• Czwartek, 13 maja 2021

    imieniny: Ofelii, Roberty, Serwacego

Akcja pod nazwą „Wykoleić rząd”

Niedziela, 2 maja 2021 (19:08)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Czym się różni Krajowy Plan Odbudowy od Funduszu Odbudowy i czy uczestnicy dyskusji – politycy, podejmując temat pozyskania unijnych środków, nie mylą pojęć?

– No właśnie, mamy zapowiedź, że 4 maja odbędzie się posiedzenie Sejmu, podczas którego odbędzie się głosowanie nad Funduszem Odbudowy. To ustawa, która mówi, że parlament wyraża zgodę na ratyfikację unijnego Funduszu Odbudowy, a więc decyduje w sprawie zwiększenia zasobów własnych Unii Europejskiej. I na tym sprawa się kończy. Natomiast obserwując scenę polityczną, mam wrażenie, że nasza opozycja, a także publicyści niechętni rządowi tak się „zakiwali”, że pomylili pojęcia i teraz próbują odkręcić swoje bałaganiarstwo i de facto brak kompetencji. Chodzi o to, że w tle cały czas mamy Krajowy Plan Odbudowy i jeśli prześledzić wypowiedzi polityków opozycji czy wspomnianych publicystów, to możemy się przekonać, że dla wielu z nich unijny Fundusz Odbudowy i Krajowy Plan Odbudowy to jedno i to samo.

Krajowy Plan Odbudowy to dokument, który jeszcze dwa miesiące temu liczył sobie ok. 220 stron, a po konsultacjach, po wysłuchaniu publicznym liczy obecnie 526 stron. Lider Platformy Borys Budka po tym, jak wcześniej oskarżył Lewicę o zdradę, teraz wzywa całą opozycję do współpracy; co więcej, zwrócił się do marszałek Sejmu o przełożenie posiedzenia dotyczącego ratyfikacji zasobów własnych Unii Europejskiej o dwa tygodnie. Jednocześnie, pomijając polski rząd, polski parlament chce ustalać wszystko z brukselskimi urzędnikami. Konia z rzędem temu, kto potrafi zinterpretować, o co chodzi liderowi Platformy.

Sprawa wydaje się prosta. Platforma – podobno partia proeuropejska, tak naprawdę zapędziła się w kozi róg i teraz próbując odwrócić kota ogonem, udaje, że zależy jej na środkach unijnych…     

– Opozycja z wyjątkiem Lewicy, która usiadła razem z rządem do stołu negocjacyjnego nad Krajowym Planem Odbudowy, sama – mimo zaproszeń ze strony rządu – nie chciała usiąść do rozmów. Środowiska samorządowe wymusiły konsultacje na forum Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, co więcej, z inicjatywy organizacji pozarządowych odbyły się wysłuchania publiczne z udziałem strony rządowej, głos zabierali też związkowcy, ale politycy opozycji zupełnie ten temat przespali. Poza tym cały czas mylą unijny Fundusz Odbudowy z Krajowym Planem Odbudowy.

W jakim punkcie zatem jesteśmy dzisiaj?      

– Doszliśmy do tego, że we wtorek ma się odbyć głosowanie nad Funduszem Odbudowy – ustawą w sprawie zwiększenia zasobów własnych Unii Europejskiej. Ponadto z końcem kwietnia do Komisji Europejskiej dotarła propozycja polskiego rządu dotycząca Krajowego Planu Odbudowy, który – jak wiemy – nie jest jeszcze wersją ostateczną, jest wersją ciągle roboczą, ale bliżej końca. Jest to zatem temat do dyskusji z Komisją Europejską. W tym wszystkim Koalicja Obywatelska czuje się pomijana, tylko zapomina, że sama się z tego grona wykluczyła. Mówiąc ciągle „nie”, prowadząc cały czas dialog z rządem za pośrednictwem mediów, nie chcąc, czy też nie potrafiąc rozmawiać ze stroną rządową, politycy Platformy spowodowali, że ich postulaty wybrzmiały na konferencjach prasowych, ale nie istnieją w zapisach Krajowego Planu Odbudowy.

