• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

W godzinie próby pokazał, że jest nieugięty

Piątek, 28 maja 2021 (18:09)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś mija 40 lat od śmierci Czcigodnego Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Kogo pożegnaliśmy cztery dekady temu?

– Krótko mówiąc, pożegnaliśmy Prymasa Tysiąclecia, pożegnaliśmy Interrexa, przywódcę Narodu, który wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za Polskę. Pożegnaliśmy dostojnika Kościoła katolickiego, pożegnaliśmy wielkiego męża stanu, człowieka odważnego – współtwórcę przemian, jakie się dokonały w Polsce i doprowadziły do upadku komunizmu. Pożegnaliśmy człowieka, który miał olbrzymi autorytet wśród Polaków, ale też w całym świecie. Używając języka biblijnego, można powiedzieć, że to był Mojżesz, który przeprowadził nas, Polaków, i chyba nie tylko Polaków, bo jego rola chyba nie jest do końca wciąż ujawniona, przez Morze Czerwone, morze komunizmu. To jest bez wątpienia współczesny Mojżesz Europy Środkowej, Wschodniej. Dzisiaj nie wiemy – jeśli chodzi o sprawy wschodnie – czy to Prymas Wyszyński miał większe uprawnienia, czy arcybiskup Wiednia kard. Franz König. To, że kard. Wyszyński miał pewne specjalne uprawnienia Stolicy Apostolskiej, to jest sprawa oczywista i niezaprzeczalna.

Księdza Prymasa Wyszyńskiego – jak Pan Profesor zauważył – nazywano Interrexem. To pojęcie wzięte jeszcze z okresu I Rzeczypospolitej…

– Jeden z wieńców złożonych podczas pogrzebu Prymasa Wyszyńskiego nosił napis: „Niekoronowanemu Królowi Polski”. Prymas Stefan Wyszyński to był autorytet, z którym spotykali się ludzie – przywódcy krajów z całego świata, którzy składali oficjalne wizyty w Polsce. Do niego szli jak do tego, od którego mogą uzyskać prawdziwe informacje na temat sytuacji w Polsce, a nie te, które przekazywały ówczesne władze państwowe. Chciałbym też podkreślić, że to był kapelan Armii Krajowej, żołnierz AK. Na Jasnej Górze osobiście słyszałem, jak generałowie Sadowski, Abraham i Boruta-Spiechowicz meldowali się Prymasowi Wyszyńskiemu, a on stanął na baczność i mówił: stoi przed wami, panowie generałowie, melduje się major Armii Krajowej. Stefan Wyszyński po wybuchu II wojny światowej ukrywał się przed Gestapo. W okresie Powstania Warszawskiego pełnił funkcję kapelana grupy Kampinos AK, działającej w szpitaliku w Laskach. Tam zaistniała wielce historyczna rzecz, mianowicie z płonącej Warszawy wśród kłębów dymu, które przenosił wiatr, u stóp Wyszyńskiego nagle znalazła się nadpalona kartka papieru, na której można było przeczytać tylko dwa słowa: „będziesz miłował”... Te słowa kard. Wyszyński w życiu i pasterskiej posłudze uczynił jakby swoim mottem, przesłaniem. W wielu miejscach przy okazji rocznic różnych narodowych czynów zbrojnych przemawiał i wskazywał na powstańców warszawskich i nie tylko warszawskich. Kiedy przyszedł taki czas, kiedy mówiono, że Polska to jedynie obszar martyrologii, obszar krzyży, cmentarzy, i że czas najwyższy z tym skończyć, kiedy mówiono, że Powstanie Warszawskie było zbrodnią i inne takie bzdury, to Prymas Wyszyński się temu przeciwstawiał. O wszystkich powstaniach mówił tak: nieważne, czy powstańcy byli dobrze uzbrojeni, dobrze dowodzeni, czy mieli rację i czy wszystkie okoliczności były po ich stronie, ale oni mieli jedną cechę – miłowali, miłowali Boga i Ojczyznę. I to było, rzec można, najważniejsze przesłanie, które Prymas przekazywał nowemu pokoleniu Polaków. W ten sposób przeciwstawiał się pedagogice wstydu, która przez długi czas niemalże obowiązywała jako wywód państwowy. To jest chyba jedno z najważniejszych przesłań Prymasa Wyszyńskiego.

Dzięki zdecydowanej postawie księdza Prymasa Wyszyńskiego komunistom nie udało się uciemiężyć polskiego Narodu…

– Co więcej – ja myślę, że kard. Wyszyński – jakkolwiek to brzmi – nawrócił komunistów. Kiedy zaczęło się mówić, że z uwagi na wiek będzie musiał ustąpić z urzędu Prymasa Polski i pojawiło się „zagrożenie”, że może zastąpić go kard. Karol Wojtyła, to komunistom nagle zaczęło zależeć na tym, żeby starego wroga jednak zatrzymać na urzędzie. Przysłali olbrzymi bukiet róż do Watykanu, aby tylko pozostawić kard. Wyszyńskiego na urzędzie Prymasa Polski. To jest swoisty paradoks, ale paradoks, który ma swoje uzasadnienie. Miałem okazję zapoznać się z aktami bezpieki dotyczącymi uwięzienia księdza Prymasa Wyszyńskiego i tam jest szczególne świadectwo właśnie ze strony bezpieki. Piszą m.in. tak: przed podjęciem ważnych decyzji ma zwyczaj modlić się długo. Czyż to nie jest najlepsze świadectwo, jak komuniści, funkcjonariusze bezpieki postrzegali duchowość Księdza Prymasa, jego namysł patriotyczny?

Chyba najlepiej rolę i zasługi ks. kard. Wyszyńskiego oddają słowa Jana Pawła II, który niedługo po wyborze na Stolicę Piotrową podczas audiencji dla Polaków powiedział: „Nie byłoby tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było twojej wiary nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, twojej heroicznej nadziei, twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła”?

– Dokładnie. Myślę, że kwintesencją mogą być tutaj słowa amerykańskiej dziennikarki, która po wyborze Karola Wojtyły na najwyższy urząd w Kościele powiedziała, że przez tysiąc lat Polacy byli z Panem Bogiem, a teraz Pan Bóg jest z nimi. Myślę, że te słowa odnoszą się do tych dwóch wielkich postaci Kościoła w Polsce. Postaci, których łączyła wielka przyjaźń, ogromny szacunek do siebie i wierność Panu Bogu, Kościołowi i ludziom. To ci dostojnicy wnieśli w obrady Soboru Watykańskiego II polskiego ducha pobożności maryjnej tak bardzo zakorzenionej na Wschodzie, niejako zmieniając sposób myślenia biskupów – ojców soborowych z Zachodu.

Co Pana zdaniem można uznać za największe osiągnięcie Prymasa Tysiąclecia?

– Niezwykle istotną kwestią było to, że był autorytetem, który dominował nad Episkopatem Polski. On był najważniejszy i rzeczywiście był przywódcą Kościoła w Polsce, czego dzisiaj niestety nie widzimy. Potrafił być wielkim autorytetem moralnym dla wszystkich – nawet na emigracji. Kiedyś generał Władysław Anders, będąc w Rzymie, dowiedział się, że jest tam również kard. Wyszyński, i zażyczył sobie odbyć spotkanie z Prymasem Polski. Kiedy Prymas się o tym dowiedział, natychmiast się zgodził. Po drodze do Papieskiego Instytutu Polskiego w Rzymie, gdzie 13 maja 1964 roku miało się odbyć to spotkanie, ktoś ze świty generała powiedział, że podczas powitania Prymasa Wyszyńskiego należy go ucałować w pierścień, na co gen. Anders odparł, że nikogo po rękach całować nie będzie. Kiedy jednak ksiądz Prymas wyszedł przed próg domu na powitanie, to podchodzący gen. Anders przyklęknął na oba kolana, całując pierścień Prymasa Polski. To pokazuje, że kard. Wyszyński to była wielka osobowość, która – można rzec – zginała harde karki zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Ogromne są też dokonania tego wielkiego Prymasa, który przez długi czas był sam. Kiedy właściwie wszyscy biskupi poszli na współpracę z komunistycznym reżimem, pozostał mu wierny tylko bliski współpracownik ks. bp Antoni Baraniak, którego odważna postawa sprawiła, że proces, który komuniści chcieli wytoczyć kard. Wyszyńskiemu, się nie odbył. To też był wielki człowiek, wielki pasterz, i trzeba się modlić, aby również został wyniesiony na ołtarze.

Tak czy inaczej kard. Wyszyński się nie załamał, ale w godzinie próby pokazał, że jest nieugięty…

– Dlatego do końca życia mógł być tym dominującym pasterzem – człowiekiem wielkiego autorytetu i zasług dla Polski. To Prymas Wyszyński przeprowadził nas przez Morze Czerwone komunizmu i choć nie zobaczył w pełni tego drugiego brzegu pełnej wolności, to miał niewątpliwie nadzieję, że poprowadzi nas, Polaków, i inne uciemiężone narody jego następca, namaszczony przez niego kard. Karol Wojtyła – Papież Polak, Jan Paweł II. Przez posługę ks. Prymasa Wyszyńskiego bardzo prawdziwe okazały się słowa Stefana Żeromskiego, który wprawdzie był protestantem, ale rozumiał polską duchowość. Kiedyś powiedział on, że polska państwowość i katolicyzm splotły się tak bardzo mocno, że kto chciałby je rozdzielić, ma krew pod siekierą. To są mocne słowa, ale w tym wypadku okazują się w pełni prawdziwe. Rzeczywiście Prymas Wyszyński związał państwo polskie jeszcze bardziej z katolicyzmem, co było wbrew komunistom, którzy chcieli budować swoje państwo, a Prymas im te niecne plany zniszczył.   

Jako uczeń szkoły średniej miałem zaszczyt i szczęście uczestniczyć w pogrzebie kard. Wyszyńskiego i z bliska widziałem, jakie tłumy żegnały swojego pasterza. Zrobiłem też całą masę zdjęć, które dzisiaj są pamiątką i wspomnieniem…

– To było wydarzenie porównywalne tylko z wizytą Ojca Świętego Jana Pawła II w Ojczyźnie. Nawiasem mówiąc, Papież nie mógł przybyć, aby osobiście pożegnać swojego przyjaciela, bo sam po zamachu z 13 maja cierpiał w Klinice Gemelli.

Wydaje się, że to też łaska Nieba, że akuratnie w tym trudnym dla Polski czasie Pan Bóg nam niejako przypomina tę wielką postać, dając nam patrona w osobie błogosławionego Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego.

– To okazja do przypomnienia tej wielkiej postaci. To jest rzeczywiście patron na ten trudny czas, jaki przeszliśmy, i właściwie wciąż jeszcze nie wiemy, co nas czeka. Przykład ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, męża opatrznościowego,  jest czymś niezwykle ważnym dla nas, Polaków. Jeżeli tego znaku nie odczytamy właściwie, jeśli tego nie zrozumiemy, jeśli tego nie przyjmiemy, jeżeli w pełni nie zaakceptujemy tego znaku, to będzie to tylko i wyłącznie nasza wina. Niestety, ale mam w tym zakresie wiele pretensji pod adresem naszych duszpasterzy, bo moim zdaniem nie przygotowali wiernych, nie przygotowali Polski w sposób należyty do tej wielkiej uroczystości, jaka nas czeka 12 września w Warszawie – beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Myślę, że powinniśmy się też gorąco modlić, aby Pan Bóg dał Polsce pasterza na miarę Prymasa Tysiąclecia.

          Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki