• Wtorek, 19 maja 2026

    imieniny: Piotra, Iwa

Sektor bankowy jest ponad prawem?

Czwartek, 13 maja 2021 (17:44)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mimo oczekiwań wciąż nie ma decyzji w sprawie tzw. kredytów frankowych. Co więcej, Sąd Najwyższy zwraca się o opinię do pięciu instytucji. Jak Pan to odbiera?

– Postawa sędziów Izby Cywilnej Sądu Najwyższego – moim zdaniem – świadczy o braku powagi tego gremium wobec zaistniałej sytuacji. Wychodzi na to, że pierwsza liga sędziów polskich musi się dopytywać, co ma robić, różnych instytucji: Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Finansowego, Komisji Nadzoru Finansowego oraz Narodowego Banku Polskiego, które w tych sprawach już wielokrotnie zabierały głos. Jest to niepoważne i nieodpowiedzialne działanie, ponieważ sądy powszechne zaczęły w tych sprawach wyrokować, tymczasem Sąd Najwyższy – jak widzimy – ciągle ma jakieś obiekcje i pokazuje niemożność.

Izba Cywilna Sądu Najwyższego nie miała wystarczająco dużo czasu, żeby zwrócić się o opinię, jeśli była taka potrzeba? Przecież termin rozprawy z powodu pandemii był już dwukrotnie przekładany…

– Trudno komentować niepoważne zachowanie poważnej instytucji. Jest to nieodpowiedzialne, bo gdyby tak postąpił pracownik jakiejkolwiek innej instytucji, to zwyczajnie wyleciałby z pracy za niewykonywanie swoich obowiązków. Sędziowie są od tego, żeby zgodnie z prawem odpowiedzieć na zadane pytania.

Zatem, o co w tym wszystkim chodzi?

– Jak mówi znane powiedzenie – jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze. To nic innego, jak odłożenie w czasie egzekucji nad systemem bankowym, ale żeby była jasność – nie nad systemem uczciwym, który prowadzi bardzo jasną grę, gdzie obowiązują bardzo jasne zasady wobec kredytobiorców, ale nad tym systemem, który niestety, ale słusznie jest nazywany systemem banksterskim, pozbawionym zasad, nieetycznym.

O ile Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu był w tej sprawie bezwzględny i bardzo konkretny, o tyle Sąd Najwyższy, no właśnie, umywa ręce?

– Z jednej strony mamy świadomość doniosłości społecznej, jaką będzie miała decyzja Sądu Najwyższego dla tysięcy Polaków, a z drugiej strony mamy potężne naciski lobbystów – osób powiązanych z systemem bankowym. Trwa przyprawianie przysłowiowej gęby kredytobiorcom jako winnym zaistniałej sytuacji. Z narracji, jaka się pojawia, także w części mediów, wychodzi na to, że to konsumenci zbudowali ten wadliwy produkt, że to konsumenci złamali prawo, w związku z czym to oni powinni ponieść konsekwencje. Taka puenta wynika z tych przekazów, co też jest nieodpowiedzialne i na wskroś niepoważne.

Tymczasem sektor bankowy wciąż nie ponosi odpowiedzialności?

– Wygląda na to, że sektor bankowy jest ponad prawem i – jak widać – odpowiedzialność go nie dotyczy. Kiedy prezesi firm podejmują złe decyzje, to ponoszą konsekwencje swoich błędów. Jak widać w przypadku banków jest trochę jak z filmem pt. „Zbyt wielcy, by upaść” opowiadającym o kryzysie finansowym w Stanach Zjednoczonych w 2008 roku. Tu też banki są zbyt ważne, żeby upaść, i coś rzeczywiście w tym jest. Wszystkie filmy dokumentalne na ten temat pokazują, że system bankowy – od zawsze – był na uprzywilejowanej pozycji, a konsument był tym, który finalnie musiał płacić za wszystko. Patrząc na poczynania sędziów Izby Cywilnej Sądu Najwyższego w sprawie tzw. kredytów frankowych, chyba już nikt nie będzie miał wątpliwości, że tak właśnie jest.

Prezesi banków nie mieli wiedzy, świadomości, jaki produkt oferują kredytobiorcom?

– Wprost przeciwnie, to gremium od początku miało pełną świadomość, pełną wiedzę. Ci ludzie doskonale wiedzieli, co robią i po co, zdawali też sobie sprawę z tego, jakie będą konsekwencje ich decyzji. Jak widać, oficjalnie gotów do dialogu z kredytobiorcami jest Bank PKO BP i Bank Pekao SA. Te banki zaczynają rozmawiać.