Kolejnym błędem jest twierdzenie, że Krajowy Plan Odbudowy to są wszystko środki unijne, które otrzymamy jako Polska. Zapomina się jednak, że jest to jeden z elementów. W ramach środków unijnych mamy bowiem Regionalne Programy Operacyjne, czyli każde województwo ma swój program. Jest to bardzo pokaźna, ale inna pula pieniędzy, która jest w zasięgu i jest zarządzana przez samorządy. Mamy też oczywiście Program Operacyjny Polska Wschodnia, a także program Wspólnej Polityki Rolnej. Tak czy inaczej cały ten spektakl w wykonaniu totalnej opozycji to jest nauczka dla Borysa Budki i w ogóle dla opozycji, ale też lekcja dla strony rządowej, że w pewnym momencie należy odróżnić partykularne partyjne interesy, spory wewnętrzne, od spraw, które są w dobrze pojętym interesie państwa polskiego. Można się różnić, można toczyć spory, ale nie wolno tych animozji przerzucać na grunt międzynarodowy. Tymczasem dzisiaj Borys Budka ze swoją ekipą próbuje podczepić się pod działania samorządów – niejako zawłaszczając sobie podejmowane przez samorządy działania. Tylko że tak nie jest.

Czy samorządy w jakimś sensie same nie pozwalają opozycji totalnej na takie działania?

– Często rozmawiam z samorządowcami i słyszę, że oni nie chcą być utożsamiani z żadną formacją polityczną, z żadną siłą partyjną. Natomiast Platforma próbuje przejąć inicjatywę i mówi, że jest ambasadorem, czy też obrońcą strony samorządowej. I to jest kolejna kość niezgody. Chodzi o to, że Rafał Trzaskowski, Aleksandra Dulkiewicz czy Jacek Karnowski, popierający Platformę, to nie jest cały polski samorząd. Z całym szacunkiem do włodarzy największych polskich miast – polski samorząd to jest ponad 2500 miast i gmin, a więc ogromna rzesza, która na przestrzeni naszej bytności w Unii Europejskiej bardzo różnie była traktowana przez stronę rządową. Pamiętamy, że kiedy w Polsce rządziła koalicja PO-PSL, to skupiano się na najważniejszych centrach i większość środków unijnych nie szła na prowincję, do tzw. Polski B, tej małej, gminno-powiatowej.

Natomiast w starej unijnej perspektywie środki szły głównie do dużych aglomeracji, także na infrastrukturę związaną z organizacją Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012. A jak to wyglądało i jak ekipa Donalda Tuska gospodarowała tym środkami – nikomu chyba przypominać nie trzeba...

Skąd taka zacięta walka, aby właśnie teraz obalić rząd?

– Zawsze twarzami unijnych środków są aktualnie urzędujący politycy, sprawujący władzę. Tak było w przypadku środków dla rolnictwa, gdzie na plan pierwszy wybijał się ówczesny minister rolnictwa z PSL-u Marek Sawicki, kiedy drogami chwalił się premier Donald Tusk, a program realizował minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomir Nowak. Problem Platformy polega na tym, że mają świadomość, iż ich porażka dzisiaj – jeśli chodzi o środki z Krajowego Planu Odbudowy – ich nieobecność na scenie rządzenia państwem, powoduje, że na koniec roku ten, kto będzie rządził Polską stanie się twarzą 770 miliardów złotych dla Polski w ramach budżetu unijnego. I dzisiaj trwa walka, kto będzie twarzą tych środków, i to spędza sen z powiek Budce, Trzaskowskiemu czy Kosiniakowi-Kamyszowi, dlatego próbuje się wykoleić rząd.

Jakie są na to szanse?

– Politycy opozycji mają świadomość, że jeżeli w najbliższych tygodniach czy miesiącach nie doprowadzą do obalenia rządu i do przyspieszonych wyborów, to ich szanse na wygranie wyborów i przejęcie władzy za dwa lata znacząco zmaleją. Warto też przypomnieć, że w ostatnim, covidowym roku na wsparcie polskiej gospodarki – w różnych formach tarcz, dotacji itd. – rząd przeznaczył blisko 200 miliardów złotych, tymczasem jeśli chodzi o budżet unijny, to mówimy tu o kwocie 770 miliardów złotych dla Polski. Opozycja ma świadomość, że Polacy zapamiętają tych, którzy będą o tych środkach mówić i będą tymi środkami dysponować, a jednocześnie w sposób uprawniony będą mogli uznać to za swój sukces.

Trzeba też powiedzieć, że to nie rząd, ale samorządy rozdysponują sumę ok. 500 miliardów złotych. Już dzisiaj poszczególne regiony negocjują w Brukseli te sprawy. Ponadto w ramach tej wielkiej puli unijnej i Krajowego Planu Odbudowy mamy twarde, ważne inwestycje, które z różnych względów nie zostały zrealizowane, czy też jako istotne gałęzie ważne dla państwa były pomijane – takie jak kolejnictwo, rozbudowa sieci transportowej czy inwestycje w polską służbę zdrowia – szpitale itd. Zatem opozycja nie ma dzisiaj innego wyjścia jak próbować zdestabilizować polską scenę polityczną i doprowadzić do przedterminowych wyborów.

Z drugiej strony frakcja rządząca też musi mieć świadomość, że przed nią 4 maja egzamin być albo nie być...  

– Miejmy świadomość, że Fundusz Odbudowy nieprzyjęty przez polski parlament oznaczać będzie, że nie tylko my, ale przede wszystkim państwa południa Europy, takie jak Włochy, Hiszpania czy Portugalia, które są w bardzo trudnej sytuacji, nie otrzymają pieniędzy na odbudowę swoich gospodarek po kryzysie covidowym. Ponadto to Komisja Europejska będzie dysponować tymi środkami i de facto je rozliczać, dlatego mówienie, że to będą fundusze wyborcze, partyjne jest nieporozumieniem. Nie ma takiej opcji, bo tego typu środki zawsze są bardzo rygorystycznie rozliczane.

Oczywiście przy środkach unijnych jest także ryzyko, że nie wykorzysta się w stu procentach pieniędzy, a jeśli zostałoby złamane prawo albo środki zostałyby rozdysponowane niezgodnie z przeznaczeniem, to jest także ryzyko konieczności ich zwrotu. Tak czy inaczej nieodzowne jest wyraźne oddzielenie awantur wewnątrzkrajowych, międzypartyjnych od reprezentowania interesów państwa na zewnątrz. Niezbędne jest prowadzenie wspólnych działań w interesie Polski na forum europejskim, bo tam każde państwo walczy o swoje interesy.

Tymczasem w Polsce opozycja totalna wciąż realizuje scenariusz ulica i zagranica…

– To, że mamy pecha, że obecna opozycja w Polsce i strona rządowa nie dogadują się już nawet nie w kraju, ale przede wszystkim w Brukseli w trakcie rozmów – czy to w europarlamencie, czy to w rozmowach z udziałem różnych polityków unijnych – to tak naprawdę jest naszym przekleństwem. To powoduje, że inni wykorzystują okazję i próbują nas rozgrywać. Unia to są państwa, które mają swoje interesy; co więcej, interesem wielu jest zdyskredytowanie Polski i próba zablokowania rozwoju naszego państwa i naszej gospodarki. Ponadto chybiony jest argument opozycji, że ktoś będzie nam próbował odebrać pieniądze. Nie łudźmy się, bo na pieniądze, które ma otrzymać Polska, chrapkę mają poważni unijni inwestorzy, którzy są świadomi, że za tymi środkami będą się kryły różnego rodzaju inwestycje, technologie, na których będą zarabiać.

       Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki