Papież Benedykt XVI bohaterem wiary
Wtorek, 12 lutego 2013 (20:03)Ks. Tadeusz Cieślak, dyrektor sekcji polskiej Radia Watykańskiego:
Mnie osobiście zrobiło się gorąco w momencie, kiedy jeszcze Ojciec Święty czytał po łacinie ten tekst podczas wczorajszego konsystorza. Zrobiło mi się gorąco, ponieważ przypomniałem sobie te gorące dni śmierci Jana Pawła II, potem jego pogrzebu i konklawe. Ile było przy tym emocji, ile było pracy, ile wysiłku, ile też takiego chaosu, który temu wszystkiemu towarzyszył. Gdy się pracuje w mediach, to ogląda się jakby od środka to całe wydarzenie i ono – można powiedzieć – nie zawsze jest budujące. I od razu stanęły mi przed oczami tamte momenty.
Muszę powiedzieć, że teraz mamy więcej czasu, więcej czasu też do refleksji, by to przyjąć na spokojnie. Do tej pory myślę, że nie wszyscy otrząsnęli się z wrażenia, jakie ta wiadomość wywarła. Ja sam jak gdyby muszę sobie uświadamiać ciągle na nowo, że stoimy w obliczu kończącego się już pontyfikatu i w perspektywie nowego. I myślę, że podstawowa rzecz, że trzeba rozumieć to wydarzenie w kontekście eklezjalnym, czyli życia całego Kościoła. Jest to jakaś zmiana dla każdego z nas, dla księży, którzy odprawiają Mszę św. i w kanonie wymieniają aktualnego Papieża, i będzie to nowe imię. Ale to nie jest imię jakiegoś dalekiego biskupa w dalekim Rzymie, ale postać bardzo konkretna, konkretny człowiek, który wymaga wsparcia wszystkich wierzących na świecie. Myślę, że to jest bardzo istotne, żeby w duchowy sposób podejść do tej zmiany, która się szykuje.
A z drugiej strony musimy patrzeć na obecnego Papieża, który wciąż rządzi Kościołem, jako na pewnego bohatera, bohatera wiary. To jest bardzo ważne, w jakim kontekście Ojciec Święty Benedykt XVI rezygnuje. Rezygnuje, jak sam powiada, na skutek jakby utraty sił fizycznych i duchowych, co uniemożliwia mu spełnianie misji, jaką jest prowadzenie łodzi Piotrowej. Jest to ważne dlatego, że świat się zmienia i sam Benedykt XVI czuje i widzi, że Kościołowi potrzebny jest Papież świadek, namacalnie obecny wśród wiernych, ten, który umacnia braci w wierze.
Pontyfikat Benedykta XVI w śladach Jana Pawła II
To jest bardzo mocne, że widzimy Benedykta XVI w śladach Jana Pawła II, Papieża pielgrzyma. Ten Papież też chciał być takim pielgrzymem, ale sił mu już nie wystarczyło. Z tą myślą Papież z pewnością chodził już dłuższy czas, zresztą plotki na ten temat krążyły – nie powiem, że w ostatnim czasie, bo akurat w ostatnim czasie takich plotek nie było – natomiast kilkakrotnie powracała ta „teoria”, możliwość rezygnacji jako zakończenie pontyfikatu, a nie poprzez naturalną śmierć Biskupa Rzymu. Nikt nie spodziewał się, że te spekulacje staną się rzeczywistością. Jaka jest różnica? Wydaje mi się, bo sam byłem świadkiem końca pontyfikatu Jana Pawła II, że Papież Polak, konając na oczach milionów ludzi, dał świadectwo będące kwintesencją całego pontyfikatu. Tak dynamiczny pontyfikat rozpoczęty przez Papieża mającego 58 lat i prowadzącego niesłychanie aktywy tryb życia nie mógł zakończyć się emeryturą – tak z psychologicznego punktu widzenia. I sądzę, że z punktu widzenia wiary sam Jan Paweł II czuł, że musi tę misję doprowadzić do końca, pokazując każdemu człowiekowi, w jakiej by nie był formie fizycznej, że kiedyś ta dobra forma się skończy i że trzeba będzie sprostać też takiemu wyzwaniu, jakim jest choroba i śmierć. I trzeba być tym samym człowiekiem od początku do końca, człowiekiem wiary, człowiekiem świadectwa, człowiekiem miłości Boga i bliźniego, i tylko wtedy możemy w pełni dać świadectwo.
On jako Papież, jako Piotr Naszych Czasów, który ma umacniać braci w wierze, umocnił nas, pokazując całym sobą tę Prawdę, jaką żył przez całe życie. Pamiętajmy, że Benedykt XVI został wybrany na Stolicę Piotrową, mając prawie 80 lat, a dokładnie 79. To nie był człowiek młody, który byłby zdolny do takiego wysiłku, jaki czynił Jan Paweł II, mając lat 56 czy 60. Był to pontyfikat, który zostawił po sobie znaczące rzeczy, znaczące procesy, gdy chodzi o dialog ze światem, z innymi religiami, dialog, gdy chodzi o dialog ekumeniczny.
Gest odejścia jest gestem odpowiedzialności i miłości do Kościoła
Papież Benedykt XVI odchodzi w duchu mocnego przekonania o tym, że ta linia Kościoła powinna być kontynuowana, że nie wolno takiej „rozcieńczonej herbatki chrześcijaństwa” serwować dzisiaj światu. Taką wersję „soft” chrześcijaństwa proponują Kościoły protestanckie w wielu miejscach. Czy im to napełniło świątynie? Czy wzmocniło wiarę? Wątpię.
Gest odejścia jest gestem odpowiedzialności i miłości do Kościoła. Benedykt XVI zostawia po sobie mocne przesłanie mocnej teologii, która w jednoznaczny sposób stawia Kościół w pewien sposób w opozycji do świata, tego świata, o którym pisze św. Jan. Tego świata, który w jakiś sposób kusi wiarę każdej epoki. Kusi wiarę, by stała się mniej jednoznaczna, by więcej mówiła o człowieku niż o Bogu, by bardziej kierowała człowieka ku sobie samemu niż ku innym. To jest właśnie ten motyw, który towarzyszył temu pontyfikatowi. Z tego powodu Benedykt XVI narażał się na ataki. Już od samego początku był nazwany „pancernym kardynałem” jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary i później ten brak zaufania opinii publicznej do niego był cały czas podsycany, czy w mediach, czy w różnych środowiskach opiniotwórczych, że jest to Papież z innej epoki, który nie rozumie dzisiejszego świata.
Obecność chrześcijaństwa w sferze publicznej jest niezbędna
Obecny Ojciec Święty ma inny charakter niż Jan Paweł II, który w bardzo spontaniczny sposób nawiązywał kontakt z ludźmi. Benedykt XVI taki nie jest. Jest zawsze bardziej stonowany, bardziej nieśmiały, ale – co ważne – swoje zdanie ma i nie obawia się go wyrażać. Nawet w takich środowiskach, jak Westminster Hall czy parlament niemiecki, gdzie jednoznacznie mówił, że obecność chrześcijaństwa w sferze publicznej jest potrzebna, co więcej – jest konieczna, niezbędna, by ta sfera publiczna w ogóle była ludzka. Jeśli religii nie będzie, wiary nie będzie, społeczeństwo przestanie być społeczeństwem. Myślę, że jest to bardzo ważne przesłanie, które Benedykt XVI zostawia, i że to będzie takim rysem, pewnym zadatkiem dla następnego pontyfikatu.
Po 28 lutego br. dowiemy się, na kiedy zostanie zwołane konklawe i w chwili obecnej nie ma co spekulować. Konstytucja apostolska przewiduje zwołanie wyboru Papieża w ciągu 20 dni. Myślę, że to się odbędzie w ciągu miesiąca, a przed Wielkanocą będziemy mieli nowego Papieża. W tej chwili jest sporo czasu, aby kardynałowie mogli się ze sobą porozumieć, aby pierwsze wrażenia opadły i by przeszli do konkretów. Myślę, że w ciągu kilkunastu dni powinno wszystko się wyjaśnić.
Polacy w sercu Benedykta XVI
Mam wrażenie, że Polacy mieli w pewien sposób bardzo znaczący wpływ na pontyfikat Benedykta XVI na samym jego początku. Kardynał Ratzinger cieszył się niezbyt sympatycznym zainteresowaniem ze strony mediów i jego wybór był komentowany dość różnie. Powiedziałbym – chłodno albo wręcz wrogo w niektórych środowiskach. On jako człowiek raczej nieśmiały, a nie przebojowy, do którego przyzwyczailiśmy się za czasów Jana Pawła II, nie miał łatwego życia. Mocne wsparcie, jakie otrzymał od Polaków zaraz od pierwszych godzin, od pierwszych dni, zostało w jego sercu i jego pamięci. Rodacy Jana Pawła II byli pierwszymi, którzy go zaakceptowali, i to bardzo jednoznacznie, już na ulicy. Pamiętamy ten las polskich flag na placu św. Piotra. To było mocne uderzenie, wspierające Benedykta XVI i chyba w jego sercu przez cały czas zostało, mimo tych słabości ponadosiemdziesięcioletniego człowieka.
Blisko każdego człowieka
Mieliśmy okazję gościć Benedykta XVI w Radiu Watykańskim, gdy przyjechał do nas i odwiedził praktycznie wszystkie sekcje. Przeszedł korytarzami, tam, gdzie konkretne redakcje mają swoje siedziby. Zatrzymał się przy nas i nawet udało nam się przeprowadzić krótki wywiad. Początkowo traktowaliśmy ten pomysł jako coś niepotrzebnego, co wstrzymuje procedurę wizyty Ojca Świętego. Tymczasem sam Papież bardzo chętnie skierował do nas kilka serdecznych słów.
Benedykt XVI jest człowiekiem bardzo kontaktowym i pamięta ludzi, sytuacje, co powtarzają także biskupi przybywający ad limina Apostolorum i rozmawiają z Ojcem Świętym. Jest on człowiekiem kameralnym, dobrze czuje się podczas spotkań sam na sam, spotkań osobistych, w małych grupach. Chętnie wymienia się myślami, informacjami. Chętnie spotykał się ze swoimi dawnymi studentami. Co roku zresztą takie spotkania były organizowane w Castel Gandolfo. Stanowiły one rodzaj „burzy mózgów”, takiego dodatkowego seminarium teologicznego nad problemami współczesnego świata. To wiele mówi o tym Papieżu, który nie tylko opierał się na oficjalnych informacjach, jakie spływają do Watykanu za pośrednictwem sieci nuncjatur czy mediów, ale również starał się spotykać z ludźmi, by wymienić myśli, dyskutować. Sam dużo czytał i pewnie nadal czyta. Taka idea towarzyszy także jego emeryturze, by mógł dalej z tym słowem obcować, ale już może sam na sam, bez dodatkowych, zorganizowanych spotkań, by mógł sam się zagłębić w lekturę, modlić się przy tym słowem, które studiuje.
Dawanie i przywracanie tej nadziei w kulturze współczesnej
Można powiedzieć, że każdy pontyfikat w jakimś stopniu otwiera nowe horyzonty. Mamy z tym do czynienia od przynajmniej 150 lat. Tak się dzieje na skutek wielkiego przyspieszenia dziejów na naszym kontynencie i w ogóle na świecie. Mamy do czynienia z tak gwałtownymi przemianami społecznymi, politycznymi, technicznymi, że kolejne pontyfikaty musiały zacząć nawiązywać i odpowiadać na te wyzwania, które spotykali zwykli ludzie w swojej codzienności.
Dzisiaj widzimy to chociażby w sferze mediów, jak bardzo zmienił się przekaz informacji, jak szybki jest to przekaz. Informacja o zamiarze złożenia rezygnacji przez Ojca Świętego pojawiła się już w kilka minut, prawie że w trakcie konsystorza, w mediach. To jest nieprawdopodobna szybkość, która też zmienia sposób patrzenia na rzeczywistość. Do tego też Kościół musi się odnieść i ten pontyfikat musi się odnieść. Ten pontyfikat na pewno taki był. Był bardziej skupiony nie na wielu podróżach czy wielkich spotkaniach, choć i tego nie brakowało. Mimo podeszłego wieku Papieża odbyły się 24 podróże zagraniczne. Mamy duże i ważne encykliki. „Spe salvi”, która była pewnym programowym dokumentem Benedykta XVI. Niezwykle ważnym dlatego, że będącym w gruncie rzeczy refleksją nad współczesną kulturą. Nad tym, że człowiek pędzi gdzieś, otrzymuje bardzo wiele rzeczy, jest coraz bogatszy w różne przedmioty. Natomiast tym, co naprawdę powinno kierować i co w rzeczywistości kieruje dziejami jednostek i całych społeczności, jest nadzieja. Czy ta mała, będąca pewnym wychyleniem się w przyszłość, pewną ciekawością, w pewien sposób emocjonalną na to, co będzie kiedyś, czy też nadzieja będąca cnotą teologalną i wychyleniem się ku nieskończoności, ku Bogu samemu. To jest bardzo ważny element, który towarzyszył cały czas temu pontyfikatowi. Dawanie i przywracanie tej nadziei w kulturze współczesnej to był rys tego pontyfikatu i myślę, że ciągle tak będzie.
Wypowiedź dla audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja
Not. IK, MM