W obronie polskości
Czwartek, 20 maja 2021 (07:43)120 lat temu, 20 maja 1901 r., dzieci ze szkoły we Wrześni w Wielkopolsce zbojkotowały naukę religii w języku niemieckim.
Uczniów ukarano chłostą, rodziców skazywano na kary więzienia. Mimo represji bojkot niemieckiego trwał we Wrześni do 1904 r. Protest odbił się echem we wszystkich trzech zaborach i w wielu krajach Europy.
Strajk dzieci i rodziców z Wrześni był zwieńczeniem oporu wobec zwalczania języka polskiego przez władze pruskie. Konstytucja Wielkiego Księstwa Poznańskiego z 1815 r. zapewniała, że język polski będzie traktowany na równi z niemieckim. Już kilka lat później rozpoczął się proces ograniczania jego używania w sądownictwie i edukacji na poziomie gimnazjów.
W 1900 r. władze regencji poznańskiej wprowadziły rozporządzenie nakazujące nauczanie religii w dwóch ostatnich klasach szkół podstawowych w języku niemieckim. Miało ono wejść w życie 1 kwietnia 1901 r., czyli w dzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego. – Ażeby to przejście ułatwić, należy wszystkim biedniejszym uczniom dostarczyć podręczników potrzebnych do niemieckiej nauki religii – stwierdzano w zarządzeniu władz. We Wrześni i w wielu innych miasteczkach zaboru pruskiego większość uczniów odmówiła ich przyjęcia. Ci, którzy pobrali katechizmy, oddawali je następnego dnia.
Września w 1901 r. liczyła ok. 5,5 tys. mieszkańców. 75 proc. z nich było Polakami. W okolicy brakowało zakładów przemysłowych. Miasteczko było centrum usługowym dla okolicznych wsi. Wśród jego mieszkańców dominowali rzemieślnicy. We Wrześni żywy był patriotyzm. Potajemnie świętowano kolejne rocznice bitwy pod Miłosławiem i niedalekim Sokołowem w czasie wiosny ludów w 1848 r. W miejscowej szkole katechizmy w języku niemieckim pojawiły się dopiero po kilku tygodniach od rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Prawie 40 uczniów zbojkotowało niemieckie książki. Wielu z nich oddawało je, trzymając przez mundurek, tak aby nie splamić sobie rąk. Inni odmawiali odpowiedzi.
Protest wywołał wściekłość jednego z nauczycieli, należącego do Hakaty (Niemieckiego Związku Marchii Wschodniej) Johana Scholzchena, który pierwszy zastosował wobec uczniów surowe kary. Protestujących przetrzymywano dłużej w szkole, a najbardziej opornych wychłostano. Społeczność Wrześni znalazła się o krok od otwartego wypowiedzenia posłuszeństwa władzom niemieckim. 15 maja do miasteczka przybyli polscy parlamentarzyści – Zygmunt Dziembowski, Józef Głębocki i ks. Antoni Stychel. W swoich wystąpieniach wsparli oni protestujących mieszkańców, ale namawiali ich do legalnej obrony swoich praw.
20 maja 1901 r. czternastu uczniów odmówiło nauki niemieckiej pieśni religijnej. Zarządzono karę chłosty. Dziewczęta bito po rękach, a chłopców – po pośladkach. Karę wykonywał wspomniany Scholzchen. Dyrektor szkoły udał się po wsparcie policji, jednak nie mógł w pełni ufać policjantom, ponieważ córka jednego z nich brała udział w strajku.
Wreszcie kilkanaście osób wdarło się do środka. Policja usunęła protestujących z budynku. Sytuacja na krótko się uspokoiła, ale pojawienie się nauczycieli ochranianych przez policjantów na nowo rozpaliło emocje. Po południu władze ściągnęły posiłki policyjne z Miłosławia. Patrolowali ulice i chronili mieszkania nauczycieli, szczególnie Koralewskiego. Do kolejnej manifestacji doszło następnego dnia, lecz groźba interwencji policji zmusiła mieszkańców do rozejścia się.
Niespełnianie obowiązku szkolnego trwało wiele miesięcy. Zimą 1902 r. na ogólną liczbę 158 dzieci strajkowało ok. 120. Protest ostatecznie wygasł dopiero w roku szkolnym 1904/1905. Do strajków doszło też w innych miastach zaboru pruskiego, m.in. Miłosławiu, Pleszewie, Gostyniu, Krobi i Szlejewie.
W listopadzie 1901 r. przed sądem w Gnieźnie stanęło 25 uczestników strajku. Proces zamienił się w starcie polskich dążeń narodowych z germanizacją. – Dlaczego tak prześladujecie polską mowę dzieci? Jeżeli nie umiecie mówić po polsku, to nie udzielajcie dzieciom żadnego wykładu religii, my wcale nie potrzebujemy takiego wykładu, jaki jest obecnie w użyciu. My, matki, będziemy same dbały o pożyteczny wykład. Tylko nie katujcie nam naszych dzieci – zeznawała jedna z matek strajkujących dzieci. Sąd uznał, że był to bunt i zakłócenie porządku publicznego. Uczestników protestu skazano na kary od dwóch do dwóch i pół miesiąca więzienia.
Strajk był wielkim impulsem organizacyjnym dla Polaków w zaborze pruskim. W Poznaniu i innych miastach powstawały liczne komitety zbierające środki na wsparcie rodzin z Wrześni oraz obronę oskarżonych. W 1903 r. władze zawiesiły ich działalność i rozpoczęły śledztwo przeciwko ich działaczom. Środowiska patriotyczne w pozostałych zaborach udzielały gościny niektórym uczniom z Wrześni i umożliwiały im ukończenie szkół. W Warszawie i we Lwowie doszło do protestów młodzieży pod konsulatami Niemiec.
Największym echem międzynarodowym odbił się list otwarty cieszącego się światową sławą Henryka Sienkiewicza: „Zapadł niesłychany wyrok! Nie podniesiono na żadnego ze szkolnych katów ręki, nie było napaści ani czynów przemocy, a jednak rodziców tych małych dzieci skatowanych przez pruską szkołę sądy pruskie ukarały długim więzieniem za to, że pod wpływem rozpaczy i litości wypowiedzieli zbyt głośno słowa oburzenia przeciw takiej szkole i takim nauczycielom. […] Po skatowaniu dzieci skazano na więzienie rodziców, którzy pracowali na ich chleb. Czy chodziło również o to, by bohaterskie dzieci pomarły z głodu? Niech się więc poruszą serca wszystkich naszych matek! Dajmy chleba dzieciom, przynieśmy pociechę rodzicom, że ich nieszczęsne dzieci nie będą zmuszone żebrać. Prawo Boże, prawo chrześcijańskie, nakazuje nam litość nad dziećmi, wszystkimi, a cóż dopiero, gdy chodzi o takie dzieci”.
AB, PAP