A Sąd Najwyższy?

– Sąd Najwyższy widocznie szuka innych pomysłów. Sądzę, że może się pojawić pomysł zbudowania jakiegoś specjalnego funduszu, dajmy na to w ramach Banku Gospodarstwa Krajowego, który przejąłby te kredyty, tym samym uwolnił sektor bankowy od tego balastu. Naszym rodakom pozwoli to zachować domy, mieszkania i dalej już na uczciwych warunkach spłacać zaciągnięte kredyty. Mam tu na myśli obligacje, które byłyby spłacane w formie rat poszczególnych kredytobiorców. Inaczej mówiąc, powstałby bank do obsługi tego całego bałaganu, po to, żeby sprawy wyprostować, co pozwoliłoby też uniknąć krachu na rynku finansowym. Podejrzewam, że taka formuła może być brana poważnie pod uwagę. Myślę, że może to być jedna z rozsądnych i racjonalnych opcji. Politycznie też jest to całkiem ciekawa sytuacja, bo w tym momencie polski rząd miałby do ogłoszenia komunikat, że to nie będzie program 70 tysięcy plus, ale 700 tysięcy plus.

Czy to oznacza, że to nie banki i prezesi będą ponosili konsekwencje i koszty, ale społeczeństwo?

– Nie. Kredyty będą spłacać kredytobiorcy. Obstawiam, że zostanie przyjęta linia orzecznicza, że od samego początku nie były to kredyty frankowe, ale kredyty złotówkowe, bo jak wielokrotnie mówiłem, żaden z kredytobiorców, zaciągając zobowiązanie, nie widział franka szwajcarskiego na oczy. Zatem banki poniosą konsekwencje i podejrzewam, że będą musiały się dorzucić do tego funduszu. Nie wiem, jak sprawa wygląda od strony prawnej, jeśli chodzi o odpowiedzialność poszczególnych prezesów banków, ale w tym aspekcie powinna się już wypowiedzieć prokuratura. Przypomnę tylko, że swego czasu w tym temacie raport Najwyższej Izby Kontroli był bezwzględny wobec całego systemu bankowego. Zresztą jako poseł na Sejm RP osobiście składałem zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa właśnie na podstawie raportu NIK. Cały precedens został bardzo dokładnie sprawdzony i opisany przez inspektorów NIK. Tak czy inaczej uważam, że teraz należy działać wielotorowo, nie ma też żadnych wątpliwości, że pewne osoby powinny ponieść konsekwencje karne. Jednocześnie należy zrobić wszystko, żeby ludzi uwikłanych w ten proceder uwolnić. Kiedy – jeszcze jako poseł – rozmawiałem z przedstawicielami branży budowlanej, to słyszałem, że rozwiązanie tego problemu będzie ogromnym zastrzykiem, ożywieniem systemu budownictwa w Polsce. Chodzi o to, że obecnie ogrom nieruchomości jest nie do sprzedania i nie do kupienia, bo ludzie poprzez tzw. kredyty frankowe stali się więźniami we własnych mieszkaniach czy domach. Uwolnienie tego systemu spowoduje, że ludzie będą mogli odzyskać wolność, a jednocześnie będą mogli uregulować swoje zobowiązania.

To chyba leży też w interesie państwa?   

– Myślę, że wszyscy są tym zainteresowani. Zatem trzeba to zrobić, ale do tego potrzebna jest cywilna odwaga. Jak widać, Sąd Najwyższy nie ma tej cywilnej odwagi, co potwierdzają swoimi czynami sędziowie Izby Cywilnej. Przypomnę, że jako poseł wielokrotnie prosiłem z mównicy sejmowej, żeby Sąd Najwyższy wypowiedział się w tej sprawie. Cztery lata o tym mówiłem, cztery lata prosiłem i było zero reakcji. Po sześciu latach okazuje się, że sąd w końcu może coś powiedzieć, ale wciąż ma jakieś wątpliwości i obiekcje, skoro zwraca się o opinie do Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka, Narodowego Banku Polskiego, Komisji Nadzoru Finansowego oraz Rzecznika Finansowego. Przyznam, że nie wiem, na co sędziowie czekają, bo lepiej już nie będzie, a banki konsekwencje tak czy inaczej muszą ponieść konsekwencje – czy im się to podoba, czy nie – i na pewno będzie to dla nich bardzo bolesne.

             Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki