Samobójcza polityka Platformy
Środa, 19 maja 2021 (21:05)Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Najnowsze sondaże potwierdzają wyraźny spadek poparcia dla Platformy, które waha się w granicach 11 procent. Platforma się sypie…?
– I to chyba na własne życzenie. Widać wyraźnie, że sposób uprawiania polityki przez liderów Koalicji Obywatelskiej, przede wszystkim Platformy, nie odpowiada Polakom. Język totalnej opozycji, język agresji, często też wypowiedzi, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, wreszcie posługiwanie się metodą, którą zaproponował Palikot – mianowicie że trzeba kłamać, trzeba bezpardonowo atakować przeciwnika, bo inaczej nic się nie wskóra – to wszystko nie odpowiada Polakom. Polacy tego typu polityki nie akceptują, co znajduje odzwierciedlenie w kolejnych badaniach sondażowych. Jednocześnie widać, że w samej Platformie jest głęboki kryzys. Posłowie i ci politycy tej formacji, którzy pozostają na konserwatywnych pozycjach, nie akceptują skrętu w lewo i dają temu wyraz, odchodząc z Platformy bądź zostają wykluczeni, jak chociażby Ireneusz Raś czy Paweł Zalewski. Jest kryzys i chyba równia pochyła. Co więcej, nie widać jakiejś refleksji w kierownictwie Platformy, nie wygląda też, żeby ta dotychczasowa strategia została zmieniona.
Po kilku godzinach wczorajszych obrad parlamentarzystów Platformy też nie widać refleksji. Borys Budka pozostaje na czele partii, a zatem wszystko wraca na stare utarte tory, ale czy to jest w porządku…?
– Borys Budka – jak na to wygląda – ma poparcie wśród swoich zwolenników, podobnie w klubie parlamentarnym, co odzwierciedla brak głębszej refleksji co do przyczyn dramatycznego wręcz spadku poparcia dla Platformy. Dodatkowy problem, jaki ma dzisiaj Platforma, nazywa się Polska 2050 Szymona Hołowni. To jest przeciwnik, który nie tylko podbiera posłów Platformie, ale też bardzo mocno wchodzi w jej elektorat. Wprawdzie jest to partia, która dopiero powstaje i spina swoje szeregi, ale widać, że ma już spore poparcie wśród mainstreamu i mainstreamowych mediów, co niewątpliwie Szymonowi Hołowni pomaga. Natomiast w przypadku Platformy widać, że praktycznie nie zmieniają nic, nie wyciągają żadnych wniosków – łącznie z liderem. Borys Budka, który wciąż stoi na czele Platformy, właściwie uosabia wszystkie cechy totalnej opozycji, które doprowadziły do spadku poparcia – nienotowanego chyba od początku powstania tej partii. Po pierwsze widoczny jest ewidentnie brak programu, bo jedynym programem jest totalna negacja tego, co robi Prawo i Sprawiedliwość – nawet w sytuacjach, które są ewidentne zbieżne z programem Platformy. Przykładem jest kwestia braku poparcia dla Krajowego Planu Odbudowy i ustawy ratyfikującej decyzję w sprawie zwiększenia zasobów własnych Unii Europejskiej, co pokazuje, że Platforma prowadzi politykę samobójczą.
Szeregi Platformy opuszcza też europoseł Róża Thun. Wydaje się jednak, że jej odejście jest wyrazem niekoniecznie tylko jej własnej opinii na temat przywództwa i prowadzenia polityki przez Platformę, ale też oceny jej brukselskich mocodawców, którzy uznali, że Platforma już nie rokuje.
– To, że kolejne osoby odchodzą, pokazuje, iż kryzys w tej partii się pogłębia. Co więcej, mówi się, że również inni europosłowie, którzy funkcjonują w ramach Europejskiej Partii Ludowej, a zostali wybrani do europarlamentu z list Platformy, też szykują się do opuszczenia tonącego okrętu pod nazwą Platforma Obywatelska. Wygląda zatem, że odejście Róży Gräfin von Thunund Hohenstein nie jest ostatnim tego typu ruchem i że będą kolejne. Jednocześnie może się okazać, że wspierające do tej pory Platformę i Koalicję Obywatelską środowiska europejskie zauważyły, że formacja ta zmierza drogą donikąd, i będą szukały bardziej racjonalnej partii, która – w ich ocenie – ma większe szanse na wyrównaną walkę z obozem Zjednoczonej Prawicy.
Hanna Gronkiewicz-Waltz w rozmowie z Interia.pl mówi, że w sytuacji zapaści w Platformie na miejscu Borysa Budki zadzwoniłaby do Donalda Tuska z prośbą o poradę…
– Być może takie telefony Borys Budka już wykonywał… Jeżeli tak, to albo nie skorzystał z udzielonych rad, albo te rady okazują się nieskuteczne, zresztą tak jak ich autor, który na polskiej scenie politycznej jest spalony. Nie ma się co odszukiwać – magia nazwiska „Tusk” przestała działać. Natomiast sądzę, że to, co mogłoby sprawić, iż Platforma zaczęłaby odrabiać straty sondażowe, to wyjście z pozytywnym, konstruktywnym programem do Polaków i zmiana z totalnej opozycji na opozycję konstruktywną. Ponadto ważne byłoby zdjęcie z pierwszej linii frontu politycznego najbardziej skompromitowanych nazwisk, które do tej pory były czy wciąż są twarzami tej totalnej opozycji. I to, być może, spowodowałoby zwiększenie szansy przynajmniej na odrobienie strat. Jestem jednak daleki od udzielania rad formacji, która zawsze uważa, że wie lepiej.
Czy Platforma jest w stanie się podnieść? Pytam o to w kontekście dzisiejszego wywiadu, jakiego Polskiemu Radiu udzielił prezes Jarosław Kaczyński, mówiąc, że nie sądzi, żeby losy Platformy zostały już przesądzone, i jak stwierdził, nieraz sam był w „politycznym grobie i powstał”…
– W polityce nigdy nie można się poddawać, nie można też nikogo skazywać na polityczną porażkę. Przypomnę, że było już tak, że Sojusz Lewicy Demokratycznej nie wszedł do parlamentu, a po przemodelowaniu Lewicy politycy dawnego układu, którzy wespół z Leszkiem Millerem rządzili w Polsce, teraz ponownie znaleźli się w Sejmie. Stąd również w przypadku Platformy, jeżeli ta formacja wyciągnie jakąś lekcję z ostatnich porażek, to być może coś uda się jeszcze uratować i w wyborach parlamentarnych za dwa lata partia będzie się liczyć. Natomiast to zależy od tego, czy i w jaki sposób politycy Platformy potrafią się dostosować do nowej sytuacji. Fakty są takie, że cały czas warunki dyktuje Zjednoczona Prawica. To Zjednoczona Prawica ma pomysły, ma program na najbliższe lata – w przeciwieństwie do Platformy, która ciągle jest pogrążona w różnych wewnętrznych sporach, a jej obecność w polityce polega wyłącznie na kontestowaniu i krytykowaniu obecnego obozu rządzącego Polską.
W Zjednoczonej Prawicy też różnie bywa. Czy wspólna deklaracja podpisana pod Polskim Ładem przez liderów Zjednoczonej Prawicy kończy spory w ramach koalicji?
– Myślę, że tak, że liderzy Solidarnej Polski – Zbigniew Ziobro, i Porozumienia – Jarosław Gowin, doszli do konstatacji, że lepiej iść razem z Prawem i Sprawiedliwością, że lepiej razem realizować wspólny program dla Polski – program, który ma duże poparcie wśród wyborców, wśród Polaków. Polski Ład podkreśla kierunek, jaki PiS, Zjednoczona Prawica realizują już szósty rok, czyli zarówno programy społeczne, społeczną wrażliwość, ale z drugiej strony także potężne plany inwestycyjne. To wszystko pokazuje, że nie ma innej drogi, i sądzę, że zarówno Zbigniew Ziobro, jak i Jarosław Gowin to zrozumieli. Zrozumieli, że na wzroście poparcia dla PiS-u skorzystają również oni i przy ewentualnym zwycięstwie za dwa lata w wyborach parlamentarnych również oni są w stanie poszerzyć swój dotychczasowy stan posiadania.
Na ile pewnym punktem Zjednoczonej Prawicy jest Jarosław Gowin, o którym Adam Bielan w dzisiejszym wywiadzie dla Radia ZET mówi, że chce wyprowadzić Porozumienie ze Zjednoczonej Prawicy? Co więcej, Bielan twierdzi, że Gowin wcale nie ukrywa, iż w kolejnych wyborach Porozumienie powinno startować z list ludowców.
– Absolutnie nie przesądzałbym takiego scenariusza. Dzisiaj Zjednoczona Prawica to jest formuła, która gwarantuje sukces wyborczy, i nasi koalicjanci mają tego świadomość. Polskie Stronnictwo Ludowe w sondażach plasuje się poniżej progu wyborczego, a Jarosław Gowin jest realistą, jeśli chodzi o politykę. Myślę zatem, że nie zamieni odnoszącej sukcesy koalicji Zjednoczonej Prawicy, która jest w tej chwili liderem sondażowych badań. Tak czy inaczej byłaby to decyzja z całą pewnością nieracjonalna. Myślę też, że taka decyzja nie znalazłaby poparcia wśród członków Porozumienia.
Tylko czy Porozumienie w ogóle przetrwa, przynajmniej w dotychczasowej formie, bo jak mówi Adam Bielan, zważając na okoliczności, będzie wnioskował o to, by Porozumienie połączyło się z Partią Republikańską i zmieniło nazwę?
– To jest kwestia wewnętrznych rozstrzygnięć w samym Porozumieniu. To dzisiejsze wystąpienie Adama Bielana i jego wcześniejsze ruchy wynikają z wewnętrznych problemów w samym Porozumieniu i są obrazem konfliktu, w wyniku którego część polityków tej formacji próbuje zrealizować nowy projekt polityczny. Mam na myśli oczywiście Adama Bielana, ale też Kamila Bortniczuka czy Jacka Żalka. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Pewnie korzystniejszą sytuacją byłoby doprowadzenie do zgody, żeby ten wewnętrzny konflikt w Porozumieniu ostatecznie został zażegnany, co służyłoby wszystkim. Konflikty – jak pokazuje przykład Platformy – nie służą nikomu, a wręcz przeciwnie: powodują, że Polacy – czując się zawiedzeni – szukają partii, formacji i polityków, którzy – czasem mimo różnic – potrafią ze sobą współpracować i którzy gwarantują, że Polska będzie się rozwijała.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki