• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Wizja rozwoju Polski politycznie dzieli

Wtorek, 18 maja 2021 (18:22)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Program Polski Ład elektryzuje ekonomistów, Polaków, ale też polityków opozycji. Dlaczego?

– Dlatego że program ten ogłasza formacja rządząca w Polsce. Ponadto w społeczeństwie generalnie istnieje potrzeba lepszej wizji przyszłości w sytuacji pocovidowej, kiedy przez ponad rok różnych lockdownów ludzie tkwili w pewnym marazmie, i to zarówno w sferze życia osobistego, jak i gospodarczego. Poza tym trzeba powiedzieć, że na tle obecnych graczy na scenie politycznej w Polsce jest to jedyna dalekosiężna wizja. Oczywiście, można krytykować pewne elementy Polskiego Ładu – na przykład mało uzasadniona, albo wręcz oburzająca dla niektórych kwestia opodatkowania nas wszystkich na rzecz tzw. artystów. Mam na myśli zapowiedź ustawy, która zapewni status zawodowy artystom. Jak widać, takie rzeczy też pojawiają się w tym programie. Jednak patrząc na całość, to trzeba powiedzieć, że jest to jakaś pozytywna wizja rozwoju Polski. Oczywiście, wszystko to w aspekcie życia społecznego, bo jakichś wielkich wizji polityki zagranicznej, pewnych konfrontacji w tym zakresie tutaj nie widać. Natomiast w perspektywie życia tu i teraz program Polski Ład dotyczy każdego Polaka. Nie ma obywatela czy grupy, która nie zostałaby w tym programie ujęta. I w tym względzie ten program elektryzuje, nic zatem dziwnego, że wszyscy o nim mówią.

Zmiany w podatkach, rozwiązania prodemograficzne, plan na zdrowie – czy to rzeczywiście recepty na kryzys, odpowiedź na najbardziej palące potrzeby Polaków?

– Na pewno jako Polacy jesteśmy jeszcze stosunkowo mniej zamożnym, żeby nie powiedzieć: biednym społeczeństwem na tle społeczeństw zachodnich. Na pewno zarobki Polaków są za małe i to powoduje odpływ wielu młodych ludzi, co jest zjawiskiem bardzo niebezpiecznym dla naszego kraju. I w tym względzie Polski Ład jest ważną odpowiedzią. Ten program jest tak sprofilowany, że równie dobrze mógłby być programem wyborczym.

To dość długa perspektywa, zwłaszcza że do wyborów pozostają dwa lata z okładem…?

– A tego do końca nie wiemy… Myślę, że Prawo i Sprawiedliwość się zabezpiecza przed ewentualnymi przedterminowymi wyborami parlamentarnymi. Taki program – w sytuacji kiedy konkurencja jest w rozsypce, nie posiada programu – pozycjonuje PiS i stawia na czele stawki. Wydaje mi się też, że Polski Ład to wizja rozwoju życia społecznego, wzmocnienia dochodów – szczególnie najuboższych Polaków, a zarazem wizja bezpieczeństwa socjalnego w zakresie zdrowotnym, rodzinnym. W tym sensie Polska potrzebuje programu wychodzenia z tych wszystkich trudności, dlatego te propozycje są w dużej mierze atrakcyjne. Natomiast jeśli mówimy o przyszłości Polski, to naturalnie wymagałoby to uzupełnień i odpowiedzi na wiele pojawiających się pytań, ale sądzę, że to wszystko przed nami.

Kto powinien zadać te pytania?       

– To jest rola opozycji, z tym że – jak widać – opozycja, pochłonięta wewnętrznymi problemami, tych pytań nie formułuje i nie zadaje.

Czy deklaracja podpisana przez liderów Zjednoczonej Prawicy kończy wewnętrzne spory, czy to zapowiedź zacieśnienia współpracy PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia?

– Nie. Myślę, że to tylko zawieszenie broni. Tak naprawdę dwaj partnerzy PiS-u, czyli Porozumienie Jarosława Gowina i Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry, nie bardzo mieli wyjście. Przyspieszone wybory dla tych formacji byłyby bardzo trudne – można by wręcz powiedzieć, że zakończyłyby się katastrofą – dla Jarosława Gowina na pewno i Porozumienia, które właściwie nie ma alternatywy poza Zjednoczoną Prawicą. Do niedawna Gowin szukał alternatywy po stronie opozycji – pamiętamy te rozmowy – i wydawało się, że może tam znajdzie jakiś punkt odniesienia, że będzie mógł współtworzyć, dajmy na to, rząd techniczny. Tymczasem okazało się, że opozycja po kilku ruchach Jarosława Kaczyńskiego jest w całkowitym rozkładzie wewnętrznym, w związku z czym nie jest żadną alternatywą. Teraz, kiedy PiS występuje z programem Polski Ład, jeśli ktoś decyduje się na konflikt w koalicji i przyspieszone wybory, to PiS byłby w rozpędzie, a wszyscy pozostali by polegli. Dlatego wspólna deklaracja jest zawieszeniem broni i pewnym powrotem do dawnych, dobrych relacji. Natomiast co będzie dalej – czas pokaże. Jeśli PiS ma wariant przyspieszonych wyborów parlamentarnych i jest na to gotowy, a wszyscy inni nie, to już ten sam fakt daje formacji Jarosława Kaczyńskiego przewagę. W tej sytuacji w koalicji Zjednoczonej Prawicy wraca pewna dyscyplina – tak bym to nazwał.

Co ciekawe, Jarosław Kaczyński podczas podpisania wspólnej deklaracji dość enigmatycznie powiedział, że ma nadzieję, iż lista tych, którzy się podpisali pod Polskim Ładem, będzie dłuższa, że będzie to szerszy program. Czy to zapowiedź poszerzenia Zjednoczonej Prawicy?

– Wydaje się, że chodziło tu o Adama Bielana i Kamila Bortniczuka, którzy – jak wiemy – opuścili szeregi Porozumienia i informują o zamiarze założenia własnej partii. Formacja ta mogłaby przystąpić i być elementem szerszej koalicji Zjednoczonej Prawicy.

A Paweł Kukiz…?  

– Nie jestem pewien, czy Paweł Kukiz będzie chciał manifestować swoje wejście w ten układ. Wydaje się, że jednak chce zachować odrębność. Oczywiście, pewne propozycje Zjednoczonej Prawicy będzie popierał, chwalił, a niektóre krytykował, ale nie sądzę, żeby chciał działać jako formalny koalicjant Zjednoczonej Prawicy.

Opozycja, przede wszystkim Platforma, zarzuca, że PiS podkradło jej pomysły, ale sama nie potrafi przedstawić spójnego stanowiska, o programie nie wspominając.

– Po stronie opozycji – mam na myśli główną partię opozycyjną – jest katastrofa. Nie chcę tu dawać żadnej recepty, ale zamiast w momentach słabości PiS-u przycisnąć tę formację, to Platforma postawiła na totalną krytykę i wewnętrzne spory. Przypomnijmy tylko, co się działo przez ostatni rok, kiedy PiS wyszedł z tzw. piątką dla zwierząt, na czym opozycja mogła dużo zyskać zarówno wśród ludzi związanych z przemysłem, jak i wśród rolników, ale nic w tym kierunku nie zrobiła, głosując w przyspieszonej procedurze razem z PiS-em. Również w kwestii zmiany energetyki państwa polskiego opozycja mogła wywrócić stolik i domagać się od Polski oparcia na naturalnym bogactwie Polski – węglu. Mogła stworzyć program i narrację, że można różnymi nowoczesnymi technologiami – bez szkody dla środowiska – wykorzystywać węgiel. Można też było pokazywać pozytywne rozwiązania w ochronie zdrowia, a nie tylko krytykować rząd. Kiedy był lockdown i system ochrony zdrowia rzeczywiście się sypał – zresztą nie tylko w Polsce – i rząd był pod ścianą, wtedy należało pokazywać alternatywę dla lockdownu, tak aby bardziej ulżyć przedsiębiorcom, restauratorom itd. Tymczasem poza chaotycznymi wypowiedziami opozycja nic mądrego nie przedstawiła, nie wykorzystując całego mnóstwa możliwości pokazania swojego programu, zbudowania go na błędach PiS-u po to, żeby zbić kapitał.

Co więcej, opozycja w tym czasie zradykalizowała się jeszcze bardziej w sensie lewicowym...

– Gorzej, Platforma z Lewicą zaczęła konkurować na lewicowość, lewackość. Przyjęła program proaborcyjny, który – jak widać – wewnętrznie dzieli Platformę; program, który wręcz wypycha ją z elektoratu bardziej tradycyjnego. Ponadto elektorat proaborcyjny wcale nie jest tak duży; co więcej, musi się o niego bić z Lewicą. Zdecydowała, że z piorunami na maskach pojawi się na demonstracjach, walcząc z Lewicą na radykalizm. A w końcu głosowała przeciwko sobie zamiast głosować przeciwko „piątce dla zwierząt”, a wstrzymując się od głosu w sprawie unijnego Funduszu Odbudowy, pokazała, że jest formacją antyeuropejską, głosując de facto przeciw swojemu elektoratowi i własnemu mocodawcy – Brukseli, która jest dla Platformy czy Koalicji Obywatelskiej w jakimś sensie mocodawcą. I taka postawa jest dla tej formacji katastrofą. Zmieniała się w kwestiach, w których powinna być konsekwentna, i zupełnie niepotrzebnie wynosiła na sztandary kwestie ideologiczne. W tej sytuacji na scenie jest PiS, a po drugiej stronie nie ma nic – w sensie programowym.

Swoją drogą ciekawe, jak opozycja zagłosuje w kwestii Polskiego Ładu w Sejmie – czy będzie za prospołecznymi, prorozwojowymi projektami, które mają pójść za tym programem. Wyjścia za bardzo nie ma…

– Pewnie będzie przeciwko. Zamiast się licytować z PiS-em na programy socjalne KO powinna wziąć w obronę drobnych przedsiębiorców i grać w tym duchu, że rozwój państwa powinien się odbywać bez dodatkowych obciążeń itd., a więc stanąć w obronie klasy średniej, co byłoby zgodne z oczekiwaniami pewnej grupy osób. Natomiast nie bardzo wiadomo, do kogo Platforma adresuje swój obecny przekaz i jakie poglądy prezentuje. Mylę, że nie ma takiego wyborcy, który podzielałby większość jej poglądów.

O czym świadczy wyrzucenie z Platformy Pawła Zalewskiego i Ireneusza Rasia, a także odejście Róży Thun?

– To zdumiewające, że kiedy PiS ogłasza program Polski Ład, opozycja ogłasza wewnętrzny podział, a symptomem tego jest wyrzucenie z szeregów Platformy Pawła Zalewskiego i Ireneusza Rasia. Natomiast odejście Róży Thun widziałbym w nieco innym świetle. Mianowicie Róża Thun jest bardziej reprezentantką Brukseli niż Polski – w każdym tego słowa znaczeniu. Ona myśli Brukselą, śni o Brukseli, na pierwszym miejscu są u niej Europejczycy, a dopiero potem Polacy. Więc jej odejście odczytuję jako votum nieufności dla Platformy wyrażone bardziej przez Brukselę niż przez samą Różę Thun. Najbardziej proeuropejska partia, partia prounijna, praktycznie całkowicie zwasalizowana wobec Berlina, nagle występuje przeciwko Brukseli. Nic zatem dziwnego, że Bruksela wyraża poprzez Różę Thun swoją dezaprobatę.   

Dziś ma się odbyć spotkanie posłów Platformy. Czy to może oznaczać zmierzch kariery Borysa Budki w roli szefa Platformy?

– Na pewno tak nie uważa Borys Budka. Jego ruchy – mam na myśli wyrzucenie z partii Pawła Zalewskiego i Ireneusza Rasia, świadczą, że jest uparty, że będzie się starał eliminować swoich przeciwników i pacyfikować wszelkie ruchy odśrodkowe, żeby tylko utrzymać władzę.

Czy w miałkiej Platformie jest w ogóle alternatywa, żeby powstrzymać spadek sondażowy?

– Oczywiście, pojawia się nazwisko Rafała Trzaskowskiego, który kombinuje na boku – mam na myśli ogłoszony niedawno projekt „Campus – Polska przyszłości”. Z drugiej strony Trzaskowski jest obciążony Warszawą, ponadto nie jest w Sejmie, a zatem jaką rolę sprawowałby, stojąc na czele Platformy…? Być może byłby jedynie tym, który mógłby powstrzymać proces przechodzenia elektoratu w kierunku Polski 2050 Szymona Hołowni. Tak naprawdę Trzaskowski to drugi Hołownia – nie wiadomo, jakie ma poglądy, również w swoich emocjach, zachowaniach i działaniach jest dość niestabilny. Jak to mówią: wygląda ładnie i o tym wie. I tyle. Niech ktoś mi powie, skąd bierze się popularność Hołowni, jaki ma program, na czym to wszystko polega…? Nikt w Polsce tego nie wie i dokładnie taki sam jest Trzaskowski. W jakimś sensie byłby może antidotum dla skompromitowanego Budki. Od czasu do czasu rzuciłby – jak Hołownia – jakiś przekaz w internecie, nieważne, jakiej treści, i tak trzymałby w ryzach twardy anty-PiS-owski elektorat. Przypomnę, że zrobił tak niedawno podczas międzynarodowej konferencji, kiedy stwierdził, że to nie polski rząd, ale on stworzył cały program szczepień w Polsce. Tyle że takimi działaniami na pewno nie przysporzyłby poparcia Platformie.

Czy wymiana Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w wyborach prezydenckich na Rafała Trzaskowskiego tylko powstrzymała to, co i tak nieuniknione – rozpad Platformy?  

– Platforma ma jeszcze pokaźne aktywa i tym, co ją jeszcze scala, są corocznie zbierane fundusze partyjne. To są jednak miliony, przez lata uzbierało się pewnie dziesiątki milionów złotych, to daje duże możliwości także w sensie marketingowym. Wszystko wskazuje, że Platforma tak łatwo nie da się zatopić, ale jak tak dalej pójdzie, to po najbliższych wyborach parlamentarnych może się okazać, że będzie w Sejmie nawet nie drugą i nie trzecią siłą polityczną.

           Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki