trofeów pochodzących z grabieży szwedzkiej" – informuje nas Centrum Informacyjne Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.
MKiDN zaznacza, że obecnie nie ma podstaw prawnych umożliwiających odzyskiwanie dzieł sztuki z grabieży szwedzkiej na drodze prawnej.
Braki w aktach metrykalnych
Wśród zrabowanych i wywiezionych do Szwecji archiwaliów znalazły się akta metrykalne. Ich brak poważnie utrudnia badania historyczne. Szczególnie poszukiwania genealogiczne, które stały się bardzo popularne w ostatnich latach. – Spotykam się z wieloma historykami i po rozmowach z nimi skierowałam interpelację w tej sprawie do ministerstwa kultury – wyjaśnia poseł Pieczarka. Dodaje, że szczególnie zwracają na to uwagę historycy, którzy badają lokalną historię i genealogie rodzin.
– Miałem, i mam, takie sygnały o problemach wynikających z ograbionych zasobów archiwalnych, kościelnych, także od zawodowych historyków – mówi „Naszemu Dziennikowi” Adam Ryba, historyk z Tarnowa. – Szwedzi grabili wszystko, ich najazd był rzeczywiście „potopem", zagarniali również zasoby archiwów parafialnych, księgi parafialne i metrykalne – podkreśla historyk. Dlatego zgłaszał tę kwestię poseł, aby ta skierowała interpelację. Ryba zaznacza, że w kontekście zagarniętych zabytków jest to kwestia drugoplanowa, ale istotna z punktu widzenia badaczy, zwłaszcza lokalnej historii.
„Polscy historycy, a szczególnie genealodzy, od lat zwracają uwagę na poważne braki w aktach metrykalnych znajdujących się na terenie naszego kraju. Chodzi konkretnie o akta metrykalne sprzed 1660 roku, które w głównej mierze zostały zrabowane przez wojska szwedzkie w czasie »potopu«” – wskazuje w interpelacji Pieczarka.
W ocenie poseł najlepszym rozwiązaniem byłby zwrot zagrabionych w czasie potopu dokumentów. Podkreśla, że zajmujący się genealogią już teraz postulują stworzenie bazy zdigitalizowanych ksiąg metrykalnych, które znajdują się w zasobach archiwalnych na terenie Szwecji.
Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych informuje nas, że od lat prowadzone są badania poloników w Szwecji i nie docierają do niej sygnały o problemach z dostępnością do dokumentów.
Problemu nie widzi też resort kultury, który podkreśla, że archiwa szwedzkie respektują zasadę otwartości zasobów bez względu na przynależność państwową zainteresowanych badaczy.
Zainteresowanych badaniami genealogicznymi wiceminister kultury Jarosław Sellin odsyła na stronę internetową szwedzkiego Archiwum Narodowego (Riksarkivet), gdzie „znajdują się zakładki poświęcone poszukiwaniom genealogicznym, zawierające podstawowe wskazówki i dane kontaktowe”.
Tymczasem niewielu historyków pasjonatów zajmujących się genealogią stać, aby udać się do szwedzkiego archiwum, by przeprowadzić kwerendę polskich archiwaliów.
Doktor Paweł Pietrzyk, naczelny dyrektor Archiwów Państwowych, zaznacza, że tylko część zagrabionych dokumentów i innych materiałów została zwrócona przez Szwecję po pokoju oliwskim i w szwedzkich archiwach znajduje się jeszcze wiele akt dotyczących naszej historii. – Polonika pochodzące z grabieży dokonanych w czasie tzw. potopu szwedzkiego zostały w części zwrócone w ramach rewindykacji prowadzonej jeszcze w XVII stuleciu w oparciu o zapisy traktatu pokojowego w Oliwie z 1660 r. Część materiałów pozostaje nadal w Szwecji, głównie w zasobie Archiwum Państwowego w Sztokholmie, ale także w niektórych bibliotekach szwedzkich – w Bibliotece Królewskiej w Sztokholmie czy w bibliotekach uniwersyteckich w Lundzie i Uppsali. Polonika w Szwecji są od lat badane przez polskich historyków i inne zainteresowane nimi osoby – stwierdza Pietrzyk.
Zaznacza, że od wielu lat prowadzone są działania kopiowania tych archiwaliów. – Już od lat 60. ubiegłego wieku były wykonywane mikrofilmy z poloników w archiwach szwedzkich oraz z poloników w innych państwach. Kopie te gromadzono w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie– informuje nas dr Paweł Pietrzyk, naczelny dyrektor Archiwów Państwowych. –Materiały z archiwów szwedzkich były również digitalizowane w ramach różnych projektów naukowo-badawczych.