Więcej zdecydowania Waszyngtonu wobec Moskwy
Poniedziałek, 31 maja 2021 (16:34)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Amerykański dziennik „New York Post” twierdzi, że kampania wyborcza obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena była finansowana przez Richarda Burta – lobbystę związanego z Nord Stream 2. Ta informacja zaskakuje?
– Jeżeli chodzi o kwoty wsparcia, jakie Joe Biden miał otrzymać na swoją kampanię wyborczą od lobbysty Nord Stream 2, to nie są one jakieś oszałamiające, bo w artykule „New York Post” jest mowa o kwotach od 4 do 10 tysięcy dolarów, ale niezależnie od tego fakt pozostaje faktem. To może wskazywać na relację Richarda Burta ze środowiskiem Joe Bidena. Sądzę, że na takie doniesienia medialne Biały Dom i prezydent Joe Biden powinien odpowiedzieć, do nich się ustosunkować. Rodzi się bowiem podejrzenie, że posiadanie tego rodzaju sponsora może wpływać na obecne decyzje urzędującego prezydenta dotyczące poluzowania, czy w ogóle odejścia od dotychczasowej polityki Stanów Zjednoczonych wobec projektu Nord Stream 2. Zatem sprawa na pewno wymaga wyjaśnienia i reakcji Białego Domu, może to być, dajmy na to, dementi, bo fakty są takie, że wspomniany lobbysta łożył na kampanię wyborczą Joe Bidena.
Prezydent Biden – jak się wydaje – próbuje wybrnąć z sytuacji i mówi, że będzie wywierał presję i podczas czerwcowego spotkania w Genewie da Putinowi jasno do zrozumienia, że nie pozwoli na łamanie praw. Tak czy inaczej fakt przyzwolenia na dokończenie Nord Stream pozostaje faktem…
– Przede wszystkim ze strony prezydenta Joe Bidena mamy realne działanie, które jest sygnałem dla Putina, że Stany Zjednoczone nie będą dalej blokować finalizacji projektu Nord Stream 2. Natomiast odgrażanie się, że Stany Zjednoczone będą pilnowały, żeby Rosja nie łamała prawa, to są deklaracje mało klarowne, zupełnie bez pokrycia i jako takie nie pociągają za sobą żadnych realnych skutków. Oczywiście, że nikt nie zarzuca łamania prawa przy budowie tego gazociągu, ale podnoszona jest kwestia zagrożenia, jakie płynie z tego faktu dla bezpieczeństwa energetycznego – nie tylko Polski, ale w ogóle dla Unii Europejskiej. I to jest główny zarzut stawiany tej politycznej inwestycji niemiecko-rosyjskiej plus oczywiście współpraca Niemiec z prezydentem satrapą i krajem – Rosją, gdzie prawa obywatelskie są nie tylko zagrożone, ale są naruszane czy wręcz łamane. Natomiast jeśli chodzi o sam Nord Stream 2, to z punktu widzenia prawidłowości prowadzenia inwestycji czy ewentualnej eksploatacji tego gazociągu to Joe Biden zawsze może powiedzieć, że w tym obszarze nie ma łamania prawa, a skoro tak, to nic nie można zrobić. Słowa Bidena, który twierdzi, że będzie wywierał presję i podczas spotkania z Putinem w Genewie da mu jasno do zrozumienia, że nie pozwoli na łamanie praw, odczytuję jako próbę wybrnięcia z dwuznacznej sytuacji. Fakt pozostaje bowiem faktem – są, jak słyszymy, dowody wpłat lobbysty rosyjskiego zaangażowanego w Nord Stream 2, a po drugiej stronie jest decyzja Bidena, który w imieniu Stanów Zjednoczonych zezwala na kontynuowanie i de facto dokończenie tego niebezpiecznego projektu.
I co ciekawe, robi to człowiek, który ostro krytykował politykę Donalda Trumpa wobec Rosji, zarzucając mu miękkie stanowisko i próby nawet układania sobie dobrych relacji z Moskwą. Widać jednak, że Joe Biden idzie jeszcze dalej…
– My dobrze wiemy, jak wyglądał reset relacji z Rosją za rządów demokratów i w trakcie ośmiu lat prezydentury Baracka Obamy. Dzisiaj ze strony administracji Joe Bidena mamy kontynuację tej bezrefleksyjnej polityki. Z tego wynika, że demokraci mają relacje z Moskwą i nie chcą Putinowi nadepnąć na odcisk. Jest to absolutnie sygnał wycofywania się Stanów Zjednoczonych z twardej polityki wobec Moskwy prowadzonej za prezydentury Donalda Trumpa, co samo w sobie nie brzmi optymistycznie.
Jak postrzega Pan politykę Joe Bidena w odniesieniu do Europy Środkowej? Za Trumpa relacje polsko-amerykańskie były dla nas korzystne ze względów politycznych i ekonomicznych. Teraz się to zmieni?
– Przypomnę, że pierwsza wizyta Donalda Trumpa w Europie, w lipcu 2017 roku, odbyła się w Polsce. To w Polsce na placu Krasińskich ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych wygłosił płomienne przemówienie, gdzie podkreślił m.in. potrzebę kolektywnej obrony państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, znaczenie art. 5, podkreślił i docenił zarazem rolę Polski w historii, a także potrzebę przywiązania do rodziny i wartości chrześcijańskich, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony Polaków. Natomiast jeśli chodzi o prezydenta Joe Bidena, to widać wyraźnie, że dąży on do zbliżenia relacji z Berlinem, a co za tym idzie, ułożenia sobie kontaktów z Moskwą. Dla nas jest to bardzo niedobry sygnał, bo pokazuje, że Stany Zjednoczone za prezydentury Joe Bidena chcą kontynuować dokładnie tę politykę, jaką prowadził Barack Obama, a więc miękką w stosunku do Moskwy, politykę wygrywania swoich interesów w relacjach z Kremlem i Berlinem. Jeśli chodzi o Niemcy, to widać, że Stany Zjednoczone upatrują w nich swojego sojusznika – jako największym państwie Unii Europejskiej.
Wygląda na to, że mamy do czynienia z reorientacją polityki amerykańskiej wobec Kremla. Czym może się skończyć reset z Rosją i czy wolna ręka dana Putinowi nie zachęci go do jeszcze śmielszych działań?
– Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. To miękkie stanowisko prezydenta Joe Bidena już zaowocowało wydarzeniami na Białorusi – mam na myśli porwanie przez reżim Łukaszenki samolotu pasażerskiego, czyli akt państwowego terroru. Nie da się w żaden sposób ukryć, że działo się to przy akceptacji Władimira Putina. Dlatego amerykański reset może spowodować, że tego typu działań ze strony Rosji możemy się spodziewać więcej i częściej. Rosja zawsze wykorzystuje słabość swoich parterów i w tym wypadku dokładnie tak jest. Prezydentura Donalda Trumpa została zastąpiona przez miękką politykę administracji Joe Bidena i z tego pola Moskwa na pewno będzie korzystać.
Czy zważając na zmianę polityki prezydenta Joe Bidena, oparcie się Polski w sojuszach na jednym filarze, na Amerykanach – na dobrych relacjach prezydentów Dudy i Trumpa – nie było zbyt krótkowzroczne?
– Polska jest członkiem NATO, co rzutuje na nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi, które, co trzeba podkreślić, zawsze były dobre – bez względu na to, czy w Ameryce rządzili demokraci czy republikanie. Oczywiście, kiedy gospodarzem Białego Domu był demokrata, to współpraca amerykańsko-polska była symboliczna i nie przekładała się na konkretne realia i zyski gospodarcze. Niemniej jednak to Stany Zjednoczone jako mocarstwo światowe gwarantują bezpieczeństwo w regionie i miejmy nadzieję, że mimo zmiany polityki przez prezydenta Joe Bidena projekty, które były zaplanowane przez amerykańskie państwo w dziedzinie obronności, będą nadal kontynuowane, i że w tej materii nic się nie zmieni. Uważam, że w tym sensie skoncentrowanie się w polityce zagranicznej na Stanach Zjednoczonych nie było błędem. Obok tego, że jesteśmy członkiem Paktu Północnoatlantyckiego i sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, jesteśmy też członkiem Unii Europejskiej, w której też walczymy o swoją podmiotowość, o swoją pozycję. Każde liczące się państwo Unii walczy o swoją jak najlepszą pozycję, o swoje interesy i Polska też o to powinna zabiegać. Niezależnie od tego, w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi też powinniśmy zwracać uwagę na zagrożenia, jakie płyną ze strony Moskwy. Powinniśmy mieć świadomość, że bez względu na relacje na linii Waszyngton – Moskwa polityka dotycząca zapewnienia bezpieczeństwa w regionie powinna być kontynuowana przez Amerykanów.
A co z projektem Trójmorza?
– Jeżeli chodzi o Trójmorze, to jest to projekt, który niezmiennie ma dobre perspektywy i ze strony Polski nic w tym obszarze się nie zmienia.
A ze strony administracji Joe Bidena?
– Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to tutaj jest już rola polskich władz, polskiego rządu – Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aby Waszyngton – także po zmianie gospodarza Białego Domu – uczestniczył w tym projekcie, nadal go wspierał m.in. ze względu na kwestie bezpieczeństwa zarówno gospodarczego, jak i militarnego.